warto go przeczytać
Wzięła swojego maluszka w ramiona, przytuliła delikatnie i owinęła kocykiem. Plastikowa, staromodna wanienka (dokładnie taka, w jakiej sama była kąpana przez swoją matkę) już czekała. Rozebrała swojego bobasa, swoją życiową dumę i delikatnie, najwolniej jak mogła, zanurzyła go w letniej wodzie. Maleństwo chwilkę kwiliło, ale było już przyzwyczajone do kąpieli. Wzięła do ręki balsam Johnsons Baby i zaczęła myć swoją małą miłość. Kiedy skończyła, wytarła delikatną skórę specjalnymi chusteczkami, założyła pieluszkę i udała się do kołyski, ululać malucha.
***
To już był ten dzień. Jej córeczka po raz pierwszy miała iść do szkoły. Rozpierała ją taka duma! Przypominały jej się pierwsze dni w szkole. Jakaż była przestraszona! A jej dziecko? Gdzież! Pełne zapału, chęci, energii, słowem – wszystkiego, czego wzorowemu przedszkolakowi potrzeba. Pomachała swojej dumie jeszcze raz na „do widzenia”. To w końcu pierwszy dzień w szkole!
***
Była taka szczęśliwa! Jej czternastoletnia córeczka, jej słoneczko i cały świat odnotowywała prawie same piątki! Do tego wzięła udział w olimpiadzie matematycznej, zajmując czwarte miejsce w województwie. A te peany od prowadzącego SKS!? Najlepsze obejścia i mistrzowski dwutakt!
Gdy wracała z wywiadówki, czubek jej nosa muskał chmury.
***
Wreszcie przyszedł ten wspaniały dzień! Z dumą rozpierającą pierś patrzyła, jak jej osiemnastoletnia jeszcze córka weźmie udział w balu studniówkowym. Do tego miała tak przystojnego partnera!
Wyszli do Poloneza, o Jezu Słodki! Co za gracja, co za styl! Arystokratyczna delikatność i zwiewność gestu, szlachecka duma! Co za widok, co za widok! Oczy zaszkliły jej się ze wzruszenia, gdy widziała, jak jej Słoneczko realizuje tak wspaniałe marzenie!!
***
- Cześć.
- O, jesteś wreszcie, leniu pieprzony. Idę po kawę.
- Ta, ta. Idź pan.
***
Spojrzała na jej wyniki egzaminu maturalnego. Genialne! Teraz najlepsze uniwersytety w Polsce były dla niej otwarte! Ba, otwarte! Będą się o nią bić! O jej cud, o jej córeczkę, geniuszkę!
Już widziała tę wspaniałą, błyskawiczną karierę nowoczesnej businesswoman.
Miesiąc później jej kochana córuś wyjechała do Warszawy, studiować Human Resources.
***
- O, widzę, że 66-B-21 znów śni?
- Tak, o swojej córeczce.
- Której nigdy nie miała.
- Czasami zastanawiam się, dlaczego nie chciała urodzić tego chłopca – powiedział barczysty mężczyzna w białym kitlu. – Przecież genetycznie zapowiadał się genialnie.
- Tylko płeć nie ta – odpowiedział mu niemalże identyczny, łysy mężczyzna, odwracając się od najnowszej generacji aparatury do monitorowania aktywności mózgu, wyświetlającej sny 66-B-21. Ach, ten XXII wiek. Zachichotali.
- W każdym razie go usunęła. Notuję: sny identyczne w najdrobniejszych szczegółach od początku obserwacji... Od którego? A, fakt. 21 października. Dzień obserwacji: 22. Zmiany neurologiczne: brak. Zmiany fizyczne: brak. Słowem: kolejna roślinka na oddziale.
- Cholernie ciężki przypadek, co?
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 07.10.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46542 | Użytkownicy: 3566
Online(42): 35 gości i 7 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii, Wojtex81