warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
To było małżeństwo z rozsądku. Zaczęło się od zwykłego romansu. Potem ona zaszła w ciążę. Obydwoje doszli do wniosku że dziecko nie jest zabawką, powinno mieć kochającą rodzinę i godne warunki życia. Dlatego też się pobrali.
Po narodzinach dziecka wszystko się zmieniło. Maleństwo ciągle płakało i wymagało opieki, co bardzo przeszkadzało mężczyźnie w jego codziennym życiu, czyli w chodzeniu do pracy, wracaniu do domu, oglądaniu telewizji i leżeniu na kanapie. Jego żona (niegdyś kochanka) z pięknej i atrakcyjnej kobiety przeistoczyła się w osobę absolutnie nie wartą uwagi. Jej ciało się zmieniło, obudziła się w niej matka. Już nie była taka pociągająca jak kiedyś. Mimo iż szukała u męża czułości i zrozumienia on traktował ją oschle i z obojętnością.
Dostał awans. Wyższe stanowisko, większe zarobki, dłuższe godziny pracy. Czasami nie wracał na noc. Tłumaczył żonie, że pracuje nad ważnym projektem i chce osiągnąć sukces. Czasem beznamiętnie dodawał, że wynagrodzi jej te chwile samotności. Wcale tak długo nie pracował. Znalazł sobie kochankę - wysoką, szczupłą blondynkę, modnie ubraną, zadbaną. Zupełne przeciwieństwo jego żony. Poznali się pewnego dnia w kawiarni podczas przerwy na lunch.
Żona wierząc w pracowitość męża zajmowała się domem. Sprzątała, gotowała, opiekowała się córeczką. Praktycznie nie miała czasu na rozwijanie własnych pasji, zainteresowań. Nie miała czasu dla samej siebie. A w dodatku czuła się samotna. Czasem przeglądała się w lustrze patrząc na swoje odbicie ze smutkiem. W samej sobie przeszkadzało jej niemal wszystko. Brzuch, nogi, biust - żadna część jej ciała nie wydawała jej się ani trochę atrakcyjna. Oczy które często mężczyźni podziwiali były smutne i podkrążone. Włosy które zwykle uważała za swój atut wyglądały nijak. Dzień w dzień spięte w kucyk. Od ostatniej wizyty u fryzjera minęło naprawdę sporo czasu. Przestała nawet przejmować się swoim ubiorem. Gdy wychodziła z domu (co nie zdarzało się zbyt często) ubierała się na czarno i narzucała na to cienką niebieską kurteczkę na którą mąż dał jej pieniądze w rocznicę ślubu.
Mężczyzna bawił się w najlepsze. Unikając obowiązków domowych spędzał czas z kolegami i kochanką. Ani trochę nie myślał wtedy o swoim dziecku i żonie. Gdy dobrze się bawił, rodzina przestawała istnieć. Ciągle imprezował, bo ciągle była okazja. Kolega awansował, kolega się ożenił, kolega miał urodziny… Zawsze też umiał znaleźć powód, żeby udać się na gdzieś z kochanką. Bo ma ładne oczy, bo ma urodziny, bo już cztery miesiące się znają… Wszystko, byleby tylko nie przebywać zbyt długo w swoim domu.
Stan zdrowia kobiety pogorszył się. Mąż z udawaną czułością polecił jej iść do lekarza. Tak też zrobiła. Po tym co usłyszała w gabinecie, nie miała już nawet siły narzekać, że tak długo siedziała w poczekalni. W jej głowie nastąpił koniec świata. Idąc do domu, próbowała powstrzymać się od płaczu. Myślała o mężu, o córce, o przyszłości… Gdy tylko przekroczyła próg domu zaczęła głośno płakać. Mężczyzna podniósł się z kanapy i spojrzał na nią pytająco. „Białaczka…” – wyszeptała po czym wtuliła się w ramiona męża .
Musiał zrezygnować z wypadów z przyjaciółmi. Zerwał kontakt z kochanką. Od tej pory był w domu cały czas. Teraz to on musiał się opiekować córką, gotować i sprzątać. Żona musiała odpoczywać. Jednak to, że nie musiała już nic robić przestało jej wystarczać. Pewnego dnia, gdy ich córka była w szkole zawołała męża do siebie i zaczęła z nim rozmawiać. Mówiła dużo o ich dziecku i o tym że bardzo jej go brakowało przez ostatnie lata. On tylko jej słuchał, nie umiał nic powiedzieć. Poprosiła go, żeby spędzał z nią codziennie trochę czasu. Uznała, że będzie jej wtedy lepiej.
Rozmawiali codziennie od trzech miesięcy. Rozmowy te przestawały być zwyczajne. Ona mówiła mu o miłości, o życiu, czasem prosiła żeby przeczytał jej gazetę, opowiedział kawał. Dla niego te codzienne spotkania przestawały być czymś do czego „musi dojść, bo tak wypada”. Stawał się dla niej coraz bardziej czuły, okazywał jej zrozumienie, obdarzał ją pocałunkami, przytulał… Dawał jej to, czego jej wcześniej brakowało. Dzień po dniu zaczynał odczuwać radość z każdej rozmowy, czas spędzany z nią był dla niego coraz cenniejszy. Cieszył go każdy jej uśmiech, spojrzenie, gest…
Lecz choroba zaczęła czynić postępy. Oczy kobiety powoli gasły, czuła się coraz gorzej, stawała się słabsza. On za wszelką cenę chciał odgonić myśli o śmierci, samotności. Czuł, że dałby wszystko, żeby wyzdrowiała. Jednak ten dzień musiał nadejść. Odeszła.
Załamał się. Nieraz chodząc po mieszkaniu dotykał jej rzeczy, przeglądał jej zdjęcia. Patrząc na córkę nie mógł powstrzymać łez. Była taka podobna do swojej matki… Od kiedy jego żona umarła przestał dbać o dom. Po kilku miesiącach postanowił zrobić z tym porządek. Gdy przeglądał zawartość szafy, znalazł charakterystyczną niebieską kurtkę, którą jego ukochana tak często nosiła. Czując ogromny żal i smutek wyrzucił ją. Nie chciał jej więcej widzieć. Zbyt wiele mu przypominała.
Życie toczyło się dalej. Starał się porzucić wspomnienia. Całą uwagę skupił na córce. Codziennie odwoził ją do szkoły, pomagał jej w odrabianiu lekcji, chodził z nią na spacery. Pewnego sobotniego ranka gdy miał już jechać do pracy okazało się że samochód nie chce zapalić. Pojechał autobusem. Dzień w pracy okropnie mu się dłużył, miał wrażenie że trwa on wieczność. Przynajmniej nie musiał się martwić o córkę, którą dzień wcześniej zawiózł do babci.
Po skończonej pracy poszedł na spacer do parku, nie spieszyło mu się na autobus. Usiadł na ławce, wyciągnął gazetę i zaczął czytać jeden z artykułów. Po przeczytaniu kilku linijek odciągnął wzrok od tekstu i rozejrzał się po parku. Nagle przeszła koło niego wysoka, długowłosa kobieta w czarnych dżinsach, ciemnej tunice i jasnoniebieskiej kurtce - takiej samej, jaką nosiła jego żona. Przyjrzał jej się uważniej, jednak wciąż wydawała mu się obca. Miała inne oczy, inny uśmiech… To było przewidzenie, fatamorgana. Swojej kobiety już nigdy nie zobaczy, już odeszła.
Poczuł jak boli go serce, łzy mimowolnie napłynęły mu do oczu, wspomnienia wróciły. Poczuł się tak samo, jak wtedy gdy znalazł niebieską kurtkę na dnie szafy. Zrozumiał, że prawdziwa miłość przeszła obok niego kilka lat temu, że nie wykorzystał szansy jaką dostał od losu i że spotkała go za to kara. „Przepraszam, że cię wcześniej nie doceniłem kochanie” – wyszeptał przypatrując się kurtce kobiety odchodzącej gdzieś daleko.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 23.12.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 30 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski