Pseudonim: Angelika596
O sobie: Zapraszam na mojego bloga www.ksiazki-moja-kofeina.blogspot.com
Napisanych prac:
- wiersze: 1
- proza: 23
- publicystyka: 9

Średnia ocen: 4.1
Użytkownik uzyskał: 117 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uciekam" 01.01.2011
"Coś... - Rozdział..." 02.12.2011
"Coś....Rozdział kolejny,..." 27.12.2011
"Coś.... Rozdział kolejny" 14.11.2011
"Po drugiej stronie muru cz.4" 27.12.2010

Inne prace tego autora:
"Coś...Rozdział kolejny,..." 03.05.2012
"Uciekam" 01.01.2011
"Do raju cz.2" 03.01.2011
"Coś...Rozdział kolejny,..." 15.02.2012
"Po drugiej stronie muru cz.2" 26.12.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Niechcący

Mijam już dziesiątą latarnię. Zrównuję się z jej światłem i znów mogę się odwrócić. Na końcu zalanej deszczem ulicy, nie widzę żadnego cienia. Nikt za mną nie idzie, nie biegnie, nikt mnie nie szuka. On mnie nie szuka. Został tam z nią. Odpalam pogiętego papierosa. Obiecuję sobie, że dopóki żarzący się koniec nie zacznie przypalać pomarańczowej końcówki, nie obejrzę się za siebie. Dym zasłania mi twarz, ciemność otula moje oczy, przytula mnie i pozwala wypłakać się w swoje ramiona. „To było niechcący” Szepczę, a ona rozumie. *** Znów nie odebrał po trzecim sygnale. Przecież wie, jak bardzo mnie to denerwuje. Tyle razy mu mówiłam, nawet dość głośno, by zrozumiał. A on tylko kiwał głową, już nawet nie tłumaczył, że nie słyszał, że nie mógł, że nie zdążył… Staram się, zbieram w sobie wszystkie siły, by t o powstrzymać. Spoglądam za okno i recytuję sobie na głos, co widzę. Niebo. Chmura. Blok. Pies. Kobieta. Kobieta.. Kobieta... Kobieta.... Zaciskam palce i już wiem, że znowu mi się nie uda. Ścieram szybko łzę złości z policzka, sięgam po kluczyki i jadę. Jadę zbyt szybko, zbyt nieostrożnie. Nie jestem w stanie dojrzeć niczego, poza własnymi dłońmi, kurczowo zaciśniętymi na kierownicy. W głowie mi huczy, w sercu dudni, nieomylny znak, że t o już zainfekowało całe moje wnętrze. Szczególnie pali mnie serce i rozum, te dwa organy, tak do siebie podobne, że bardzo często je ze sobą mylę. Obydwa różowiutkie, ukrwione i obydwa potrzebują tlenu, żeby pokazać mi, co jest dobre, a co złe. Tylko, że ja już nie mogę oddychać. Wiem, że powinnam się zatrzymać, pochwycić w płuca trochę powietrza i wypuścić z siebie wszystko, co złe. Zaparkować, usiąść w jakiejś miłej kawiarence i odurzyć się cudowną kofeiną. Poczekać. Przecież zawsze oddzwania, zawsze pociesza, mówi to, co dyktuję mu do ucha, kiedy śpi. Trochę się przy tym dławi i kaszle. Smutno mi, gdy to widzę, ale przecież mamy być razem na dobre i złe… Mijam wszystkie kawiarnie w centrum. Jednak hamulec wciskam dopiero pod jego blokiem. Prawie łamię sobie obcasy, kiedy biegnę… *** …biegnę, a w głowie wciąż mam przerażającą myśl, że nikt mnie nie goni. Że ta zabawa nigdy się nie skończy. W końcu brakuje mi tchu. Piecze mnie w przełyku i w klatce piersiowej. Sama nie wiem, czy to efekt wysiłku, czy kolejny syndrom t e g o . Nagle słyszę je. Miarowe dudnienie. Kroki. Coraz szybsze i szybsze… Biegnie. Biegnie do mnie. Zostawił ją i znalazł kawałki duszy, które mu zostawiałam po drodze, aby na pewno wiedział, dokąd iść. Teraz będzie dobrze, jak zawsze. Przytuli mnie i powie, że mi wybacza, że postara się zrozumieć… Może nawet w końcu mi to obieca… Obracam się na pięcie, gotowa przyjąć go z powrotem, ale… nikogo za mną nie ma. Stukot jest coraz cichszy, aż w końcu milknie. To biło moje serce. *** Nie pukam, nie dzwonię. Staram się nie wydobywać z siebie żadnych dźwięków. W tym momencie wirus pozwala mi tylko słuchać, a każdy szelest, wydobywający się z głębi mieszkania, które tak dobrze znam, w którym spędziłam tyle cudownych chwil, jest jak cios w brzuch. Jednak moja masochistyczna natura wciąż każe mi czekać na nokaut. Nie znałam innego zakończenia mojej walki. Jeśli cios nie nadchodził, sama go prowokowałam, szukałam, nadstawiałam policzek, jeden, drugi, aż w końcu użyczałam nawet i własnej pięści, Wystarczyło zapytać: „Obiecasz?” Zobaczyć prośbę w jego oczach „Nie dziś, nie teraz, odpuść”. W tym momencie, nie mogłam już t e g o zatrzymać. Wychodziło przez pory mojej skóry i psuło wszystko, co razem zbudowaliśmy przez cały dzień. Bliskość, uśmiech, zaufanie zamieniałam na własne życzenie w wyrzuty, łzy i nierozumienie. Ale przecież robiłam to dla nas. Tylko on wciąż bezsensownie się upierał, nie chciał mi obiecać tej jednej rzeczy, która by wszystko naprawiła. Wszystko byłoby już dobrze. Nie płakałabym co noc, nie musiałabym toczyć tej codziennej, z góry przegranej walki z samą sobą. Wyleczyłby mnie, gdyby tylko obiecał, że już nigdy nie porozmawia z żadną kobietą, że na żadną nie spojrzy… Nie chciał mnie uratować? Nie kochał tak bardzo, jak mówił za każdym razem, gdy tuląc mocno do siebie, czekał, aż t o opuści mnie na kolejną chwilę? W końcu zawsze doczekiwaliśmy momentu, kiedy mogłam bez bólu się uśmiechnąć. Tyle razy. W tamtym mieszkaniu. Skąd teraz rzucał w moją stronę śmiertelnymi ostrzami kobiecy śmiech. *** Czuję jak t o niszczy mnie coraz bardziej. Wiem, że nie dam sobie rady bez lekarstwa. On nim był i tylko on. Zaczynam panikować. Wokół mnie jest tylko pusta, przeraźliwie pusta przestrzeń. Nie mam się gdzie schować. Silne dreszcze wstrząsają moim ciałem, poza tym nie czuję zupełnie nic. Kolejne fazy nadchodzą szybko i intensywnie. Żołądek ściśnięty na supeł. Resztą sił odnajduję jakieś samotne drzewo i tam wymiotuję, jednocześnie szlochając. Przytulam się do chłodnego konara, ściskam go z całej siły, wierząc jeszcze, że odda mi swoją energię, pozwoli przetrwać. Że zastąpi w tym Jego. Krew napływa mi do mózgu i już wiem, topielce jakich myśli wypłyną na powierzchnię. Drzazgi wbijają mi się za paznokcie, gdy po raz pierwszy zupełnie samotnie zmierzam się z t y m. …uśmiechnął się do ekspedientki… …nie przytulił mnie… …dotknął ramienia obcej, którą mijał na chodniku… …zadzwonił do koleżanki z pracy… …odpisał na smsa… …powiedział, że moja przyjaciółka jest ładna… …nie obiecał… *** Kiedy wchodzę do pokoju, jestem już przygotowana. Wiem dokładnie, co poczuję i co zrobię. Tak mi się przynajmniej wydaje. Znam tę niską brunetkę ze zbyt mocno wytuszowanymi rzęsami. Pracuje w jego biurze na jakimś niskim stanowisku. Raz czy dwa razy mijałam ją na korytarzu i nie uważałam jej za zbyt urodziwą. Zupełnie nietwarzowa fryzura, poobgryzane paznokcie, wiecznie ubrana w spódnicę za kolano. Jednak teraz, kiedy stoi koło stołu jadalnego, tuż obok Niego, jeszcze w płaszczu, najwidoczniej dopiero co przyszła, zauważam inne szczegóły. Ma całkiem przyjemny uśmiech, proste zęby, jest ruchliwa i zręczna. Ja zawsze miałam problem z koordynacją ruchową, a w dzieciństwie uparłam się, że nie będę nosiła aparatu ortodontycznego, czego później żałowałam. On spogląda jej przez ramię na dokumenty, które przyniosła i jak zawsze sobie żartuje. Blisko. Za blisko. Prawie dotyka jej ramienia. Może wdycha zapach jej perfum i myśli, jak ładnie jej w takim jasnym kolorze… Wszystkie obrazy zniekształcają się w mojej głowie. Są wyolbrzymione i przejaskrawione. Ranią mi oczy. On, jakby sobie coś przypomniał, podchodzi do swojego telefonu. Widzi dziesięć nieodebranych połączeń. Wydaje mi się, że przez jego twarz przebiega zniecierpliwienie. Naciska zieloną słuchawkę. W mojej torebce odzywa się dzwonek i wtedy mnie zauważają. Ich badawcze spojrzenia wybudzają mnie z letargu. Nie muszę już być tylko biernym obserwatorem, znów mogę się ruszać. Teraz t o pozwala mi działać. Jestem jak w amoku, odgrodzona od rzeczywistości dźwiękoszczelną szybą, przez którą rozpaczliwie próbuje się przebić głosu rozsądku. Piskliwie pragnie mi podać jedyne realne wytłumaczenie i nagle, przez krótką sekundę dochodzi do mnie, że ta kobieta jest tu od jakiejś minuty, że odłożyłaby papiery i zaraz sobie poszła. Że On tyle razy śmiał się z niej, mówił, że wygląda jak przestraszony kret. Że nie mogę nienawidzić osoby, której nawet nie znam i która nic złego nie zrobiła. To wywołuje we mnie jeszcze większy gniew, tym razem na siebie, za to, że nie zostałam w kawiarni, że nie poczekałam, aż oddzwoni… Nie wiem, co mówię, co krzyczę, czy w ogóle wydaję z siebie jakieś ludzkie dźwięki. Miotam się i płaczę. Widzę jej przerażone oczy. A później jej ciało, przelatujące z hukiem przez szklane drzwi balkonu. On krzyczy coś do mnie, biegnie po kawałkach szyby i dotyka jej ciała. Chwilę później jestem już na ulicy. Mija mnie karetka na sygnale, a mi przebiega przez głowę: „Wyłącz ten alarm, przecież ja już nie żyję.” *** Każda choroba ma swój kryzys. Zawsze wiąże się z on z męką, bólem i cierpieniem, jednak kiedy ten okres minie, chory albo poddaje się i po prostu umiera, albo następuje uzdrowienie. Ja również, spędzając okropne chwile pod drzewem, wiem, że któraś z tych opcji w końcu mnie tu odnajdzie. Podziurawioną, wycieńczoną, z głową opuchniętą od sadystycznych myśli, które przez nią przeszły, z sercem ściśniętym drutem kolczastym, pozbawionym przez niego całej krwi. Bo tak właśnie działa zazdrość – okrutny wirus przenoszony droga uczuciową. Jestem tu sama. Nikt mnie nie odnalazł. Pewnie siedzi teraz przy łóżku tamtej kobiety i próbuje jej wytłumaczyć, że ja po prostu jestem chora. Że tego nie chciałam, że to było niechcący… Widzę go, ściskającego jej dłoń i… już nie boli tak bardzo. Przychodzi cisza. W głowie pulsuje mi już tylko zmęczenie. Do brzegu rzeki, nad którą siedzę, podpływa mała tratwa. Wykonana z byle jakich desek połączonych niezbyt trwałymi węzłami. Ale to nic, nie mogę wybrzydzać, bo nie mam innego wyjścia, nie mogę tu zostać, a to jest moja jedyna droga, którą mogę odejść. Wchodzę na tę, poruszającą się na delikatnych falach, kładkę i wierzę, że płynę w miejsce, gdzie będę mogła się wyleczyć już do końca i na zawsze. Wspominam jego uśmiech i delikatne ręce, które mnie obejmowały. Coraz słabiej, bowiem i jego zaczęły męczyć symptomy choroby, którą po trochę mu przekazywałam. Te chwile, kiedy czułam znajome ukłucia w sercu, zatruwały mnie, a ja, nie chcąc być w tym sama, zatruwałam także i jego. Wirusy czepiały się moich bolesnych słów, dłoni, które go odpychały, oczu, które patrzyły z wyrzutem, wtedy, gdy na to nie zasługiwał. Już sama nie wiem, kogo ratuję, odpływając nareszcie tej nocy. Powinnam to zrobić już dawno. Ale wierzę, że nie jest za późno. Dla ciebie, że czas przyniesie ci uzdrowienie, nawet w postaci innej kobiety. Będziecie bezpieczni, bo mnie nie będzie już w pobliżu. Powietrze będzie wolne od mojej zazdrości, więc nie bój się oddychać pełną piersią. Nie mam dla siebie usprawiedliwienia. Po prostu, w pewnym momencie, kochanie, pokochałam cię za bardzo. Przepraszam, to było niechcący.



Płeć: kobieta
Ocena: 4.667
Liczba komentarzy: 8    
Data dodania: 20.05.2012r.

1     

huragan Użytkownik wpmt 07 08 2013 (22:36:54)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Fajne, fajne...
Podoba mi się styl pisania, lekko się czyta mimo, że kawałek jest ciężki i emocjonalny. Jeśli chodzi o tematykę, to zupełnie nie mogłam się wczuć, bo dla mnie miłość jest tandetna i tak dalej, ale podobało mi się.


Nowokaina Użytkownik wpmt 24 05 2012 (17:05:11)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Tekst niezwykle silnie naładowany emocjami. Aż dziw bierze, że tyle można "wycisnąć" z pisania i przekazać wszystko to, co miało się na myśli swemu odbiorcy.

Poprawiłam błędy, które zauważyli czytelnicy już wcześniej. Mam nadzieję, że nie będzie to dla Ciebie kłopotem, a w razie czego zawsze można powrócić do poprzedniej wersji, dobrze o tym wiesz. ;)

Co do treści, to również niczym van Hellsing nie jestem zwolenniczką obcowania z tego typu opowiadaniami. Nawiasem mówiąc, coś sporo ostatnio oceniałam tekstów o miłości, szczególnie tej nieszczęśliwej. Czyżby wychodziło na to, że jednak maj nie jest miesiącem zakochanych? :D
Powracając jednak do treści, przedstawiasz bohaterkę, która jest wręcz przepełniona zazdrością i nie może bez niej żyć. To sprawia, że staje się kobietą nieobliczalną i zdolną do wielu rzeczy. Pokazujesz jednocześnie, jak bardzo krucha jest ludzka psychika i do czego człowiek może być zdolny, kiedy zrani go druga osoba. Duże brawa za technikę.

Cóż jeszcze mogę dodać od siebie? Mimo tego, że nie gustuję w tematach miłości, tekst mi się podobał. Oby więcej tak dopracowanych i mających ciekawą treść. :)
Piątka.
Pozdrawiam

Darksio Użytkownik wpmt 22 05 2012 (08:25:05)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj.
Powiem szczerze, że czytałem z zainteresowaniem. Ciekawy monolog wewnętrzny przedstawiający przeżycia i emocje im towarzyszące bohaterki.
Bardzo podobała mi się końcówka, która daje czytelnikowi duże pole interpretacyjne. Mała niezgrabność:
"Zlepiona z byle jakich desek, podłączanych pewnie niezbyt trwałymi węzłami". Desek się raczej nie "zlepia". Zamiast "podłączonych" dałbym "połączonych". Wierz mi to nie to samo. Mogłoby według mnie brzmieć tak:
"Wykonana z byle jakich desek połączonych niezbyt trałymi węzłami". To naturalnie tylko propozycja.
Praktycznie błędów nie ma, przecinki już wyszczegónione, więc nie bedę powtarzał.
Podobało mi się. Pozdrawiam.

Dawied Użytkownik wpmt 20 05 2012 (23:34:06)

Momentami świetne, zwłaszcza te początkowe fragmenty o zazdrości. Bardzo ładnie to ukazałaś. Były też momenty mniej świetne jak sam finał, który brzmi banalnie i jest taki egzaltowany. Tak samo wypchnięcie tej kobiety przez te drzwi balkonowe sprawia wrażenie przeładowania, takiej skrajności troszkę odbierając wiarygodność. Wynika to może nie z samego zdarzenia, ale z faktu, że wcześniejsze fragmenty są już tak naładowane emocjonalnie, że ten wydaje się już zbędny.

Angelika596 Użytkownik WPMT 21 05 2012 (07:28:20)
Dzięki za, jak zawsze konstruktywną opinię:)
Wypchanie przez drzwi balkonowe... to miało być coś, co będzie przełomem dla bohaterki, momentem, kiedy ona zda sobie sprawę, z tego jak przesadza. Nie potrafiłam się bez niego obejść.


Dawied Użytkownik wpmt 21 05 2012 (15:30:17)
Doskonale to rozumiem, sam też nigdy nie umiem się żegnać z pierwotnymi pomysłami.

van Hellsing Użytkownik wpmt 20 05 2012 (22:59:02)

co jest dobre a co złe - "co jest dobre, a co złe" - przecinek
Tylko, że - "Tylko że" - przy zwrotach typu "chyba że", "tylko że" przecinek stawia się przed poprzednim wyrazem, chyba że chciałaś napisać to "tylko" jako koniec innego zdania (nie umiem za bardzo wytłumaczyć tego, co mam na myśli ;) )
"To moje serce biło. " - zdaje mi się, że lepiej będzie brzmiało "To biło moje serce"
szelest, wydobywający - bez przecinka pośrodku
W tym momencie, nie - także bez przecinka
Że zastąpi w tym Jego - nie rozumiem. Najpierw piszesz: "on", "jego", "nim" z małych liter, a teraz z dużych. Moim zdaniem to błąd, jeśli tak piszesz, to chyba w każdym wyrazie powinna być zachowana jednakowa forma
widzę, że także masz problem z zaimkami :) podobno to odwieczna zmora amatorów ;)


Po przeczytaniu stwierdzam, że zszokowałaś mnie nieco końcówką, ale domyślałam się, iż kobieta postanowi się zemścić. Dość często spotkałam takie opowiadania, ale na blogach. On wolą inną - zresztą, trudno, by chciał pozostać u boku osoby "chorej". Na koniec bohaterka zrozumiała swoją winę i zrozumiała decyzję swojego mężczyzny. Pogodziła się z nią.

Nie za bardzo gustuję w tego typu opowiadaniach, ale opisywanymi wewnętrznymi przeżyciami mnie przyciągnęłaś - to zawsze mnie wabi.

Minus za przecinki. Błędów ortograficznych nie wypatrzyłam, a na stylistycznych się nie znam.

Oceny nie wystawiam, bo nie znam poziomu reprezentowanego na WPMT :)

Angelika596 Użytkownik WPMT 21 05 2012 (07:25:00)
Hm... to nie do końca tak, jak piszesz, że on wolał inną. Pisałam, że ta dziewczyna tylko weszła, że nic nie robili, a on nawet zawsze się z niej śmiał.
Ta cała zazdrość była najczęściej urojeniem bohaterki, ona widziała wszystko przez pryzmat tego "wirusa", jakim jest właśnie zazdrość.
Mężczyzna niczemu niewinny, a jednak cierpiący, bo wciąż muszący znosić podejrzenia.

Dziękuję za komentarz:)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(42): 42 gości i 0 zarejestrowanych: