Pseudonim: Poziomka.
Imię: Magdalena
O sobie: "Cel życia to sprawić aby serce zabiło w rytmie wszechświata, aby w swej istocie człowiek dorównał naturze."
Napisanych prac:
- wiersze: 1
- proza: 8

Średnia ocen: 4.2
Użytkownik uzyskał: 26 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Niemiłość cz.II" 27.06.2015
"Szóstka" 01.09.2011
"Deszcz wolności" 29.09.2011
"Twórcza nadzieja" 09.10.2011
"Niemiłość" 14.11.2014

Inne prace tego autora:
"Niemiłość" 14.11.2014
"Igraszka - I etap..." 19.05.2012
"Deszcz wolności" 29.09.2011
"Twórcza nadzieja" 09.10.2011
"Ukryte właściwości" 23.07.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Niemiłość

O miłości można pisać długo. Ona jej nie przeżyła. Kochała swoją rodzinę, ale nikogo więcej. Ten temat w ogóle nie zaprzątał jej myśli w odniesieniu do własnej osoby. Czytała książki o wielkiej miłość, ba! –nie trzeba było szukać tak daleko – jej rodzice bardzo się kochali. To było widać. Ale ona po prostu jeszcze nie kochała. Nie odważyła się? Nie spotkała nikogo, w kim mogłaby się zakochać? Być może. Sama do końca nie była pewna. Po prostu ten etap w jej życiu jeszcze się nie rozpoczął. Nie czuła nawet takiej potrzeby. Wręcz przeciwnie, miała milion ważnych spraw na głowie, angażowała się w co tylko mogła i zdziwiło ją to uczucie. Zaskoczyło. Przyszło nagle i niespodziewanie. Nie wiedziała, czym było. Była tylko pewna, że jeszcze nie miłością. O miłości nie miała też odwagi pisać, chociaż w jej szerokiej gamie zainteresowań nie zabrakło tej formy spędzania wolnego czasu. Chwytanie za długopis i skrobanie na kartce papieru było czymś więcej – powietrzem dla jej nasyconych rzeczywistością płuc. Potrafiła pisać o wielu rzeczach. Piękne i wzniosłe wiersze czy zabawne, humorystyczne historyjki. Ale nie o miłości. To było zbyt skomplikowane. Kiedy wewnętrzne ciepło po raz pierwszy chwyciło jej serce, poczuła, że się mota. Dziwne uczucie. Kiedy widzisz zwykłą osobę, z którą często spędzasz czas, ale jej uśmiech jest po prostu najszerszy, a oczy…? W nich jest coś niesamowitego, jakby dwa płomyczki rozjaśniające pustkę tego świata. Wspaniale skrojony podbródek, miękkie w dotyku włosy. Ale to jest tylko zalążek, najmniejsza z najmniejszych części. TO jest dopiero początek. Ta chwila, gdy widzi go idącego szkolnym korytarzem. Ktoś inny pomyślałaby „miły chłopiec”, ale ona uznałaby to za urazę. Wszystko, co w nim, każdy jego najmniejszy krok, lekko przesuwający go na prawą bądź lewą stronę, ten charakterystyczny gest podnoszenia głowy kiedy mówi do niej „cześć”, dołeczki w policzkach, pokrytych zarostem. O, i jeszcze ten moment, kiedy drapie się po brodzie, patrzy w jeden punkt, jest zamyślony. Słychać wówczas, jak jego palce przesuwają się po powierzchni skóry, z której wyrastają króciutki włoski. Albo ten wyraz twarzy kiedy coś opowiada, tak jakby przeżywał to jeszcze raz i chichy szept, wypowiadający jej imię na lekcji. Brwi podnoszące się lekko do góry, gdy dają sobie porozumiewawcze spojrzenie. I jeszcze to, jak ją szturcha, gdy chce jej coś pokazać i szybko wypowiedziane słowa: „patrz, patrz!”. Ten moment, kiedy jest nad czymś skupiony. Ściąga lekko brwi, jego twarz przybiera pełną powagę. Wygląda wówczas jak grecki bóg. Kto inny oczywiście powiedziałby, że to zwykły chłopiec, całkiem ładny i na pewno inteligentny, ale zwyczajny jak wszyscy. Ona wiedziała, że nie jest jak wszyscy. Zdawała też sobie sprawę, że jest subiektywna, jeżeli chodzi o opinię na jego temat. To nie był czas na fascynacje czy zauroczenia. Jak zwał, tak zwał. Ale mimo tej wiedzy brnęła w to dalej. Z niezwykłą rozkoszą przyglądała się jego dłoniom. Mogłaby napisać o nich poemat. Kiedyś uznałaby je za całkiem normalnie, ale teraz? O nie… Były silne, a zarazem delikatne. Na każdym z jednocześnie męskich, ale także wysmukłych palców znajdował się wprost idealnie skrojony płat paznokcia. Nie ważne było jednak to, jak dłonie wyglądały, ale jakie były. A były niesamowite! Za każdym razem kiedy jej dotykał, czuła, że rodzi się na nowo. Te dłonie miały w sobie moc, która dawała energię do życia. Wtedy wiedziała, że nie jest bohaterką książki, czy filmu, ale żyje naprawdę, wykorzystując wszystkie możliwości odczuwania. I był jeszcze ten moment, kiedy oboje pisali i nagle, niechcący dotykali się łokciami. Po niecałej sekundzie przysuwali ręce do siebie, ale ona potem długo nosiła w pamięci to doznanie. W nim była jeszcze jedna niesamowita rzecz. Pachniał, jak wszystkie najpiękniejsze zapachy razem wzięte. Przede wszystkim jak prawdziwy mężczyzna, ale też jak najpiękniejszy kwiat czy skoszona trwa. Zachwycała się tym. Szczególnie kiedy przeszedł koło niej. Wówczas woń „wszystkiego, co najlepsze” owionęła ją całą i znów poczuła się jak małe dziecko, które przed chwilą się urodziło. Nie potrzebowała wiele, tylko tego zapachu, tych dłoni, prostych gestów, jej imienia wypowiadanego przez te różowe, pięknie skrojone usta. Mimo tej całej fascynacji, bo zniewagą byłoby nazwać to miłością, potrafiła żyć dalej normalnie, tak jak wcześniej. Może nawet lepiej, bo w każdym przykrym obowiązku odnajdywała sens. Była pełna niezgromionej energii, żywej i nieskończonej. Nadal nie wiedziała, czym jest miłość. Nadal znała to uczucie tylko z teorii. To tak naprawdę, wyrzekanie się przyjemności dla drugiej osoby. U niej tak nie było. On dawał jej wszystko samą swoją osobą. Ona jemu nic. Albo sama nie wiedziała, co mu dawała. W każdym razie na pewno nie było tak wspaniałe, jak to, co dostawała od niego. To było tylko - albo - aż pożądanie. Pragnęła go wszystkim, co miała w sobie i to wydawało się jej dziwne. Pragnęła kiedyś dostać lustrzankę, albo napić się herbaty w grudniowy wieczór, ale osoby? Pragnęła kiedyś z kimś porozmawiać, spędzić czas, ale żeby pragnąć w człowieku wszystkiego? To się jej jeszcze nie zdarzyło. Po miesiącach fascynacji, początkowo ukrywanej przed samą sobą, przegrała bitwę. Przyznała się do uczucia, czymkolwiek było. Na pewno nie miłością. Przyznanie się utrudniło sprawę. Bo pragnęła jeszcze bardziej, każdej najmniejszej cząstki jego ciała. Z tym pragnieniem pozostała. Żyła, chodziła, śmiała się. Dalej pisała, rysowała i fotografowała. Uczyła się dużo – jak zwykle, ale nie była już dawną sobą. Coś w niej pękło – w tej dziewczynie, która podchodziła do życia racjonalnie, zaszła nagła przemiana. Nie myślała o „byciu razem” to wydawało jej się abstrakcyjne. Chciała po prostu, żeby tak zostało. Pławiła się w tym uczuciu, w tych gestach, spojrzeniach, słowach. Nie, to nie była miłość. Nie, nie kochała. W tej niemiłości i niekochaniu zatapiała się jednak coraz bardziej.



Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 14.11.2014r.

1     

Terila Redaktor 19 11 2014 (23:26:19)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,

ktoś kiedyś powiedział "nie można kochać przez siedem godzin, a pozostałe siedemnaście już nie". Miłość jest prosta i naturalna, ale ludzie o tym zapominają, tak samo, jak Twoja bohaterka.

To tak naprawdę, wyrzekanie się przyjemności dla drugiej osoby.
- spróbuj cofnąć się w czasie do swoich narodzin i wyobrazić sobie rodzącą Cię mamę, jej uczucia względem porodu, względem swojego dziecka. Czy można to nazwać miłością? Czy można nazwać to wyrzekaniem się przyjemności dla drugiej osoby? Czyż w miłości można myśleć o wyrzekaniu się przyjemności dla drugiej osoby?

W miłości nie istnieje wyrzekanie się czegokolwiek. Miłość to akceptacja. Miłość kocha, szanuje, nie unosi się pychą, jest łagodna i dobra. Miłość nie myśli, kocha.

Paradoks, paradoks przetacza się w Twoim tekście. Zaczynając od metafor, antytez, ironii i sarkazmu, a kończąc na właściwym pojęciu dziewczyny o sobie samej i jej świecie. Twoja postać sama nie pozwala na zagoszczenie miłości w jej sercu. Jeszcze nie kochała, ale kocha rodzinę. Zajmuje się wszystkim tylko nie kochaniem, pisze o wszystkim tylko nie o kochaniu. A gdy miłość pojawia się samoistnie, naturalnie, mimo wszystkich niedziałań Twojej postaci, ona ją odrzuca. Nazywa ją pragnieniem, czyni ją pragnieniem i z tego powodu zadręcza się, tworząc z siebie kogoś kto po prostu jeszcze nie kochał i nie wie dlaczego. Jeżeli będziesz nazywać konia krową, on będzie jawił się jako krowa w Twoich oczach, ale wciąż pozostanie koniem.

Momentami zabrakło przecinków w zdaniach z "kiedy, jak, co". Polecam zaznajomić się z zasadami stawiania ogonków w tych miejscach.

Jeżeli chodzi o Twój styl - piszesz bez zastrzeżeń. Bardzo podoba mi się, że wzbudziłaś/łeś we mnie chęć do dyskusji.

Pozdrawiam.

Poziomka. Użytkownik wpmt 21 11 2014 (00:27:00)
Wiem, że moja mama kiedy miała mnie urodzić bardzo mnie kochała i cieszyła się, że będzie mnie miała. Nie zmienia to jednak faktu, że taki poród był czymś bardzo bolesnym.
Chociaż nie zgadzam się do końca z moją bohaterką to chyba o to właśnie jej chodziło, że miłość to nie same uczucia, albo te momenty, gdy ktoś zwyczajnie się komuś podoba, ale bycie dla drugiego człowieka, robienie często różnych rzeczy wbrew sobie, byle tylko tej drugiej osobie było lepiej.
A moja bohaterka tak nie miała. Nie potrafiła dawać czegoś od siebie.
Ona po prostu była zakochana, ale nie wybrała jeszcze miłości, a dojrzała miłość to wybór i też zdolności do poświęcenia dla tej osoby, bardziej patrzenie pod kątem "Co ja bym mogła dać tej osobie, żeby była szczęśliwa" aniżeli "Ja będę szczęśliwa, jeżeli ta osoba zrobi dla mnie to i tamto".

Dziękuję za ocenę i również pozdrawiam. :)

Terila Redaktor 21 11 2014 (12:10:34)
Wydaje mi się, że wszystko o czym mówisz wynika z braku zainteresowania miłością przez Twoją bohaterkę, dlatego nie wybrała miłości. Nie powiedziałabym, że nie potrafi dawać czegoś od siebie - miłość to raczej nie handel, nie transakcja wymiany - prędzej tłamsi swoją zdolność do miłości. Co widać po jej zachowaniu.

Nie wiem czemu, ale zainteresowała mnie Twoja bohaterka. Jestem ciekawa, co by się stało, gdyby otworzyła swoje serce na miłość. Moja wyobraźnia pasie się już na łąkach fantazji...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(54): 54 gości i 0 zarejestrowanych: