ISO
Pseudonim: ISO
O sobie: I'm nobody! Who are you? Are you nobody, too? Then there's a pair of us - don't tell! They'd banish us, you know. (Emily Dickinson)
Napisanych prac:
- wiersze: 10
- proza: 4

Średnia ocen: 5.3
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Mozaika" 29.11.2011
"Mozaika [3]" 02.12.2011
"Mozaika [4]" 03.12.2011
"Śnięty Mikołaj" 12.12.2011
"Nocami czekam" 07.12.2011

Inne prace tego autora:
"Mozaika [4]" 03.12.2011
"Śnięty Mikołaj" 12.12.2011
"Z(ł)om'bie" 16.12.2011
"Nie jest łatwo" 28.11.2011
"Mozaika [2]" 01.12.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Mozaika [3]

Popiół z papierosa opadł na nagie piersi kobiety o jaskraworóżowych włosach. Lakonicznym ruchem ręki strzepnęła je z siebie. W swoim, krótkim jeszcze życiu kochała się z rożnymi facetami. Ci normalni, jak również i ci szajbnięci, lubili przeważnie to samo. Rżnąć się do upadłego, aż porządnie wykorzystają każdą sekundę za jaką zapłacili. Ike jednak był inny. Gdy ona leżała wyprostowana na łóżku, jak martwa kłoda, on przez większość czasu wolał stać nad nią pozbawiony wszelkiego odzienia i przyglądając się jej z góry, palić papierosa. Zastanawiała się często, jakie przychodziły mu wtedy myśli do głowy. Nie wyglądał na podnieconego tym dziwnym fetyszem, ani specjalnie pobudzonego. Raczej znajdował się w jakieś zawiesinie, w stanie pomiędzy medytacją a głębokim zamyśleniem. Był przystojnym mężczyzną, dobrze zbudowanym, czarnowłosym, o pospolitych rysach twarzy. Lubiła się z nim kochać, bowiem nie był brutalny, może trochę ospały, ale z pewnością potrafił zadowolić kobietę. Nie przepadała tylko za jego dziwactwami, które nie miały dla niej najmniejszego sensu i często przeszkadzały jej w zbliżeniu. - Możemy się już pieprzyć? - zapytała znużona czekaniem. - Jeszcze chwilę... - Wypaliłeś już całą paczkę. Aż ciężko tu oddychać w tym dymie. Może otworzysz okno?... Albo ja to zrobię... - Nie ruszaj się... - powiedział, przytrzymując stopą jej brzuch. - Ok. Rodzicie znowu wysłali mnie do psychologa – zaczęła. - Nie podoba się im moje zachowanie i uważają, że mam coś z głową. Mówiłam ci, że są strasznie zacofani i religijni? W ich towarzystwie nie można nic wspomnieć o seksie. A jak powiesz penis lub wagina, wpadają w taką furię, jakby ktoś im właśnie przejechał psa. Szkoda, że ich wtedy nie widzisz. Ostatnio... Ike od razu poczuł się znużony paplaniną dziewczyny. Nie miał ochoty słuchać historii jej życia i powodu, dla którego puszczała się ze starszymi mężczyznami. To był jej problem, nie jego. Ona natomiast doskonale wiedziała, że tylko w ten sposób można było go zmusić do działania. Była sprytna i potrafiła znaleźć sposób na każdego. Ike również nie był głupi i już dawno domyślił się na czym polega jej manipulacja. Nie przeszkadzało mu to, dopóki przez większość czasu robiła to, o co ją prosił. Zadarł jej nogi do góry i zatykając dłonią buzie, wsunął się do środka. Jej głowa uderzała w zagłówek łóżka w rytm jego posunięć. W końcu się ucieszyła, oddając upragnionej rozkoszy. Gdy skończył, sięgnął ponownie po papierosa. Dziewczyna jednak była szybsza i zabrała mu paczkę sprzed dłoni. - Za godzinę mam spotkanie z psychologiem. Odwieziesz mnie? - zapytała. Ike spojrzał na nią narkotycznym wzrokiem. Nikotynowy głód wydrapywał nory w jego skroni w poszukiwaniu resztek. - Dobrze – westchnął głośno. Dziewczyna oddała mu paczkę, po czym zeskoczyła z łóżka i zaczęła się ubierać. Ike powoli nasuwał na siebie dżinsy, trzymając w ustach niezapalonego papierosa. - Widziałaś moją zapalniczkę? - spytał. Różowowłosa spojrzała na jego odbicie w lustrze, przed którym poprawiała swoje usta ciemnoczerwoną szminką. - Nie... Ale może jest w pościeli. Ike zadarł do góry kołdrę. Pusto. Spróbował pod łóżkiem, stolikiem i w kieszeniach swojej garderoby. - Kurwa! - powiedział wkurzony. - Muszę ją znaleźć. - Co się tak obruszasz, to tylko zapalniczka. - Może dla zwykłej dziwki to tylko zapalniczka, ale dla mnie to coś więcej. - Kogo nazywasz dziwką? - oburzyła się dziewczyna. Mężczyzna spojrzał na nią wymownie. Miał gdzieś jej urażone ego, w końcu powiedział prawdę. Była przecież nastoletnią dziwką, która puszczała się za kasę, by dopiec w ten sposób swoim rodzicom. Ike dokończył zapinanie koszuli, wciąż rozglądając za zgubionym przedmiotem. - Choć już, bo się spóźnię! - krzyknęła z przedpokoju, nakładając tenisówki. Ike nie chciał wychodzić, dopóki nie odnajdzie zapalniczki, ale stwierdził, że w tym całym nieporządku, jaki stworzony został w pokoju dziewczyny przez brak organizacji, nie uda mu się szybko jej odnaleźć. - Nie martw się, jak ją znajdę, to ci zwrócę... - pocieszyła go mało skutecznie. Chwyciła Ike'a za rękaw i wyciągnęła na zewnątrz, gdzie oboje wsiedli do jego taksówki. Ike dociskał pedał gazu, omijając wystraszonych jego brawurą kierowców. Można by było pomyśleć, że śpieszy się, aby zawieść różowowłosa na czas. Powód jednak był zupełnie inny. Dwie spędzone z nią godziny w zupełności mu wystarczyły. Był zadowolony, ponieważ dostał to czego chciał. Rola klienta się skończyła, a wcielać się w inną nie zamierzał. - Ile płacę? - zażartowała dziewczyna, gdy zatrzymali się przed szklanym wieżowcem. - Dwa numerki za darmo – powiedział całkiem serio. - Jeden. Taksówki nie są aż tak drogie. - Tak jak prostytutki – stwierdził. - Ha! Ha! Ha! Bardzo zabawne... Dziewczyna wysiadła, a samochód zabierając kolejnego klienta, odjechał w stronę zachodniej części miasta. Wypluła gumę na trawnik i weszła do środka przez rozsuwane drzwi. Winda, która miał zawieść ja na odpowiednie piętro, zacięła się dwa razy. Raz na trzecim piętrze i drugi na dwudziestym pierwszym. „Co za złom”, pomyślała, waląc pięścią w przyciski. Gdy w końcu dotarła na miejsce, ruszyła długim holem. Po jej lewej znajdowała się szklana ściana, po prawej ciąg drzwi prowadzących do poszczególnych pokoi. Spojrzała na zegarek. Była o dziesięć minut za wcześnie. Inna sesja wciąż jeszcze trwała. Znudzona wyjrzała przez szybę. Krajobraz przedstawiał gęstą dżunglę metropolii ze szklanymi wieżowcami i futurystycznym budynkiem stacji telewizyjnej, mieszczącym się w samym centrum. Wizja zabieganego mrowiska, wykonującego skrzętnie codzienny plan zadań, wzbudziła w dziewczynie uczucie awersji. Przytknęła palec do szyby, zakrywając nim obraz stacji. Z tej odległości wydawał się strasznie mały. Można było go zgnieść niczym robaka. Dziewczyna zaśmiała się, wyobrażając sobie, jak miażdży budowle wraz ze znajdującymi się w środku ludźmi. Krzyki mikroskopijnych istot rozbrzmiały echem w jej głowie, a mokra plama wypłynęła spod opuszka. - Należy się wam – powiedziała, po czym ucałowała taflę szyby, pozostawiając odcisk swoich ust na powierzchni. Nagle drzwi gabinetu otworzyły się, a ze środka wyszedł mężczyzna w podeszłym wieku. Posłał jej podejrzane spojrzenie kątem oka, ruszając powolnym krokiem w stronę windy. Dziewczyna pokazała mu język, po chwili wchodząc do gabinetu. * * * - Pamiętasz Aunai? - zapytała Neli, przyglądając się jak Ike przenosi walizki z taksówki do bagażnika wypożyczonego auta. - Aunai? - zdziwił się. - Dawno nie słyszałem tej nazwy. Zamknął klapę, po czym oparł się o nią. - I? - Co i? Ike pogładził swoją kurtkę, jakby chciał w ten sposób uspokoić przebudzone ze snu dziecko, które ukrywało się w jego piersi. W rzeczywistości jego nikotynowy głód znowu dawał o sobie znać. Odruchowo więc szukał swoich papierosów. - Pamiętasz gdzie konkretnie się znajduje? - zapytała ponownie. - Nie za bardzo... – odpowiedział, zerkając na swoją taksówkę, aby sprawdzić, czy żaden potencjalny klient się koło niej nie kręci. Dostrzegł jedynie bezpańskiego psa, który przez chwilę obwąchiwał oponę, po czym zniknął za tyłem samochodu. - To znaczy? - Pamiętam tylko tyle, że mieściło się gdzieś na pograniczach Cyprinton. W miasteczku, w którym się urodziliśmy. - Wiesz, jak tam dojechać? - Cyprinton to dla większości mało znana mieścina. Ale zadziwiająco łatwo do niej dojechać. Wystarczy kierować się prosto na północ... Pokażę ci na mapie, jeśli chcesz - zaproponował z dziwną nadzieją w głosie na odmowę. Neli wyjęła starą, wyświechtaną mapę ze schowka, która zawsze znajdowała się w wynajętych samochodach - jakby zakład był pewny, że klient na pewno prędzej, bądź później będzie jej potrzebował – a następnie podała ją Ike'owi. Nakreślił palcem drogę z miasta, w którym się znajdowali do samego Cyprinton. - Najtrudniejszy odcinek znajduje się przed samym miasteczkiem. Przejeżdżasz przez rzekę i tuż za nią skręcasz w lewo. Stamtąd jedziesz polną drogą w kierunku tartaku. Za tartakiem skręcasz jeszcze raz w lewo i po paru milach powinnaś znaleźć się na miejscu... Jednak, po co chcesz tam jechać? Przecież nic cię już nie łączy z tym miejscem - zapytał zaciekawiony. Kobieta spojrzała na niego, odrywając wzrok od mapy. - Skąd ta pewność, że chce tam jechać? - Inaczej nie pytałabyś o drogę... - zauważył. - Chcę odnaleźć Aunai – przyznała się. - Po co? Przecież to jedynie dziecinne wspomnienie. Może w ogóle nie istniało. - Nie wiem... po prostu muszę to zrobić... dla siebie. Mężczyzna spojrzał na Neli w taki sposób, jakby zamiast niej stanęła nagle przed nim wizja jego siostry sprzed dwudziestu sześciu lat. W jego oczach ukazał się niezrozumiały lęk. Lęk, którego pochodzenia sam nie mógł zidentyfikować. Dlaczego czuł obawę? Przed czym ją czuł? Czyżby przed tym, że próbowała dokonać czegoś nad czym sam się przez długi czas zastanawiał? Czy również obdarowywała siebie litością, jak niezdrowymi cukierkami dawanymi przy każdej świątecznej okazji, których nikt nie chciał jeść, ale udawał, że się cieszy z prezentu? Czy traktowała siebie, jak ułomnego, chorego, choć nic tak naprawdę jej nie dolegało, oprócz niespodziewanego uczucia pustki? Pragnął spytać ją o wiele rzeczy, lecz obawiał się, że zamiast szczerej odpowiedzi, uzyska darmową radę psychologa. Kiedyś zwierzył się jej ze swoich dziwnych myśli i wzbierającej w nim furii. Był to największy błąd w jego życiu. Neli powiedziała mu to co każdy powiedziałby na jej miejscu. Regułkę z podręcznika. Nic więcej. Wiedział, że kłamie i próbuje zachować swoją subiektywną ocenę dla siebie. On jednak pragnął, by podzieliła się z nim swoimi prawdziwymi myślami. Byli przecież rodzeństwem, bliźniakami, którzy powinni czuć między sobą większą, niż zazwyczaj więź i dzielić się ze sobą wszystkim. Niestety tam, gdzie ona powinna się znajdować, istniała pustka. Każdego ranka wyczekiwał, by odwiedziła go w jego mieszkaniu i ukazała przed nim swoje prawdziwe oblicze, które okaże się takie jak jego. Ale im więcej lat mijało, tym bardziej uświadamiał sobie, jak bardzo są różni. Czasami zastanawiał się, czy w ogóle płynęła w ich żyłach ta sama krew. - Po tylu latach droga przez tartak może być nieprzejezdna... - powiedział Ike, zmieniając temat. - Możesz jechać ze mną – zaproponowała. Ike przeniósł wzrok w bok na parę młodych ludzi, którzy przechodzili wśród samochodów, aby wybrać ten, który im najlepiej odpowiadał. Gdy mijała kolejna minuta ciszy, Neli doszła do wniosku, że nie otrzyma odpowiedzi. Wsiadła więc do samochodu i uruchomiła silnik. W bocznym lusterku widziała, jak Ike oddala się ku swojej taksówce, po czym odjeżdża. Po chwili i ona opuściła parking. * * * Podejrzana furgonetka zaparkowała przed stacją telewizyjną Ronton. Grupka młodych ludzi ubranych na czarno z jaskrawym napisem na plecach Max Rewolta, weszła do środka. Ike męczył się z wilgotnymi zapałkami, które przed chwilą wpadły mu do kałuży. Od godziny nie palił i ręce zaczynały mu drżeć. Dochodził środek sobotniej nocy i wszystkie sklepy były zamknięte. Po wejściu w życie nowego prawa, nawet całodobowe sklepy musiały przestać handlować w weekendy. Gdyby miał przy sobie zapalniczkę, nie byłoby takiego problemu. Klient, którego miał odwieźć, spóźniał się już pół godziny. Postanowił, że spyta o niego w recepcji. Wszedł więc do budynku. Za ladą nikogo nie było. Recepcjonista gdzieś się ulotnił. „Może poszedł do kibla”, pomyślał. Postanowił więc na niego poczekać. Usiadł na ławce i wbił wzrok w sufit. Minęło kilkanaście minut. Niespodziewanie ta sama grupka nastolatków przebiegła przez hol i nie zwracając na niego uwagę opuściła budynek. Przez chwilę nazwa Max Rewolta wydała mu się znajoma. Czekając bezczynnie, postanowił zadzwonić do Neli i poinformować ją, że może się trochę spóźnić. Neli przeważnie nie pracowała w soboty, ale dla niektórych pacjentów robiła wyjątki. Dzisiaj dodatkowo postanowiła zostać dłużej w pracy, by zając się zalegającą archiwizacją. Sygnał był dobry, a połączenie nastąpiło od razu. Niestety nikt nie odbierał. Ike rozejrzał się po pustym pomieszczeniu. Recepcjonista nadal nie wracał. Klient też się nie pokazał. Nie było sensu dłużej czekać. Podniósł się z ławki i wrócił do swojej taksówki. Gdy dojechał do szklanego wieżowca, przed którym wysadził popołudniu dziewczynę o różowych włosach, niespodziewanie potężny wybuch zatrząsł całym miastem. Alarmy samochodów włączyły się, prąd zgasł, a z niektórych okien posypało się szkło. Ike dostrzegł na horyzoncie potężną jasność przypominającą narodziny nowego słońca. Gigantyczne ognisko płonęło w centrum. Spokojnie wjechał zjazdem do podziemnego parkingu. Reflektorami oświetlił wyjście z windy, po czym ponownie zadzwonił do Neli. Tym razem odebrała. Poinformował ją, że już jest na miejscu...



        Dedykacja: Jeden z nudniejszych fragmentów, który będzie miał znaczenie w dalszych częściach powieści.

Płeć: nieznana
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 02.12.2011r.

1     

Lokata Użytkownik 03 12 2011 (12:14:52)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Spełniam po części warunki ISO :)
18 lat skończyłam blisko 10 lat temu. Podejrzewam, że Ty też. Niestety nie czytałam drugiej części (brak czasu, ale nadrobię to!). Cóż!... Jestem zawodowym korektorem tekstów. Nie chwaląc się powiem, że moje umiejętności zostały w wydawnictwie ocenione jako te z najwyższej półki. Masz jedynie drobne usterki interpunkcyjno-stylistyczne... Ale i ja nie jestem godna Ciebie poprawiać, bo korektorem jestem krótko. - Mimo wszystko! A Ty jesteś pisarzem-zawodowcem jak dla mnie... Błędy są tu tak drobne, że aż mikroskopijne!... Masz tak wysoki poziom pisania, jak nikt spośród osób, które tu czytuję. Niestety ja również jeszcze nie piszę tak dobrze. Jak dla mnie poziom Twojej prozy jest zawodowy... ZAWODOWY!!! Miejsce dla Twojej prozy to nie to miejsce... Tym miejscem jest wydawnictwo. Próbuj!... Fabuła wciąga. Sceny erotyczne napisane są unikatowo :) A część trzecia nie jest nudna. - Wręcz przeciwnie!... Daję Ci sześć do potęgi trzeciej!

ISO Użytkownik wpmt 03 12 2011 (12:38:19)
Widzę, że jesteśmy w podobnym wieku :] Wiele miłych słów, za które bardzo dziękuję. Też nie lubię się chwalić, ale mam już jedną wydaną na swym kącie książkę. Długo można by było o tym gadać, a doświadczenia z tym związane są mieszane. Masz bystre oko i w przyszłości widziałabym z tobą współpracę, jako korektor. Wbrew temu co się powszechnie sądzi dobrych korektorów jest bardzo mało. Albo chcą wszystko zmieniać, albo mają tak małą wiedzę, że proste słowa trzeba im tłumaczyć. Jeszcze raz dziękuję i kłaniam się nisko :)

ISO Użytkownik wpmt 02 12 2011 (14:39:13)

Śledząc fabułę, można zobaczyć, że moja powieść pisana jest w specyficzny sposób. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Obie z czasem tworzą spójną całość. To jest zamierzone od samego początku, więc proszę nie traktować to jako błąd.

Proszę, aby fragmenty mojej powieści oceniały wyłącznie osoby, które przeczytały poprzednie części oraz pełnoletnie z powodu występowania czasami mocniejszych dialogów i opisów.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(61): 61 gości i 0 zarejestrowanych: