Pseudonim: Tuiq
Imię: Marcin
Skąd: Łódź
O sobie: http://marian-pisze.blogspot.com/
Napisanych prac:
- wiersze: 3
- proza: 8

Średnia ocen: 3.6
Użytkownik uzyskał: 45 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Zabójcy" 02.03.2012
"Ławeczka - Rozdział 2" 11.03.2014
"Niedzielny Klub Zaścienny" 12.07.2013
"Ławeczka - Rozdział 1" 12.12.2013
"Zabójcy - Sprawa Johna..." 10.03.2012

Inne prace tego autora:
"Niedzielny Klub Zaścienny" 12.07.2013
"Zabójcy - Sprawa Johna..." 10.03.2012
"Człowiek, który nie..." 12.07.2012
"Ławeczka - Rozdział 3" 18.05.2014
"Ławeczka - Rozdział 2" 11.03.2014


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Niedzielny Klub Zaścienny

Niedzielna noc była przepiękna. Sklepienie pełne gwiazd i księżyc w pełni dawały zwierzętom zmierzającym na spotkanie nadzieję na udany wieczór. - Witam, Panie Borsuku – wygruchał gołąb odziany w małą pelerynkę i równie mały kapelusik. - Ach, witam Pana Gołębia! Nie sądziłem, że się Pan pojawi. Ehm, wie Pan, o czym mówię – Borsuk przygładził nerwowo swój drogi surdut. Nie lubił mówić o zamożności; przynajmniej nie przy ludziach, z którymi nie mógłby wyśmiać biedniejszych. - Och, wie Pan jak to jest. Trudno zejść z tej karuzeli, hehe. - Rzeczywiście. Ja bym nie dał rady. Ale Pan… - Proszę Pana Borsuka! Jesteśmy częścią wspólnoty, nie możemy ot tak rezygnować – uniósł się Pan Gołąb. - Racja! Racja! – Pan Borsuk wyciągnął z małej kieszonki złoty zegarek i spojrzał na wskazówki. - Cholewka, już za dziesięć północ! Niech Pan leci i zajmie dobre miejsca! - Tak późno?! Jejku, bez zegarka trudno sobie poradzić. Może faktycznie zrobię jak Pan mówi. - Proszę się nie krępować – Pan Borsuk przybrał bardzo przyjazną minę. - Więc do zobaczenia przy stole! – Pan Gołąb wzbił się w powietrze i skierował się ku niedużej, lecz wyraźnie bogatej willi, stojącej u podnóża lasu. Dom należał do jakiś ludzi. Ot bezimienne, szare kukły bez wyrazu otoczone przez drogie, błyszczące rzeczy. Marny widok, ale ważne ogniwo wspólnoty. Pan Borsuk od razu, po odlocie znajomego, przyśpieszył kroku. Nie miał ochoty dzielić piękna podróży przez polankę dzielącą las od ludzkiej siedziby. Nie miał nic do zarzucenia Panu Gołębiowi, ale perspektywa dłużej rozmowy czy przebywania w jego towarzystwie nadzwyczajnie Panu Borsukowi nie odpowiadała. Tak po prostu, jakoś, to nie był ten poziom. Ale Pan Borsuk bardzo szanował Pana Gołębia. Naprawdę. Im dalej do przodu posuwał się Pan Borsuk, tym wyraźniej widział drgający we wszystkie strony ciemny sznur to podenerwowanych, to podekscytowanych zwierząt, które czekały cierpliwie w kolejce przy wyrwie w ogrodzeniu, by wejść na dziedziniec willi. - Oho! To chyba Pan Borsuk! – podniósł głos Pan Lis i wyściubił swój rudy pyszczek z kolejki, by lepiej przyjrzeć się nadchodzącemu gościowi. - Tak, tak! To na pewno on – przytaknął Pan Kret i pomachał w zupełnie innym kierunku. - Panie Krecie, Pan jak zwykle, zaskakująco nieomylny – zahukała Pani Sowa i poprawiła swoje okrągłe okulary. Miała taki nawyk, że zawsze często sprawdzała czy nowe rzeczy faktycznie są prawdziwe i znajdują się w miejscu, w którym ona je umieściła. Była nieco staroświecka i bardzo lubiła stereotyp swojego gatunku. Lubiła wyglądać na mądrą, choć taka nie była. Nagle na początku kolejki zawrzało. - Jak chcesz Pan znów zawieść wszystkich zgromadzonych, to proszę bardzo! – wrzeszczał Pan Dzik, ubrany w zupełnie niepasujący do jego barbarzyńskiego wyglądu smoking. - Zmęczony jestem. Rano wstać powinienem. Zapomniałem zwykle. – odpowiedział grzecznie Pan Kogut. - W delegacje trzeba się ubrać, a nie jak zwierzę… - złościł się Pan Dzik, który od jakiegoś czasu wybierany był przez wspólnotę jedynie jako opiekuna delegacji, a nie uczestnika. Fakt ten nieco uwierał w kopyto, zawsze energicznego i towarzyskiego, Pana Dzika. Mimo wszystko ten, jak na honorowego mężczyznę przystało, przyjmował decyzje większości i wykonywał powierzone mu zadanie najlepiej jak potrafił. Czasami nawet zbyt się do tego przykładał. - Odpuść Pan. Kogut, to zawsze zaspany, z głową w chmurach. Cieszmy się, że z nami leśnymi przystaje chociaż nie musi – stanął w obronie Pana Koguta Pan Królik. - Dobrze, ale to ostatni raz! - Oczywiście, oczywiście – Kogut wszedł przez otwór i podreptał leniwie w stronę sekretnego wejścia do domu. - Cóż to?! Kogut znów rozrabia? – sapnął Pan Borsuk, stając na przedzie kolejki. - Spokojnie, Panie Borsuku. Wszystko jest w porządku – Pan Dzik ukłonił się na tyle, na ile pozwalało mu jego nieelastyczne ciało i odsunął się z przejścia. – Zapraszamy, zapraszamy. Niektóre zwierzęta stojące w kolejce wykrzywiły się troszkę po tym, jak Pan Borsuk został wpuszczony bez czekania, lecz nikt nie wyraził wobec tego sprzeciwu. Tak już było. Nikt nie pamiętał już, dlaczego Pan Borsuk mógł więcej i lepiej i nikt, tak naprawdę, się tym nie interesował. Pan Borsuk ubierał się elegancko, schludnie, zawsze i wszędzie odnosił się do wszystkiego z pewną dozą wyższości. Wszyscy to akceptowali, a przedstawienie trwało dalej. Sekretne wejście do willi było w rzeczywistości niedomykającymi się drzwiami, przeznaczonymi dla personelu. Pan Borsuk wszedł do środka i podreptał w kierunku holu. Przeszedł przez kuchnię, pomieszczenia dla pracowników i gdy dotarł na miejsce, przystanął na chwilę. Westchnął cicho i zaczął gramolić się po rozwidlających się, dębowych schodach pokrytych czerwonym, miękkim dywanem. Skręcił w lewo i doszedł do momentu, w którym schody zaczynały się odwracać w drugą stronę. Tam, przy ścianie do połowy obitej drewnem, czekała Pani Mysz. Miała na sobie miniaturową, białą sukieneczkę, która zabawnie kontrastowała z jej szarą sierścią. - Panie Borsuku! Świetnie jest Pana widzieć! Widzę, że Pan w formie – zapiszczała. W formie. Ledwo wszedłem po tych schodach! - pomyślał. - Oczywiście! Jak zawsze, jak zawsze! Czy mogę wejść? Pani Mysz, która uwielbiała rozmawiać i teraz również na to liczyła, posmutniała lekko i złapała się za głowę. - Och! Przepraszam, nie chciałam Pana zatrzymywać – podeszła do drewnianego obicia i zastukała w nie leciutko. Zza ściany rozległ się chrobot i po chwili ściana przesunęła się w bok, odsłaniając korytarz. - Witamy Pana – w wejściu stanął Pan Sowa. – Czy nie widział Pan może mojej żony? - Pani Sowa zdaje się czekać w kolejce. - Ach. Ona tak zawsze. Musiała się wystroić i teraz pewnie nie uda jej się wejść. - Kobiety – zaśmiał się lekko Pan Borsuk, ale na spojrzenie Pani Mysz śmiech zmienił w chrząknięcie. - Proszę wchodzić. Zaraz zaczniemy. Pan Borsuk minął Pana Sowę i wszedł do środka. Wnętrze zawsze robiło na nim wrażenie. Całe pomieszczenie było niesamowicie podobne do wnętrza całego domu. Ściany do połowy obite, wypolerowanym do połysku drewnem, a reszta obklejona beżową tapetą z ciemnymi, wymyślnymi wzorkami, które wespół z migocącym światłem padającym ze świeczników tworzyły niesamowicie przyjemny, lecz w dziwnie intrygujący sposób, również i tajemniczy klimat. Pan Borsuk przeszedł przez krótki korytarzyk i wszedł do głównego, a zarazem jedynego, pokoju. Na środku stał duży, dębowy stół, nakryty wszystkimi, niezbędnymi do świetnej uczty, naczyniami i sztućcami, a na samym jego środku stała pusta, duża, srebrna taca. Wokół stołu zgromadzone były rozmawiające ze sobą zwierzęta. Wszystko wskazywało na to, że wieczór będzie udany. - Jest i Pan Borsuk! – zeskoczył ze swojego krzesła Pan Zając. - Dobrze Pana widzieć – ucieszył się Pan Borsuk. Bardzo lubił Pana Zająca, z którym świetnie się dogadywał. - Wyśmienity smoking – Pan Zając zlustrował odzienie Pana Borsuka. - Och, Pana również, bardzo dobrze na Panu leży! - Zapraszam do stołu! Pan Borsuk podszedł do wolnego miejsca obok Pana Zająca i zasiadł do stołu. Wymienił z innymi zwierzętami pozdrowienia i pogrążył się w rozmowie z Panem Zającem, który zaczął już wygłaszać tyranię na temat tego, jak trudno jest w tych czasach o dobrego krawca. W międzyczasie do ukrytego pokoju wszedł Pan Lis, a zaraz, jako ostatnia, weszła Pani Sowa. Wszyscy witali się, rozmawiali i śmiali się. Najgłośniej zachowywał się oczywiście Pan Indyk, który w zwyczaju miał przechwalanie się swoją brawurową ucieczką z farmy, niedaleko stąd. - …i wtedy skoczyłem mu do oczu! Piszczał jak dziewczynka – śmiał się ze swojego dawnego właściciela. Prawda oczywiście była nieco inna. Pan Indyk zapragnął nocnej przechadzki po gospodarstwie, przez przypadek wyszedł przez otwartą bramę i zgubił się. Każdy o tym wiedział, ale większość uważała za zabawne słuchanie, jak każdego tygodnia w historii pojawiało się coraz więcej nowych faktów. Przy stole siedział także Pan Bóbr, który rozmawiał o możliwościach rozwoju lasu z Panem Szopem i Panem Lisem. Pan Sowa, po zajęciu miejsca, szeptał miłe słówka swojej ukochanej, a Pani Wiewiórka zachwycała się ich wielką miłością i mówiła o swoich marzeniach Panu Wilkowi, który, jako, że był już bardzo stary, ledwo ją słyszał i bardziej, niż problemy Pani Wiewiórki, frapował go ruszający mu się kieł. Pan Kogut przysypiał i budził się za każdym razem, gdy głowa opadała mu na talerz. Obok niego siedział Pan Gołąb, który jako jedyny był cicho i uśmiechał się jedynie do wszystkich. Właściwie nikt go tutaj nie znał i nie do końca lubił, ale jego mały móżdżek nie potrafił tego wywnioskować. Cieszył się po prostu, że ma towarzystwo inne niż jego żona i czwórka piskląt. Wreszcie, po jakimś czasie, gdy każdy porozmawiał z każdym, Pan Sowa oderwał się od Pani Sowy i wstał. Wszyscy momentalnie ucichli i zwrócili swoje oczy w jego stronę. - Dziękuję wszystkim za przybycie. Zanim rozpoczniemy, muszę wyrazić swój podziw. Nigdy w historii spotkania wspólnoty nie cieszyły się tak wielkim zainteresowaniem. Dowodem są nie tylko tłumy, a przyjaciele, którzy wcale nie musieli się pojawiać, lecz są dzisiaj z nami! – Pan Sowa kiwnął w stronę Pana Gołębia i Pana Koguta, który drzemał z łebkiem zawieszonym milimetry nad talerzem. – Pragnę także gorąco podziękować Panu Kotu, który dzięki swojej życzliwości udzielił nam tego wyśmienitego miejsca – wszyscy odwrócili głowy w stronę kredensu stojącego w zaciemnionym kącie, na którym, do tej pory niewidoczny, siedział sobie Pan Kot. Na podziękowania zareagował machnięciem ogona, które mogło oznaczać przyjęcie aprobaty zgromadzonych, nie przyjęcie, obojętność, skromność lub najzwyczajniej w świecie nic. Pan Kot uchodził za ekscentryka. - Usiądźmy więc wszyscy wygodnie, skupmy się i zaczynajmy! – zakończył swoją przemowę Pan Sowa. Każde ze zwierząt przy stole ucichło, zamknęło oczy i zawiesiło głowę w skupieniu. Po krótkiej chwili, bez żadnego znaku, bez ostrzeżenia, z dziką zawziętością wszyscy rzucili się na siebie. Każdy atakował czym mógł; drapał, gryzł, dziobał. Momentalnie, schludny, elegancki pokoik zamienił się w krwawy plac boju. Początkowe okrzyki bojowe zwierząt po krótkim czasie zamieniały się w przeraźliwy skrzek bólu. Pan Wilk rozszarpywał właśnie Pana Gołębia, gdy nagle zawył, a z jego paszczy wypadł kieł. Chwilę rozproszenia wykorzystała Pani Wiewiórka, która skoczyła na pysk Pana Wilka i szybkimi ruchami wydrapała mu oczy. Kawałek dalej Pan Sowa wydziobywał Panu Zającowi wnętrzności. Krew bryzgała we wszystkie strony. Pan Borsuk walczył zaciekle z Panem Lisem, który próbował przegryźć mu nogę. Uratowała go Pani Sowa, która próbując uciec przed ostrymi pazurami Pana Szopa, wzbiła się w powietrze i zrzuciła ze stołu prawie całą zaprawę. W ten sposób duży, porcelanowy dzbanek rozbił się na głowie Pana Lisa, pozbawiając go przytomności. Pan Borsuk czym prędzej podniósł się z podłogi, minął wykrwawiającego się Pana Bobra, który resztkami sił próbował zrzucić Pana Koguta ze swoich pleców i skoczył na niespodziewającą się ataku Panią Sowę i wespół z Panem Szopem rozerwał jej ciało na pół. Podczas tego krwawego przedstawienia, Pan Kot siedział niewzruszony na komodzie. Zastanawiał się czy zgłodniał. Gdy zwierzęta w dole, rycząc wściekle, unosiły na tacy porozrywane ciała Pana Gołębia, Pani Sowy i Pana Borsuka stwierdził, że jednak jeszcze nie potrzebuje posiłku. Wtedy zwrócił na chwilę uwagę na rozgrywające się przed nim sceny. Zastanawiał się, dlaczego zwierzęta zebrały się razem, stworzyły uroczystą atmosferę, a potem po prostu zaczęły się zabijać. Szybko doszedł do wniosku, że nie wie. W końcu to tylko zwierzęta, pomyślał i nagle zmienił zdanie, co do bycia głodnym.



Płeć: nieznana
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 9    
Data dodania: 12.07.2013r.

1     

Terila Redaktor 12 07 2013 (17:39:01)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj,
zatkało mnie. Zaraz się pozbieram i coś Ci napiszę od siebie. ( Zaznaczam, że oceniam pracę po przeróbce technicznej przez Rothie, o ile się nie mylę )

Powolne, ale konsekwentne wprowadzanie czytelnika w ten cały wysublimowany świat zwierząt nie wzbudził we mnie jakichś szczególnych emocji. Było to bardzo stonowane, na swój sposób przewidywalne, ale zachowałeś w tym cynizm i ironię. Dzięki temu połapałam się dość szybko, że zwierzęta swoją postawą zbyt bardzo nasuwają metaforę względem ludzi. Przypomniały mi się wtedy słowa Dawieda: to tylko zwierzęta - i nagle w mojej głowie zapaliła się jakaś lampka. Poczułam niechęć względem całej tej maskarady, a sympatię dla natury i jej mądrości. W jednej chwili natura wydała mi się prostsza oraz mądrzejsza od tego nienaturalnego zachowania zwierząt.
Omylnie założyłam, że na tym będzie koniec, że to już jest puenta, dlatego przejście do wspólnego mordowania się było dla mnie szokiem nie z tej Ziemi. Dlatego mnie zatkało. Nie sądziłam również, że wykorzystasz ekscentryczną naturę Pana Kota, by pokazać całe te zajście z perspektywy rozsądnego obserwatora. Wypowiedziane przez Kota słowa "to tylko zwierzęta" nabierają innego znaczenia. Przewróciłeś mi rolę natury do góry nogami. Puenta wygląda prędzej jak upomnienie, próba uświadomienia, że natura to nie tylko idylliczny obraz, który w dobie komputerów itd. tak nam się może kojarzyć, ale i dzikość, barbarzyństwo, że jest niebezpieczna, prosta i prawdziwa.
Popraw mnie proszę, jeśli źle interpretuję.

Doczepię się tylko troszkę do warsztatu, o tutaj:
Dom należał do jakiś ludzi.
- jakiś odnosi się do liczby pojedynczej. Jakichś do mnogiej. Tak na przyszłość. ;)
ale perspektywa dłużej ( powinno być - dłuższej ) rozmowy


Osobiście, jestem pod ogromnym wrażeniem. Uważam, że praca warta jest uwagi.

Dawied Użytkownik wpmt 12 07 2013 (17:45:06)
Ale natura ze swą dzikością i barbarzyństwem nie jest przypadkowa czy bezsensowna. Tam prawa jasno określa instynkt i ewolucja, a tutaj? Ta interpretacja mnie nie rusza.

Terila Redaktor 12 07 2013 (22:55:04)
Hmm... każdy ma swoje gusta i guściki, ale zobacz, że tekst ten bardziej opisuje naturę z punktu widzenia wynaturzenia, niż naturę samą w sobie, ze swoimi instynktami i ewolucją. :) Narrator, jakby dzielił się po połowie na te dwa światy - nasz ludzki i ten drugi dziki - nie poświęca więcej uwagi jednemu od drugiemu. Gdyby zrobił inaczej, prawdopodobnie, ukazałby, to o czym mówisz.

Dawied Użytkownik wpmt 12 07 2013 (23:16:10)
Nie próbuje negować Twojego gustu, ale porozmawiać o interpretacji ;) ale te wynaturzenia dotyczą natury czy ludzkiego doświadczenia. W tym pierwszym wypadku uważam, że nie ma czegoś takiego w świecie natury albo jest w minimalnym stopniu. Więc albo narrator próbuje przez karykaturę uwidocznić coś co nie ma większego znaczenia albo nie konsekwentnie przedstawia ironię dotyczącą relacji natura - dewiacja (=człowiek).

Tuiq Użytkownik wpmt 14 07 2013 (23:15:09)
Chodziło mi o to by każdy mógł sobie wyrobić swoją własną interpretacje. Mogłem tam, zamiast masakry, wstawić np. scenę orgii lub zwykłej kolacji lub innych bohaterów (także ludzkich) i by pasowało, bo, koniec końców, to wszystko to nieprzewidywalna natura.

Terila Redaktor 15 07 2013 (23:26:10)
Oczywiście, że to drugie, Dawied. :D

Rothie Dell użytkownik 12 07 2013 (13:09:26)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj.

Zgadzam się z moim poprzednikiem. Nie będę już nic dodawać jeśli chodzi o styl i tego typu rzeczy. Dodam jedynie, że pomysł na opowiadanie bardzo mnie zaskoczył; jest niezwykle innowacyjny. Szczerze powiedziawszy, najbardziej przypadł mi do gustu obraz Pana Wilka :) Oczywiście wiadomo, że wszystko ma charakter metaforyczny.

Strona techniczna - no tutaj mam sporo zastrzeżeń. Raz jest w porządku, a w innych miejscach mam wrażenie, że rozmieszczasz przecinki losowo. Raz stawiasz przecinek przed "który", a raz nie.
Poniżej zamieszczę Ci kilka zdań lub ich fragmentów, gdzie nie postawiłeś/łaś przecinka.
1.
przynajmniej nie przy ludziach z którymi nie mógłby wyśmiać biedniejszych.

znajdują się w miejscu w którym ona je umieściła.

Bardzo lubił Pana Zająca z którym świetnie się dogadywał.

W trzech powyższych fragmentach brakuje przecinka przed kolejno: "z którymi", "w którym", "z którym".
2.
sapnął Pan Borsuk stając na przedzie kolejki.

Zza ściany rozległ się chrobot i po chwili ściana przesunęła się w bok odsłaniając korytarz.

W ten sposób duży, porcelanowy dzbanek rozbił się na głowie Pana Lisa pozbawiając go przytomności.

Powyżej brak przecinków przed imiesłowami przysłówkowymi, kolejno: "stając", "odsłaniając", "pozbawiając" (przed tymi słowami powinien pojawić się przecinek).
3.
Niektóre zwierzęta stojące w kolejce wykrzywiły się troszkę po tym jak Pan Borsuk został wpuszczony bez czekania

Każdy o tym wiedział, ale większość uważała za zabawne słuchanie jak każdego tygodnia w historii pojawiało się coraz więcej nowych faktów.

który zaczął już wygłaszać tyranię na temat tego jak trudno jest w tych czasach o dobrego krawca.

W powyższych zdaniach powinny pojawić się przecinki przed "jak".
4.
Nikt nie pamiętał już dlaczego Pan Borsuk mógł więcej i lepiej

Zastanawiał się dlaczego zwierzęta zebrały się razem, stworzyły uroczystą atmosferę, a potem po prostu zaczęły się zabijać.

Powyżej zabrakło przecinków przed słowem "dlaczego".
5.
- Witam Panie Borsuku

-Spokojnie Panie Borsuku.

Brak przecinka przed zwrotem do odbiorcy wypowiedzi.
Nie są to wszystkie błędy interpunkcyjne, ale zamieściłam Ci jedynie przykłady, aby mógł/mogła je rozpatrzyć i zasady wbić sobie do głowy ;) Przypominam także, że stawiamy przecinek przed "gdy" oraz "by".
Zwrócę Twoją uwagę również na ogonki w wyrazach: "nadzieję" <na początku opowiadania pojawiło się> oraz "zwierzę" -> były one wyrażone w liczbie pojedynczej.

Jeszcze wracając do Twojego stylu, bardzo mi się on podoba. Nie jest lekki, ale Twoje niektóre sformułowania były naprawdę bardzo profesjonalne. Ode mnie mocna 4. Szkoda, że było trochę błędów, ponieważ byłabym skłonna postawić 5. Pracę akceptuję.

Pozdrawiam,
Rothie

Tuiq Użytkownik wpmt 14 07 2013 (23:16:15)
Dzięki wielkie za poprawki. Zawsze miałem problemy z przecinkami i, szczerze mówiąc, czasem stawiam je na wyczucie. Jeszcze raz dzięki.

Dawied Użytkownik wpmt 12 07 2013 (12:31:41)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Najlepiej chyba będzie jak zacznę od stylu, który nie powala specjalnie lekkością, ale jest poprawny. Budujesz bajkową wizję, ale nie udaje Ci się być w tym konsekwentnym. Choćby ludzie jak manekiny. Nie wiele dzieci by na to poszło i zrozumiało metaforę. Podobnie jest z eksponowaniem przywar i cech stereotypowych zwierząt-symboli. Fajnie, że próbujesz to robić, ale nie do końca mnie tym przekonałeś, bo dużo dodajesz od siebie robiąc misz-masz, który okazuje się dość przegadany, przykład tego dopowiedzenia "ale jego mały móżdżek nie potrafił tego wywnioskować" tutaj gubi się bajkowy klimat, bo przecież nie tylko gołąb ma mały móżdżek i gołąb w ogóle nie kojarzy się z głupotą. A kilka linijek wcześniej bardzo fajnie opisujesz wilka, który przejmuje się ruszającym kłem. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. No i za dużo jest opisu postaci, których jest naprawdę dużo, chyba za dużo jak tak krótki utwór, a akcja jest szczątkowa. Zakończenie, bardzo groteskowe nie jest najlepiej zrobione, dużo wyliczeń typu ten zrobił to, ten to, a tamten tamto. Można zgrabniej to przedstawić. No i w końcu puenta. Groteska (przynajmniej tak uważa teoria literatury) powinna mieć funkcje, bo inaczej jest tylko semantyczną niezgodnością. Ty próbujesz nadać jej sens, ale stwierdzenie, że; "to tylko zwierzęta" jest za mało przekonujące, gdyby kot powiedział "zachowują się jak zwierzęta" to już byłoby to bardziej dwuznaczne i sugerowało, że tak naprawdę wcale o zwierzętach nie pisałeś, że mamy do czynienia z metaforą. Sporo można jeszcze dopracować, ale widać kilka fajnych cech i potencjał. Pozdrawiam.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: