warto go przeczytać
16 lipca, godzina 2.43
Patrzyłam dziś na księżyc. Srebrna kula otulona słodko przez panią Nocy, granatową, aksamitną kołdrą nieba, wyglądała cudownie. Czasami pragnęłabym być właśnie nim. Świeci sobie raz na jednej półkuli, raz na drugiej. Rozpieszczają go gwiazdy, usługując. Ma towarzystwo w postaci różnych planet. Ja nie mam zbyt wielu przyjaciół. Jednak wyobraźnia często mi pomaga. Mimo tego, moje życie już nigdy nie będzie takie same. Dawniej byłam otoczona przyjaciółkami, które ślubowały, że będziemy rozmawiać do końca życia i nasza przyjaźń będzie wieczna. Parę lat temu zrozumiałam, że niestety nie ma na to szans. Jedyna w klasie trenowałam pływanie. Pokochałam to całym sercem, odkąd w wieku siedmiu lat, tata zapisał mnie na specjalne zajęcia. Najpierw wprawialiśmy się powoli, a z czasem zaczęliśmy reprezentować nasz klub i wygrywaliśmy nagrody. Gdy byłam już starsza, w gimnazjum, często z koleżankami i kolegami, chodziliśmy na pizzę, na zakupy. W wakacje, gdy treningi były rzadziej, chodziliśmy na inne baseny. Było naprawdę wesoło. Cieszyłam się, że mam takie szczęście i myślę, że byłam wtedy rozpieszczoną dziewczyną. Rodziców nie było w domu bardzo często, gdyż pracowali. Tata miał własną firmę przewozową, zaś mama mały zakład fryzjerski. Nie miałam z nimi jakiś bliższych relacji. Były właściwie oficjalne, w domu pojawiali się w niedzielę. Czasem udawali się do kina, do teatru. Ze mną bywali gdzieś rzadziej. Martwili się, jak wszyscy rodzice o swoje dzieci, ale była to troska, chyba trochę oficjalna. W każdym razie, dwa lata temu, gdy zaczęłam pierwszą klasę liceum, we wrześniu miałam reprezentować klub samotnie. Wybrano mnie jako najlepszą pływaczkę. Bardzo się wtedy cieszyłam, a koledzy i koleżanki, wspierali i nie czynili wyrzutów. Gdy nadszedł ten dzień, byłam stremowana, ale wierzyłam, że będzie dobrze. Ustawiliśmy się na miejscach i na gwizdek mieliśmy skoczyć do wody i płynąć. Ostry dźwięk zapiszczał mi jakoś dziwnie w uszach i jakby otumanił na chwilę. Źle skoczyłam i straciłam przytomność. Tylko tyle pamiętam. Czarne plamy przed oczami. Obudziłam się w lśniącej białej sali. Leżałam na wysokim łóżku i nie mogłam się ruszyć! Świat jeszcze wirował, ale po minucie wszystko wróciło do normy. Obok łóżka zobaczyłam moją mamę, chudą, niewysoką kobietę o krótkich brązowych włosach. Płakała i szlochała w chusteczkę. Tata, dwumetrowy pan, o wesołych niebieskich oczach i czarnych włosach, stracił swój blask.Już nie był wesoły, tylko równie smutny. Obejmował mamę ramieniem. Wreszcie zauważyli mnie i rzucili się jak na wyścigi do łóżka. Mama przytuliła mnie mocno i wytłumaczyła całą sytuację. Otóż, źle skoczyłam do basenu i prawdopodobnie mogłam uszkodzić sobie kręgosłup. Jednak niczego na razie nie są pewni lekarze. Tak powiedziała. O, gdyby czas mógł się cofnąć! Byli przy mnie cały czas, a ja ciągle musiałam leżeć! Podejrzewałam wiele opcji, ale to były dyrdymały wymyślane przez nastolatkę. Prawda okazała się jeszcze bardziej brutalniejsza. Dwa dni potem przyszedł do nas pan doktor. Na sali nie było dziewczyny, która tu leżała, gdyż wyszła na chwilę. Doktor chciał robić wrażenie miłego i taktownego, więc długo kluczył i mówił jakieś dyrdymały. W końcu zorientował się, jak bardzo jesteśmy zdeterminowani i powiedział prosto z mostu:,,Niestety, zostaniesz kaleką.Bardzo mi przykro''. Mama uwiesiła się doktora i żądała głębszych wyjaśnień. W końcu wrócili na noc do domu, a ja sama zostałam w ciemności nocy i swojej duszy. Zapomniałam o Bogu. Pragnęłam po prostu umrzeć, albo roztrzaskać się jak jakaś nic nie warta stara figurka. Czułam się zużyta. Myślałam nawet, czy nie zacząć się ciąć, ale nagle w mojej wyobraźni pojawiła się płacząca mama i z miłości do niej, zrezygnowałam. Potem mijały następne tygodnie. Koledzy z basenu przyszli raz i nie bardzo wiedzieli o czym rozmawiać. Drugiego razu nie było. Nie chcieli przyjaźni z kaleką. Nie chciałam już być człowiekiem. Moja największa pasja się skończyła. Nie mogłam pływać. Nie miałam przyjaciół. Jednak pół roku później wróciłam do mojego liceum. Wiele osób odnosiło się do mnie miło, ale rozumiałam, że to litość. Jedyną osobą, która pojęła moje uczucia, była Sandra. Dawniej kochała balet i była jak ja, jedną z najlepszych. Niestety, z powodu kontuzji nogi, musiała zrezygnować. Zwierzała się, że to według niej, było wyrwaniem się ze świata nędzy. Jej mama piła alkohol i często była pijana. Sandra dostała stypendium i chciała zostać sławną baletnicą. Na marzeniach się skończyło. Kiedy płakała w szpitalu, jakiś dzień po wypadku, przyszła do niej mama. Uśmiechnęła się lekko i powiedziała, że będą lepsze dni. Powiedziała, że gdy dowiedziała się o wypadku, już nie chciało się jej pić, aby zapomnieć o bólu. Mówiła, że gdy modliła się o pomoc w zakończeniu nałogu, coś się w niej odmieniło. Wiara uczyniła cuda. Wspierała Sandrę i gdy dziewczyna wróciła do szkoły, zyskała sympatię ze strony kolegów, ale z nikim się nie zaprzyjaźniła. To mi chyba pomogło. Moja przyjaciółka bardzo często przychodzi do mnie, pomaga. Pcha w szkole wózek. Chodzimy razem na zakupy. Od czasu tego wypadku, rodzice zwolnili tempo. Tata bywa w weekendy w domu, a mama powierzyła salon zaufanym pracownikom, sama wypełnia tylko papierkową robotę w domu. Jest przy mnie, gdy jej potrzebuję. Znam jej całe dzieciństwo i marzenia. Jak poznała tatę, jak pokochała fryzjerstwo... Dawniej nie było na to czasu, a teraz? Czasem zdaje mi się, że dawniej moje życie nie miało sensu. Przyjaciele byli ze mną, tylko po to, aby pokazać się z wystrzałową dziewczyną i zwyciężczynią wielu konkursów. Żyłam w obłudnym świecie, który wydawał się doskonały. Teraz mam miłych kolegów, szczerych, przyjaciółkę, rodzinę, ciekawsze myśli i pomysły. Myślę nawet o napisaniu książki. Jednak to za parę lat. Obecnie lat mam osiemnaście. Chodzę jeszcze do liceum i razem z Sandrą, pragniemy być w przyszłości dziennikarkami. Udamy się nawet na ten sam uniwersytet. Nasza przyjaźń nie może zginąć. Nas połączyły niemiłe wydarzenia i zrozumienie siebie. To się liczy. Czasem żałuję, że nie mogę pobiec przez zieloną łąkę, wspiąć się na czereśnie i narwać słodkich owoców. Jednak dzisiejsze dni są lepsze od poprzednich. Jest już głęboka noc. Przez moje pomarańczowe firanki, prześwituje księżyc. A ja myślę sobie, czego chcieć więcej? No może jeszcze miłości. Takiej prawdziwej i do końca życia. I może wkrótce ona będzie, bo poznałam miłego chłopaka, któremu moje kalectwo nie przeszkadza... Dziękuję dziś życiu za wszystko.
Ocena: 5.6
Liczba komentarzy: 6
Data dodania: 19.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 28 gości i 7 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski