Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Obdarci cz. 1" 08.05.2011
"Hamulec w kolorze malinowym" 17.05.2014
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Guzik na szynach" 22.07.2010
"Obdarci cz. 5" 28.05.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Na niebie ciemne chmury cz. 9

Cherie oczekiwała już czwartą godzinę. Bała się bardzo. Wydawało się jej, że gorzej być nie może. Chyba wreszcie zrozumiała, co jej mąż odczuwał, kiedy rodziły się ich dzieci. Zbyt mocno kochała Mariannę, miłością przyjazną, tak niezwykle sentymentalną. Wiedziała, że wszystko musi być dobrze. Sam rozsądek, broń niezwykle skuteczna i często sprawiedliwa, podpowiadał jej, iż cała ta przygoda przyniesie Mariannie szczęście w postaci dziecka. "Życie składa się z mnogich godzin cierpienia i wyczekiwanych chwil radości, po które ustawiamy się w długiej kolejce" - przypomniała sobie słowa Marianny i z westchnieniem zapaliła papierosa. Niespodziewanie rozdzwonił się telefon. W pierwszej chwili nie pojęła, iż jej nowo zakupiony sprzęcik wydaje tak głośne rockowe okrzyki. Wydobyła go z przepastnych czeluści skórzanej torebki i odebrała z jękiem zniecierpliwienia. - Halo? - Witaj, Cherie. Nie, nie odkładaj słuchawki tylko odpowiedz na jedno, jedyne pytanie... - Niby czemu miałabym to robić? Złamałeś jej serce. - Chciałbym to naprawić. Cherie wyczuła w jego głosie wyraźną skruchę i jakiś wielki odcień żałości, który niezwykle ubarwiał rozmowę. Natychmiast złoiła się za automatyczne współczucie. Nie mogła ukazywać swoich słabości, tylko notorycznie i skutecznie je tamować. - Za późno - wybuchnęła wariackim i nieczułym śmiechem, ściągając na siebie srogie spojrzenia okolicznych pielęgnarek i pacjentów. Prędko się opanowała i przerzuciła na suchy ton. Jednak on mówił dalej. - Daj mi chociaż namiary na nią. Musimy porozmawiać. Byłem w naszym mieszkaniu, ale jej nie ma. Jest u ciebie, tak? - Ależ ty domyślny jesteś, doprawdy. - Więc tak? Przyjadę tam! - Nie radziłabym. Dom zamknięty na cztery spusty. - Więc gdzie ona jest?! Cher, błagam cię, to naprawdę ważna sprawa! - Ważniejsza od tego, że rodzi się twoje dziecko? - Co?!? - A tak, tak. Marianna dwoi się i troi. Masakra, chłopie. Sama urodziłam czworo dzieci. - W którym szpitalu jesteście? - Cóż, w Krakowie jest trochę szpitali. Szukaj śmiało. - Cher... Proszę, daj mi te namiary. - Marianna nie byłaby zadowolona - Cher wytoczyła porządny argument, niezwykle gotowa do ostrego skoku. - Wiem, że nie byłaby, ale jest szansa... Co ja mówię, to stanie się na pewno! Cher, to wspaniała sprawa. Jesteś prawnikiem, na pewno skojarzysz wiele rzeczy... - No cóż takiego? - Nie domyślasz się? - W twoim przypadku to może być wszystko. Boję się zgadywać. - Więc podaj namiary. Wytłumaczę ci w szpitalu. - Jeśli tego nie zrobię, będziesz mnie zamęczał telefonami? - Owszem. - Niech będzie. Ale jeśli zachowasz się karygodnie, nie zostaniesz dopuszczony przed oblicze Jej Królewskiej Mości Marianny. - Zgadzam się, bylebyś podała ten adres. Z ciężkim sercem Cherie zerknęła na tabliczkę przy recepcji i podyktowała ulicę oraz nazwę oddziału. *** - Złożyłem papiery o rozwód - wyjawił z rozradowaną, a jednocześnie lekko przerażoną miną. - Co takiego? Ty się rozwodzisz? - Tak, ja się rozwodzę. - To takie nieprawdopodobne - mruknęła Cher i z wrażenia musiała usiąść na kanapie. - Gabrielle była wściekła. Chris najpierw się zdenerwował, ale potem stwierdził, że to nawet lepiej. On zawsze miał zmysł obserwacji i wiedział, że nie czuję tego samego do Gabrielle, co ona do mnie. Za to Vivienne... Cóż, ona płakała. Ja ich nawet dobrze nie znam, zbyt rzadko rozmawialiśmy. Cher, to są moje dzieci, a wcale nie mam z nimi żadnych relacji! To chore. Już więcej rozmawiałem z Chrisem niż z Vivienne. Ona za bardzo przypomina mi Gabrielle. - Dziecka nie powinno się winić za wygląd czy odziedziczone wady rodziców - warknęła Cher. - Wiem, że nie, ale podświadomie ją winię. Nie potrafię tego nawet sprecyzować. To takie uczucie... Ta niechęć, nienawiść... narzuca się sama. - Nienawiść? - wydusiła z siebie przerażona Cher. - Tak - mruknął cicho Adam. - Jak można nienawidzić własne dziecko? No jak? – wyszeptała Cherie. - To dla mnie też jest trudne do pojęcia. Nie mogę się przestawić. Będę je widywać, oczywiście, że będę... - I teraz chcesz zacząć od nowa? - Właśnie, Cherie. Bo ja ją kocham. - Tylko mi nie kadź, że weźmiesz z nią ślub. - Kościelnego nie, ale cywilny - owszem. Mam tylko nadzieję, że się zgodzi. - Zgodzi się - warknęła wściekła Cher. - Ty tego nie pochwalasz, prawda? - Oczywiście, że nie. Najpierw łamiesz jej serce, bezdusznie zwodzisz, a potem nagle zmieniasz zdanie? - Cherie, zrozum. Ja ożeniłem się z nią, żeby rodzina dała mi spokój. Oni chcieli powiększyć majątek, a, że Gabrielle była bogata, to wybrali ją. I musiałem wziąć ten ślub. Uciekałem, ale dłużej się nie dało. Marianna zjawiła się znienacka i pokochałem ją. Wiem, że to brzmi głupio, ale… - To nie brzmi głupio, ale co najmniej dziwnie. I co ja mam o tobie myśleć? Nawet nie wiem, co myśli Marianna. - Jest zawiedziona, ale ma jeszcze trochę nadziei. Jeśli się postaram, to odkupię jej zaufanie. - Odkupisz zaufanie? To niezmiernie trudne zadanie. Będziesz miał kłopot. - Trudno. Najważniejsze teraz to dostać rozwód. Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Wokół biegała zaaferowana służba zdrowia, a do ich ramion doczepiali się nieprzyjęci pacjenci, walczący o konsultację. Były to niezwykle komiczne sytuacje. Jednak uśmieszki Cherie i Adama nie trwały długo, gdyż z sali operacyjnej wyszedł wreszcie lekarz z bardzo poważną miną. Przemówił językiem wężowym, wypowiadając wieść Hiobową. *** Stał w oddali i w milczeniu przypatrywał się jej bladej twarzy. Wyglądała na niezwykle wyczerpaną, bardzo słabą. Pragnął jej ulżyć, ale po raz pierwszy w życiu poczuł się bezradny. Dotąd mógł wiele załatwić pieniędzmi. Teraz nic nie mogło odwrócić wyroku na Mariannę. - Jeszcze żyje, ale gorączka rośnie coraz bardziej. Wystarczy zaledwie godzina, dwie… Możliwe, że Boża Opatrzność jeszcze pozwoli jej żyć, ale są na to niewielkie szanse. Już teraz jest w bardzo ciężkim stanie. - Mogę podejść bliżej? - Nie. Zarazki mogą być wszędzie. Już i tak nagiąłem przepisy pozwalając panu tu wejść. - Dziękuję. - Nie ma za co. To jedyne, co mogę jeszcze zrobić. - Mógłby pan nas zostawić? - Ona już się nie odezwie. Jest za słaba. - Wiem. Ale chciałbym chwilę z nią posiedzieć. - Niech będzie – odparł lekarz i cicho zamknął sterylne drzwi. Został sam ze swoimi nędznymi myślami. Teraz wszystko straciło swój intrygujący nurt. Emocje wpadły w piekielną otchłań z której niezmiernie trudno się wydostać. Był pewny, że teraz wszystko straciło swoją cichą siłę. To, co przyciągało w życiu, upadło w nicość. Pozostał smutek... Nie zważając na zakaz, podszedł do jej łóżka i z ogarniającą go wściekłością, która wręcz graniczyła z wariactwem, wyszeptał jej imię. Poruszyła się lekko, tak nagle i ostro. Potem znowu zanikła w swoim świecie snu. - Pamiętasz? Kiedy ostatnio przyszłaś do mojego mieszkania we Francji, spytałaś: "Dlaczego?". Może teraz ja się zapytam? Dlaczego chcesz mnie zostawić? Wiem, że nie masz już szans... Nie zostawisz tylko mnie, ale i dziecko. Nie widziałem go, nie chcę widzieć, nie mogę wiedzieć... Bez ciebie to już nie będzie to samo. Kochałem je, ale teraz okazało się tym, co ostatecznie cię wykończyło. Gdybyśmy się wtedy nie spotkali, dziś dalej studiowałabyś swoją psychologię i może miała zwyczajnego chłopaka, a nie czterdziestolatka! Między nami jest dwadzieścia lat różnicy! Marianno, na Boga, dlaczego ty wtedy mnie zaczepiłaś? Boże, czemu jej ode mnie nie powstrzymałeś, skoro wiedziałeś, że umrze? To nienormalne... Zostawisz mnie? Tak, tak zostawisz… Na co mi ten rozwód? No na co?!? Marianno, obudź się na litość Boską! Białe drzwi otworzyły się z hukiem. Do sali wdarł się nagły podmuch wiatru, który pozwolił spokojnie odetchnąć na wpół żywej kobiecie. Na progu stanęła blada, przerażona i zapłakana Cher. - Jak? Adamie, dlaczego? Cholera, dlaczego? To twoja wina. Nienawidzę cię! Nienawidzę Boga... - wyszeptała i z łoskotem upadła na śliską posadzkę.



        Dedykacja: Nuli za zrozumienie

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 23.06.2010r.

1     

Idan Użytkownik WPMT 24 06 2010 (08:23:24)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Czytając poprzednią część, miałam wrażenie, że to już koniec historii Marianny i Adama. Cieszę się, że pociągnęłaś to dalej i - zgodnie z zapowiedzią - napiszesz coś jeszcze. Trzymasz styl, błędów jako takich nie zauważyłam, co samo w sobie jest wielkim plusem. Utrzymujesz wszystko w atmosferze niewiedzy, retorycznych pytań do Boga i rozpaczy. Podobało mi się to, jak Cher zjednoczyła się z nienawidzonym dotąd Adamem wobec niespodziewanej tragedii. Wydawałoby się, że będzie nieprzejednana, że nie poda ukochanemu przyjaciółki nawet adresu szpitala - a jednak. Opisujesz wszystko tak, że mam wrażenie, jakby bohaterowie zostali sami ze swoim niedowierzającym smutkiem. Emocje są bardzo wyraźne, co jak co, ale umiesz je kreować. Żałuję tylko, że lecisz schematami, bo właściwie w tej części - prócz zapowiedzi rozwodu Adama z żoną - nie wydarzyło się nic zaskakującego. Reakcja na wizję bliskiej śmierci kochanki i przyjaciółki jest normalna, lecz w tej normalności dość nudna. Niewątpliwie masz dryg do pisania i umiesz to robić, acz moim skromnym zdaniem w powyższym fragmencie cyklu nie wzniosłaś się na wyżyny swoich możliwości. Myślę, że mimo wszystko zasługujesz na piątkę z minusem. Czekam na ostatnią część, mam nadzieję, że w końcu powiesz w niej coś o dziecku (:


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: