warto go przeczytać
Wyglądała zjawiskowo. Odziana była w lnianą, zwiewną koszulę, a jej piękne, błyszczące blond włosy, niczym wzburzone morze, oplatały smukłą sylwetkę. Stała boso w przestworzach, niczym bezbronny anioł. Unosiła się ponad ziemię, zagłuszona przez cichy szmer powiewu liści. Otwierając swe błękitne oczy, mogła jednym spojrzeniem zatopić mnie w studni rozkoszy, mogła posiąść mnie całego. Stałem jak zahipnotyzowany, każda komórka mego ciała była jej przynależnością. Jej wargi, niczym napięta cięciwa, gotowa do wystrzału, ozdobił promienny uśmiech. On był mój, dla mnie i ku mnie, był moim życiem i sensem istnienia, a przy tym zagładą i śmiercią.
***
- Chaos! Chaos, zejdź ze mnie, ale to już! – warknąłem półprzytomnym głosem.
Pies zeskoczył z łóżka i po raz kolejny zaszczekał, domagając się wyjścia. Ona znów mi się śniła – pomyślałem. Wiem tylko tyle, że to kobieta. Kiedy się budzę nic nie pamiętam, nic prócz tego, że owa postać jest kimś bardzo ważnym.
Przetarłem oczy, przeciągnąłem się i odruchowo spojrzałem na zegarek. Sześć po szóstej. Cudownie. Przeczesałem włosy, złapałem za wczorajszy podkoszulek i naciągnąłem spodnie. Odkąd Kaśka zamieszkała w akademiku, obowiązek wyprowadzania tej bestii spadł na mnie. Podszedłem do okna, zwijając rolety, zauważyłem zakapturzoną postać, krążącą wokół domu z dużą torbą. Dziwne. Nie tracąc ani minuty dłużej, przypiąłem smycz do Chaosa i zbiegłem na dół. Pędem narzuciłem na siebie kurtkę i włożyłem buty. Wybiegłem na podwórko, ale nieznajomy znikł. Postanowiłem się rozejrzeć, przecież nie mógł ulotnić się w powietrzu.
- Matko! Aleś mnie przestraszył –krzyknęła zakapturzona postać.
- Czego ty tu... Ty jesteś dziewczyną! – stwierdziłem z irytacją.
- Cóż za spostrzegawczość – uśmiechnęła się nieznajoma.
Kiedy zacząłem się przyglądać nieznajomej, miejsce irytacji zastąpiło zaciekawienie. Bowiem była dość zgrabną, średniego wzrostu blondynką. Miała wielkie, niebieskie oczy. Nie odnalazłem w nich ani ziarna lęku. Wręcz przeciwnie, było to stanowcze i pełne siły spojrzenie. Jej nosek był mały, lekko zadarty, który z całą pewnością uwydatniał jej upór. Miała na sobie luźne, szare dresy i o trzy rozmiary za dużą bluzę z napisem "Catch Me”.
Jej uśmiech był olśniewający, a podkreślały to rzędy prościutkich, białych zębów. I ten głos. Był taki znajomy.
- Mogę już sobie iść, czy jeszcze się nie napatrzyłeś?
- Ee... Mówisz do mnie?
- No chyba nie do tego wielkiego, szkaradnego potwora – ofuknęła mnie, wędrując wzrokiem ku Chaosowi. – Tak do Ciebie.
- Chaos, to wbrew pozorom, milutki psiak.
- To to "coś” nazwałeś Chaos? Nie dość, że przypomina diabła, to jeszcze diabelsko się wabi. Co jeszcze dziś mnie spotka w tym małym miasteczku? – Westchnęła. – A tak przy okazji, wiesz jak mogę trafić na Żelazną 34/3? Nigdzie nie widzę tabliczek z numerami domów.
- Żelazną 34/3? – Spytałem zdumiony.
- Tak, Żelazną 34/3. Wiesz, który to dom?
- Tak wiem – odpowiedziałem po chwili zastanowienia. – Mój.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 7
Data dodania: 04.11.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(40): 32 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka, Maszard Namalowski