Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt

Natura gada - cz. 4

Alpy są piękne. Przynajmniej na pocztówkach i folderach reklamowych, których pełno znajdowałam codziennie na wycieraczce. Za każdym jednak razem nim zdążyłam przekręcić klucz z zamku i schylić się po nie, te już były całkiem przemoczone od wody spływającej z mojej kurtki, włosów, dłoni i twarzy, nadając się tylko do śmietnika, bo nawet do wypchania nimi butów nie. Zresztą gruby kredowy papier chłonie wilgoć kiepsko, musiałam się więc zadowalać jakimś codziennym darmowym zeitungiem, po który trzeba było się pofatygować do jadalni na parterze.
Urlop jak urlop. Postanowiłam zacisnąć zęby i, mimo płaczących nad kimś niebios, nie dać się wcisnąć w stereotyp kapci i telewizora. Każdego dnia chodziłam na długie spacery i błogosławiłam spółkę goretex & windstopper, która przynajmniej częściowo chroniła mnie przed wrogo nastawioną aurą, która próbowała dobrać się do mojego ciała.
Uroku Alp jednak nie odnalazłam. Podobnie jak faceta, z którym miałam się skontaktować. Pod adresem, który znalazłam w tajemniczej kopercie była niewielka alpejska drewniana chatka, całkiem urokliwa. Czar jednak psuły okiennice zabite gwoździami oraz nieheblowane deski, strzegące dostępu do drzwi. Nieliczni przechodnie dziwnie się na mnie patrzyli, gdy tak stałam na drodze i zastanawiałam się, co dalej. Z krótkiego doświadczenia jednak wiedziałam, że nie ma co zasięgać u nich języka. Większość mówiła tylko po alemańsku, a jak wiadomo, niemiecki to nie język, a choroba gardła.
Skoro już przy chorobach gardła jesteśmy, to czułam wyraźnie, że coś mnie bierze. No, ale w dzisiejszych czasach silną kobietą trzeba być, tak więc bez skrzywienia się wypiłam aspirynę i chwyciłam słuchawkę telefonu. Skoro ja nie wiem, co mam zrobić z kłopotliwą sytuacją związaną z moim zadaniem, to niech powiedzą mi coś mądrego w centrali. Wystukałam znany mi na pamięć numer. Następne kilkanaście minut miało przynieść mi co najmniej dwuletnią dawkę szoku.
W pierwszej rozmowie dowiedziałam się, że mój szef operacyjny jest ostatnio bardzo zajęty i ciągle poza biurem. Mimo tego sekretarce (cud-dziewczyna, gdybym miała starszego brata to bym go z nią wyswatała) udało się przełączyć rozmowę na jego komórkę. Nie wiedział on nic o moim zadaniu, dla niego byłam po prostu na urlopie. W to akurat mogłam jeszcze uwierzyć, w końcu dostałam polecenie prosto od jakiegoś wysoko postawionego gościa, najwyraźniej z pominięciem struktur, ale nadal była to dla mnie zupełnie nowa jakość. Może powinnam się przyzwyczajać?
Drugi telefon wykonałam do pani Kingi. Dowiedziałam się, że owszem, widziała mojego zleceniodawcę kilka razy, ale nic na jego temat nie wie, w szczególności jak się z nim skontaktować. Obiecała natomiast uruchomić swoje znajomości i dowiedzieć się czegoś dla mnie. Miała oddzwonić w ciągu dwudziestu minut.
Zaczęłam się niepokoić. Znajdowałam się jakieś tysiąc trzysta kilometrów od domu w dość kuriozalnej sytuacji, nie mając pomysłu, jak z tego wybrnąć. Bilet powrotny miałam na za tydzień, więc siłą rzeczy jeszcze tu będę musiała siedzieć. A może wrócić? A może to test? Może muszę znaleźć tego człowieka mimo wszystko, a wtedy wejdę na jakiś wyższy stopień wtajemniczenia i już nigdy nie będę się w pracy nudziła? A może to zwykła podpucha i drań, który dał mi to zadanie, śmieje się w duchu że zabawił się kosztem młodej i głupiej? Rozważania przerwał telefon.
– Witam, tu Roderic – usłyszałam w słuchawce i na moment moje serce przestało bić.
Roderic był w Biurze... Hmm... Trudno to nawet wyrazić dobrze słowami. W każdym razie był legendą, szefem wszystkich szefów, którego tylko nieliczni widzieli, a jeszcze mniej liczni mieli okazję rozmawiać. Co jakiś czas stąd i zowąd wypływała plotka, że Roderic tak naprawdę wcale nie istnieje, że to tylko imię nadane kolektywowi trzymającemu władzę w Biurze po to, aby oni sami mogli zachować anonimowość. A teraz TEN Roderic dzwonił do mnie. DO MNIE.
– I\'m sorry, I would like to talk to Natalia Cerkiewska, do you know if she is somewhere around?
No tak. Ja, głupia, zamiast odpowiedzieć, siedziałam na sofie z słuchawką przy uchu i, prawie na pewno, szeroko rozdziawionymi ustami.
– Przy telefonie – wydusiłam wreszcie z siebie.
– Wszystko w porządku? – musiałam brzmieć co najmniej dziwnie, skoro się pytał.
– Tak – odpowiedziałam już bardziej pewna siebie.
– To dobrze. Dzwonię, bo słyszałem, że jesteś w Szwajcarii z misją znalezienia niejakiego – pauza – Henrika Schwarzforda. Zgadza się?
– Tak.
(Gdzie się podziewa cała moja elokwencja i swoboda w takich chwilach!?)
– Chyba muszę cię wobec tego przeprosić. Cała ta historia jest jednym poważnym nieporozumieniem. Mam nadzieję, że odpoczęłaś tam choć trochę, bo chciałbym, żebyś najszybciej, jak to możliwe, wróciła do Polski. Najlepiej jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro rano. To ważne.
Pukanie do drzwi. Nosz cholera jasna! I co, mam powiedzieć Rodericowi \"Sorry, stary, zadzwoń za piętnaście minut, bo ktoś puka\"? Nie ma mowy. Ktokolwiek stoi tam na korytarzu, jak kocha to poczeka.
– Tak, myślę, że dam radę jeszcze dziś dostać się do Montreux, pewnie nie dalej. Jutro rano mogę odlatywać z Genewy, o ile będą jakieś połączenia.
Pukanie rozległo się ponownie.
– W takim wypadku możemy podstawić ci samolot w Lozannie...
Z hukiem i trzaskiem wyłamywanych zawiasów drzwi wleciały do wnętrza pokoju, wznosząc tuman kurzu i pyłu z zakurzonej podłogi. \"Cóż, Roderic jednak będzie musiał poczekać\" pomyślałam w połowie skoku za sofę. Co teraz? Ktokolwiek tam jest, raczej nie ma pokojowych zamiarów. Pozostają więc dwie możliwości – albo będzie chciał wziąć żywcem, albo ubić na miejscu. Drugi wariant podobał mi się znacznie mniej.
Na szczęście po powrocie ze spaceru nie pozbyłam się mojego pistoletu ukrytego w bucie. Wyciągnęłam go niepewnie. Ćwiczyłam wprawdzie na strzelnicy i kilka razy przydawało się to na akcjach, ale jakoś nie było jeszcze okazji strzelać do uzbrojonego przeciwnika. Dziewięć naboi. Oby starczyło.
Napastnik chyba nie wiedział jeszcze, gdzie jestem. Nie bardzo wiedziałam jak to wykorzystać. Spróbowałam wychylić się lekko, by ocenić sytuację, ale natychmiast dwa strzały zapędziły mnie do pozycji wyjściowej. Jednak wiedział doskonale i chyba żywcem brać zamiaru nie miał. Cóż, wobec tego nie mam nic do stracenia. Spojrzałam na ciągle ściskaną w ręku słuchawkę telefonu. Może to jest jakiś pomysł? Odbezpieczyłam broń.
Telefon poleciał piękną parabolą w kierunku drzwi łazienki, goniony strzałami z pistoletu. Udało się, ale jeszcze do mnie to nie dotarło. Musiałam działać natychmiast, niezależnie od powodzenia. Wysunęłam się z boku sofy i oddałam trzy strzały w kierunku drzwi. Wracając z powrotem za osłonę, usłyszałam krzyk, a potem ciężkie kroki, o dziwo, oddalające się.
Powoli wychynęłam zza mebla. Pusto. Wstałam, wciąż trzymając broń wycelowaną w kierunku wyważonych drzwi. Powoli, nie spuszczając z oczu korytarza, ruszyłam w ich stronę, po drodze sięgając po torebkę. Na korytarzu również było pusto, a na jednej ze ścian widniała piękna rozmazana smuga krwi. Pogratulowałam sobie umiejętności strzeleckich i powoli zeszłam na dół.
– Call a taxi – poleciłam dość przerażonemu właścicielowi, który najwyraźniej pojawił się, słysząc strzelaninę.
Usłyszałam samochód odjeżdżający z piskiem opon z parkingu przed pensjonatem. Nim doskoczyłam do okna, zniknął już w oddali. Usiadłam przy stole i ręką wciąż trzymającą broń wykonałam nieskoordynowany gest, który miał w zamierzeniu popędzić nadal stojącego jak wryty właściciela. Do filmowego badassa sporo mi brakowało, nie ulegało jednak najmniejszym wątpliwościom, że nie było sensu siedzieć tu i czekać, aż pojawi się ktoś następny. Nawet jeśli nie wiedziałam do końca co mam robić, oczywiste było, że muszę działać.



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 09.05.2011r.

1     

Ironiczna 12 05 2011 (19:03:19)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Prawdę powiedziawszy: nie jestem zachwycona. Ot, opis zadania Natalii, jej rozterek z nim związanych i scena iście wyjęta z jakiegoś brutalnego scenariusza akcji. Oglądając filmy, czytając książki, wiele razy możemy coś takiego obejrzeć lub przeczytać. To było po prostu bardzo przewidywalne. Podejrzewam, że to dopiero zapowiedź różnych kłopotów, które przeżyje jeszcze Natalia, ale ta zapowiedź na razie nie jest najlepsza. Radziłabym wymyślić coś bardziej oryginalnego.
Było kilka błędów interpunkcyjnych, kilka zdań niepoprawnych pod względem stylistycznym. No cóż, jest średnio. Cztery.

Fał 12 05 2011 (22:16:56)
Ja się w pełni zgadzam, że nic specjalnego i na więcej niż 4 nie zasługuje, ale z drugiej też strony trochę mnie zastanawia czego to oczekiwałby od tego opowiadania jedyny czytelnik ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46543 | Użytkownicy: 3566
Online(37): 29 gości i 8 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl