warto go przeczytać
Możemy więc spędzić życie razem, nieszczęśliwi, ale szczęśliwi, bo nic nas nie rozdzieli.
Obrała w rękach duży, szklany kieliszek i z niepojętą dla siebie samej uwaga obserwowała co chwile zmieniający miejsce płyn. Na niewielkim stoliku przed nią stały dwie opróżnione butelki po czerwonym winie i stos rozrzuconych zdjęć.
Usłyszała szczęk obracającego się w zamku klucza, głośne otrzepywanie nóg ze śniegu i chwilę później kroki, a następnie trzaśnięcie, gdy zamknął za sobą drzwi. Słyszała, jak zdejmował płaszcz, otwierał szafę i wieszał go na wieszak. Jak kółka od jego małej walizki toczyły się po ich kamiennej podłodze. Wszedł jeszcze do ich sypialni, by zdjąć krawat. Potem jego kroki skierowały się w stronę salonu, w którym siedziała.
- Wróciłem – powiedział, jednocześnie muskając chłodnym ustami jej rozgrzany od ciepła panującego w pokoju policzek.
Nie odpowiedziała. Nie wiedziała właściwie, co miała mu powiedzieć.
Spojrzał na jej pozbawioną wyrazu twarz, która nie wzbudziła w nim zdziwienia, następnie na puste butelki, a na koniec jego wzrok skierował się na leżące zdjęcia. Usta otworzyły mu się w niemym geście zdziwienia.
- Skąd… Skąd to masz? – spytał, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć.
- Znalazłam robiąc porządki – jej głos wydał się jej śmiesznie naturalny i spokojny jak na zaistniałą sytuację.
- Ja… To… To nic nie znaczy. Naprawdę! Ja… To… – patrzył to na nią, to na zdjęcia, nie mogąc zebrać myśli.
Odstawiła na stół kieliszek, wstała i z obojętnością spojrzała mu w oczy.
- Myślę, że musimy się rozwieść.
Spojrzał na nią, jakby go spoliczkowała. Ona spokojnie odwróciła się i wolnym krokiem ruszyła w stronę sypialni.
- Dlaczego? – jego pytanie zawisło w powietrzu niczym chmura wisząca na niebie zwiastująca zbliżającą się burzę.
Gwałtownie obróciła się w jego stronę, a jej oczy płonęły.
- Dlaczego?! Śmiesz mnie pytać dlaczego?! Chyba wiesz lepiej niż ja co i kto jest na tych zdjęciach! Myślałeś, że nigdy się nie dowiem?! Sądziłeś, że będziesz ja wiecznie trzymał w ukryciu?! Ile ona ma lat?! Dwadzieścia? Dziewiętnaście?! Zabierałeś ją do miejsc, o których ja marzyłam całe życie! To są zdjęcia z twoich służbowych wycieczek: Monachium, Londyn, Paryż, Barcelona… Krótkie, trzydniowe seminaria! Jaka ja byłam głupia, wierząc, że jeździsz tam sam przynajmniej raz na dwa miesiące! Jaka byłam naiwna ufając, że nie chcesz zabierać mnie ze sobą, bo nie będziesz mógł mi poświęcić odpowiedniej ilości czasu! Gdybym teraz otworzyła twoją torbę, wzięła aparat, to znalazłabym je? Znalazłabym te pieprzone zdjęcia, jak przytulacie się przed Koloseum?! Wierzyłam ci, a ty mnie zdradziłeś i jeszcze śmiesz pytać się, dlaczego chcę się z tobą rozwieść?!
Jej klatka piersiowa falowała, a policzki pokryły czerwone plamy. Była wściekła i każdy fragment jej ciała krzyczał, pragnąć rzucić mu się do gardła. A on stał naprzeciwko niej, początkowo z szeroko otwartymi oczami, które stopniowo z każdym jej słowem zmieniały wyraz. Teraz przypominały oczy lwa, który za chwilę rzuci się na swoją ofiarę.
- To nie jest powód dla którego chcesz się ze mną rozwieść – jego głos drżał z nadmiaru emocji. – Mam cię za inteligentną kobietę i zawsze miałem. Myślę, że wiedziałaś, ze mam romans dużo wcześniej, zanim zobaczyłaś zdjęcia. Nie mogłaś nie wiedzieć. Ba! Wręcz myślę, że tego właśnie się spodziewałaś. Nie jesteś wcale zdziwiona, nie jesteś nawet oburzona. Powinnaś być szczęśliwa! Ona mnie kocha! Kocha mnie takim, jakim jestem. Ma siedemnaście lat, zna mnie pół roku, a kocha mnie mocniej niż ty kiedykolwiek! Wiesz, że ona za nim odezwie się do mnie choćby słowem, najpierw przytula się mocno do mojego serca, słucha chwilę jego bicia, a potem przygryza lewy płatek mojego ucha? Dopiero gdy to zrobi, szepcze mi do ucha „Jesteś prawdziwy” lub „Dni bez ciebie wydawały się latami”. Nie krzyczy, nie oskarża. Cieszy się, że jestem, nawet jeśli mam dla niej zaledwie trzy minuty. Wiesz, że ona zawsze spaceruje ze mną za rękę? Jeszcze nigdy nie puściła mojej ręki! Ani zimą, gdy wygodniej byłoby schować dłonie do kieszeni, by się ogrzać, ani latem, gdy jest gorąco, a nasze ręce się pocą. Nigdy! Rozumiesz to! Nie puściła jej nawet na sekundy! Wiesz, że ona nawet, gdy odchodzę od niej na minutę, zapłacić w pubie lub idąc do łazienki, całuje mnie namiętnie w usta i mówi, że mnie kocha?! I gdy wracam wita się ze mną, jakby nie było mnie dwa lata, a nie dwie minuty! Ona, gdy płacze, szuka mojego ramienia, by się w nie wtulić! Ona, gdy się śmieje, kładzie moje ręce na swoim brzuchu, bym też mógł poczuć jej śmiech! Kocha mnie do cholery, miłością tak czystą i tak bezinteresowną, jaką ty nigdy nie darzyłaś żadnej istoty na tej Ziemi! Ty, gdy tylko gdzieś wychodzimy, siadasz razem ze swoim przyjaciółkami, mnie zostawiając samego! W ciągu tych kilku miesięcy, odkąd z nią jestem wyznałaś mi miłość tylko raz! Tylko jeden, pieprzony, kurwa, raz! Z okazji Walentynek! Z nią Walentynki mam przy każdym spotkaniu, w każdej jego minucie! Gdy wyciągam do ciebie dłoń na spacerze, nigdy jej nie chwytasz lub puszczasz po chwili, by podrapać się po nosie lub poprawić włosy, a później chowasz ją do kieszeni! Nigdy jeszcze nie sięgnęłaś po moją dłoń! Ty, gdy zaczynasz płakać, chowasz twarz w dłoniach i odtrącasz moje ramię! Nie chcesz mojej bliskości, nie tęsknisz za mną! Ona tęskni w każdej sekundzie, w każdej minucie, każdego dnia! Kocha mnie tak, jak nie kochała mnie nawet moja własna matka! A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? To, że ja kocham ciebie! To, że to twojego brzuchu chcę dotykać, gdy się śmiejesz! Nie potrafię odwzajemnić jej miłości nawet w jednej setnej! Nie kocham jej, podczas, gdy dla niej jestem całym światem! I chociaż to wie, nie rezygnuje ze mnie! Ma siedemnaście lat i nie zraża jej, że jestem od niej o dwadzieścia cztery lata starszy i ten związek nie ma szans! Wierzy w nas! Wierzy we mnie! Walczy o mnie, podczas gdy ty, w momencie, w którym zostałaś moją żoną, stałaś się zimną suką! Kurwa! Jeśli jej miłość ma być powodem naszego rozwodu, to będę najszczęśliwszym człowiekiem mogąc to zrobić! Bo chociaż tyle jestem jej winien: powiedzieć ci prosto w twarz, że nie żałuję ani jednej minuty spędzonego z nią czasu, ani jednej wycieczki, podczas której to ją obejmowałem w panie, a nie ciebie, ani jednego zdjęcia, której to jej usta dotykają moich, a nie twoje!
Ukrył twarz w dłoniach i zaczął płakać. Usiadł na kanapę i płakał, nie wstydząc się łez. Ona stała, nie mogą za bardzo pojąć, co się przed chwilą stało. Patrzyła na mężczyznę, którego wydawało mu się, że tak dobrze znała i w jednej chwili zrozumiała, że miał rację. Wiedziała, że miał romans. Podświadomie nawet tego chciała. Jej miłość do niego umarła dawno temu. Zostało przywiązanie, uzależnienie i myśl „jak mogłabym żyć bez niego!”. Stał się stałym elementem jej codzienności, niewiele ważniejszym od wazonu, który stał na stole w jadalni. Po prostu był.
- Musimy się rozwieść – powiedziała.
Tym razem nic nie odpowiedział. Nawet na nią nie spojrzał.
Wyszła z salonu. W sypialni wypakowała jego torbę i zapełniła na nowo swoimi rzeczami. Wzięła z sejfu pieniądze, telefon i kluczyki do samochodu.
Gdy trzasnęły za nią drzwi, on wciąż płakał na kanapie. A podobno wazony nic nie czują…
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 28.03.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 31 gości i 7 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii, Wojtex81