Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Cztery dobre wróżby -..." 14.12.2011
"Herbata – Stwórz mnie [1,4]" 28.12.2013
"Na niebie ciemne chmury cz. 9" 23.06.2010
"Cztery dobre wróżby - Prolog" 04.07.2011
"Na niebie ciemne chmury -..." 14.06.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Na niebie ciemne chmury - cz. 7

Jak to się zaczęło: Siedział w kawiarni i pisał pracę doktorancką z chemii. Kolejna filiżanka kawy niebezpiecznie chwiała się na brzegu turkusowego, porcelanowego talerzyku. Nie widział tego, zresztą nic nie potrafiło przyciągnąć jego uwagi. Był sam na sam ze swoim szczęściem. Tutaj robił doktorat, tutaj mógł spełnić swoje sny o potędze. Odnaleźć coś, co beztrosko zmiotła Gabrielle, Chris i roczna Vivienne. ''Dzieci nie są niczemu winne. To ona... ona wyzwala we mnie najgorsze instykty'' - myślał często i jeszcze częściej zmieniał swoje zdanie. Akurat ten dzień obrała sobie polska nimfa, aby rozbudzić w nim żądzę. Zjawiła się cichaczem, przedtem uważnie zlustrowawszy twarz i usiadła na krześle obok. Dopiero po dziesięciu minutach zorientował się, że ma lokatora przy stoliku. Wbił w nią niedowierzające spojrzenie. - Kim pani jest? - Przepraszam, ale sprawiał pan i nadal sprawia wrażenie tak rzetelnego i zapracowanego człowieka. Lubię patrzeć na ludzi, ale jeszcze bardziej być bliżej, lekko wtapiać się w ich życie. Tu nie ma żadnego wścibstwa czy ciekawości. No, może niewielka nuta słodkiej ciekawości. Studiuję filozofię. Lubię, ale też muszę obserwować i wyciągać wnioski. Przyroda jest piękna, ale to ludzie są ciekawszym obiektem. Bo oni częściej popełniają błędy, które potem wleką się za nimi unieszczęśliwiając ich. - Lubi pani patrzeć na cierpienie? Sadystka... - zaśmiał się cicho. - Nie. Lubię patrzeć na to jak nieudolnie próbują z niego wybrnąć. - A pani? Nie może być pani święta! - Nie jestem i nigdy nie będę. Ale chcę nauczyć się patrzeć głębiej, coraz dalej wnikać w dusze i może je uzdrawiać. Po filozofii wezmę się jeszcze za psychologię. - Los panią zniszczy. Jak każdego. - Uuu. Pesymista z pana. - Nie pesymista, ale realista. Realizm! Tym dziś tylko przeżyjesz, mała... - Głupota. Można sobie trochę bujać w chmurach. To taka ulga, czasem ucieczka. Wielu ucieka, ale nie ja. - Czyżby? - To szczera prawda, drogi panie. - Adam jestem. - A ja Marianna. - Trzeba przyznać, że pani poglądy są ciekawe. - Zawsze były - odparła nieco zuchwale. - Są ciekawe, ale powinny przejść modernizację. - Może jeszcze zupełną metamorfozę, co? - Trochę to unowocześnić... - Przecież ból, złość, radość i szczęście to tematy aktualne od milionów lat. Już jaskinowcy to czuli, to przecież oczywiste. - Historia to zbiór nudnych, często nieprawdziwych bajek. - Historia, Adamie, to zbiór prawdy. Prawda, która jest badana przez ludzi, którzy jej się poświęcili. Jest wiele pomysłów i legend, ale dzięki porządnym badaniom można odkrywać prawdę. - To niewiele warta dziedzina! - Wolisz opierać się na atomach? Popierać Darwina i nie wierzyć poetom? Żałuję cię, bo nie osiągniesz pełnego szczęścia bez chwili zapomnienia. Dwa tygodnie później: - Jak idziesz? Wściekły Adam atakuje kobietę, która z impetem na niego wpada. - Znowu pesymizm, panie Adamie - śmieje się Marianna. - Ooo, pani filozof! - Marianna. Ewentualnie Marina. - Różnica jednej litery. - Czyli też matematyk. Życie jest straszne. - Nie. I kto tu jest pesymistą? - Dalej utrzymuję, że pan. - Ostra z ciebie bestia. Zapraszam na herbatę. - A wie pan, że chętnie? Miesiąc później: - Miałam rację. Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mnie kiedykolwiek spotkała. - Mówisz serio? - Całkiem, całkiem. Długo się nad tym zastanawiałam. - Poznaliśmy się miesiąc temu. - Cóż z tego, jeśli wiemy, że to prawdziwa miłość? Chyba, że się wycofujesz... - Nie, nie. Jestem tylko zaszokowany. - Spaliśmy ze sobą. - Wielu ludzi ze sobą śpi. - Traktujesz mnie jak pannę lekkich obyczajów? - Nie, nigdy, Marianno. Chyba naprawdę cię kocham. - Mówisz serio? - Całkiem, całkiem. Rok później: - Co na obiad, kochanie? - Ziemniaczana i spaghetti. Nie najlepsze połączenie, ale... - Jak się czujesz? - Dobrze. Dziś nie słabłam. - A leki? Czy regularnie sprawdzałaś poziom cukru we krwi? - Tak, Adamie. Na Boga, robisz się nadopiekuńczy! - Dlatego, że cię kocham, moja najpiękniejsza... Dwa lata później: - Nie! Stanowczo protestuję! - Ależ, Marianno. Co ci szkodzi zostać? - Chcę poznać życie. Jeśli się mnie wstydzisz, powiedz. - Nie wstydzę się, ale to nie towarzystwo dla ciebie. Dewianci i zboczeńcy. Wszędzie wulgaryzmy. - To będzie ciekawe, psychologiczne doświadczenie. - Ech! Więc chodź, Marianno! Trzy lata później: - Co na obiad? - Pomidorowa. Podgrzej sobie! - Marianno, co się dzieje z tym światem, z tym cholernym światem... - A co się miało stać? Jest tak samo dziwny i niezrozumiały. - Wpadasz w pesymizm? - Bo wszystko idzie nie tak. Bo my się oddalamy, tylko o tym jeszcze nie wiemy... - szepnęła cicho. Po wyjściu Marianny i Cherie: Wybiegł za nimi, ale ujrzał tylko ulicę wypchaną ludźmi z krwi i kości, jednak ani śladu tej ważnej osoby. Zignorował Gabrielle i Vivienne. Nie powiedział wszystkiego Mariannie. Nie mógł łamać jej serca jeszcze brutalniej. Nosiła w sobie dziecko. Dziecko, którego naprawdę wyczekiwał z radością. Kochał ją całą. Ich miłość była odrodzeniem. On - stracony samotnik, który po latach powraca do kraju pochodzenia swej matki. Marianna uważała, że był jakby panem Rochesterem. Ciągle wygłaszała jakieś poglądy. Gdyby wiedziała jak bardzo bliska jest prawdy, mogłaby się załamać. Małżeństwo z Gabrielle było dla pieniędzy, zaaranżowane z chęci zysku dwóch rodzin. Dziś nie mógł się rozwieść ani nawet odjeżdzać na zbyt długi czas, gdyż zostałby pozbawiony pieniędzy i dachu nad głową. Marzył, aby wszystko powiedzieć Mariannie. Chciał, żeby nie odchodziła taka zrezygnowana, aby pojęła, iż ich szczęście musiało zostać zdławione. Wola Boska nakazała przysięgać mu przed Gabriellą czternaście lat temu. Gdyby wtedy wiedział, że spotka go taki los, nigdy nie podjąłby się takiego zobowiązania. Ale cóż, życie uwielbiało się mścić, więc wyciągnęło swoje macki i wciągnęło go w swoją pułapkę. Kiedy był z nią, w tych ostatnich miesiącach, starał się nie być zgryźliwy, ale to samo jakoś wkradało się między ich relacje. Gabrielle zaczęła wydzwaniać, dopytywać się, kiedy wreszcie powróci i zagroziła, dość poważnie, rozwodem. Wiedział, że musi uciekać. Chciał to zrobić tak, aby Marianna pomyślała, że ktoś go pobił i zabił na przedmieściach. Niestety, niezbyt przyłożył się do realizacji projektu i stąd te wszystkie błędy. Mógł mieć tylko nadzieję, że Marianna wyleczy się z niego, a Gabrielle nie zrobi wielkiej awantury. Może nie zorientowała się, że Marianna jest jego kochanką. Postanowił przestać myśleć i wszedł do pierwszego, lepszego baru. - Trzy piwa, proszę - warknął do barmana. Barman bez słowa nalał trzy kufle. Ledwie łyknął piwa, już ujrzał kogoś obok siebie. - Dałby pan trochę... Zmęczony jestem, a dopalacz dobra rzecz. - Proszę, proszę - rzekł, podając mu jeden kufel. - A co pan taki smutny? Paryż dziś piękny. - Co z tego! - A co panu piorun w łeb strzelił? Uśmiech! - Słuchaj, gościu! Przed chwilą straciłem kochankę, którą kochałem ze wszystkich sił. Zamknij się i pij w ciszy! - Osz, diablęta! Jaki ten świat chory... Ja też kiedyś kochałem panienkę. Dobra była, ale za młoda dla mnie. Jej rodzice mnie wywalili na zbity pysk. A jak, a jak! To dwadzieścia lat temu, różnica zaledwie pięciu lat. Inne czasy, chłopie! Ile masz? - Co? - Lat, lat! - Czterdzieści trzy. - Toś młody, młodzieniaszek. Ja mam pięćdziesiąt. Ja to życie znam! - Nie znasz pan! Ożeniłem się, bo musiałem! Jedyne czego nie musiałem, to angażować się w nowy związek. Ale chciałem, bo ona była piękna, inna i... i po prostu mądra! - Psiakrew, psiakrew. Czarcie smarki, cholerka! I co dalej? Rozstanie, mówisz pan? - A tak i to przed chwilą. Na dodatek nosi moje dziecko. - Sprytnyś pan. W ileś to dziecko skombinował? - Trzy lata byliśmy razem. W Polsce, jej ojczyźnie. - Byłem, byłem. Ojciec mój, w młodości, drwalem był. I wziął nas do leśniczówki, żeby pokazać miejsce, gdzie żył podczas okupacji. Tak, tak, emigrant. Psiakrew, psiakrew. - Mogę skończyć? - Jasne, nie zapalaj się pan. Zostaniesz łysy. - Ona wraca właśnie do Polski. Urodzi dziecko, a ja nawet nie wiem kiedy i czy w ogóle je zobaczę. - Nie płacz, pan. - Ja nigdy nie beczę. Ale, cholera, powiedz pan, jak to jest, kiedy ci wyrwą serce? Wiesz pan? - Nie. - A ja wiem. Tak źle, że masz ochotę umierać. Nawet nie mnie mi żal, ale jej. Jej, bo tak mnie kochała i się męczyła. A teraz ją zawiodłem. Na co mi to było? Ja nienawidzę swojej żony… Jestem z nią dla pieniędzy i dobrego imienia. Muszę, gdyż intrygi rodziny zaplątały mnie w tą kabałę. Kiedyś moja ukochana, Marianna, nazwała mnie panem Rochesterem, z racji charakteru. Nie wiedziała nawet, że moja wcześniejsza historia jest niezwykle podobna. A teraz co? Mam się oślepić? Czytałem tą cholerną Jane Eyre w szkole jako lekturę. Współczułem gościowi, ale nie spodziewałem się, że własna rodzina… Ach, co będę mówić. - Mów, pan. Ach, a piwka pan jeszcze da? - Ile dusza zapragnie… - Trzy kufle! – zawołał ostro towarzysz Adama. – I co pan teraz zrobisz? – mruknął do Adama. - Umrę. Bez niej to tylko umrzeć. - Nie dramatyzuj, pan. - Kocham ją. Ciągle kocham. - To się zbieraj w garść. Wierzę w ciebie. Psia kość, psia kość… Niewierzący jestem, ale pomodlę się za pana. I tak, i tak. Do kościoła zajdę, odmówię paciorek, może to, co da. Bo takiej historii jak pana, tom nie słyszał nawet za młodu. A tyle lat już mam, pięćdziesiątka cholerna stuknęła… Czas już, aby dopomóc. Jeszcze łyknę i idę, żonka czeka. Ona też się pomodli. Już czterdzieści dziewięć lat to samo robi. Od dziecka uczona, psiakrew… Trzymaj się, pan. Żonkę się wypchnie, a kochaneczka i dziecko będzie twoje jak nic. Będziesz kochał szalenie, zobaczysz pan. - Dziękuję. - Nie dziękuj, pan, bo zapeszysz. Kochaj i tyle. Do widzenia. - Do widzenia, do widzenia, proroku! Ledwie Adam został sam, a już podjął decyzję. Może był to rezultat zamroczenia alkoholowego, albo rozmowa z nieznajomym znawcą życia.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 20.06.2010r.

1     

Dawied Użytkownik wpmt 13 01 2012 (15:17:37)

Naprawdę spowiadasz się każdej przypadkowej osobie, którą napotkasz? Miłosne uniesienia, naiwność i słabość bohaterów są porażające. Spłycasz bohaterów. Ludzie nie żyją tylko miłością i łzawymi wyznaniami. Tak samo jak raz napiszesz, że są przyjaciółkami to nie musisz ciągle do tego wracać. Genialny pomysł z tymi powrotami Adama do domu w kolejnych latach. Bardzo przypomina mi to śniadania w "Obywatelu Kane".

Mozzie Użytkownik wpmt 21 06 2010 (12:48:49)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Pod względem techniczny znów jest bezbłędnie, widzę, że się rozwijasz. Tym razem przedstawiłaś początki i koniec związku Adama i Marianny. Zapowiadało się, że będzie to coś głębszego, jednak niestety wyszło, jak wyszło. Podobały mi się momenty w dialogach, kiedy bohaterowie przekomarzali się ze sobą, to było takie zabawne i ciekawe. Ogólnie fabuła jest strasznie interesująca, pobijasz samą siebie. Porównanie kochanków do pana Rochestera i Jane Eyre podbiło moje serce, bo uwielbiam "Dziwne losy Jane Eyre". Zresztą to było takie trafione, małżeństwo Berty Mason z Edwardem Rochesterem to była porażka i tak samo ożenił on się dla pieniędzy. Tyle że Berta była szalona i wszystko było o wiele bardziej dramatyczne, ale miło wiedzieć, na czym się wzorowałaś. Dobrze, że jeszcze ktoś czyta klasykę literatury angielskiej, ja to uwielbiam. Opisy także są właściwe, takie barwne i piękne. Znowu sześć. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: