ISO
Pseudonim: ISO
O sobie: I'm nobody! Who are you? Are you nobody, too? Then there's a pair of us - don't tell! They'd banish us, you know. (Emily Dickinson)
Napisanych prac:
- wiersze: 10
- proza: 4

Średnia ocen: 5.3
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Mozaika" 29.11.2011
"Mozaika [3]" 02.12.2011
"Mozaika [4]" 03.12.2011
"Śnięty Mikołaj" 12.12.2011
"Nocami czekam" 07.12.2011

Inne prace tego autora:
"Souls" 18.12.2011
"Mozaika [2]" 01.12.2011
"Z(ł)om'bie" 16.12.2011
"Nie jest łatwo" 28.11.2011
"Koślawy obraz w galerii" 22.11.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Mozaika [4]

Im Neli dalej jechała na północ, tym bardziej robiło się zimno, a krajobraz zamieniał się w lodową krainę. Tam gdzie mieszkała, zimy były łagodne. Przypominały raczej przedłużenie jesieni. Dosyć często padało, a temperatury rzadko kiedy spadały poniżej zera. Do czynienia z prawdziwą zimą nie miała od czasów szkolnych, gdy wyjechała z przyjaciółmi w góry, co skończyło się przeziębieniem i złamaną nogą. Poza tym nieszczęsnym wypadkiem, surowy klimat wspominała z przyjemnością. Lecz widząc pogarszającą się pogodę, szybko uzmysłowiła sobie, że nie znała do końca znaczenia „sroga zima”. Śnieg zaczął sypać całkiem obficie, zmieniając horyzont w białą, bezkresną pustkę. Zastanawiała się ile jeszcze potrwa podróż. Pokonała już większość drogi, która zajęła jej niecałe trzy dni. Jutro rano powinna być na miejscu, o ile zamieć nie utrudni dalszej jazdy. Dręczył ją brak odpowiedzi Ike'a. Wiedziała, że chciał jechać, ale coś go powstrzymywało. Oddalali się od siebie, co z dnia na dzień stawało się faktem dokonanym. Nie byli ze sobą tak blisko, jak w okresie dojrzewania. Gdyby nie to że codziennie Ike podwoził ją do pracy, z pewnością przestaliby się w ogóle widywać. Ike, tak samo jak ona, nie miał stałego partnera. Spotykał się z różnymi kobietami, ale wszystkie związki kończyły się szybko z błahych powodów. Neli starała się za to unikać facetów, lecz oni i tak ją znajdywali. Wpadali w jej życie w momentach największej słabości i tylko się obejrzała, a już leżeli zziajani w jej łóżku. Pragnęli mieć ją za żonę i matkę swych dzieci, lecz ona zbyt bardzo ceniła sobie wolność. „Jeden raz wystarczy...”, odpowiadała przez telefon, po czym odkładała słuchawkę. I tyle ją widzieli. Czy nie zależało im na miłości? Każdemu zależy. Oni po prostu jej nie szukali, lub czas był nieodpowiedni, a może było coś do czego sami nie potrafili się przyznać. Neli próbowała przypomnieć sobie konkretny moment, kiedy zaczęły psuć się relacje pomiędzy nią, a jej bratem. Kilka z nich przychodziło jej do głowy, ale tylko jeden z nich uznała za szczególny. Był to pewien deszczowy dzień sprzed pięciu lat. Wracała wtedy z podróży po Europie. - Taxi! Taxi!!! - wołała, stojąc na krawędzi chodnika i machając ręką w kierunku przejeżdżających taksówek. Nagle jedna z nich zjechała na bok i zatrzymała się tuż przy niej, opryskując spodnie wodą z kałuży. „Pięknie...”, pomyślała, wsiadając do środka. - Poproszę do centrum... Kierowca skinął głową, po czym wjechał z powrotem na główny pas. - Kiepską mamy dzisiaj pogodę... - zaczął, jakby od niechcenia lub z przyzwyczajenia do zaczynania pozbawionych większego sensu gadek z klientami. - Tak... – odpowiedziała krótko, starając się wygrzebać z dna torebki komórkę, która wariowała niczym rozkapryszone dziecko. Gdy w końcu jej się udało, na ulicę niespodziewanie wypadła grupka ludzi z transparentami, wymuszając zatrzymanie się ruchu. Taksówkarz nacisnął z całej siły hamulec. Samochód gwałtownie stanął, a trzymana przez Neli w dłonie komórka, wyślizgnęła się i przeleciała między dwoma przednimi siedzeniami. - Kurwa! - zaklął kierowca. - Pieprzeni demonstranci!... Nic pani nie jest? - Nic... tylko mój telefon wylądowała gdzieś z przodu. - Ach... już go widzę... Mężczyzna schylił się i sięgnął ręką pod prawe, przednie siedzenie. - Często pani jeździ taksówkami? - zapytał, podając przedmiot. - Dosyć często. Mój brat jest taksówkarzem i przeważnie podwozi mnie do pracy. Czemu pan pyta? - Niech sobie pani nie pomyśli, że to jakiś tani podryw, ale mam wrażenie, że już gdzieś panią widziałem. - Może spotkaliśmy się w moim gabinecie – żartowała. - Gabinecie? - taksówkarz nie zrozumiał, co miała na myśli. - Jestem psychologiem. Przyjmuje swoich pacjentów w gabinecie niedaleko hotelu Skykiss. Podała mu swoja wizytówkę. Mężczyzna przyjrzał się karteczce, po czym włożył ją w kieszeń koszuli. Demonstranci w końcu usunęli się z ulicy. Samochody ruszyły, a wraz z nimi taksówka, w której się znajdowali. Przez resztę drogi oboje milczeli. Dopiero gdy Neli zamierzała wysiąść, mężczyzna ponownie się do niej odezwał. - Chyba znam pani brata, ma na imię Ike, prawda? - Tak... - potwierdziła. - Przypomniałem sobie, że pokazywał mi kiedyś pani zdjęcie. Dziwny z niego chłopak... przeważnie jest cichy i mało rozmowny. Ciągle kręci się koło niego małolata o ciętym języku. To jego córka? - Ike nie ma dzieci. Jest pan pewien, że nie pomylił pan go z kimś innym? Mężczyzna przyglądał się długo Neli, lustrując ją uważnie. Na jego twarzy powoli pokazywało się zmieszanie. - Możliwe, że ma pani racje... Kobieta otworzyła drzwi i opuściła auto. Jej wzrok natrafił na stojącą naprzeciwko inną żółtą taksówkę. Ike gasił obcasem papierosa tuż przy stercie innych niedopałków. - Mogłaś zadzwonić, to pojechałbym po ciebie – stwierdził. - Nie chciałam cię kłopotać – odrzekła. - Zaprosisz mnie na kawę? - spytał, patrząc jak przechodzi obok niego. - Choć, jeśli masz ochotę... Oboje weszli do środka. Neli zrzuciła szpilki w przedpokoju, po czym udała się do kuchni. Ike nie kłopotał się swoim obuwiem. Od razu poszedł do pomieszczenia i zasiadł na krześle. - Spotkałam dzisiaj twojego kumpla z pracy... - zaczęła Neli, stawiając czajnik na palniku. - Którego? - Takiego starszego z bujną czupryną i hinduskimi rysami. Ten co mnie przywiózł. - Gali – stwierdził od razu. Neli oparła się tyłem o blat, krzyżując na piersi ręce. - Powiedział mi, że ostatnio widzi cię często w towarzystwie nastolatki. - Musiało mu się zdawać. - Też tak pomyślałam. Chyba, że masz jakąś sekretną kochankę, którą trzymasz w ukryciu przed światem – zażartowała. - Rodzice wciąż nie mogą przetrawić tego, że w naszym wieku nadal nie posiadamy stałych partnerów. Wczoraj, jak z nimi rozmawiałam przez telefon, bez przerwy narzekali na brak wnucząt i niszczenie ich linii genów, czy czegoś w tym stylu. Ciężko im wytłumaczyć, że świat się zmienił, a ludzie pragnął czegoś więcej od życia. Ja przynajmniej nie zamierzam się zmienić, tylko by ich zadowolić. Może kiedyś trafi we mnie strzała amora, ale jak na razie wykluczam taką ewentualność. Myślisz, że moje zachowanie przypomina buntownika podczas kryzysu wieku średniego? Bo tak nazwała mnie matka. Ike, słuchasz mnie w ogóle? Ike uniósł wzrok na swoją siostrę. - Czajnik gwiżdże – odrzekł. Neli odwróciła się w stronę kuchenki, by wyłączyć gaz. - A ty dlaczego wciąż nie masz stałej partne... Końcówka słowa ugrzęzła w gardle, gdy Neli poczuła nagle mocno przywierające do jej tułowia ciało brata. Krawędź kuchenki wbijała się w jej podbrzusze. Mężczyzna naciskał coraz bardziej, a czajnik gwizdał wniebogłosy niczym zbliżająca się szybko lokomotywa. Poczuła, jak dłonie prześlizgują się wzdłuż jej tali. Ike zbliżył swoje usta do ucha kobiety. - Bo mam ciebie... - wyszeptał. Przekręcił gałkę, wyłączając dopływ gaz. Płomień znikł, a czajnik ucichł. Gdy Ike cofnął się, Neli czekała długą chwilę, oniemiała dziwnym zajściem. Gdy w końcu postanowiła się odwrócić, usłyszała tylko jak Ike trzasnął za sobą drzwiami, opuszczając mieszkanie... - ...Nadajemy specjalną wiadomość. Większość dróg wiodących na północ mogą zostać odcięte przez obfite opady śniegu. Staramy się jednak, aby do tego nie doszło. Odpowiedni sprzęt już został... - głos spikera, wydobywający się z samochodowego radia, dotarł do uszu Neli. - Cholera - powiedziała do siebie. Miała nadzieje, że nie przyjdzie jej ugrząźć w zwale śniegu. Nie widziało się jej bycie zdaną na łaskę innych kierowców w środku nocy. Tych wszystkich obślizgłych facetów, śliniących się na widok każdego najmniejszego dekoltu i wypukłości, którzy jako jedyni zawsze chętnie zatrzymywali się, by pomóc niewieście w opałach. Na samą myśl, aż przechodził po jej ciele ciarki. Normalnie powinna być wdzięczna, że ktoś chciał się w ogóle zatrzymać, gdy zdarzał się problem z autem. Jednak ona miałam wrażenie, jakby zapraszała do swojego łóżka gwałciciela. Dlatego jeśli mogła uniknąć takich przypadków, robiła wszystko by do tego nie doszło. Powinna zakwalifikować swoje obawy do początkującej paranoi. Ale wolała raczej uważać to za zdrowy rozsądek i dmuchanie na zimne. Po kilkunastu minionych godzinach jazdy, niestety ku jej obawie, śnieg nasilił się do takiego stopnia, że jazda stała się niebezpieczna, a miejscami wręcz niewykonalna. Wycieraczki znieruchomiały pod grubą warstwą lepkiego śniegu, przegrywając walkę z odgarnianiem go. Wbrew jej woli została zmuszona do zatrzymania się na poboczu. Podniosła do góry kołnierz swojej puchowej kurtki, po czym zaczęła przyglądać się pustej drodze, która stopniowo zaczynała znikać pod białą powierzchnią śniegu. Mało ludzi jechało o tej porze roku na północ. Wciągu ostatnich 24 godzin spotkała może z dwadzieścia samochodów na swojej drodze, o ile nie mniej. „Może to i dobrze”, pomyślała, przeszukując stacje w nadziei znalezienia jakieś wiadomości. - …zalecamy nie pozostawać w samochodach. Jeśli nie możecie państwo jechać dalej z powodu nawałnicy, najlepiej jest zadzwonić po pomoc drogową. Zostanie w samochodzie może być niebezpieczne z wielu powodów... Wsłuchiwała się w głos spikera, który brzmieniem przypominał narratora ze starych czarno białych horrorów. Pompatyczny, a jednocześnie złowróżbny. Niektóre powody były śmieszne i naciągane, niektóre bardzo realne. Wyjęła mapę ze schowka i przyjrzała się jej. Nie było już daleko do Cyprinton. „Gdyby nie te zasrane wycieraczki, byłabym już dawno na miejscu”, pomyślała. Wcisnęła się mocniej w siedzenie i schowała brodę w kołnierzu. Nagle ogarnęło ją znużenie. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo jest zmęczona ostatnimi godzinami jazdy. Poprzednie noce spędziła w przydrożnych motelach, tą planowała spędzić już w Cyprinton. Niestety najwyraźniej los chciał inaczej. - Zamarznąć w aucie, też mi coś... - powiedziała, zamykając powieki. Sen powoli otulił ją miękkimi ramionami, coraz bardziej zagłębiając w sobie. Brakowało jej niewiele, by mocno usnąć, gdy nagle usłyszała drażniące pukanie w boczne okno auta. Od niechcenia spojrzała w lewo. Ku jej zaskoczeniu ujrzała odznakę szeryfa przytkniętą do szyby. Drzwi samochodu otworzyły się, ukazując sylwetkę potężnego mężczyzny o ostrych rysach drwala. Ku kolejnemu zaskoczeniu, szeryf nie wyglądał na typowego strażnika prawa w kółko obżerającego się pączkami i mającego wszystko głęboko gdzieś, lecz na zadbanego kulturystę, do którego opasający jego ciało uniform, wcale nie pasował. Wpatrując się w jego idealną sylwetkę kolosa, zastanawiała się, czy ludzie w miasteczku, w którym obejmował posadę szeryfa, również tak dbali o swój wygląd, czy był on jedynie ewenementem. - Nie powinna pani spać w samochodzie... - odezwał się twardym głosem, z którego przebijał spokój i uprzejmość. - ...Jeśli pani samochód działa, proszę jechać dalej. Niech pani nie liczy, że pogoda się poprawi, tutaj burze śnieżne mogą trwać nawet do trzech dni – mówił głośno, starając się przekrzyczeć szum mocnego wiatru, który zacinając uderzał w niego ogromnymi płatami śniegu. - To raczej niemożliwe... Wycieraczki się zepsuły – oznajmiła. Szeryf rozejrzał się po białej pustce. Przyjrzał się coraz bardziej tonącemu pod śnieżnym puchem samochodowi, po czym ponownie przenosząc wzrok na Neli, zapytał: - Dokąd pani jedzie? - Do Cyprinton... - Niech pani zabierze ze sobą bagaże, jeśli je ma i pojedzie ze mną. Zawiozę panią na miejsce. Bez najmniejszego sprzeciwu wysiadła z auta. Dopiero teraz przekonała się na własnej skórze, jaki mocny był wiatr. Z ledwością stawiała kolejne kroki w kierunku bagażnika. Szeryf widząc jej zmagania, zbliżył się do kobiety i odebrawszy klucze do samochodu, zajął się sam przekładaniem walizek. - Co panią sprowadza do Cyprinton o tej porze roku? - zapytał szeryf, gdy ruszyli w końcu jego jeepem. Zastanawiała się długo, co odpowiedzieć. Widocznie zbyt długo, ponieważ mężczyzna pomyślawszy, że nie usłyszała, powtórzył pytanie. Tym razem jednak otrzymał odpowiedź. Niestety zbyt mało konkretną, by wyczuć prawdziwe intencje jej wizyty. - Sprawy osobiste... - Długo pani pozostanie? - Mam nadzieje, że... - przerwała na chwile. Chciała powiedzieć, że nie. Ale brała również pod uwagę inne możliwości. Jeśli miejsce, do którego tak bardzo ją ciągnęło, okazałoby się dla niej czymś więcej, czemu miałaby nie zostać? - ...To się jeszcze okaże – dokończyła. Mężczyzna spojrzał na kobietę kątem oka, nie dając po sobie poznać, że domyśla się po co mogłaby przyjechać. Może i Cyprinton było małą, senną mieściną, o której często mówili, że jest zadupiem świata, jednak było to najlepsze miejsce dla ludzi, którzy szukali ucieczki. Tu mogli się zaszyć wraz ze sowimi problemami, ograniczając kontakty międzyludzkie do minimum. W swoim życiu spotkał już kilku takich „uciekinierów”. Najbardziej znanymi, którzy nadal pozostawali w Cyprinton, byli Henry Northland i Noel Linson. Henry pojawił się po raz pierwszy w miasteczku około piętnastu lat temu. Wszyscy mieszkańcy byli pod wrażeniem jego wyglądu oraz ogromnego majątku, jaki udało mu się zdobyć dzięki odpowiedniemu manipulowaniu akcjami. Nikt nie mógł zrozumieć, co taki biznesmen robi w takim miejscu. Ludzie byli przekonani, że zabłądził lub ukrywa się przed kimś. Niektórzy brali go za członka mafii i codziennie przychodzili do biura szeryfa z nadzieją, że istnieje jakaś nagroda za podanie miejsca jego aktualnego przebywania. Sam szeryf raz z ciekawości przeszukał wszystko na temat Henry'ego, ale nie znalazł nic, z wyjątkiem tego, że Northland wycofał się z życia publicznego i zabierając cały swój majątek zniknął, zostawiając swoją rodzinę – żonę i dwie córki – bez grosza przy duszy. Jednak nie to było najdziwniejsze. Henry pogrążał się. Stał się zbzikowanym, starszym mężczyzną, który nie dbał o nic. Był wolny, wolny od wszystkich moralnych i niemoralnych rzeczy. Co sprawiło, że taki się stał? Szeryf tego nie wiedział. Nie wiedział również co zmieniło Noela Linsona i czy w ogóle coś go zmieniło. Noel był dla niego jeszcze większą zagadką, niż Henry. Człowiek nie zachowywał się groźnie, ani jakoś specjalnie ekscentrycznie. Był tylko jakby pozbawiony życia. Pił strasznie dużo i rzadko kiedy pojawiał się w miasteczku, jednak jeśli już to robił, to tylko po to by odnowić swoje zasoby, przemykając między ludźmi niczym cień, który nie chce być zauważony. Większość ludzi mówiła, że bije od niego dziwny smutek, jakby po stracie kogoś ukochanego, lecz szeryf się z tym nie zgadzał. Uważał, że tak wygląda człowiek, który dostrzegł prawdziwą rzeczywistości i załamał się pod naporem otaczającego go świata. - Z daleka pani przyjeżdża? - kontynuował szeryf rozmowę. - Z Kilinghton... - To bardzo daleko stąd... - stwierdził. Neli skinęła głową, przyznając mu tym racje. Reflektory jeepa oświetlały białą nawierzchnię drogi, przebijając mrok nocy. Pogoda pogarszała się z każdą minutą. Mimo że w środku auta było ciepło, Neli przeszły ciarki. Zrobiło się jej zimno w stopy i dłonie. Zbliżali się do centrum Cyprinton, gdzie nad sklepem Bena mieścił się niewielki motelik. Jeep zaparkował przed budynkiem. Neli dostrzegła, jak czarne zwierze przemyka przed reflektorami w gęstej zamieci i ginie gdzieś za przewróconymi, blaszanymi śmietnikami. Przez chwilę przyglądała się w miejscu, gdzie zniknęło w oczekiwaniu, że zaraz może znowu je zobaczy. Niestety nic się więcej nie poruszyło. Nie czekając dłużej, wysiadła z auta i wraz z szeryfem weszła do budynku. - Cześć, Ben! - odezwał się szeryf do mężczyzny, krzątającego się za ladą. - Och, witaj, szeryfie... Właśnie miałem zamykać... - chciał coś jeszcze dodać, ale gdy nagle jego wzrok przykuła sylwetka kobiety, zmienił szybko temat. - A kim jest ta urocza dama? - Nelia Falls – przedstawiła się, podając mu dłoń, którą od razu uściskał. - Ben Morris... Lubisz wyścigi psich zaprzęgów? - zapytał znienacka. - Nie... wiem. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym. - Ben, pani jest zmęczona i szuka noclegu – przerwał mu szeryf w zadawaniu kolejnych pytań. Wiedział bowiem jak większość mieszkańców, że Ben był ogromnie wścibski. Lubił wiedzieć wszystko na każdy, nawet najmniej ważny temat. W ten sposób udawało mu się wyczuć swoich najlepszych klientów i dzięki sprowadzaniu do sklepu artykułów dla nich niezbędnych, jak przykładowo dla Noela alkoholu, zarobić dużo pieniędzy. - Na jak długo? - spytał mężczyzna, mimo że było to mało istotne, ponieważ w tym okresie pokoje zawsze były puste i zdarzało się bardzo rzadko, żeby ktoś zostawał dłużej, niż na jedną noc. - Na razie na trzy dni – odpowiedziała. Ben wyjął spod blatu pęczek kluczy i prosząc o ruszenie za nim, skierował w stronę zaplecza, gdzie mieściły się schody na górę. Szeryf został na dole, przyglądając ze strapioną miną pogarszającej pogodzie. Neli nie mogła zasnąć. Kręciła się na łóżku, starając znaleźć wygodną pozycję. Niestety bez skutku. Myśli nie dawały jej spokoju. Zastanawiała się, co tu w ogóle robiła. Tak szybko, bez głębszego przemyślenia przyjechałam w to miejsce w poszukiwaniu czegoś, co wydawało się jej głupie i nieosiągalne. Jednak mimo tego znajdowała się teraz w Cyprinton. Spojrzała w stronę niezasłoniętego okna, które jako jedyne było widoczne w ciemnościach pomieszczenia. Podniosła się z łóżka, po czym zbliżyła do okna. Ogromne płaty śniegu niesione przez porywisty wiatr przyklejały się do szyby, zmniejszając widoczność. Drogę przed budynkiem oświetlały uliczne lampy, które kołysały się wraz z rytmem podmuchów. Zastanawiała się, czy wytrzymają zamieć i jak długo utrzyma się taka pogoda. Nie chciała zostać uwieziona w motelu na resztę dni. Nie po to tu przecież przyjechała. Nagle gdy miała właśnie powrócić do łóżka, dostrzegła niewyraźną ludzką sylwetkę, wyskakującą z jednej z bocznych uliczek. Upadła na ziemię w zwał śniegu tuż przy jednej z latarni. Nieznajomy chwycił się za klatkę piersiową, obejrzał nerwowo za siebie, po czym z wysiłkiem wspierając prawą ręką o latarnię, starał się podnieść. Obfity śnieg i odległość uniemożliwiały Neli dostrzeżenie jego twarzy oraz wywnioskowanie co mu dokładnie dolegało. Pierwszą jednak myśl, jaka zaświtała w jej głowie, było to że owa osoba może właśnie przechodzić zawał i potrzebować pomocy. Odruchowo otworzyła okno, aby krzyknąć do znajdującego się na dworze człowieka. Było to złe posunięcie. Gdy tylko otworzyła okno, potężny podmuch uderzył w nią wraz z masą ogromnych płatów śniegu, powalając na drewnianą podłogę. Szybko podniosła się i zaczęła siłować z oknem, które stawiało opory przed zamknięciem. Po kilku minutach udało się jej. Rozejrzałam się po pokoju. Przez tę krótką chwilę cała podłoga i łóżko zdążyły pokryć się warstwą śniegu. Wyjrzała przez szybę z nadzieją, że znów ujrzy nieznajomego, lecz nigdzie go nie mogła dostrzec. W panice, że nieszczęśnika mógł zasypać śnieg, narzuciła na siebie kurtkę, ubrała kozaki i wybiegła pośpiesznie z budynku. Zmagając się z nawałnicą, odnalazła miejsce, w którym upadł. Poza zanikającymi na śniegu śladami kolan i dłoni, nikogo nie było. Rozejrzała się po opustoszałej ulicy, wołając: - Halo! Czy jest tu ktoś?! Czy ktoś potrzebuje pomocy?! Nikt nie odpowiedział, a Neli nagle poczuła się głupio, wołając do pustej przestrzeni. Zaśmiała się do siebie. „Czyżby mi się wydawało?”, zapytała się w myślach, upadając w pozostawione ślady. Wbiła swoją dłoń tam, gdzie jeszcze parę minut temu spoczywała ręka nieznajomego i ku swojemu zdziwieniu coś poczuła. Wyjęła dłoń ze śniegu, trzymając pomiędzy dwoma palcami pokrytą laminatem niewielką kartkę. Wytarła powierzchnię o wierzch kurtki i przyjrzała jej uważnie. Było to prawo jazdy. Bardzo zniszczone z brutalnie oderwanym lewym górnym rogiem, które pozbawiło zdjęcia części twarzy. Można było dostrzec jedynie zarys szczęki i wymuszony uśmiech. Prawo jazdy zostało wystawione na nazwisko Noel Linson. Nic jej ono nie mówiło, mimo to włożyła przedmiot do kieszeni kurtki i oglądając się parę razy za siebie, wróciła do swojego pokoju.



        Dedykacja: Długi fragment jest długi :) Niestety nie mogę go uciąć w połowie, bo straci sens.

Płeć: nieznana
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 03.12.2011r.

1     

Lokata Użytkownik 04 12 2011 (13:17:03)

Tak o tym myślałam później właśnie, że stad ten tytuł. teraz snuje domysły, ze może to miłość kazirodcza, a może nie są rodzeństwem, może to choroba psychiczna, a może był pijany - w zasadzie w tych dwóch wypadkach na jedno wychodzi. Zaciekawiło mnie to, a jednocześnie wydało mi się mało realne... Nie wiem. Nie ingeruję jednak :)

Lokata Użytkownik 04 12 2011 (07:36:59)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Hmmm... Twoja powieść przypomina skomplikowaną układankę :)
Tutaj pisząc chyba śpieszyłaś się bardziej, bo wkradło się najwięcej błędów. Pojawiają się jak dla mnie dwa pytania do wyjaśnienia, tzn. dwa punkty fabuły mnie bardziej zaintrygowały. Poza tym reszta jest dosyć spokojna, jak na Twoją prozę oczywiście :). Fragment z dziwnym zajściem z bratem wydaje mi się trochę nie pasować do reszty fabuły. Boję się tylko, żeby nie zabrał się za swoją siostrę, ale mam nadzieję, że tak nie będzie... Poza tym swoją ocenę i opinie podtrzymuje, tak jak dotąd :) Sześć i polecam dla innych.

ISO Użytkownik wpmt 04 12 2011 (10:22:08)
Większy kawałek, więcej błędów :P Zapewniam, że wszystko się z czasem wyjaśni, a to co ma pozostać zagadką, pozostanie niewyjaśnione. To co czuje Ike do swojej siostry jest bardzo skomplikowane i ma wzbudzać kontrowersje, nie tylko wśród czytelników, ale w uczuciu samego bohatera. Czy jego uczucia są słuszne? Czy powinien? Czy miłość jest dla wszystkich? A co jeśli jest powód tego uczucia, z którego jeszcze nie zdaje sobie sprawy? Nie będę zdradzać więcej. Dużo jest w mojej powieści wątków, które z czasem się połączą i stworzą spójną całość. Tak jak napisałaś, jest jak układanka, dlatego tytuł roboczy brzmi "mozaika".


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(44): 44 gości i 0 zarejestrowanych: