warto go przeczytać
Pseudonim: iwanna
***
Często patrzę na swoje zdjęcie, kiedy byłam mała. Spogląda na mnie grzeczna, pięcioletnia dziewczynka, z dwoma warkoczami związanymi różowymi kokardkami, roześmianą buzią, w której błyszczą malutkie perełki i szczerymi oczyma koloru nieba w letni, słoneczny dzień. Wtedy myślę, że moje dzieciństwo to zupełnie inny świat, tak różny od koszmaru, który sama sobie stworzyłam…
***
Od trzynastego roku życia, co zapewne było po części związane z dojrzewaniem, zaczęłam tyć. Na początku nie przeszkadzały mi zbędne kilogramy, ale z biegiem czasu, poczułam się gorsza od innych. Dzisiaj zastanawiam się, czy czasem to myślenie nie ukształtował we mnie (oczywiście nieświadomie), mój ojciec, który jest bardzo surowym, wymagającym człowiekiem z oczekiwaniami, którym trudno sprostać. Każdorazowo poczuwał się do obowiązku wychowania córki, która miała go postrzegać, jako własny autorytet.
***
‘Jest taki narkotyk, po którym w ogóle nie można jeść, więc szybko się chudnie’
– pamiętam te słowa dokładnie. Wszystko rozpoczęło się, gdy usłyszałam rozmowę maturzystek w szkolnej szatni. Pomyślałam, czemu nie miałabym spróbować? W szkole nie było problemów ze zdobyciem ‘towaru’. Odważyłam się pierwszy raz w życiu i kupiłam odpowiednią dawkę. Nie były to te na zrzucenie wagi, ale nie żałowałam.
***
To, co przeżyłam, jest nie do opisania. Wyniosło mnie gdzieś na wyżyny, doświadczyłam raju, prawdziwej ekstazy, tak innej od mojej szarej egzystencji. Wreszcie mogłam zapomnieć o własnych troskach i zmartwieniach. Byłam w zupełnie innym świecie, w którym nie liczy się waga, wzrost czy kolor skóry. Narkotyk upajał, wprowadzał w błogostan. Zaczęłam kupować coraz więcej. Z pieniędzmi na początku nie było problemów - rodzice cieszyli się ze kupuje tyle książek. Moja głupota była większa od doświadczenia…
***
Wreszcie nie byłam sama! Wkrótce grono ‘biorących’ w naszej szkole uznało mnie za ‘swoją’. Opuściłam się też w nauce, szkoła zabierała mi cenny czas, który przecież mogłam przeznaczyć na… ćpanie.
***
W niedalekiej przyszłości musiałam już ‘brać’ codziennie, inaczej świat wydawał się nie do zniesienia, a ludzie tak potwornie beznadziejni, że mogłabym na nich spuścić bombę atomową i bez żalu patrzeć jak umierają…
***
Poznałam Kaśkę. Starsza o kilka lat dziewczyna, dla której narkotyki były nieodłącznym elementem. Rodzice wyrzucili ją z domu. Wynajmowała mieszkanie i zarabiała pieniądze po to, by wszystko wydać na halucynogeny. Zaproponowała mi ucieczkę z domu i zamieszkanie z nią. Kusiła mnie perspektywa wolności i ćpania o każdej porze, bez potrzeby krycia się. Zgodziłam się. Kaśka zaopiekowała się mną, kazała przynosić tylko pieniądze, które zdobywałam rożnymi sposobami. Kradłam (najczęściej kosmetyki i ubrania, odsprzedawane za połowę ceny, żeby tylko uzbierać na kolejną ‘działkę’), żebrałam, chwytałam się różnych dorywczych prac, kiedy tylko byłam w stanie kontaktować się z ludźmi i funkcjonować w otaczającym środowisku. Upokorzenie było nieodłącznym towarzyszem mojego życia. Wynosiłam też różne rzeczy z domu, co tylko się dało, aby sprzedać i mieć upragniony ‘odjazd’.
Mogłabym powiedzieć, że Kaśka była moją najlepszą przyjaciółką…ale narkomani nie znają uczuć. Kiedy są ‘na głodzie’ bez skrupułów wykorzystują każdego, byle tylko zdobyć, na przykład ‘biała damę’. Okradaną, porzucą i pojadą z tym, kto obieca im ‘wybawienie’…
***
Bardzo się zmieniłam. Stałam się złodziejką, ćpunką raniącą swoich rodziców, oszustką, której nie interesowało nic oprócz ‘brania’. Na dno stoczyłam się w momencie, kiedy po raz pierwszy wstrzyknęłam sobie heroinę…
***
Kaśka przez ten czas była już cztery razy na detoksie. Uciekała poza miasto, aby nie spotykać znajomych narkomanów, którzy ją kusili (narkomani nienawidzą tych, którzy próbują się uratować). W końcu przyczepili jej tzn. bloker, pod skórę, co powodowało niebezpieczne reakcje z zażytymi środkami odurzającymi. Myślała, ze to pomoże jej się uwolnić. Nie wytrzymała jednak obciążenia psychicznego, żegnając się ze mną…
***
Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Kompletnie się załamałam. Głosy znajomych docierały do mnie, jak zza jakiejś szklanej szyby. Kaśka była pierwszą bliską osobą w moim życiu, która umarła. Wpadłam w histerię. Poczułam się samotna i ‘olśniło’ mnie, że przecież mam rodziców, którzy mnie kochają i na pewno pomogą. Zadzwoniłam do domu, przyjechali oboje…
***
Dałam się namówić na leczenie. To był kolejny koszmar. Pot, łzy, bóle przeszywające ciało do szpiku kości i ten głód, piekielny narkotyczny głód, którego ‘normalny’ człowiek nie jest w stanie sobie wyobrazić. Dostawałam silne leki psychotropowe i pewnego razu przedawkowałam. Zasnęłam tak głębokim snem, że na drugi dzień mama nie mogła mnie obudzić. Kiedy zobaczyła na podłodze puste opakowania po lekach, natychmiast zawiozła mnie do szpitala. Po wyjściu całkowicie zerwałam wszelkie dawne kontakty.
***
Pozornie wyszłam z tego, ale tak naprawdę z tego nigdy się nie wychodzi. Wiem, że jeden fałszywy ruch i znowu mogę wrócić do ćpania, bo wyleczony narkoman to ten okresowo niebiorący, ale jednak narkoman. Moje życie to jak chodzenie po linie nad przepaścią. Trzeba bardzo uważać, aby nie zlecieć w dół. Wtedy już nie ma odwrotu.
Ocena: 3.4
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 10.01.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(39): 31 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski