ISO
Pseudonim: ISO
O sobie: I'm nobody! Who are you? Are you nobody, too? Then there's a pair of us - don't tell! They'd banish us, you know. (Emily Dickinson)
Napisanych prac:
- wiersze: 10
- proza: 4

Średnia ocen: 5.3
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Mozaika" 29.11.2011
"Mozaika [3]" 02.12.2011
"Mozaika [4]" 03.12.2011
"Śnięty Mikołaj" 12.12.2011
"Nocami czekam" 07.12.2011

Inne prace tego autora:
"Być białym" 23.11.2011
"Z(ł)om'bie" 16.12.2011
"Souls" 18.12.2011
"Mozaika [2]" 01.12.2011
"Kadr z przemocy" 14.12.2011


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Mozaika

Na początku przybyły zapachy. Korzenna woń pokrytej ściółką ziemi wypełniła nozdrza kobiety. Niezliczona ilość aromatów, jakie doznawała prowadziła jej świadomość dalej poprzez pola usłane zbożem, purpurowe wrzosowiska i kwitnące łąki, aż na skraj przepaści, gdzie mieścił się pierwotny las, a za nim wieczna pustka... Leżące nieruchomo ciało, poruszyło się nieznacznie na kozetce. Oczy powoli otworzyły się. Choć wizja nagle znikła, pamięć o niej pozostała. Drzwi gabinetu uchyliły się lekko, a delikatny, prawie niewyczuwalny przeciąg poruszył zawieszonymi pod sufitem dzwoneczkami, które wprawione w ruch zaczęły wydawać z siebie chaotyczne dźwięki. Zimno otuliło kobietę, a ciarki przepłynęły po skórze. Czarny cień przesunął się po zawieszonych na białej ścianie obrazach przedstawiających atramentowe plamy, po czym zatrzymał nad niewielką lampką, rzucającą blade światło. Ostry, drażniący zapach piżma wydobył się spod kozetki. Cień spłynął po ścianie i powoli zaczął pełznąć po podłodze niczym wąż ku swej ofierze. Gdy zbliżył się do zwisającej dłoni, szorstka, wilgotna materia prześlizgnęła się po skórze. Kobieta odruchowo cofnęła rękę. Zdezorientowana rozejrzała po zatopionym w półmroku pomieszczeniu. Sen dobiegł końca, ale ona nadal czuła, jakby pozostawała w innym świecie. Niespodziewanie usłyszała znajomą melodię, wypływającą z komórki. Ignorując ją podniosła się i usiadła na brzegu kozetki. Pogrążona w śnie zatraciła poczucie czasu. Spojrzała na swój zegarek. Było później, niż się spodziewała. - Kurwa... - wydobyło się przekleństwo z ust kobiety. Telefon ucichł, a cisza znów opanowała pomieszczenie. Odgarnęła roztrzepane włosy z czoła, po czym niechętnie podniosła się z kozetki i zbliżyła do biurka. Nie patrząc nawet na wyświetlacz komórki, włożyła przedmiot do torebki, zgasiła lampkę i opuściła gabinet. Idąc długim korytarzem, poczuła czyjś świdrujący wzrok. Odruchowo spojrzała za siebie. Pręgowaty kot wpatrywał się w nią żółtymi oczami. Przez dłuższą chwilę stali naprzeciw siebie, przyglądając się sobie i jednocześnie nie dowierzając, że obydwoje znaleźli się w tym samym miejscu. W głowie kobiety ciężko poruszały się zmęczone pracowitym dniem trybiki myśli, gdy w tym samym czasie w maleńkiej łepetynce kota pokazywały się na przemian jedynie wizje różnego rodzaju jedzenia oraz lizanej niedawno dłoni – co musiało być zaskoczeniem również dla niego samego. „Nie powinno cię tu być”, pomyślała. Zwierzę przyglądało się jej z obojętnością. Dotknęła swoich skroni, by delikatnymi masażami przywrócić odpowiednie funkcjonowanie swojego umysłu. Na chwilę znowu odpłynęła. Poczuła ciepło, a przed oczyma rozbłysła potężna jasność. Cały budynek zadrżał. Na niektórych szybach ukazały się niewielkie pęknięcia. Kot uciekł spłoszony hukiem, znikając gdzieś w głębi długiego korytarza, częściowo zatopionego w mroku. Kobieta spojrzała w stronę okien. Na tle nocnego horyzontu wznosiła się łuna ognia. Ronton – jedna z najbardziej kontrowersyjnych stacji telewizyjnych, płonęła. Gęsty dym unosił się ponad budynkami, przypominając swym wyglądem oddech rozgniewanego smoka, a ostre języki ognia pieściły wszystko co znajdowało się w ich zasięgu. Kolejny huk, oznajmił zawalenie się części budowli. Obserwując widowisko, dostrzegła odcisk szkarłatnego pocałunku na tafli szyby. Ostra rysa przedzierała go wprost na pół. Niepewnie dotknęła jej powierzchni koniuszkiem wskazującego palca. Jeden ze strażackich helikopterów przeleciał nad budynkiem, wprawiając szybę w drgania. Na ogonie widniał wyraźnie dostrzegalny numer identyfikacyjny ΩR – 0526. Kobieta spuściłam wzrok, a komórka ponownie zaczęła dzwonić. Wyciągnęła ją pośpiesznie z torebki, po czym odebrała połączenie. - Halo? - Czekam na ciebie w podziemnym parkingu – odezwał się głos po drugiej stronie. - Zaraz tam będę – odpowiedziała, poznając rozmówcę. Ruszyła szybkim krokiem w stronę windy, która w odróżnieniu od nowoczesnego wnętrza budynku, wyglądała na starą i sponiewieraną przez czas. Nacisnęła przycisk z symbolem P. Winda lekko szarpnęła, po czym delikatnie zaczęła opadać w dół. Gdy zatrzymała się na ostatnim piętrze, drzwi rozsunęły się przed nią, rażąc jej wzrok ostrą smugą światła. Odruchowo przymrużyła oczy, zmuszając swoje zmysły, by dostrzec co kryło się za oślepiającą bielą. - Ike? - zapytała niepewnie. Nikt nie odpowiedział. Jedynie promień światła obniżył się na poziom jej kolan. Dopiero teraz mogła dostrzec powoli cofający się samochód oraz po chwili wysiadającą z jego wnętrza męską sylwetkę. - Przepraszam, Neli, ale gdy zgasły światła w parkingu, pomyślałem, że oświetlę ci drogę... Kobieta podeszłam do auta i bez słowa wsiadła do środka. - Zawieś mnie do domu... - odezwała się, gdy mężczyzna usiadł za kierownicą. Żółty kogut umieszczony na dachu samochodu podświetlił napis: TAXI. Samochód wycofał się do końca parkingu, po czym wyjechał z niego na główną ulicę, gdzie stopniowo tworzył się korek. - Jesteś dzisiaj jakoś nienaturalnie cicha... - odezwał się mężczyzna lekko strapionym głosem, zerkając jednocześnie w lusterko. Kobieta nie miała ochotę na pogawędki, była zbyt wycieńczona i dodatkowo zaczynała boleć ją głowa. Odwróciła więc wzrok w stronę szyby, wbijając go w przemykające auta. Eksplozja stacji wywołała istny chaos na drogach. Ludzie wylali się ze swoich budynków i samochodami zakorkowali całą ulicę. Dźwięki klaksonów, syreny strażackie i policyjne, cały ten hałas doprowadzał ludzi do szaleństwa. Opuścili swoje pojazdy i zaczęli krzyczeć na siebie nawzajem, przeklinając cały zaistniały burdel. Taksówka, w której znajdowała się kobieta również musiała stanąć. Minuty czekania przerodziły się w kolejną godzinę. Nagle, uderzona impulsem, otworzyła drzwi. - Neli, co robisz?! - zapytał mężczyzna, widząc w lusterku jak wysiadam z auta. - Pójdę na piechotę – oświadczyła. - W tym korku i tak nie ruszymy się przez co najmniej trzy godziny. - Ale... Neli? - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale drzwi zatrzasnęły się za nią. „Ludzie popełniają błędy. Tysiące błędów...”, pomyślała, idąc przed siebie. Jej myśli mimowolnie zaczęły gromadzić się wokół własnego życia. Jej rolą było pomaganie innym w rozwiązywaniu ich problemów. Miała za zadanie słuchać, słuchać i jeszcze raz słuchać, aż w końcu gdy skończyli mówić, wygłosić swoją opinię, która miała zaważyć na dalszym ich życiu. Większość z nich wybuchała płaczem, inni pogrążali się w ciszy. Bywali też tacy, którym jej słowa od razu dodawały otuchy. Ci jednak rzadko kiedy wracali z powrotem do jej gabinetu. Nie czuli już takiej potrzeby, bowiem wszystko stało się dla nich jasne. Natomiast dla tych, którzy powracali regularnie, starała się nie być surowa. Niczym wyrozumiała matka siedziała na ruchomym krześle z przeplecionymi placami dłoni, które spoczywały na podołku. W odróżnieniu od reszty kolegów i koleżanek tej samej profesji, nie robiła notatek. Uważała je za zbędne. Czasami nawet uważała za zbędne samą rozmowę, ponieważ często już po wyglądzie i języku ciała, wiedziała gdzie leży problem. W ocenie ludzi od lat nie popełniała błędu. Kiedyś kłopoty innych ją fascynowały, a raczej fascynowało ją ich rozwiązywanie, nie wiedząc nawet, że podświadomie szukała rozwiązania dla własnego problemu. Problemu, którego przez długi okres czasu nie dostrzegała. „Wszyscy udajemy. Udajemy, że żyjemy, udajemy, że kochamy i że jesteśmy prawdziwi. Okłamujemy siebie na każdym kroku, przy każdym wypowiedzianym słowie. Po co? By nie poznać prawdy. Prawdy, która może zniszczyć nasz sztuczny świat. Czy moja rzeczywistość była udawana?”, zapytała siebie w myślach. Stukot obcasów ucichł, gdy zatrzymała się nagle przed żelaznym mostem. Kiedyś często przechodziła nim, idąc na wykłady. Te dni, kiedy wyczekiwała ich wydawały się teraz takie odległe i nieprawdziwe. Była wtedy taka młoda, pełna życia i energii. Teraz brakło jej celu, który dałby jej satysfakcje dalszej egzystencji. Rozciągający się przed nią most był jak odzwierciedlenie wybranej niegdyś drogi, która miała dać jej szczęście w przyszłości. Przejście przez niego objawiło się niczym cofnięcie czasu. Niczym ogromna fala tsunami spływająca na nią w formie wizji samej siebie biegnącej w jej stronę. Letnie popołudnie, ona w kwiecistej sukience z teczką pod pachą i ten uśmiech pełen nadziei. Wyciągnęła ku sobie ręce, jakby chciała schwytać w objęcia dawną Neli. Młodsza wersja, nim zdążyła dotknęła jej palców, rozpłynęła się. Wizja znikła, a na policzku kobiety pokazała się zbłąkana łza. Wytarła twarz rękawem, po czym zrobiła do przodu kilka kroków. Inne wspomnienie zawitało w jej głowie. Ona w gabinecie z pierwszym w swej karierze pacjentem. Świeżo po praktykach, wciąż jeszcze niedoświadczona. On skołowany, lecz wciąż pewny siebie. - Czuje się pani czasami samotna? - zapytał ni stąd ni zowąd po półgodzinnej ciszy. - Oczywiście. Każdy czuję się czasami trochę samotny. Mimo wszystko ludzie to zwierzęta stadne i lubią towarzystwo innych – odpowiedziała, starając się nie pokazywać emocji. - Nie miałem na myśli takiego rodzaju samotności... - sprostował, jeszcze bardziej wbijając w nią swój szafirowy wzrok. - A jaką? - Samotność w tłumie. - Możesz wyjaśnić... – poprosiła. Zamyślił się na chwilę, szukając odpowiednich słów, które najlepiej wyraziłby, co czuje. - Niech pani wyobrazi sobie siebie będącą na koncercie. Tysiące ludzi podekscytowanych jest płynącymi z ust wokalisty słowami. Sławią jego talent i gust. Jednak pani słyszy jedynie ciszę przerywaną chrząkaniem. Na początku nie dowierza pani swoim zmysłom. Lecz gdy okazują się funkcjonować doskonale, zaczyna pani rozmawiać z innymi, ukazując im prawdę. Niestety za każdym razem gdy stara się pani im uzmysłowić, że zachwycają się chrząkaniem świni, patrzą na panią jak na odmieńca, wariata, który jest dla nich zagrożeniem, ponieważ ośmielił się wybić z tłumu i dostrzec prawdziwą rzeczywistość. Niezrozumiana i zastanawiająca się nad słusznością swojego toku myślenia, zaczyna pani czuć się coraz bardziej samotna, samotna wśród kupy bezmózgiego mięcha, która wywiera coraz to mocniejszą presje przyłączenia się do niej. Chcąc czy nie chcąc staje się pani z czasem samotna w tłumie. - I to cię przeraża? - zapytała. - Nie... pozbawia sensu dalszej egzystencji. - Każdy istnieje dla siebie samego, a nie dla innych – stwierdziła, przekładając nogę na nogę, starając się ukryć jak bardzo trafiły do niej jego słowa. - I w tym tkwi problem. Dla siebie samego wolałbym nie istnieć. Mężczyzna podniósł się z kozetki i pochylił nad kobietą. Z początku starał się zachować dystans, lecz nagle z niewiadomego powodu postanowił złamać stworzoną przez siebie zasadę. - A więc i pani czuje się samotna w tłumie? - zadał pytanie, w którym już znajdowała się narzucona odpowiedź. Milczała. On jednak dostrzegł w jej oczach potwierdzenie wraz ze strachem przed przyznaniem się do niego. Dotknął delikatnie policzka kobiety koniuszkami palców, po czym z powrotem opadł na kozetkę. To było wszystko. Nic więcej... Następnego dnia odebrał sobie życie. Cicho i prosto. Strzałem w skroń. Przez pierwsze lata czuła się winna. Powinna zapobiec jego śmierci, pomóc mu za wszelką cenę. Inni pocieszali ją, że nie była jego pierwszym psychologiem, a on nie raz próbował się zabić. To wszystko było tylko kwestią czasu. Ruszyła dalej przed siebie. Wspomnienia rozproszyły się wraz z kolejnymi krokami. Przesunęła wzrok po budynkach. Kiedyś mieszkała w tej dzielnicy. Lubiła ją, ponieważ mieszkający tu ludzie byli sympatyczni i nigdy nie stwarzali problemów. Poza tym stąd zawsze miała blisko do uczelni. Gdy zaczęła pracę, przeprowadziła się dalej i od tego czasu rzadko bywała w okolicy. Przechodząc obok sklepu monopolowego zwolniła kroku. Nigdy nie topiła smutków w alkoholu i uważała, że nie jest on dobrym środkiem na zapomnienie. Lubiła sobie wypić w dobrym towarzystwie, ale nie robiła tego często, ponieważ mało było osób, z którymi chciałaby zasiąść przy kieliszku czystej wódki czy drinka. Dzisiaj jednak poczuła nietypową dla siebie chęć upicia się, nawet w towarzystwie własnego odbicia. Skręciła więc w stronę sklepu i weszła do środka. - ...a jednak zaczęło się... - usłyszała gardłowy głos opasłego sprzedawcy, który wsłuchiwał się w wiadomości podawane w radiu. Spiker mówił coś o rewolucji, buntu ludzi i zawaleniu się stacji telewizyjnej. - Poproszę Ekskluzywną... - odezwała się do mężczyzny. Sprzedawca spojrzał na kobietę spod łba, cmoknął, po czym lustrując od szyi w dół, podał małą buteleczkę o pojemności 100ml. Neli przeniosła wzrok z butelki na mężczyznę, zastanawiając się, czy miała przyjąć to jako komplement, czy zniewagę. To prawda, że wyglądała elegancko w swojej czarnej marynarce, obcisłej spódnicy oraz wysokich, skórzanych kozakach i daleko było jej do ulicznego żula. Jednak uważała, że zachowanie sprzedawcy było lekką przesadą. - Poproszę litr. - Pani na imprezę? - zapytał, zamieniając butelki. Przez chwilę zastanawiała się, co odpowiedzieć. Nie wiedziała również dlaczego czuje się bardziej głupio, kupując dla siebie samej litr wódki, niż jakby robił to wieloletni alkoholik. - Nie... - Dla męża? - dociekał dalej. Zażenowanie przerodziło się w nagłą irytację. Starając się ją ukryć, wyciągnęła z portfela banknot i położyła go na blacie. Sprzedawca powolnym ruchem wydał jej resztę, ciągle czekając na odpowiedź. - Nie. Dla odkażenia rany - powiedziała w końcu. Głowa mężczyzny zakołysała się parę razy w dół i górę. Nagle gdy coś w niej zaiskrzyło, gwałtownie znieruchomiała, a na twarzy mężczyzny pojawił się wyraz zdziwienia. Jednak na dalsze pytania było już za późno. Kobieta zdążyła bowiem opuścić sklep.



        Dedykacja: To tylko fragment powieści z pogranicza jawy i snu. Wiele rzeczy wyjaśnia się dopiero później.

Płeć: nieznana
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 12    
Data dodania: 29.11.2011r.

1     

Lokata Użytkownik 15 12 2011 (17:52:21)

- "Ruszyła szybkim krokiem w stronę windy, która w odróżnieniu od nowoczesnego wnętrza budynku, wyglądała na starą i sponiewieraną przez czas." - za dużo krótkich początków, np. dodaj "po czym", poza tym masz tam wstrącenie...;

- "Nacisnęła przycisk z symbolem P. Winda lekko szarpnęła, po czym delikatnie zaczęła opadać w dół. Gdy zatrzymała się na ostatnim piętrze, drzwi rozsunęły się przed nią, rażąc jej wzrok ostrą smugą światła." - "P" w cudzysłów, a dalej - rażąc jej oczy np. ...;

- "Odruchowo przymrużyła oczy, zmuszając swoje zmysły, by dostrzec co kryło się za oślepiającą bielą." - wtedy musiałabyś zmienić to zdanie...

Idę do pracy! :)

Lokata Użytkownik 15 12 2011 (15:36:28)

Hmmm.. Ja bym się z tym nie zgodziła. Poza tym jeśli nawet przyjąć ten styl jako właściwy, to oddzieliłabym tę kwestię od reszty tekstu. - Tak jak dialog ;)

ISO Użytkownik wpmt 15 12 2011 (18:38:31)
Powinnaś kiedyś posłuchać, jak korektorzy potrafią się między sobą nie zgadzać. Dość zabawna scena. Niestety później autor tekstu totalnie głupieje, bo już sam nie wie, która wersja jest poprawna :D

Lokata Użytkownik 16 12 2011 (12:22:54)
Nie tylko korektorzy, a autor, ponieważ w tym siedzi musi mieć też jakąś intuicję językową, żeby umieć wyciągać wnioski i sam podjąć decyzję. Ostatnie słowo przecież powinno należeć do niego. Nie wszystko jest jednoznaczne :). Ja bym się tam z nikim nie kłóciła, aż tak mnie to nie interesuje. Wolę sama pisać np. :). Na co ostatnio tracę wenę ;(. A to, czy dobrze poprawiam nie uważam za sens swojego życia. Jak się kłócą to znaczy, że coś jest źle. Mam jeszcze zawód medyczny. - Tam też się nie zgadzają, kłócą, wszyscy są najmądrzejsi, ale chodzi o życie człowieka i jestem w stanie to zrozumieć.

Lokata Użytkownik 15 12 2011 (12:52:44)

- "Przez dłuższą chwilę stali naprzeciw siebie, przyglądając się sobie i jednocześnie nie dowierzając, że obydwoje znaleźli się w tym samym miejscu." -np. "nawzajem"?...;

- "W głowie kobiety ciężko poruszały się zmęczone pracowitym dniem trybiki myśli, gdy w tym samym czasie w maleńkiej łepetynce kota pokazywały się na przemian jedynie wizje różnego rodzaju jedzenia oraz lizanej niedawno dłoni – co musiało być zaskoczeniem również dla niego samego." - "oraz" i brakuje mi tu czegoś, poza tym zdanie jest stanowczo za długie, tym bardziej, że użyłaś pauzy, żeby przeciwstawić sobie jakieś myśli;

- „Nie powinno cię tu być”, pomyślała. - zapisz to jak dialog i oddziel od reszty tekstu jak dialog;

- "Zwierzę przyglądało się jej z obojętnością." - czegoś mi tu brakuje, biorąc pod uwagę kontekst;

- "Kot uciekł spłoszony hukiem, znikając gdzieś w głębi długiego korytarza, częściowo zatopionego w mroku." - zmień kolejność w zdaniu;

- "Gęsty dym unosił się ponad budynkami, przypominając swym wyglądem oddech rozgniewanego smoka, a ostre języki ognia pieściły wszystko co znajdowało się w ich zasięgu." - przed "co" przecinek;

- "Kolejny huk, oznajmił zawalenie się części budowli." - bez przecinka;

- "Ostra rysa przedzierała go wprost na pół." - dałabym pauzę przed tym zdaniem;

- "Niepewnie dotknęła jej powierzchni koniuszkiem wskazującego palca." - Napisałabym na początku kto...;

- "Jeden ze strażackich helikopterów przeleciał nad budynkiem, wprawiając szybę w drgania." - to zdanie połączyłabym lepiej z wcześniejsza treścią, żeby jakoś lepiej skleić Twoją fabułę;

- "Na ogonie widniał wyraźnie dostrzegalny numer identyfikacyjny ΩR – 0526." - dodałabym "jego" i tu prawdopodobnie lepiej napisać tak: "ΩR-0526" .

Muszę lecieć :)

ISO Użytkownik wpmt 15 12 2011 (13:00:40)
Myśli nie pisze się w dialogach. To mi kiedyś powiedziała pewna korektorka :] Dzięki za wypisanie błędów.

Lokata Użytkownik 10 12 2011 (22:57:38)

- "Niezliczona ilość aromatów, jakie doznawała prowadziła jej świadomość dalej poprzez pola usłane zbożem, purpurowe wrzosowiska i kwitnące łąki, aż na skraj przepaści, gdzie mieścił się pierwotny las, a za nim wieczna pustka..." - "jakich"...;

- "Leżące nieruchomo ciało, poruszyło się nieznacznie na kozetce." - bez przecinka;

- "Zimno otuliło kobietę, a ciarki przepłynęły po skórze." - brakuje słowa;

- "Czarny cień przesunął się po zawieszonych na białej ścianie obrazach przedstawiających atramentowe plamy, po czym zatrzymał nad niewielką lampką, rzucającą blade światło." - j.w.;

- "Zdezorientowana rozejrzała po zatopionym w półmroku pomieszczeniu." - j.w.;

- "Niespodziewanie usłyszała znajomą melodię, wypływającą z komórki." - bez przecinka;

- "- Kurwa... - wydobyło się przekleństwo z ust kobiety." - "kobieta" odczuwam jako powtórzenie;

- "Telefon ucichł, a cisza znów opanowała pomieszczenie. Odgarnęła roztrzepane włosy z czoła, po czym niechętnie podniosła się z kozetki i zbliżyła do biurka." - o tym już pisałam, tu się z kolei aż prosi o to słowo...;

- "Nie patrząc nawet na wyświetlacz komórki, włożyła przedmiot do torebki, zgasiła lampkę i opuściła gabinet." - przeorganizuj to zdanie;

- "Idąc długim korytarzem, poczuła czyjś świdrujący wzrok." - tu mi czegoś brakuje, sprawdziłam na razie do tego zdania :) pozdro :)

Lokata Użytkownik 30 11 2011 (21:59:51)

Aha, nigdy nie kasuj tego, co piszesz. Nawet jeśli coś jest złe stanowi jakiś cenny etap. Pisanie to specyficzna praca :). Czy jeśli lekarz uśmierci pacjenta (zdarza się) to ma to skasować z pamięci? Tutaj wpadki są mniej bolesne (dzięki Bogu!), a i tak warto o nich pamiętać. Wyciągnąć z tego coś na przyszłość, zmienić coś :)

Lokata Użytkownik 30 11 2011 (21:53:37)

Nie wiem po co ma zniknąć coś tak dobrego. Nie wszyscy mają ten sam gust. Jednak nie wolno się załamywać. Ja też się załamałam nie raz jeden. Zwłaszcza z braku możliwości (czasowej zwłaszcza pisania - i nie jest mi to dlatego obce), ale cały czas szukam jakichś możliwości dla siebie :). Cieszę się, że podniosłam Cię na duchu. Może wyglądam na kogoś kto tylko chwali. Jednak zawsze chwalę za mocne strony danego utworu/autora. Jakaś nutka dekadencji jest też w tym, co napisałaś i to sprawia, że to jest dobre, mimo że trochę gorzkie. Dobry artysta to taki, który przejechał się po dnie i widzę, że Ty się przejechałaś... A poza tym swój swojego wszędzie pozna. Co by tu jeszcze napisać. Nawet jeśli ktoś pastwi się nad Twoim utworem, to nie znaczy, że koniecznie uważa Cię za beztalencie. Może to akurat mu się nie podoba albo wiedząc, że masz talent stawia wyżej poprzeczkę. Świat nie jest taki prosty. Głowa do góry!

Lokata Użytkownik 29 11 2011 (22:16:10)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Co mi ta ocena nie chce wyjsc. hmm moze teraz sie uda :D

Lokata Użytkownik 29 11 2011 (22:12:42)

"Telefon ucichł, a cisza znów opanowała pomieszczenie. Odgarnęła roztrzepane włosy z czoła, po czym niechętnie podniosła się z kozetki i zbliżyła do biurka." - brzmi jakby cisza odgarnęła oczy z czoła. To najgorszy Twój błąd stylistyczny. Zdarzyło się ich trochę niestety i w zasadzie tyle z krytyki. Mam nadzieję, że byłam wystarczająco ostra :) To przychodzi mi z trudem! :P Tu puszczam do Ciebie i całej reszty oko...
Reszta to będą pochwały. Opowiadanie jest bardzo realistyczne. Umiesz zachować złoty środek. W realizmie nie przesadzasz. Ze dwa - trzy razy poczułam ciarki na plecach - dreszcz strachu o to, co dalej... Czyli jestes dobra (tu znow siadla mi klawiatura i beda tylko polskie znaki), bo mnie trudno ruszyc pod tym wzgledem. Ogolnie jestes stylistycznie bardzo wyrobiona i prozatorsko tez i dlatego nie wiem skad biora Ci sie takie tam wpadki :)... Zaciekawilo mnie to co napisalas. Lubie trillery itp... Bardzo mnie zaciekawilo. Fragment o kliencie ktory sie zabil itd jest mistrzowski w empatii i pokazaniu jakichs konkretnych ciezkich przezyc. Jest poza tym bardzo naturalny. Poamaganie ludziom to ciezki kawalek chleba i tak to mniej wiecej wyglada nieraz jak tu... Jest to drugie rownie dobre opowiadanie (wiem, ze to niejasne moze, co pisze, ale juz padam), jakie tu czytalam. Czekam z rumiencem na ciag dalszy :). Daje Ci szesc. Czuje sie zaszczycona, jako Twoj czytelnik, recenzent czy redaktor i takie tam :)...

ISO Użytkownik wpmt 30 11 2011 (11:44:11)
Bardzo pocieszające są dla mnie twoje słowa i nawet nie wiesz jak ważne w okresie życia jaki przechodzę. Piszę opowiadania od dawien, dawna, więc proza nie jest mi obca. Niestety dochodzi się w życiu do pewnego momentu, że człowiek zaczyna wątpić w siebie, załamuje się. Przez cztery lata nic nie pisałam, przez co wyszłam z praktyki. Błędy mi się zdarzają, bo sama ich często nie dostrzegam i nie ukrywam, że przydałby się ktoś kto mi je wskaże. Tą powieść chciałam skasować, ale pomyślałam, że jeśli i tak ma zniknąć, to niech się ktoś na nią "po pastwi" :] Dzięki jeszcze raz za komentarz i miłe słowa.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(28): 28 gości i 0 zarejestrowanych: