warto go przeczytać
Dzisiejszy dzień strasznie się dłużył, każda minuta była godziną, a godzina wiecznością. Nie mogłam się skupić na lekcji, gdyż myślami już planowałam miniaturowe przyjęcie urodzinowe dla mamy. W końcu niecodziennie kończy się 38 lat.
- Śliwka – szepnęłam najciszej jak tylko mogłam. – Wybrałabyś się ze mną po lekcjach do centrum handlowego? Chciałabym, abyś doradziła mi w kupnie prezentu dla mamy. Wiesz, że jestem słaba w te klocki, a muszę przecież coś kupić.
- Wiem, wiem – uśmiechnęła się. – Możesz na mnie liczyć.
Śliwka to pseudonim, mojej pszczółki, Sylwii. Chodzimy razem do jednej klasy w LO. Jest dość ładną, zgrabną, szczupłą i pełną wdzięku dziewczyną. Nie jest wysoka, mierzy zaledwie 166 cm wzrostu, ma jasną, mleczną skórę, delikatny uśmiech. Jej znakiem rozpoznawczym są włosy, które swoją fioletową barwą, są w stanie oślepić każdego przechodnia. Śliwka to dziewczyna pełna pozytywnej energii, która jest w stanie zarazić nią największego sztywniaka. Jest dokładna, punktualna, przyjacielska, ale najważniejsze w niej jest to, że nie daje sobie w kaszę dmuchać, zna swoje wartości i życiowe cele. Po prostu jest taka moja.
- Dzięki – mruknęłam, robiąc maślane oczy. - Po zakupach zahaczymy jeszcze o Grubego Piernika, muszę zamówić ulubiony tort mamy - śmietankowy, z dużą ilością bitej śmietany i z jeszcze większą ilością owoców.
- Mmm… - westchnęła Śliwka – aleś mi narobiła apetytu. Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. Przepraszam, ale twoje zakupowe szaleństwo, musi zaczekać, bo… – zrobiła pauzę spoglądając na zegarek – dokładnie za 4 minuty zabierasz mnie na pizzę.
- Czuj się zaproszona na pikantną peperonii z pyszną, ciągnącą się mozarellą – uśmiechnęłam się – a potem ty, mój osobisty parobek, pomożesz mi w wyborze prezentu.
- Do usług, Milady – odparła rozbawiona Śliwka.
Nasz wybuch śmiechu przerwał donośny dźwięk dzwonka, który dobitnie sygnalizował początek wspaniale zapowiadającego się weekendu.
Do domu wróciłam bardzo zadowolona i jeszcze bardziej zmęczona. W Alfie, naszym czteropiętrowym centrum handlowym, spędziłyśmy ponad cztery godziny. Nie mogłyśmy się zdecydować, co kupić. Mimo, że mama nie jest wybredną kobietą i bardziej cieszy ją gest aniżeli pakunek, to chciałam, aby ten prezent był wyjątkowy, wyróżniał się na tle poprzednich. Po wielogodzinnych rozważaniach za i przeciw, wybór padł na prześliczną, ręcznie robioną i ozdabianą ramkę na zdjęcie. Mama jest bardzo sentymentalną kobietą. Gdy sobie przypomnę, jak bardzo była wzruszona, kiedy podarowałam jej słomiany album na zdjęcia, nie mam żadnych wątpliwości, że i tym razem trafiłam w sedno. Mroźny powiew wiatru ostudził mój zapał, a ja zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w swojej oazie.
- Wróciłam – krzyknęłam na progu. Nie doczekałam się odpowiedzi. – Mamo? – Odpowiedziała głucha cisza. Pospiesznie podeszłam do lodówki, jedynego, sprawnego łącznika między nami, oczekując jakiejś wiadomości. Nic. Złapałam za mojego nowego LG Shine, który dostałam od ciotecznej babci Genowefy w ubiegłym roku, z okazji siedemnastych urodzin, i zadzwoniłam do mamy. Niestety, włączyła się sekretarka. Pewnie rozładował się telefon, albo miała nagłe polecenie przeszkolenia przyszłych pracowników w zakładzie pracy. Mogła również wpaść do cioci Kasi na ,,zaległą” kawę, albo po prostu utknęła w korkach. Postanowiłam się odprężyć i zaparzyć herbatę. Rozsiadłam się wygodnie w salonie i włączyłam nasz, ogromny, 42 calowy telewizor, w którym oprócz kiepskich, miłosnych seriali, różniącymi się od siebie jedynie tytułami, nic nie można znaleźć. Z irytacją zrezygnowałam z TV, a mieszkanie wypełniły, dobrze znane memu sercu, dźwięki Dżemu. Właśnie zaczęłam się roztapiać przy ,,Chcę Ci coś powiedzieć”, kiedy zadzwonił telefon.
- Słucham?
- Madziulka to ja. Tylko, proszę Cię, nie rozłączaj się. Wysłuchaj mnie, o nic więcej nie proszę – usłyszałam błagalny ton tego zakłamanego, obłudnego nicponia Rafała. – Daj mi pięć minut.
- Ta rozmowa jest zbędna, nie mamy sobie nic do powiedzenia, dla mnie cała ta sytuacja jest jasna – warknęłam. – Bardzo jasna.
- Madziu, skarbie, pozwól mi to wytłumaczyć… - zaczął szukać odpowiednich słów. – To było nieporozumienie, nic mnie z tą dziewczyną nie łączy, to jej wina, to ona mnie zmusiła, zaciągnęła do łóżka, musisz mi uwierzyć – niemal wykrzyczał do słuchawki jednym tchem. – Musisz!
- Teraz Ty posłuchaj – syknęłam. – Ja nic nie muszę, a co więcej nie chcę! Powiedziałam ci już raz, że masz do mnie nie dzwonić, nie pisać, nie nachodzić, a ja nie lubię się powtarzać! Aha i jeszcze jedno...
- Tak? – Spytał z nadzieją w głosie.
- Już nie jestem Twoim skarbem! – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby rzucając słuchawką.
Zezłoszczona tym telefonem podeszłam do lodówki, wyjęłam z ostatniej szuflady zamrażarki pudełko bakaliowych lodów, złapałam za łyżeczkę i zaczęłam objadać się tymi pustymi, jakże pysznymi kaloriami. Nie mogę nadal zrozumieć, jak można być takim cymbałem! Nie dość, że zwala całą winę na dziewczynę z której robi pośmiewisko (w sumie to nie ubolewam nad tym, należało jej się), to jeszcze śmie dzwonić do mnie z wyjaśnieniami tak, jak gdyby nic wielkiego się nie stało. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu. No nie! I jeszcze ma czelności znów dzwonić. Ja mu pokażę.
- Czy ty, do cholery jasnej, nie zrozumiałeś któregoś z wypowiedzianych przeze mnie słów?! To może Ci powtórzę, że nie życzę sobie żadnych telefonów – krzyknęłam do słuchawki. – Od ciebie! Zrozumiałeś?!
- Ee… przepraszam, czy dodzwoniłam się do Magdaleny Ważek? – Spytał nieco zbity z tropu kobiecy głos.
Zrobiło mi się strasznie głupio.
- Tak, przy telefonie – odpowiedziałam, ciekawa swojej rozmówczyni i celu jej rozmowy.
- Dzwonimy z oddziału intensywnej terapii w szpitalu wojewódzkim – odchrząknęła, przy czym dodała. – Pani mama miała wypadek samochodowy, jest w ciężkim stanie.
Ocena: 3.25
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 23.12.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(42): 35 gości i 7 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Mii, Wojtex81, sniadaniedolozka