warto go przeczytać
Ostatnio zapytali mnie czy spotkałem człowieka, który nie miałby wątpliwości. Zdziwiło mnie to pytanie i oczywiście zasępiłem się w myśli nad odpowiedzią. Czułem jak mój umysł zaczyna szaleć, jak zbacza ze ścieżki, na której kiedyś go ustawiłem. Było to dziwne uczucie, aczkolwiek dobre. Naprawdę cudownie można się poczuć, kiedy nasz mózg swawolnie, a zarazem mimo woli zaczyna pracować i szukać odpowiedzi do problemu, który przed nim postawiliśmy. Zdarzyło mi się to kilka razy, lecz ten najważniejszy nastąpił właśnie wtedy, gdy zapytano mnie o wątpliwości. Rzeczą jasną jest, że od razu skonsultowałem sam ze sobą, czy to możliwe, aby ktoś nie miał wątpliwości? Odpowiedź przyszła po chwili… zacznijmy jednak od początku, czyli od miejsca, w którym wszystko się zaczęło.
Byłem bosy, stąpający po krystalicznym piachu widziałem horyzont i nic więcej. Szmaragdowe niebo oplotło swym korowodem przestrzeń, zupełnie tak jakby do niego należała. Czyż to nie dziwne? Tak czułem się dziwnie, wdychając ciężkie powietrze osiadające na dnie mych płuc. Nie było to jednak na tyle inne, żebym poczuł strach… Nie, to było coś nowego, coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłem, a o czym przekonywałem mój mózg, że jest złe i niedobre. Było po prostu nieznane. Tak więc, nie znając celu dla którego się tutaj znalazłem, bo przecież wcześniej mnie tu nie było. Jakąś godzinę temu, a może dłużej czułem jak ciepła woda obija mi palce stóp nad brzegiem lazurowego oceanu, tylko, że… tam też był piasek i dal sięgająca gwiazd. Dziwne, pomyślałem, dziwne. Cóż jednak mam zrobić, skoro oczy moje kończą się tuż za ręką. Ruszyłem przed siebie, lekkomyślnie stawiałem stopy. Raz za razem. W pewnym momencie, kiedy myślałem, że udało mi się zauważyć coś czego wcześniej tutaj nie było usłyszałem dziwny głos, dochodzący z mojej głowy. Niektórzy mówią, że jesteśmy nieśmiertelni, że tu się zaczynamy i tu kończymy… dlatego nie warto ci poszukiwaczu wiercić dziury w całym i szukać rzeczy, które istnieją wyłącznie nietutaj. Dziwne to słowa. Kto to powiedział, zapytałem zatrzymując się i rozglądając po wszechświecie. Nikt jednak nie odpowiedział, czyżby przestraszył się mego głosu? Troszkę chrypi, ale wydaje mi się, że nadal brzmi ładnie, jak za dawnych czasów, gdy największe opery chyliły mi czoła. Jej już tu nie ma, umarła – powiedział kolejny głos, który wydawał się być dalej niż poprzedni, i bliżej serca. Więc odpowiedz mi kim wy wszyscy jesteście? Krzyknąłem co sił w płucach, nie był to jednak lwi ryk, ponieważ ciężkie powietrze zaczęło mnie drapać, zacząłem się krztusić i pluć we wszystkie strony próbując pozbyć się tego czegoś, co nie pozwali mi żyć… tkwić, tutaj! Spokojnie człowieku, zamknij oczy i wyobraź sobie, że gromadzisz w brzuchu zdrowie, całe zdrowie jakie masz… Wygląda ono niczym kula energii, wirująca i chętna do szarży na wroga. Tak, kiedy zobaczysz ją oczyma duszy spraw, aby wyleciała przez gardło i oczyściła twój przełyk, po to, abyś mógł oddychać spokojnie. Zrobiłem jak kazał… kazała… kazało?! Skupiłem się, a na wszelki wypadek złożyłem dłonie, tak dla świętego” spokoju. Fuj! To chyba mój żołądek. Co za świństwa tam są, co ja w ogóle jem? Muszę przestać jadać w fastfo… Nie chciałbym przerywać dywagacji, aczkolwiek zaraz się udusisz, twoja twarz robi się purpurowa, więc człowieku pośpiesz się. Racja, warknąłem sam do się. Energia, kula, zdrowie. Widzę ją, słyszę jaka jest w niej moc, rośnie, staje się coraz większa i większa. Dobra taka wystarczy, przecież mój przełyk nie ma średnicy dwudziestu metrów, a to coś musi się tam przecisnąć i mnie uratować, a nie dobić. Hej, co się dzieje, powiedziałem wyraźnie, żebyś przestała rosnąć ty ma… duża prukwo! No już dosyć, bo zaczynasz naciskać mi na jelito, uwierz mi nie jest to szczytem przyjemności. Stop! Hej, słyszysz! - ona cię nie słyszy. Słyszy tylko mnie i ja mogę do niej przemówić – No to zrób to! Proszę, to tak boli… - Nie mogę jestem Chwilą, jestem i już mnie nie ma, jestem nieśmiertelna, tu się zaczęłam i tu się kończę. A ty giń człowieczku… mnie zabijają codziennie, w każdej sekundzie. Uwierzysz, że robią to z nudów? Kiedy skończyła mówić, niebo pociemniało, wszystko stało się szare, a głucha nicość pochłonęła piasek i horyzont. Teraz była tylko ona.
***
- Jaka diagnoza, panie doktorze?
- Wariat, nie warto marnować na niego czasu, nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 27.11.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(37): 29 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski