Niezmiennie

Codziennie. Nie ważne czy była ósma rano czy wieczorem. Słońce czy deszcz. Wiosna czy jesień. Jedynie w zimie można było być pewnym, że nic się nie dzieje. Choć też nie zawsze. Zdobył sanki. Szalał dalej. Nie mieszkałam przy ruchliwej ulicy. W sumie można powiedzieć, że wcale przy niej nie mieszkałam, skoro mój dom dzieliło od niej jeszcze podwórko sąsiadów. Jednak to była ta droga, którą przez pierwsze cztery lata mojej edukacji chodziłam do szkoły. Kawałek asfaltu, po którym szalał on. Syn dyrektorki. Marcin. Starsze dzieci go nie lubiły. Młodsze przez to również często od niego stroniły. Był dziwny. Temu nie można było zaprzeczyć. Droga była długa i prowadziła do lasu. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Byłam mała. Nie mogłam odchodzić daleko od domu. Ciekawość, co znajdę na jej końcu zawsze dawała o sobie znać, gdy już prawie uciekłam spod bacznego wzroku mamy i schowałam się za dużą szopą. Niestety, natarczywe nawoływanie zmuszało mnie do powrotu do wcześniejszej zabawy. Co dziwne, nigdy nie interesowało mnie gdzie prowadzi jeśli nikt mnie nie pilnował i miałam możliwość przejścia się i sprawdzenia tego na własnej skórze. Bałam się. Pójścia w nieznane. Samej. Bez świadomości, że ktoś pójdzie za mną i znajdzie mnie gdybym się zgubiła. Gdy podrosłam, chodziliśmy na górkę razem z bratem. Na jej szczycie znajdował się krzyż. Do tej pory nie mam pojęcia, kto go tam postawił i szczerze mówią nie interesuje mnie to. Ważniejsza była sama wyprawa niż jej cel. I maliny, które rosły na polu obok. Sąsiadki. Przedszkolanki. Kobiety, która wpisała mi się do pamiętnika i kazała pilnie uczyć. Jeszcze wtedy miałam zostać lekarzem. To były dobre dni. Pewnego razu bawiłam się pod mostem. Rzeka, która tam płynęła stanowiła obrzeża naszego podwórka. Lalka barbie zażywała kąpieli. Skończyło się na tym, że wyszła z niej z większą ilością błota niż przyszła. Nie przejmowałam się. W końcu to było morze, a barbie była na wakacjach. Mama w domu na pewno mi ją porządnie wyczyści. Weszłam na górę i usiadłam na brzegu drogi tak by moje nogi mogły swobodnie zwisać nad wodą. Przyjechał. Zatrzymał się obok. Powiedział: "Cześć". Zawsze się witał, choć nie często ktokolwiek chciał mu odpowiedzieć. Chciał moją lalkę. Nie oddałam mu jej. Zsiadł z roweru, podszedł do mnie i mi ją zabrał. Nie zerwałam się. Mam lęk wysokości. Bałam się, że gdy się ruszę, spadnę. Siedziałam na krawędzi i patrzyłam jak przygląda się mojej zabawce. Stwierdził, że mu się nie podoba. Wyrzucił ją. Rozpłakałam się i gdy tylko odjechał pobiegłam do domu powiedzieć o wszystkim mamie. Poszła ze mną na most. Był tam. Na polu obok. Ze swoją mamą. Mieli tam grządki. Moja mama wytłumaczyła sytuację, a kobieta wzruszyła tylko ramionami. Nie lubiłam jej już wtedy. Gdy miała mi i mojemu bratu pożyczyć czepki na basen, ale ostatecznie pojechały z nimi jej dzieci: Małgorzata i Marcin. Wiedziałam, że już nigdy nie obdarzę jej żadnym ciepłym uczuciem. Ale to było później, w pierwszej klasie. W tamtym momencie, gdy moja barbie odleciała, nadal nie chodziłam jeszcze do zerówki. Chciałam odzyskać lalkę. Chciałam by mi ją przyniósł z powrotem. Krzyczałam na niego. On tylko głupio się uśmiechnął i wystawił mi język. Nie wiedziałam, że on naprawdę taki jest. Nikt nie mówił o takich rzeczach dzieciom. To przyszło później. Nie wychodziłam na ulicę. Wystarczało mi, że spojrzałam w okno. Był tam. Jeździł na rowerze. W tę i z powrotem. Bez celu. Dla samej jazdy. Czasami cały dzień. Nie chciałam stracić innej zabawki. Trzymałam się od niego z daleka. Jednak nie na długo. Byłam dzieckiem. Chciałam być wszędzie. Poszłam na most. Niedługo później on też tam był. Zsiadł z roweru i zszedł pod most. Po chwili wrócił z moją lalką. Była brudna i dziwnie pachniała. Ale to była moja barbie. Oddał ją. Wsiadł na rower i pojechał dalej. Przestałam się gniewać. Wiedziałam, że jest dziwny, ale zaczęłam go lubić. Niedługo później, mój brat również nauczył się jeździć. Zaczął śmigać w po szosie razem z nim. Tylko do krzaków wyznaczających granicę boiska szkolnego, by mama zawsze mogła go mieć na oku. Zaprzyjaźnili się. Przynajmniej mój brat tak mówił. Nikt nie wiedział, co czuje Marcin. Mojej mamie niezbyt się to podobało, ale nie zabroniła im się widywać. Moja siostra chodziła z chłopakiem do klasy. Mówiła, że jest śmieszny, ale nic nie zrobi Adamowi. Rodzicielka nie do końca czuła się przekonana, ale nie zgłaszała obiekcji. Jeździli po drodze. Rowerami, sankami. Rok po roku. Mój brat dorastał. Marcin też. Ale coraz trudniej było im się dogadać. Wcześniej nie rozmawiali prawie wcale. Wystarczył im śmiech i uczucie wiatru dmuchającego w twarz podczas rozpędzania roweru. Adamowi w końcu się znudziło. On jeździł dalej. Wyprowadziliśmy się. Dorosłam. Zrozumiałam parę rzeczy. Myślę, że od dawna wiedziałam. Ale jakim cudem wytłumaczenie mogło być tak proste? Od czasu do czasu nadal tam jeździmy. Budujemy tam nowy dom. Odwiedzamy sąsiadów, którzy co wizytę pytają się, kiedy znowu wprowadzamy się z powrotem. Patrzę na drogę i wiem, że on niedługo się na niej pojawi. Zawsze tam jest. Rower i on. Niezmiennie. Od trzynastu lat. Od kiedy tylko pamiętam. I teraz dziecięce słowa nabierają sensu. Był dziwny. Naprawdę. Miał zespół Downa. Ale był sobą. Niezmiennie. I to w tym wszystkim było najbardziej przerażające. Starszy o pięć lat, a wciąż taki jak kilkanaście lat temu. On rower i droga. To nigdy się nie zmieni.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 13.12.2013r.

1     

Nowokaina Użytkownik wpmt 13 12 2013 (14:32:33)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Witaj

Ostatnimi czasy w ogóle nie wystawiłam nikomu szóstki. Niestety, ale rzadko trafiam na teksty, które poruszyłyby mnie do głębi, zaskoczyły, zadziwiły i pozostały w głowie. Na całe szczęście, Twoja praca jest warta tych kilku minut, ponieważ Twój styl jest niemalże genialny.

Oczywiście, nie byłabym sobą gdybym nie zwracała uwagi na stronę techniczną. Jednak tym razem, doznania emocjonalne zdały się ważniejsze niż niedociągnięcia. Mimo tego, pozwoliłam sobie "dopisać" kilka brakujących przecinków. Ponadto, poprawiłam dwa zdania, które na chwilę obecną brzmią zdecydowanie lepiej niż uprzednio. Przedstawię Ci efekt końcowy:
1. "Niestety, natarczywe nawoływanie zmuszało mnie do powrotu do wcześniejszej zabawy."
2. Powiedział: "Cześć".
Sądzę, że jest to wszystko.

Przechodząc do samej treści, stworzyłaś niesamowity nastrój. Z pewnością jest to także zasługa piosenki, której słucham dzisiaj na okrągło: BOKKA - Town of Strangers. Polecam Ci, jeśli nie znasz. Zobaczysz, jak idealnie komponuje się z Twoim tekstem. Nawiasem mówiąc, polecam Tobie całą płytę.
Podoba mi się prostota zdań. Podoba mi się język, jakim operujesz. Podoba mi się zwykła, szara rzeczywistość, w której przyszło żyć bohaterom. Nie kombinujesz, nie upiększasz. I o to właśnie chodzi w pisaniu. Nie starasz się niczego wmawiać czytelnikowi, ponieważ z Twoich słów płynie prawda. Jestem zachwycona, naprawdę. Zakończenie spowodowało, że powiedziałam: "Wow". Oby więcej takich prac.

Bierzesz udział w konkursie czy może Twoja praca jest już w Poczekalni? Jestem niezmiernie ciekawa, co miałabyś do zaproponowania.

Szóstka z minusem.
Pozdrawiam

Shinaa Użytkownik wpmt 13 12 2013 (15:11:20)
Chce wziąć udział w konkursie, ale nadal nie zdecydowałam, do którego z obrazów chce stworzyć historię. Ten tekst miał być pewnego rodzaju sprawdzeniem się czy potrafię wyzwolić w człowieku jakieś emocje podczas czytania. Cieszę się, że mi się udało.
Jeśli podobała Ci się ta miniaturka polecam jeszcze jedną napisaną przeze mnie "Need to escape". Mam nadzieję, ze również przypadnie Ci do gustu :D
Dziękuję za ocenę.

Nowokaina Użytkownik wpmt 13 12 2013 (20:38:35)
Z doświadczenia wiem, że nie warto szukać inspiracji na siłę. Jednak jeśli idzie o ten konkurs, termin jest już coraz bliżej. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(62): 62 gości i 0 zarejestrowanych: