Pseudonim: Fał
Napisanych prac:
- wiersze: 7
- proza: 9
- publicystyka: 3

Średnia ocen: 4.4
Użytkownik uzyskał: 95 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Hidżab - I etap..." 18.05.2012
"Pół metra" 31.01.2010
"Natura gada - cz. 1" 26.10.2010
"Natura gada - cz. 2" 03.11.2010
"Natura gada - cz. 3" 01.05.2011

Inne prace tego autora:
"Hidżab - I etap..." 18.05.2012
"Inne burze - II etap..." 07.06.2012
"Natura gada - cz. 2" 03.11.2010
"Natura gada - cz. 3" 01.05.2011
"Bez happy endu" 01.01.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Natura gada - cz. 2

Wróciłam w to miejsce po dziesięciu dniach. Tym razem odwiózł mnie Mariusz. Gdy zaparkował we wskazanym miejscu i zobaczył, o który dom chodzi, wyraźnie się wzdrygnął. Faktycznie, budynek robił wrażenie – stojący na wzgórzu z dala od pozostałych domostw, lekko przechylony na bok, jakby w ironicznym „nie zbliżaj się do mnie”, ale jednocześnie uwodzicielskiej obietnicy satysfakcji, jeśli jednak się zbliży. I wiszący nad tym wszystkim księżyc, prawie w pełni. Tylko wiejskie kundle w roli wyjących wilków wypadały mało przekonywająco. - Pójdę z tobą – zadeklarował się, gdy otworzyłam drzwi. Westchnęłam. Mężczyźni. Myślą, że ich błazeńskie bohaterstwo jest komukolwiek na coś potrzebne. Przed czym by mnie tam miał obronić? Smokiem? Wampirem? Strzygą? Mną samą? Nim samym? Na pewno nie dałby rady z żadnym z wymienionych. - Kochanie – spojrzałam mu w oczy i położyłam rękę na udzie – rozmawialiśmy już o tym. - Tak, wiem – zmieszał się. - Wynagrodzę ci, jak wrócimy do miasta – powiedziałam i puściłam oko. Myśl o seksie z nim napawała mnie obrzydzeniem i nie, nie miałam zamiar poświęcać się w imię sprawy. Po prostu rozboli mnie głowa. Zarzuciłam worek z ekwipunkiem na ramię i nucąc pod nosem zaczęłam wspinać się na wzgórze. Dom powitał mnie skrzypieniem, tak jakby się cieszył, że znów przyszłam. No tak, w końcu stał pusty przez tyle lat, musiało mu sprawiać radość, że ktoś go odwiedza. Weszłam po spróchniałych schodach na strych i zabrałam się za sprawdzanie terenu. Na początek nalałam na spodek trochę zielonkawego płynu o nazwie, której nie potrafiłam zapamiętać i postawiłam na środku strychu. Potem przez kilka minut siedząc w kącie z noktowizorem na oczach wypatrywałam najmniejszych śladów ruchu, ale bez powodzenia. Najprawdopodobniej strych był czysty. Pozostało jednak jeszcze kilka równie nudnych badań, które procedury nakazywały wykonać. Ziewnęłam, w sumie nie wiem dlaczego, bo spałam do południa. Kolejne testy również nic nie wykazały. Jeśli coś tutaj siedziało to kryło się dobrze i poza moimi możliwościami leżało wywabienie go z nory. Zbierałam się już do powrotu, gdy nagle usłyszałam szmer i kątem oka dostrzegłam jakiś drobny ruch za sobą. Szybko i w miarę możliwości bezszelestnie przykucnęłam za jakimiś pakunkami, okrytymi zakurzoną i pożółkłą (to ciekawe, że jej pożółkłość było widać w prawie całkowitym mroku) folią. - Nat? - odezwał się cichy i drżący głos. Na Boga! Co ja mu mówiłam?! Ech, mężczyźni... Czy on naprawdę myślał, że jest mi potrzebny do czegoś więcej niż do podwózki w ten właśnie wieczór, kiedy mój samochód był w naprawie? Czy myślał, że nie mogę zaplanować takiej potrzeby tydzień wcześniej i uwieść go tylko w tym celu, z zamiarem porzucenia od razu po? Na co miałam polecieć? Tę szczurzą twarz? Poobgryzane paznokcie? Prawie pusty portfel? Podniosłam się, wsparłam pod boki i stając nad nim, warknęłam: - Co ja mówiłam? - No wiem, ale martwiłem się. Jakoś mu nie uwierzyłam... - Słuchaj no – zaczął po chwili – może moglibyśmy, wiesz, zrobić to tu i teraz? ... i słusznie. - Nie, to ty posłuchaj! - zaczęłam bojowo, ale w tej chwili głos w mojej głowie (niektórzy nazywają go sumieniem, ale ograniczanie jego roli tylko do wypominania błędów to okaleczanie tego bardzo istotnego narządu) krzyknął „Na ziemię!”. Padłam więc, a na włosach i karku poczułam pęd powietrza. No to mam dwa problemy, cokolwiek by to nie było. Na początek postanowiłam uporać się z tym prostszym. Z małej kieszonki przy pasku wyjęłam pojemnik ze sprężonym gazem i prysnęłam nim mojemu niedoszłemu kochankowi w twarz, a następnie kopniakiem w skroń zrzuciłam go ze schodów. Powinien być mało pewien swoich wspomnień z ostatnich kilku godzin, kiedy się obudzi, a do tego czasu wymyśli się jakiś wypadek albo inną historyjkę. Teraz trzeba się było zająć czymś, co prawdopodobnie chciało mnie zabić. Przetoczyłam się po podłodze i całe szczęście, bo coś jakby ostry dziób wbiło się w deskę, na której przed momentem leżałam. Ha! I to wbiło się chyba zbyt mocno, bo słyszałam, że ciągle tam tkwiło! Ostrożnie wstałam i poświeciłam latarką. Kolejny smok! I to z linii rostrodrakonidów. Wyglądało na to, że faktycznie zaklinował się dziobem w desce, ale ponieważ był już blisko wydostania się, przyłożyłam mu dwa razy latarką w łeb. Pomogło. To znaczy – padł na podłogę. Skąd tu tyle smoków? Nagle uświadomiłam sobie, że przecież nie sprawdziłam poprzednim razem całej szafy, a jedynie jedno skrzydło. Podeszłam więc ostrożnie do drugiego i znalezionym na podłodze łomem delikatnie odchyliłam niesprawdzone wcześniej drzwi. Nic na mnie nie wyleciało, nic mnie nie zaatakowało. Zapaliłam latarkę. - O, święty Jerzy! - krzyknęłam. Na półce, na stercie pożółkłych papierów w prowizorycznych gniazdach z potłuczonych kolb, siana i strzępów gazet leżały cztery wielkie jaja, każde nieco innego kształtu i centkowania. W kącie widać było skorupki jeszcze dwóch, z których coś się zdążyło wykluć. Nawet wiedziałam co. Nie zastanawiając się długo, wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer wpisany jako „Red alert”.



Płeć: nieznana
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 03.11.2010r.

1     

Yenna Użytkownik 11 11 2010 (00:36:08)

"Jest też rzecz, którą u Ciebie podziwiam - idealnie opisujesz uczucia dziewczyny, nie domyśliłabym się, że pisał to chłopak, gdybym wiedziała wcześniej. Myślę, że musiałeś poświęcić sporo czasu, żeby tak doskonale wniknąć w kobiecą psychikę."
Bez przesady, wziął standardowy argument od bolącej głowy,który jest mocno przesadzony! xD

Kwestia tego, że ukazał mężczyznę w mniej pozytywowym świetle, przecież o samej dziewczynie wiemy niewiele. I patrząc na nią przez pryzmat podejścia do facetów wydaje się, ze to o niej się czegoś dowiadujemy.

Yenna Użytkownik 11 11 2010 (00:36:30)
pozytywnym*

Mozzie Użytkownik wpmt 08 11 2010 (16:46:22)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Wydaje mi się, że ta część opowiadania jest bardziej przemyślana i dopracowana od poprzedniej. Miejsca gdzie brakuje przecinków się nie zdarzają, nie mówiąc już o tym, że innych błędów, np. językowych także w ogóle nie ma, więc teraz zupełnie nie mam się do czego przyczepić, nawet gdybym się uparła i szukała na siłę. Widać, że poważnie podchodzisz do pisania, ale niczego nie wymuszasz, czyta się dobrze, bo masz taki lekki i przyjemny styl.
Jest też rzecz, którą u Ciebie podziwiam - idealnie opisujesz uczucia dziewczyny, nie domyśliłabym się, że pisał to chłopak, gdybym wiedziała wcześniej. Myślę, że musiałeś poświęcić sporo czasu, żeby tak doskonale wniknąć w kobiecą psychikę.
Zaskoczyłeś mnie tym zakończeniem, na pewno się tego nie spodziewałam. Smocze jaja to elementy, które dodają tej pracy magii, najbardziej mi się spodobało to, że przerywasz w idealnym momencie, czyli wtedy, gdy czytelnik jest najbardziej zainteresowany. To zachęca go do podjęcia lektury kolejnej części. Życzę Ci tego, żeby była równie dobra albo jeszcze lepsza :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(42): 42 gości i 0 zarejestrowanych: