Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Ironiczna
Imię: Anna Łucja
O sobie: "„Praca polegająca na dobieraniu słów jest podobna do samotności. Szukanie słów, które mają w sobie siłę. Są jasne. Zmierzające we właściwym kierunku..."
Napisanych prac:
- wiersze: 163
- artykuły: 1
- proza: 137

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 582 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Nieumarły kwiat - I etap..." 20.05.2012
"Cztery dobre wróżby - epilog" 06.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.02.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 17.01.2012
"Cztery dobre wróżby -..." 03.01.2012

Inne prace tego autora:
"Obdarci cz. 13" 25.06.2011
"Cztery dobre wróżby -..." 11.07.2011
"Rubinowe lato cz. 4" 16.10.2010
"Cztery dobre wróżby -..." 26.11.2011
"Obdarci cz. 12" 22.06.2011

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Na niebie ciemne chmury cz. 2

Ostatni raz zerknął na granatowe niebo, przysłonięte mglistą poświatą. Poczuł jak przenika go lodowaty wiatr i choć jego serce marzyło, aby tu pozostać, tak stać się nie mogło. Umysł wzywał tam, gdzie mógł wypełnić swój cel. Musiał o wszystkim zapomnieć i mieć tylko nadzieję, że ciemne chmury będą wymowne i przekażą Mariannie smutną wiadomość...

***

Zbudził ją nagły błysk księżyca, który wypłynął na łowy wśród gwiazd. Rozchyliła aksamitne zasłony w kolorze dojrzałej zieleni, po czym uchyliła okno. Poczuła na sobie spojrzenia gwiazd. Lustrowały ją wzrokiem tak uważnie, jak gdyby zamierzały z nią rozmawiać. A może tylko jej się wydawało?
Rozchyliła pięść i wypuściła z niej płatek złotego tulipanu, który trzymała w zesztywniałej dłoni już dwie godziny.
Zerwał się wiatr i strzepnął zmiętą, ledwo żywą cząstkę dawnej świetności kwiatu.
A ona dalej, jak urzeczona, wpatrywała się w księżyc, próbując odczytać koleje swojego dalszego losu. Czuła złe wibracje, okalały ją nagłe tiule, które wciąż próbowała rozwiązać. Na próźno. Ktoś odebrał jej wolność.

***

Z pokoju dziewczynek dobiegł tłumiony, przez ściany, płacz. Cher zerwała się gwałtownie i zerknąwszy do łóżeczka na śpiącego, trzymiesięcznego Jacksona, pomknęła do pokoju córeczek. Jej oczom ukazała się, rozdzierająca serce matki, scena.
Dwuletnia, mahonionowowłosa dziewczynka o imieniu Jeanette, leżała na łóżku, trzymała się za brzuch i płakała. Raz po raz podbiegała do niej trzyletnia nimfa Christine i próbowała wcisnąć jej mokry ręcznik. Zaś trzecia córka, szara myszka Milene, bliźniaczka Jeanette, stała spokojnie przy drzwiach i przypatrywała się tej scenie.
Cher ogarnęły mieszane uczucia, ale zdołała uporządkować sytuację. Ledwo usadziła dzieciaki przed telewizorem, już zadzwonił telefon.
Pobiegła w podskokach, przytrzymując fałdy jedwabnego szlafroczka.
- Halo?
- Cher, to ty? - rozległ się spanikowany głos z drugiej strony.
- Tak. Co jest, Marianne? - Cher dalej nie wymawiała do końca polskich wyrazów, tylko mieszała wszelakie akcenty i słowa.
- Mogłabyś wziąść dziś wolne?
- Marianne, co się stało?
- Proszę weź wolny dzień... Ja... Sama już nie wiem, co się stało.
- Mów do rzeczy! - warknęła niespokojnie Cher.
- Adam zaginął - odparła słabo Marianna.
- Co takiego? - wykrzyknęła przerażona przyjaciółka.
W słuchawce zapadła cisza. Z początku Cher podejrzewała, że biedna dziewczyna straciła mowę z nadmiaru wrażeń, lecz kiedy minęło pięć minut owej ciszy, postanowiła jechać. Wezwała opiekunkę i pomknęła zakorkowanymi ulicami.

***

Mgła ani myślała się rozrzedzić. Marianna ze złością powróciła do dni dzieciństwa, kiedy musiała trzymać się matczynej spódnicy, lub ewentualnie czepiać spoconych rąk. Za dorosłości miała tylko jedną prowadzącą osobę – Adama. Lecz ta mgła ich rozdzieliła, zepsuła pogląd na życie… Przerażona Marianna raz po raz czepiała się majaczących z daleka konarów drzew, żeby zaraz potem przekonać się, że porządnie zarysowała swoje ręce. Z namaszczeniem szepta imię ukochanego, ale on znika coraz szybciej...
Wreszcie mgła ustępuje. Na chwilę, jedną krótką chwilę. Idzie w stronę drzew, pozostawiając ich samotnie po obu stronach polany.
Patrzą sobie głęboko w oczy chcąc odczytać uczucia drugiego. Marianna zaczyna biec, mknie coraz szybciej. Niestety, Adam nabiera wielkiej prędkości i już po chwili znajduje się za stertą drzew, tam, gdzie mgła.
W kocich oczach Marianny lekko kołysają się łzy. Już niedużo brakuje do wypełnienia ich objętości. Zaraz polecą, skapną coraz niżej, aż obleją całą twarz. Potem powstanie kałuża, w której znajdzie ukojenie...

***

- No, obudź się. Skowronku, wstawaj...
Tylko jedna osoba tak ją nazywała i to tylko w chwilach stresu. Marianna zrozumiała, że osobą, która przy niej klęczy jest Cher.
Powoli otworzyła oczy i ujrzała znaną jej dobrze postać.
Jasne loki delikatnie okalały ramiona, ale były zbyt krótkie, aby popłynąć dalej. Uśmiech wcale się nie zmienił. Rozciągał twarz, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Smukłe palce delikatnie dotykały jej ręki. Tak, Cherie Levittoux - Potocka była niezwykle piękną kobietą o francuskich korzeniach.
Poznały się dawno temu, na mieście, w zwyczajny sposób - pod McDonaldem. Cher zatroskała się utykającą Marianną. Miały zaledwie po osiemnaście lat. Obie szalone, rozhukane, lecz nie do końca to okazujące. Cóż, Cher przynajmniej próbowała. Mimo, że była nowa w tym kraju i mieście, dopomogła biednej Mariannie, zawożąc ją do szpitala na ostry dyżur, gdzie okazało się, że to poważne złamanie nogi. Cher, sama nie mając nikogo, opiekowała się dziewczyną i bardzo wiele mówiła. Marianna poznała koleje życia ślicznej Cherie i raz po raz dziwiła się, że postanowiła wyjechać z Francji.
Niestety, los pragnął pozbawić Cher rodziny, a wszystko przez jeden głupi wypadek. Dziewczyna postanowiła wyjechać do innego kraju, aby nigdy więcej nie musieć pamiętać o straszliwym wypadku, jaki przydarzył się jej rodzicom. W Polsce, wraz z pokaźnym mająteczkiem, jakoś sobie radziła. Wiele swojego czasu poświęcała zwariowanej przyjaciółce, która okazała się być poważnie chora. Ledwo wyleczyła białaczkę, a już przyszła cukrzyca. Jednak Cher nie poddawała się i walecznie męczyła lekarzy o konsultacje. Potem zapadł wyrok, który obiema nimi wstrząsnął - cukrzyca. Wiedziała, że wystarczą błędy w żywieniu, a biedna Marianna natychmiast będzie się źle czuć. Ale cóż... Cher i Marianna jakoś sobie radziły. To było dla nich najważniejsze.
- Cher, co ty tu robisz? - spytała zaniepokojona Marianna.
- Dzwoniłaś... Musiałam przyjść.
- Dziękuję Ci.
- Nie ma za co. Ważne, że się obudziłaś.
- A dzieci?
- Są z opiekunką. To, co się stało?
- Od wczorajszego ranka nie ma Adama. Miał wrócić wieczorem i wciąż go nie ma.
- Nie ma? A do dziwek dzwoniłaś?
- Cher, bądź poważna. On nie z tych.
- Cóż, to mężczyzna. A dzwoniłaś do niego?
- Tak. Nie odbiera.
- Zgłosimy to na policję. Ile minęło godzin od czasu, kiedy powinien kończyć prace?
- Wychodzi po osiemnastej. Teraz jest dziewiąta.
- Piętnaście godzin.
- Mam czekać jeszcze dziewięć?
- Musisz odliczyć godzinę, bo mniej więcej tyle zajmuje pokonanie tych cholernych korków. Może miał wypadek? Dzwoniłaś do szpitali?
- Nie, bałam się. Wydaje mi się, że nic poważnego mu się nie stało. Czuję to.
- Dzwonimy na policję!
- Na policję? - jęknęła Marianna.
- Żeby zgłosić zaginięcie.
- Zadzwonisz? Źle się czuję.
- Jasne. Jak on ma na nazwisko?
- Kryspinow. Adam Kryspinow.
- A ty, Marianna Lubelska... Dzwonię... Halo? Dzień dobry, nazywam się Cherie Levittoux - Potocka. Moja przyjaciółka, Marianna Lubelska bardzo się martwi, gdyż jej... narzeczony powinien wrócić czternaście godzin temu.
Nie, nie odpowiada! Tak, sekretarka. Pani Lubelska? Źle się czuje, dlatego dzwonię ja, jej przyjaciółka. Jak to czekać?!? Ile?!? Ona jest bladziutka! Mogło mu się coś stać! Jest pan egoistą! To jej... kochanek! Planowali ślub, to chyba oczywiste. Poczekać do dwunastej? Oczywiście, że zadzwonimy do szpitali! Tak, wiem, że jestem porywcza! Oby miał pan okropny dzień! - Cherie ze złością rzuciła słuchawką.
- I co?
- Musimy poczekać jeszcze parę godzin. Możemy przyjść o dwunastej. Dobre sobie...
- Och, Cher, Cher...
- Wiem, kochasz go.
- Może się przestraszył? To była nietypowa wiadomość.
- Co za wiadomość?
- Nie wiesz... Widzisz... Jestem w stanie błogosławionym - wypaliła Marianna, spuszczając swe grzeszne oczęta.
- Co takiego? Jak mogłaś pozwolić sobie na zależność od faceta?
- A ty?
- Ja i Grzegorz jesteśmy małżeństwem! A ty nie zyskasz wielu rzeczy jako kochanka. Znam dobrze prawo, jestem prawnikiem, do cholery!
- Dlaczego na mnie naskakujesz?
- Bo odkąd pamiętam walczyłyśmy o nasze wspólne dobro. Ty o moje, dziś ja o ciebie. Martwię się.
- Ale my się pobierzemy, Cher.
- Marianno... Jesteś jego kochanką! Serio wspominał o małżeństwie?
- Jeszcze nie, ale zrobi to. Wie o dziecku...
- Wie?!? Marianno, natychmiast na komisariat!



Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 08.06.2010r.

1     

Dawied 13 01 2012 (14:43:17)

Dialogi dialogi, a w jednym z akapitów powtórzenia.

Groszek 09 06 2010 (20:14:57)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Smutne to, ale wydaje mi się, że mężczyzna po prostu uciekł przed odpowiedzialnością związaną z rodzicielstwem. Marianna jest tutaj trochę naiwna, bo nie pomyśli, że tak mogło się stać, tylko lata za nim, szuka go i boi się jeszcze o niego. Zresztą co się dziwić? Tak postąpiłaby każda kochająca kobieta. Strasznie histeryzuje, wychodzi już z siebie, jej przyjaciółka zresztą też, chociaż ona w przeciwieństwie do Marianny przeczuwa, co mogło się stać. Widzimy to, gdy mówi do dziewczyny o tym, że ten mężczyzna to był tylko jej kochanek. Widać, że ma spore wątpliwości. Treść płynna, w miarę ciekawa, aczkolwiek dialogi wydawały mi się w niektórych momentach sztuczne i wymuszone. Ale może to tylko moje wrażenie. Jeszcze mam pewne "ale". Chodzi o zdanie: "Ledwo wyleczyła białaczkę, a już przyszła cukrzyca. Jednak Cher nie poddawała się i walecznie męczyła lekarzy o konsultacje. Potem zapadł wyrok, który obiema nimi wstrząsnął - cukrzyca." Na dłuższą metę jest kompletnie bez sensu. Z minusem.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 31 gości i 8 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl