Pseudonim: Anima
Imię: Panna A.
O sobie: - Jak mnie scharakteryzujesz John? Pomysłowy, dynamiczny, tajemniczy? - Spóźniony.
Napisanych prac:
- wiersze: 188
- proza: 139
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 3.9
Użytkownik uzyskał: 713 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Na niebie ciemne chmury -..." 19.06.2010
"Na niebie ciemne chmury -..." 20.06.2010
"Pogrzebana w jasności cz. 5" 19.08.2010
"Grudniowa noc niepokoju" 22.12.2010
"Szkarłat niemocy cz. 5" 21.01.2011

Inne prace tego autora:
"Obdarci cz. 6" 01.06.2011
"Zebra - akt drugi" 19.04.2011
"Odzyskać życie" 17.02.2012
"Wrzeciono na polu makowym..." 04.12.2010
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Na niebie ciemne chmury - cz. 6

Adam pobladł równo z Marianną. Jego oczy wyrażały ten popłoch, który cechował go w nagłych i zupełnie niespodziewanych sytuacjach. Zerwali się równocześnie. On jakby do ucieczki. Ona, aby go złapać. - Adam... - wyszeptała. Nikt by o tym nie wiedział, gdyby nie nikły ruch jej bladych ust. - Gabrielle, zabierz dzieci do pokoju. Sama też tam pójdź. - Ależ, Adam... - jęknęła kobieta. - Wyjdź! - warknął jak obłąkany. - Ty także Cher - oznajmiła sucho Marianna, odzyskując głos. - Ale... Jak ty sobie poradzisz? Przecież... - Cher, to moja sprawa. Idź. Kiedy drzwi się zamknęły, pochłonęła ich odchłań ciszy. Marianna odważyła się spojrzeć na jego twarz. Był zimny, tak chłodny, że to aż biło od jego postury. - Dlaczego? - spytała wreszcie, strzepując mahoniowe włosy z twarzy. - Coś z tego musiałaś wynieść... - Owszem. - Więc co ci się wydaje? - Ta kobieta... nazywała cię mężem. - Tak - odparł przymykając powieki i odsuwając się pod ścianę. - To twoja żona! A te dzieci też są... - urwała, nie potrafiąc skończyć. - Marianno... - rzekł, wysuwając ku niej swe dłonie. - Nie dotykaj mnie! To wszystko było chyba zwyczajnym snem. Kiedy zaszło słońce, poczułam się tak samotna. Zniknąłeś. Moje promienie... - mruknęła i usiadła z powrotem na kanapie. - Marianno... daj mi coś powiedzieć. - Ależ proszę. Nic mnie bardziej nie zabije! - Ale ja wcale nie mam zamiaru cię zabijać! Chcę tylko wszystko wytłumaczyć. - Tłumacz. - Czternaście lat temu pojąłem za żonę Gabrielle. Wszystko z winy mego wuja, który uważał ją za godną kandydatkę dla mnie. Urodził nam się Chris, a pięć lat temu Vivienne. Znosiłem wszystko. Jej humorki, nagłe zrywy i służalcze oddanie dla dzieci. Brak dyscypliny mnie zabijał. Pięć lat temu przyjechałem do Polski po raz kolejny i zrozumiałem, że nie mogę się tak dłużej męczyć. Gabrielle była tylko żoną. Żoną nietypową, nie... nie taką! - I co? Znalazłeś sobie mnie? Byłam tylko kochanką? Nikim więcej... - Marianno... - Mówiłam ci, żebyś mnie nie dotykał. - Nie! To nie może się tak skończyć! Marianno - wyszeptał czule, splatając w jedno ich palce. Jego ostre, twarde, wręcz stworzone do walk. Jej łamliwe i niezbyt wytrzymałe, ale niezwykle dzielne. Palce księżniczki, która cała w westchnieniach i zdartych jedwabiach oczekuje na księcia, który zdejmie urok. Nie miała szans się wyrwać. Jego siła, zapach i ciało, które biło bezpieczeństwem, przywoływało wszystkie drogie wspomnienia. - Może... Nie. Zdecyduj! Zawsze się podporządkowywałaś. Tak jak Gabrielle, tyle, że w tobie wyczuwałem decyzje... i nawet mimowolnie postępowałem tak, aby cię zadowolić. Zdecyduj, Marianno... Podniosła głowę, strzepnęła swoje mahoniowe włosy na ramiona i objęła wzrokiem jego posturę. Na dłuższą chwilę zatrzymała się na wyrzeźbionej piersi, tam, gdzie mocno i zuchwale biło jego serce. Chciała wyczytać, czy jego dusza wywołuje w nim taki sam zamęt, jak w niej. Jednak zdała sobie sprawę, że zwyczajnie nie umie. Postanowiła zadać zasadnicze pytanie. - Będziesz bywał w Krakowie? - Pewnie tak, ale rzadziej niż myślisz. Widzisz, to od Gabrielle zależy bardzo wiele... - Więc po co to mówisz? Chyba oczywistym jest nowina, żeby będziemy musieli się rozstać. - Chyba tak. - Więc po co mnie pytałeś? Po jaką cholerę?!? - Mariannie puściły nerwy. - To twoja decyzja. - Przecież to ty ją podjąłeś. Już dawno. Uciekłeś. - Nie sądzisz, że ten skrót telegraficzny brzmi głupio? - Nie kpij, Adamie. To tylko bardziej poniża cię w moich oczach. Moja, właściwie twoja decyzja, brzmi: rozstanie. Niech się dzieje wola twoja. Znikniemy. Ja i dziecko. - Będę płacił. - Przydałoby się. Ja wiem, że trzecie dziecko jest ci zbędne, ale nie dla mnie... Mi da radość odsłoni chmury. - Marianno. Ja je zobaczę! - rzekł znowu głosem obłąkanego. - Nie wiem. Nic nie wiem. Tylko tyle, że czuję się chora. Jak wariatka… Puść mnie! Co sobie pomyśli twoja żona? To jej przysięgałeś, nie mnie... - Bądź zdrowa, Marianno. - Będę najlepszą matką. - Więc żegnaj. Ostatni raz ucałował jej miękkie usta. - Soleil. Sonne. Cонце... - szeptał w zagubieniu. (Przypisek autorki: To znaczy 'słońce' po francusku, niemiecku i ukraińsku. Z Ukrainy pochodzi ród Adama.) *** - Jak ty sobie poradzisz? To kretyn! Idiota, debil, masochista... - warczała Cherie. - Zaraz się zatniesz. Nie przemyślisz i powiesz coś głupiego. - Marianne... - Co znowu? - Dlaczego tak reagujesz? Marianna rzuciła jej harde spojrzenie, ale szybko się złamała. Oczy się zaszkliły, usta poróżowiały, głowa zafalowała z gniewu, a postura opadła. - Bo boję się, że wreszcie trafisz. Powiesz coś, co go ośmieszy czy przerazi w moich oczach. A ja zobaczę go we właściwym świetle. Świetle, które wyjrzy zza ciemnych chmur. - Uspokój się. To twoje słońce wreszcie przyjdzie. - W kółko chmury. - To tylko złudzenia! Tylko!



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 19.06.2010r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 20 06 2010 (10:20:42)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Tą częścią pobiłaś wszystkie inne poprzednie i wydaje mi się, że po tym, jaki dałaś tu popis talentu zasługujesz na najwyższą ocenę, jaką mogłabym Ci postawić. Jest bardzo gwałtownie, najbardziej widać to w dialogach rozgoryczonej Marianny i Adam, który ją cały czas okłamywał. Nie czytałam poprzedniej części, ale zaraz po nią sięgnę. Może powinnam była najpierw przeczytać tamtą, ale nie mogę dać Ci już dłużej czekać na ocenę. Pod względem technicznym praca jest bezbłędna, nie dostrzegam nic, co mogłoby mnie razić, co także Cię chwali. Od kilku tygodni nie czytałam czegoś, co wciągnęłoby mnie aż do takiego stopnia, praca jest niezwykle ciekawa, podoba mi się sposób, w jaki kierujesz rozwojem wydarzeń. Odpowiednio ukazałaś uczucia Marianny, Adam próbuje się usprawiedliwić, ale w moich oczach dalej pozostaje kłamcą i zimnym draniem. Trochę mnie zdenerwowało to, że pod koniec mimo tej nienawiści Marianny, pozwala Adamowi się pocałować, ale to jest w miarę zrozumiałe, biorąc pod uwagę uczucie, jaki darzy mężczyznę. No cóż, smutna to historia, najbardziej mi będzie żal tego dziecka, zresztą Marianna też swoje wycierpiała. Stawiam szóstkę, bo naprawdę zasłużyłaś. :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(50): 50 gości i 0 zarejestrowanych: