warto go przeczytać
„Bycie dzieckiem bez matki jest do bani. Wiem to z autopsji. Jeśli czytasz ten list to znaczy, że spotkał Cię ten sam los. Przepraszam..”
Młoda, piękna brunetka siedzi przy mahoniowym biurku w swoim pokoju i drżącą dłonią przyciska swoje ulubione pióro do kartki papieru. To scena sprzed siedemnastu lat. Dziś jestem w tym samym pokoju, a obok mnie, przy tym samym biurku siedzi nastolatka ściskająca w rękach tą samą, choć już mocno zniszczoną kartkę. Rzadko patrzy mi w oczy.
- Zbyt szybko zachodzą łzami. – tłumaczy – Nie lubię płakać, gdy opowiadam moją historię. Wydaje mi się, że wtedy przyjmuję poczucie winy, które wszyscy starają się we mnie dostrzec. A ja nie chcę z nim żyć. Było, owszem, ale mam nadzieję, że już nie wróci, bo wtedy to ja musiałabym odejść.
Najtrudniejszym dla pytaniem dla Eli jest to, czy zna swoją mamę? Bo jeśli, aby kogoś poznać trzeba przynajmniej raz w życiu go spotkać, porozmawiać, przedstawić się, to niestety odpowiedz brzmi: nie. Jej mama umarła podczas porodu. Ale jeśli możliwość wglądu w czyjeś życie, w jego marzenia, obawy, myśli, przyzwyczajenia można nazwać znajomością to mogę śmiało powiedzieć, że Eli udało się ją poznać.
Zostawiłam Ci w szufladzie list…
„Muzyka zawsze pomaga, nieważne, przez co przechodzisz. Więc jeśli zawalisz ważny test, przeżyjesz nieszczęśliwą miłość, albo zatęsknisz za kimś tak bardzo, że będzie bolało, posłuchaj jakiejś swojej ukochanej piosenki i pozwól się jej unieść ponad wszystko.”
Ten list i wiele innych rzeczy Ela znalazła w pudełku, które przyniósł jej ojciec, gdy miała około ośmiu lat i właśnie przeżywała swoje pierwsze miłosne rozczarowanie. - Tata zawsze był dobry, ale z charakteru trochę zdystansowany i zamyślony nie potrafił radzić sobie z kryzysami małej dziewczynki. Potrzebowałam rozmowy, bliskości, potrzebowałam mamy. I odnalazłam ją. A raczej, to ona mnie nie zostawiła. Kiedy przeczytałam te wersy, rozpłakałam się. Wcześniej oglądałam mamę na zdjęciach, znałam każdy szczegół jej twarzy, ale teraz po raz pierwszy się do mnie „odezwała”. Mogłam poznać charakter jej pisma, odkrywać, kiedy ręka jej zadrżała, kiedy zawahała się kreśląc jakieś litery. Tata nie dał mi wcześniej tej kapsuły czasu, bo sam nie chciał się pogodzić z jego istnieniem. Z całą historią, którą opowiadały te kartki, płyty z ulubioną muzyka mamy, jej książki, szkice i zdjęcia przedstawiające sceny z ich wspólnego, szczęśliwego życia. Szczęśliwego dopóki nie pojawiłam się ja.
Serce za serce
Magdalena, mama Eli, nie chciała mieć dzieci. Bała się, że sobie nie poradzi, że będzie zbyt zajęta sobą i swoimi licznymi pasjami, że nie będzie w stanie poświęcić się wychowaniu. Później wielokrotnie wypominała sobie te myśli, gdy usłyszała, że bóle, które odczuwała we wczesnej fazie niezaplanowanej ciąży najprawdopodobniej zwiastują krwotok w trakcie porodu i jej własną śmierć. Mimo wszystko postanowiła urodzić.
- Wciąż jednak nurtowało mnie pytanie, dlaczego? Tak długo męczyłam ojca, drążyłam i szukałam przyczyny swojego pojawienia się na świecie, że w końcu opowiedział mi całą bolesną prawdę. Lekarze sugerowali aborcję. Mój tata również. Nie winię go. Był bezgranicznie zakochany w swojej młodej żonie. Nie znosił myśli, które czasami go nachodziły, snów, że pewnego dnia ją straci. Kiedy pojawiła się taka możliwość postanowił za wszelką cenę ratować ją, a nie mnie. Miał prawo do walki. Ale ja też go dostałam. Moje serce chciało bić. Teraz tato czasami mówi, że jesteśmy do siebie tak podobne, że widocznie na świecie nie było miejsca dla nas dwóch.
„Mam wielką nadzieję, że będziemy dzielić te rzeczy razem. Ale na wszelki wypadek wszystko jest tutaj. Jednak i ja potrzebuję czegoś od Ciebie. Proszę, zaopiekuj się swoim ojcem. Bo jeśli mnie nie będzie w pobliżu to będzie cię potrzebował, tak jak mój tata potrzebował mnie. Więc kochaj go i zaopiekuj się nim. On nie chce zaakceptować przeznaczenia. A może to nim właśnie jest. Może całym sensem dla nas, naszej miłości, każdej naszej wspólnej chwili jesteś właśnie ty. Może masz zmienić świat. Co będzie, jeśli się na nim nie pojawisz?”
Przygotuj się, zaraz zniknę
- Odeszła. Nie nagle, nie niespodziewanie. Po prostu. W chwili, która była w pewien sposób tragicznie przez nią zaplanowana. Starannie zbierała wszystko, aby nie zostawić mnie samej już na starcie. Nie chciała, abym żyła jak ona. Bez mamy, która umarła i bez ojca, który nie potrafił się z tym pogodzić. Mój tata dał mi w końcu te wszystkie rzeczy poskładane w zielonym pudle po butach, aby ściągnąć z siebie, choć część odpowiedzialności, aby pozbyć się własnego poczucia winy, które w nim mieszkało od zawsze. Poczucia, że nie daje mi wszystkiego, że nie kocha mnie wystarczająco mocno, że nie potrafił uratować jej, uratować nas… Chciał pozbyć się tej uporczywej myśli, że moja mama by żyła, gdyby wtedy… No cóż. Gdyby pozbyli się mnie.
Jak jednak czuje się dziewczynka, która zamiast mamy gotującej codziennie pyszne obiady i zawsze czekającej z otwartymi ramionami i chusteczką ocierającą wszystkie smutki, ma tylko pożółkłe kartki papieru?
- Uciekałam. Zawsze, gdy tylko działo się coś złego, brałam do ręki te wszystkie rzeczy, przeglądałam je, czytałam, usilnie szukałam fragmentów, które by mnie pocieszyły, dały rozwiązanie. Ciągle udawałam, że ona jest ze mną, że nie odeszła, że ją poznałam, przytulałam, że ona poznała mnie i że jest ze mnie dumna…Z tych listów i zdjęć uczyłam się być nią. Pragnęłam być taka sama, bo wtedy może dostałabym też „w spadku” miłość taty do niej. Może już by nie żałował, że jestem. Jednak w końcu zdałam sobie sprawę, że to nie jest rozwiązanie. Może dorosłam, może w końcu zmęczyły mnie marzenia, które nie mają szansy się spełnić.... Wiem już, że muszę pozwolić jej odejść. Muszę pogodzić się z tym, że nie mam mamy i nigdy jej nie będę mieć. Dała mi wspaniały prezent. Oddała siebie w zamian za moje życie. I mam zamiar cieszyć się nim w stu procentach. Bez poczucia winy, bo wiem, że tego właśnie chciała.
Nie zawsze mamy czas, aby przygotować się do naszego zniknięcia. Chociaż i tak nigdy nie będziemy w stanie. Ale czasami dostajemy szansę, aby pomóc naszym bliskim, którzy zostają poukładać sobie jakoś życie bez nas. Albo przekonać ich, że zawsze będziemy przy nich. Nie ważne, co się wydarzy. Ela chowa pudełko na samo dno starej szuflady. Jest w nim całe życie jej mamy i zawsze będzie jej najdroższą pamiątką. Jednak jak przeczytała w jednym z ostatnich listów:
„Czas jest nieskończony, ale składa się z bardzo krótkich momentów, których końca i początku często nawet nie zauważamy. To błąd. Nigdy nie zapominaj chwytać się każdej chwili, smakować jej, a później całować na dobranoc i przechowywać w swojej głowie jako cudowne wspomnienia z naszego życia. Twojego życia. Wiem, że sobie poradzisz. A więc do dzieła”
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 15.05.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(41): 34 gości i 7 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii, Wojtex81