warto go przeczytać
Miliony obrazów przechodziły jej przez głowę. Niektóre zatrzymywały się, inne – zostawały w tle, pozostałe – znikały po chwili.
To nieprawda, ze człowiekowi przed śmiercią staje przed oczami całe życie. Stają sceny, ucięte stop-klatki, zwłaszcza te zapomniane, przechowywane w podświadomości. A najwięcej tych mocnych, poniżających, kompromitujących, niewiele mających wspólnego z godnością człowieka.
Decyzja podjęta pochopnie. Przecież ona nie należy do lubiących planowanie i czekanie.
Planowanie… tak, ale ta chwila… ona dawno była planowana. Urywkami, mgliście. Tylko przypadkiem wykorzystała akurat ten dzień.
Pierwsza szkarłatna kropla skapnęła na podłogę.
Życie z niej uchodzi? Nie, ona tego nie czuje. Wręcz przeciwnie – tytułuje się panią życia, dlatego jest tak ubrana. Bo przecież ona sama wybrała śmierć. Ograniczyła decyzję, którą zsyła jej los. Sama o nim zdecydowała.
Kolejna kropla przyozdobiła drewniany parkiet.
Tak, to tu.
Będę aniołem” myśli. Wszyscy, którzy umierają wcześnie, idą do nieba. I są aniołami. W sumie, to dobry układ: odchodzisz z piekła. Z tego pełnego gówna i kłamstwa świata i niektórym się to podoba, że można odejść później. Głupcy! Myślą, że jest piękny. Piękne jest to, co jest potem, na pewno nie to, tutaj.
Ci wszyscy zakłamani, pierdoleni, hipokryci. Przejmują się duperelami, błahostkami. Nie zasługują na jej uwagę. Ona jest ponad to!
Kropla.
Ma dość czekania. Poprawia nacięcie, pogłębia je, poszerza, lekko szczypie, potem to są koleczki rozkoszy, zwiastujące wspaniały ciąg dalszy…
Ciekawe, co powiedzą, gdy ją znajdą? Może wtedy ja docenią. Przestaną traktować jak powietrze. Nie, gorzej. Bo powietrze się szanuje, dzięki niemu się żyje. Oni nią nie żyją. Na razie. Co dalej?
Grunt wydaje się poruszać w górę i w dół. Jak ustać? Musi usiąść. Albo się położyć.
W swej białej sukni siedzi na kanapie. Wokół – burdel. Ta suknia jest symbolem. Atrybutem, która sama sobie dodała.
Biel. Niebo. Czystość. Wolność. Śnieg. Ślub. Ślub, że jak najprędzej stąd odejdzie.
Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, jak pięknie krople krwi dekorują jej suknię. Lekko rozmazane, maleńkie obłoczki na białym jedwabiu.
Co zrobię, jak znajdą? Będą tulić z niepowstrzymanymi łzami niedowierzania? Nie. Odetchną z ulgą. Szczególnie rodzice. I te kilka dziwek z jej klasy. Ale inni ją docenią. Będą mówić: to była wspaniała dziewczyna. Odważna!”
Co jej po talencie do śpiewu? I tak nikt jej nie słucha.
A może do nich napisze?
Chwileczkę. To miała być chwila jej tryumfu. Dlaczego więc nie ma siły wstać, by wziąć kartkę.
Najwyraźniej tak ma być.
Zmaga ja zmęczenie. Zamyka oczy. Głębokie, zielono-złote źrenice już nigdy nie ujrzą słońca. Nie tylko słońca – reszty syfu - też.
Zimno jej.
A może jednak wrócić?
Nie spróbuje. Nie chce przyjąć do wiadomości, ze w chwili jej wygranej nie jest w stanie unieść powiek.
Boże. Jak zimno.
I ciemno. Coś jest nie tak.
Gdzie są anioły, które miały przylecieć i na skrzydłach unieść do raju. Kiedy pojawi się blask, który ją pięknie oświetli? Czeka. I nic. To oszustwo! Chce wracać. Nie, nie chce. Chce tu zostać. Nikogo nie ma. I nagle jest ciepło. Choć wciąż ciemno.
Nie widzi. Ale słyszy. Jego. I nie tylko. Tam, za ściana życia.
Już nie czuje dotyku. Nie dociera do niej krzyk.
Umiera.
Ocena: 3.286
Liczba komentarzy: 9
Data dodania: 12.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(40): 32 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski