Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: nietoperz4
Imię: Asia
Skąd: coś koło prawego ucha słuchacza
O sobie: Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Napisanych prac:
- wiersze: 13
- proza: 17

Średnia ocen: 4.1
Użytkownik uzyskał: 114 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Morderstwo - dziś, wczoraj..." 21.06.2010
"Po drodze" 20.03.2011
"Smutek będzie zawsze" 20.12.2010
"Wszystko kiedyś mija" 05.11.2010
"Czy ty jesteś Ania?" 16.10.2010

Inne prace tego autora:
"Wszystko kiedyś mija" 05.11.2010
"Przepraszam, czy mogę..." 24.11.2010
"Morderstwo - dziś, wczoraj..." 26.06.2010
"Teraźniejszość" 27.01.2011
"Zbrodnia doskonała" 26.12.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Niechciane wspomnienia

Stałam na skraju skarpy i spoglądałam w dół, patrząc jak fale rozbijają się o skały. Byłam świadoma tego, że w każdej chwili mogę spaść i zabić się. Napędzało mnie to adrenaliną jeszcze większą niż skok na bungee. Bryza morska rozwiewała mi moje włosy, dając uczucie świeżości i chłodu. W oddali słychać było pisk mew, które zataczały koła nad niewielkim cyplem.
Zmrużyłam powieki, spoglądając na zachodzące słońce. To był piękny widok. Natura była piękna. Wszystko w tym momencie mogłabym nazwać doskonałym. Wraz ze znikającym słońcem z linii horyzontu, robiło się coraz zimniej. Otoczyłam się ramionami i usiadłam na brzegu przepaści. Było mi zimno, bardzo zimno.
- Anna?! - usłyszałam krzyk z daleka.
Obróciłam głowę dostrzegłam znaną mi sylwetkę chłopaka. To był John; równie pospolite imię jak on sam. Był wysokim brunetem, z szerokimi barami i zabawnymi wąsikami. Nie wiem, co on tu robił, ale nie powinno go tutaj być. Nigdy. Przenigdy.
- Co ty tutaj robisz? Zimno jest, chodź ze mną - wołał.
- Odejdź. Nie chcę cię nigdy więcej widzieć.
Łzy napłynęły mi do oczu, widząc jego smutną i zatroskaną twarz.
- Przepraszam cię, Aniu. Moglibyśmy porozmawiać…
- Nie ma o czym mówić i nigdy nie będzie - krzyknęłam, cofając się o krok w tył.
Wiedziałam doskonale, jaki był. Pod maską porządnego faceta, skrywał się podstępny lis, gotowy skusić niewiastę do złego czynu.
- Aniu…- podszedł o krok.
- Nie zbliżaj się - krzyknęłam.
- Dobrze, tylko uspokój się. Chodź ze mną. Dam ci gorącej herbaty i ciepłe łóżko.
- Nie chcę niczego od ciebie!- zawołałam wojowniczo.
Zrobiłam minimalny krok w tył i poczułam brak gruntu pod stopą. Zachwiałam się. John podbiegł do mnie i złapał mnie prosto w ramiona. Poczułam jego bliskość i zaczęłam się buntować. Krzyczałam i wyrywałam się na zmianę. A on niewzruszenie trzymał mnie w objęciach. Wreszcie się poddałam i opadłam w jego silne ramiona.
Po policzkach potoczyły się wielkie łzy. On otarł je kciukiem i pocałował mnie w czoło. Nie chciałam tego. Nie chciałam jego bliskości. Przytłaczał mnie. Dusił. Zatracałam się w nim nieodwracalnie. Ponownie.
Nagle widok morza nie spodobał mi się, a pisk mew, wydawał mi się niemym krzykiem mojego serca. Każda część mnie chciała jednocześnie uciec od niego i na zawsze do niego przywrzeć.
- Jestem tutaj, przy tobie. Jesteś bezpieczna - szepnął mi do ucha.
- Nie. Nie chcę tego! Odejdź! - krzyczałam. Chciałam się wyszarpać z jego silnych ramion, ale on nie chciał puścić.
- Aniu… Proszę cię. Nie walcz ze mną. Z naszą miłością. W domu czeka na nas Gosia, nasza córeczka. Tęskni za tobą.
- Ona nie żyje! To wszystko kłamstwo.
- Uspokój się i chodź ze mną - powiedział, ponawiając zachętę.
- Nie cierpię cię! Mam ciebie dość. Odejdź z mojego życia.
- Nie mogę. Mamy przecież naszą córeczkę.
- Nie ma jej! Zabiłeś ją - krzyknęłam.
Coś w jego wyrazie twarzy drgnęło, a mnie przed oczami stanął obraz z tamtego dnia.

Jedliśmy wspólne śniadanie; ja, John i Gosia. Smażyłam właśnie śniadanie, a on siedział przy stole. Kazałam porozkładać Gosi sztućce. Jeden z noży upadł na podłogę. John był wybuchowym człowiekiem, więc w jednej chwili potrafił się zmienić ze spokojnego człowieka w agresywną bestię. Wstał, odrzucając krzesło do tyłu i podszedł do wystraszonej Gosi.
- Dlaczego upuściłaś nóż na ziemię? Dlaczego?!
Dziewczyna się rozpłakała, co tylko go rozjuszyło.
- Przestań się w końcu mazać! Jesteś taka sama jak twoja zdzirowata matka. Nic tylko płaczesz. Masz dwanaście lat! - krzyknął i uderzył Gosię prosto w twarz z taką siłą, że ta upadła na podłogę.
Upuściłam talerz na ziemię, który rozbił się w drobny mak. Podeszłam do Johna i powiedziałam:
- Nie waż się więcej tknąć mojego dziecka. Zrozumiałeś?!
Jego twarz wykrzywiał grymas wściekłości, ale nic nie powiedział. Pochyliłam się nad Gosią i dotknęłam z czułością jej twarzy i przyciągnęłam do siebie. Powoli ją kołysałam, aż płacz ucichł. Wdzięczna, przytuliła się do mnie. Spojrzałam wtedy kątem oka na Johna, który stał z poczerwieniałą twarzą.
- I co, dumny jesteś? - zapytałam.
Podszedł tylko do mnie i szarpnął mnie mocno za włosy. Krzyknęłam z bólu, a on rzucił mną o ścianę. Kiedy leżałam obolała na podłodze, on wykorzystał tę sytuację i zaczął okładać Gosię pięściami. Wyrywała się i piszczała, a to go tylko napawało żądzą krwi.
- Przestań - szepnęłam, a potem powtórzyłam nieco głośniej rozkaz. Kiedy w dalszym ciągu mnie nie słuchał, wstałam lekko skołowana i podeszłam do niego. Uderzyłam go otwartą ręką w twarz i odepchnęłam na bok. Szok wywołany tym nagłym atakiem obrony, na moment unieruchomił go w miejscu.
W tym samym czasie dotknęłam, rozoranego czymś ostrym, policzka Gosi. Odgarnęłam blond włosy z jej twarzy i moim oczom ukazała się mocno zmasakrowana twarz. Łzy wściekłości i bólu spłynęły mi po policzku.
- Wynoś się stąd. Natychmiast! - krzyknęłam.
Złapałam nóż, który przed chwilą upuściła Gosia i zamachnęłam się nim w powietrzu, dając mu znać, że mogę mu wyrządzić krzywdę, jeśli tego będę chciała. Nadal rozwścieczony spojrzał tylko przelotnie na naszą martwą córkę i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

Od tego wydarzenia minęły dwa lata, a ja nadal czułam ból po stracie córki. Wstręt do Johna rósł z każdą sekundą w moim życiu, ale było coś takiego w nim, co przyciągało mnie. I za to siebie jeszcze bardziej nienawidziłam.

Teraz stojąc, przytulona do niego na skraju skarpy, miałam ochotę zrzucić go w dół. Ale sądzę, że bardziej ucieszyłaby mnie myśl, że umierał w męczarniach.
- Aniu, o czym ty mówisz, do jasnej cholery? - jego głos był spięty i informował mnie, że zaraz wybuchnie.
- Nie pamiętasz? Zabiłeś naszą córkę, bijąc ją - odparłam słodko. Już się go nie bałam. O, nie. Teraz to ja będę górą!
- Aniu… Ty oszalałaś.
- Ja oszalałam?! Biłeś ją tak długo, aż jej twarz nie była zmasakrowana. A za co ją zabiłeś?! Za to, że upuściła cholerny nóż.
- Mogła uważać, co robi - warknął ostrzegawczo.
- A ty mogłeś się leczyć - wysyczałam do jego ucha.
Moment szoku, który odmalował się na jego twarzy dał mi chwilę do działania. Wyrwałam się z jego objęć i popchnęłam w stronę skraju urwiska.
- Mam nadzieję, że będziesz wiecznie zdychał w piekle - powiedziałam.
Jego twarz gwałtownie zmieniła się w maskę wściekłości, a kiedy poczuł, że nie ma gruntu pod nogami zbladł i wrzasnął w tym samym momencie, kiedy zniknął w morskiej otchłani.

Słońce już dawno skryło się za horyzontem. Spojrzałam jeszcze raz w dół, ale nie ujrzałam jego ciała. Jakaś mewa przeleciała nade mną i zapiszczała, jakby wydając okrzyk triumfu, zamiast mnie.



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 20.02.2011r.

1     

Ironiczna 21 02 2011 (15:20:11)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Zerwałam się z wf, dlatego mam dość czasu, żeby cię dziś ocenić. Pewnie będziesz zadowolona, w końcu to szybciej. ;)
Pojawiły się błędy, zgubione przecinki lub wstawione tam, gdzie ich być nie powinno. Przed ''aż'' dajemy przecinek. ;) Poza tym nieraz zdarzały się sytuacje, kiedy był brak odstępu przed pauzą. Rób je, zawsze to lepiej, estetyczniej.
Piszesz o przemocy w rodzinie, okrucieństwie. I jest to trudny temat, doprawdy. Psychopatyczny mąż zabija młodą dziewczynę i do tego córkę! A potem ona, w szale, w bólu, pragnie umrzeć. Pojawia się mąż, ten chory zdrajca... Wypiera się wszystkiego, usprawiedliwia siebie. Nie idzie mu to. Umiera przez przypadek, ale sprawiedliwie. Tyle, ze chwilami ten tekst wydaje mi się taki... naiwny. Niektóre fragmenty do mnie nie przemawiają. Z racji błędów 4.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 31 gości i 8 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl