Pseudonim: Zuanshie
Imię: Sandra
Skąd: Tam, gdzie dzikie kaczki umierają
O sobie: Po prostu jestem. Taka zwyczajna, przewidywalna, nudna do obłędu.
Napisanych prac:
- wiersze: 23
- proza: 20

Średnia ocen: 4.6
Użytkownik uzyskał: 149 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Wybór ma znaczenie" 22.08.2010
"Przypadek Claire B. cz. 2" 27.08.2009
"Mydlane przestworza - prolog" 04.11.2009
"Mydlane przestworza cz.4" 01.05.2010
"Głód cz.1" 21.06.2010

Inne prace tego autora:
"Przypadek Claire B. cz. 1" 21.08.2009
"Powiedz, że mnie kochasz cz.1" 03.08.2010
"Tatusiu, w pokoju jest potwór" 24.08.2010
"Wybór ma znaczenie" 22.08.2010
"Przypadek Claire B. cz. 3" 01.11.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Mydlane przestworza cz. 1

Dzisiejszy dzień strasznie się dłużył, każda minuta była godziną, a godzina wiecznością. Nie mogłam się skupić na lekcji, gdyż myślami już planowałam miniaturowe przyjęcie urodzinowe dla mamy. W końcu niecodziennie kończy się 38 lat. - Śliwka – szepnęłam najciszej jak tylko mogłam. – Wybrałabyś się ze mną po lekcjach do centrum handlowego? Chciałabym, abyś doradziła mi w kupnie prezentu dla mamy. Wiesz, że jestem słaba w te klocki, a muszę przecież coś kupić. - Wiem, wiem – uśmiechnęła się. – Możesz na mnie liczyć. Śliwka to pseudonim, mojej pszczółki, Sylwii. Chodzimy razem do jednej klasy w LO. Jest dość ładną, zgrabną, szczupłą i pełną wdzięku dziewczyną. Nie jest wysoka, mierzy zaledwie 166 cm wzrostu, ma jasną, mleczną skórę, delikatny uśmiech. Jej znakiem rozpoznawczym są włosy, które swoją fioletową barwą, są w stanie oślepić każdego przechodnia. Śliwka to dziewczyna pełna pozytywnej energii, która jest w stanie zarazić nią największego sztywniaka. Jest dokładna, punktualna, przyjacielska, ale najważniejsze w niej jest to, że nie daje sobie w kaszę dmuchać, zna swoje wartości i życiowe cele. Po prostu jest taka moja. - Dzięki – mruknęłam, robiąc maślane oczy. - Po zakupach zahaczymy jeszcze o Grubego Piernika, muszę zamówić ulubiony tort mamy - śmietankowy, z dużą ilością bitej śmietany i z jeszcze większą ilością owoców. - Mmm… - westchnęła Śliwka – aleś mi narobiła apetytu. Nie wiem jak ty, ale ja umieram z głodu. Przepraszam, ale twoje zakupowe szaleństwo, musi zaczekać, bo… – zrobiła pauzę spoglądając na zegarek – dokładnie za 4 minuty zabierasz mnie na pizzę. - Czuj się zaproszona na pikantną peperonii z pyszną, ciągnącą się mozarellą – uśmiechnęłam się – a potem ty, mój osobisty parobek, pomożesz mi w wyborze prezentu. - Do usług, Milady – odparła rozbawiona Śliwka. Nasz wybuch śmiechu przerwał donośny dźwięk dzwonka, który dobitnie sygnalizował początek wspaniale zapowiadającego się weekendu. Do domu wróciłam bardzo zadowolona i jeszcze bardziej zmęczona. W Alfie, naszym czteropiętrowym centrum handlowym, spędziłyśmy ponad cztery godziny. Nie mogłyśmy się zdecydować, co kupić. Mimo, że mama nie jest wybredną kobietą i bardziej cieszy ją gest aniżeli pakunek, to chciałam, aby ten prezent był wyjątkowy, wyróżniał się na tle poprzednich. Po wielogodzinnych rozważaniach za i przeciw, wybór padł na prześliczną, ręcznie robioną i ozdabianą ramkę na zdjęcie. Mama jest bardzo sentymentalną kobietą. Gdy sobie przypomnę, jak bardzo była wzruszona, kiedy podarowałam jej słomiany album na zdjęcia, nie mam żadnych wątpliwości, że i tym razem trafiłam w sedno. Mroźny powiew wiatru ostudził mój zapał, a ja zapragnęłam jak najszybciej znaleźć się w swojej oazie. - Wróciłam – krzyknęłam na progu. Nie doczekałam się odpowiedzi. – Mamo? – Odpowiedziała głucha cisza. Pospiesznie podeszłam do lodówki, jedynego, sprawnego łącznika między nami, oczekując jakiejś wiadomości. Nic. Złapałam za mojego nowego LG Shine, który dostałam od ciotecznej babci Genowefy w ubiegłym roku, z okazji siedemnastych urodzin, i zadzwoniłam do mamy. Niestety, włączyła się sekretarka. Pewnie rozładował się telefon, albo miała nagłe polecenie przeszkolenia przyszłych pracowników w zakładzie pracy. Mogła również wpaść do cioci Kasi na ,,zaległą” kawę, albo po prostu utknęła w korkach. Postanowiłam się odprężyć i zaparzyć herbatę. Rozsiadłam się wygodnie w salonie i włączyłam nasz, ogromny, 42 calowy telewizor, w którym oprócz kiepskich, miłosnych seriali, różniącymi się od siebie jedynie tytułami, nic nie można znaleźć. Z irytacją zrezygnowałam z TV, a mieszkanie wypełniły, dobrze znane memu sercu, dźwięki Dżemu. Właśnie zaczęłam się roztapiać przy ,,Chcę Ci coś powiedzieć”, kiedy zadzwonił telefon. - Słucham? - Madziulka to ja. Tylko, proszę Cię, nie rozłączaj się. Wysłuchaj mnie, o nic więcej nie proszę – usłyszałam błagalny ton tego zakłamanego, obłudnego nicponia Rafała. – Daj mi pięć minut. - Ta rozmowa jest zbędna, nie mamy sobie nic do powiedzenia, dla mnie cała ta sytuacja jest jasna – warknęłam. – Bardzo jasna. - Madziu, skarbie, pozwól mi to wytłumaczyć… - zaczął szukać odpowiednich słów. – To było nieporozumienie, nic mnie z tą dziewczyną nie łączy, to jej wina, to ona mnie zmusiła, zaciągnęła do łóżka, musisz mi uwierzyć – niemal wykrzyczał do słuchawki jednym tchem. – Musisz! - Teraz Ty posłuchaj – syknęłam. – Ja nic nie muszę, a co więcej nie chcę! Powiedziałam ci już raz, że masz do mnie nie dzwonić, nie pisać, nie nachodzić, a ja nie lubię się powtarzać! Aha i jeszcze jedno... - Tak? – Spytał z nadzieją w głosie. - Już nie jestem Twoim skarbem! – Wycedziłam przez zaciśnięte zęby rzucając słuchawką. Zezłoszczona tym telefonem podeszłam do lodówki, wyjęłam z ostatniej szuflady zamrażarki pudełko bakaliowych lodów, złapałam za łyżeczkę i zaczęłam objadać się tymi pustymi, jakże pysznymi kaloriami. Nie mogę nadal zrozumieć, jak można być takim cymbałem! Nie dość, że zwala całą winę na dziewczynę z której robi pośmiewisko (w sumie to nie ubolewam nad tym, należało jej się), to jeszcze śmie dzwonić do mnie z wyjaśnieniami tak, jak gdyby nic wielkiego się nie stało. Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka telefonu. No nie! I jeszcze ma czelności znów dzwonić. Ja mu pokażę. - Czy ty, do cholery jasnej, nie zrozumiałeś któregoś z wypowiedzianych przeze mnie słów?! To może Ci powtórzę, że nie życzę sobie żadnych telefonów – krzyknęłam do słuchawki. – Od ciebie! Zrozumiałeś?! - Ee… przepraszam, czy dodzwoniłam się do Magdaleny Ważek? – Spytał nieco zbity z tropu kobiecy głos. Zrobiło mi się strasznie głupio. - Tak, przy telefonie – odpowiedziałam, ciekawa swojej rozmówczyni i celu jej rozmowy. - Dzwonimy z oddziału intensywnej terapii w szpitalu wojewódzkim – odchrząknęła, przy czym dodała. – Pani mama miała wypadek samochodowy, jest w ciężkim stanie.



        Dedykacja: Musiałam usunąć wzmiankę o Rafale, gdyż zmieniłam koncepcję. Wybaczcie.

Płeć: kobieta
Ocena: 3.2
Liczba komentarzy: 5    
Data dodania: 23.12.2009r.

1     

Srebrna Użytkownik WPMT 04 12 2012 (23:21:06)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Szczerze? Czuję pewien niedosyt, nawet większy niż po przeczytaniu prologu. Opis Śliwki przywodzi mi na myśl już wspomniane przez nasty929 wypracowanie na język angielski, albo po prostu charakterystykę postaci, ale taką do bólu, jaką się pisze na pracach klasowych na lekcjach języka polskiego. Zbyt dużo informacji jak na początek o postaci drugoplanowej. Wiem, że miałaś zamiar jak najlepiej przedstawić nam Śliwkę, ale, naprawdę, likwidując niektóre wzmianki o niej, czytałoby się pracę lepiej z takim samym skutkiem, jeśli chodzi o przekaz informacji.

Interpunkcja to pięta achillesowa prawie każdej osoby, która pisze. Ale i tak trzeba przywiązywać do niej dużą wagę i kontrolować nawet najmniejszy przecinek, a przynajmniej się starać.

Razi mnie w Twoim opowiadaniu zapis liczebników. Iście matematyczny, po co te cyfry? W opowiadaniu raczej zapisałabym je słownie. Lepiej to wygląda i lepiej się czyta.

Czułam, że coś wisi w powietrzu i to coś dopadnie mamę Magdy i gdy dojechałam do ostatnich zdań, mimo wszystko trochę mnie zaskoczyło, a może bardziej zdziwiło... Może byłam tak zajęta wątkiem Rafała, że informacja o wypadku rodzicielki głównej bohaterki wywołała u mnie takie emocje. A może ta wzmianka o Rafale to taki celowy chwyt, hę? Jeśli nie zamierzony, to moim zdaniem całkiem ciekawie wkomponował się w całość.

Ocena... A więc 3, ale z takim dużym minusem bądź, jak wolisz, "na szynach". Na jedno wyjdzie. W każdym razie mam nadzieję, że następnym razem z czystym sumieniem wstawię o wiele wyższa notę.

To 1. część opowiadania, a widzę, że jest już czwarta, a więc mam trochę zaległości, które postaram się nadrobić i komentować na bieżąco. Powodzenia, z niecierpliwością oczekuje chwili, gdy spadnę z krzesła, zawołam "Wow!" i wstawię 6 pod Twoją pracą.

Powodzenia ;)

Zerowa Użytkownik 25 01 2010 (21:02:42)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Moje wrażenia po przeczytaniu pierwszej (tej wyodrębnionej) części są pozytywne. Gładko prowadzisz narrację. Pojawił się nawet opis. Jednym słowem klasyczne opowiadanie. Druga część - hmm... tutaj znowu tych opisów jest trochę za dużo, niekiedy piszesz zbyt szczegółowo. To rzeczywiście powoduje, że czytanie trochę się dłuży. Jakby się tak dłużej zastanowić, to ten fragment o incydencie z domówki nie ma większego znaczenia (w kontekście tej części). Zobaczymy jak to będzie później... Ode mnie 4 z minusem.

nasty929 Użytkownik wpmt 28 12 2009 (15:25:40)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Hm... Prolog wydał mi się bardziej interesujący i się rozczarowałam. Nie podobał mi się już opis Śliwki ("Ona jest taka, taka, taka..."), który brzmiał jak wypracowanie na język angielski. Fabuła wydaje mi się banalna. Rafał... Tylko jest podłym draniem. Po opisie Śliwki zdziwiło mnie, czemu chcesz tak bardzo wyeksponować jej postać, zwłaszcza, ze Rafał w życiu Magdy odegrał niemałą rolę. I te przecinki... za częste. Podsumowując: wydaje mi się przeciętne.

Ilveran Redaktor 24 12 2009 (21:36:52)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Tak jak i w pierwszym zdaniu zaznaczyłaś, ze dzień się dłużył, taka i była ta część. Dłużyła się. Prolog był hm żywy, dynamiczny, a przede wszystkim lekki. Tu za dużo schematów powieliłaś, szczególnie dłużyła się wzmianka o Rafale, trochę sztucznie wyszły niektóre momenty, jednak ogólnie zapowiada się ciekawie. Może i szkoda, że nie ciągnęłaś prologu, że zmieniłaś narratora na Magdę i cofnęłaś w czasie, ale taki zamysł też niezły. Czekam z niecierpliwością na dalsze losy Magdy.

Lilka Użytkownik 24 12 2009 (14:18:43)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Całkiem fajny opis Śliwki. Podoba mi się, że opisujesz ją jako barwną, wybijającą się z szarych szeregów ludzi. Fragment o Rafale trochę mnie zawiódł, bo wydawał się trochę płaski. Poza tym - błędy interpunkcyjne. Niby nic takiego, ale mimo to potrafi trochę przeszkodzić w czytaniu. Było kilka zwrotów, których nie słyszałam wcześniej - złe wyrażenie, czy jak? Nie wiem, może po prostu to ja nie miałam z tym styczności. Był jeszcze jeden taki moment, kiedy zdanie brzmiało nie po polskiemu. Praca nie jest zła, ale wiem, że stać Cię na więcej. Wydaje się taka trochę bezbarwna, za mało emocji... jak dla mnie mogło być lepiej.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: