Pseudonim: Malotka91
Imię: Beata
Skąd: Radzionków ^^
O sobie: Słowo jest czymś więcej niż tym, co mówisz i tym, co piszesz. Słowo jest tym, czym jesteś.
Napisanych prac:
- wiersze: 6
- proza: 1

Średnia ocen: 3.4
Użytkownik uzyskał: 45 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Ciągle za mało" 21.03.2009
"Ból" 01.02.2009
"Aborcja" 07.12.2008
"Życie...?" 26.03.2009
"Mimo wszystko" 06.11.2009

Inne prace tego autora:
"Tak stać się musiało" 15.03.2009
"Aborcja" 07.12.2008
"Mimo wszystko" 06.11.2009
"Życie...?" 26.03.2009
"Ból" 01.02.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Mimo wszystko

To wszystko, co opiszę, wydarzyło się kilka lat temu, a cały czas mam wrażenie jakby minęło od tamtej chwili zaledwie kilka dni. Był rok 2001, kiedy to zdecydowałam w wieku osiemnastu lat wyjechać za granicę. Chciałam wyruszyć w podróż, aby przekonać się na własnej skórze, co czuje osoba opuszczająca swoją ojczyznę, miejsce, gdzie się urodziła i spędziła całe swoje dotychczasowe życie. Moje uczucia co do podróży były mieszane, nic nie trzymało mnie tutaj na tyle, aby pozostać i ułożyć sobie życie w Polsce, nigdy też nie zapowiadało się, abym została w domu, gdzie każdy żył swoim życiem. Postanowiłam więc uciec od tej szarej domowej rzeczywistości z nadzieją, że tam gdzie wyjadę będzie inaczej. Chciałam się usamodzielnić, aby móc powiedzieć za kilka lat, że sama doszłam do wszystkiego, bez jakichkolwiek znajomości bądź układów. Skończywszy szkołę średnią i mając już za sobą egzamin dojrzałości, zdecydowałam udać się na kilka miesięcy do Szwecji, gdzie już od kilku lat studiowali i pracowali moi dobrzy znajomi. Przygotowania do podróży trwały około dwóch miesięcy. Od razu po maturze zamówiłam sobie bilet lotniczy do Karlskrony, skąd miałam się udać do Vaxjo. Trzymając bilet w ręku pomyślałam, że teraz już nie ma odwrotu – skoro zdecydowałam się wyjechać, to muszę być konsekwentna. Postanowiłam pod szlifować mój angielski jeszcze przed wyjazdem. Wybrałam się na szybki kurs, który odbywał się w moim mieście. Dni do wyjazdu upływały zaskakująco szybko, coraz większymi krokami zbliżał się dzień odlotu, a ja z coraz to większą niepewnością zastanawiałam się, czy to aby na pewno dobry pomysł… Dwudziestego lipca 2001 roku byłam już na miejscu. Na początku bałam się, jak będzie wyglądało moje życie z dala od domu, rodziny i przyjaciół, ale znajomi postanowili się mną zaopiekować do czasu, aż będę w stanie dać sobie radę sama. Pierwsze tygodnie mijały mi na poznawaniu miasta, w którym się znalazłam. Nie obyło się również bez imprez. Muszę przyznać, iż tutejsza młodzież potrafi bawić się inaczej niż gdziekolwiek indziej – bardziej kulturalnie, czego przykładem był Wiktor oraz jego znajomi. Na pierwszy rzut oka Wiktor niczym się nie różnił od innych mężczyzn. Był wysokim, dobrze zbudowanym brunetem o tak ciemnych oczach, że momentami wydawały się być wręcz czarne. Po miesiącu spędzonym na leniuchowaniu znalazłam pracę w jednej z restauracji niedaleko morza, gdzie – jak się okazało – pracuje również Wiktor. Gdy go tam zauważyłam, nie myślałam, że mnie pamięta. W końcu widzieliśmy się tylko raz na imprezie, podczas której próbował nawiązać ze mną kontakt. Nie myślałam też, że to właśnie on będzie osobą, która odmieni moje życie. Podszedł i przywitał się ze mną jakbyśmy się znali co najmniej od kilku lat. Rozmawiało nam się świetnie. Wówczas dowiedziałam się o nim czegoś więcej, nawiązaliśmy kontakt telefoniczny, a z czasem nawet spotykaliśmy również się po pracy. Pod koniec września z drobną pomocą moich znajomych mogłam już wynająć mieszkanie. Mijały kolejne tygodnie… Po przepracowaniu pół roku w Szwecji, Wiktor zaproponował mi wspólne mieszkanie, na co się zgodziłam. Wydawało mi się, że jest odpowiedzialnym, dwudziestopięcioletnim mężczyzną, który traktował poważnie to, co nas łączyło. Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy na kanapie oglądając film pt. Go Toward the Light, opowiadający o dramacie rodziny, której ośmioletni syn został zarażony w niewyjaśnionych okolicznościach wirusem HIV, Wiktor poprosił mnie, abym opowiedziała mu coś o swoim domu i rodzinie. Zdziwiłam się, bo do tej pory nie pytał mnie o przeszłość. Opowiedziałam mu o sobie. Gdy skończyłam mówić, on wyszedł z pokoju na moment, po czym wrócił trzymając w ręku białą teczkę. Usiadł obok mnie milcząc, a ja zastanawiałam się co się stało? Nagle spojrzał mi niepewnie w oczy i powiedział: Jestem nosicielem wirusa HIV…” Zrobiło mi się słabo, milion myśli przelatywało mi przez głowę, po czym znikały niczym pochłonięte przez jakąś otchłań. Nastała kilkusekundowa cisza. Wiktor przerwał ją, zaczynając opowiadać mi o swojej przeszłości, o tym, jak jego życie odmieniło się, gdy uległ ciężkiemu wypadkowi kilka lat temu. Mówił o tym niewiarygodnie spokojnie. Do wypadku doszło pewnej zimy, gdy wracał z pracy. Pogoda była okropna, śnieg ograniczał widoczność prawie do zera, a droga wydawała się być pokryta kilkucentymetrową warstwą lodu. Wiktor opowiedział mi, że pamięta z tamtego wieczoru jedynie moment, kiedy wpadł w poślizg, a później już tylko szpitalną salę oraz łóżko, na którym leżał podłączony do urządzeń monitorujących pracę jego serca. Przypomina sobie również lekarza, zadającego mu jakieś niezrozumiałe pytania. Leżąc tak zrozumiał, że stało się coś poważnego, lecz mimo starań nie potrafił sobie przypomnieć, jak tutaj trafił i co się wydarzyło. Następnego dnia lekarz opowiedział mu o wypadku oraz o tym, że przeszedł skomplikowaną operację, po czym nastała niezręczna cisza. Wiktor zapytał go, czy ma mu do powiedzenia coś jeszcze, ponieważ wyraz jego twarzy zdradzał, że jest coś, o czym chciałby go jeszcze poinformować. Lekaż usiadł na krześle obok łóżka i powiedział, że to, co się zdarzyło, to był wypadek, że nikt nie mógł przewidzieć, iż krew którą przetoczono mu podczas operacji była zakażona wirusem HIV… Wiktor nie miał sił, aby krzyczeć, choć jego wnętrze krzyczało. Leżał wpatrując się bezmyślnie w punkt na ścianie. W jego głowie pojawiło się tylko jedno pytanie: Dlaczego ja?!” Przecież był ambitnym młodym mężczyzną, który miał plany na przyszłość. Był dobrym pracownikiem jednej z dobrze rozwijających się restauracji, miał szansę na awans. A teraz? Teraz z powodu choroby miałby stracić pracę, o którą tak walczył i wszystko, do czego doszedł w tak młodym wieku? W szpitalu pozostał jeszcze kilka tygodni, podczas których rozmawiał z psychologiem oraz osobami, które tak samo jak on byli nosicielami. Postanowił, że udowodni innym, a przede wszystkim sobie, że może nadal żyć normalnie, że nie musi nic tracić z powodu choroby. Zrozumiał też, że nic nie dzieje się bez przyczyny, także pozostało mu tylko jedno wyjście – zaakceptować chorobę, nauczyć się z nią żyć… Nie potrafiłam uwierzyć w to, co słyszałam, nie umiałam dopuścić do siebie myśli, że mężczyzna dla mnie tak idealny może być nosicielem HIV. Nie chciałam wierzyć w żadne z jego słów. Pragnęłam, aby okazały się nieprawdą. Walczyłam ze swoimi myślami. Zadawałam sobie mnóstwo pytań, na które nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi. On czekał. Dal mi czas, którego bardzo potrzebowałam. Powiedział mi, że dopiero w momencie, gdy usłyszał diagnozę docenił, jak cenne jest życie i jak wiele ma jeszcze do zrobienia. Wyznał mi również, że jestem pierwszą osobą, której to opowiedział, a to dlatego, że pokochał mnie jak nikogo do tej pory. Teraz już wie, dla kogo chce żyć… Minęło trochę czasu zanim pogodziłam się z losem. Uczucie, jakim darzyłam Wiktor i jakim on darzył mnie sprawiło, że postanowiłam z nim zostać pomimo wszelkich przeciwności. Dowiadywałam się jak najwięcej o jego chorobie, o tym jak może dojść do zakażenia i jak należy go unikać. Postanowiłam również przyłączyć się do kampanii, która ma na celu uświadomienie ludziom, że poprzez rozmowę z chorym, bądź przez zwykły gest podania ręki nie może dojść do zakażenia. Zrozumiałam i starałam się przekazać innym, że nosiciele wirusa HIV – tak samo jak zdrowi ludzie, a może nawet bardziej – potrzebują ciepła i zrozumienia, chcą też mieć u swojego boku osobę, która mimo wszystko będzie darzyć ich bezgraniczną i bezwarunkową miłością oraz będzie ich wspierać w chorobie… Jest rok 2009. Minęło osiem lat odkąd moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nazywam się Nikola, a mój mąż Wiktor jest nosicielem wirusa HIV…



Płeć: nieznana
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 06.11.2009r.

1     

Zerowa Użytkownik 30 12 2009 (19:24:24)

Użytkownik ocenił pracę na 3

"Lekaż"!? To "ż" aż bije po oczach. Poruszasz bardzo ważny temat, ale nie robisz z nim właściwie nic. Mogłabyś wiele zdziałać. Niestety tak mdło podaną historią nie zainteresuje się wiele osób. Opowiadanie przeciętne, tak jak i moja ocena. P.S. Wcześniej napisałam dłuższy komentarz i być może bardziej wartościowy. Niestety uległ zniszczeniu.

Lilka Użytkownik 10 11 2009 (20:08:53)

A tak jeszcze chciałam dodać... wydaje się trochę nieprawdopodobne. Podano pacjentowi krew nosiciela HIV? Nie może być. Krew od dawcy jest badana na obecność wirusa.

Lilka Użytkownik 10 11 2009 (20:04:39)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Był jeden błąd językowy, który już skorygowałam. Dobrze poprawione, opowiadanie jest znacznie bardziej rozwinięte. Podoba mi się zakończenie - takie podsumowanie. Jest przesycone emocjami. W ogóle ładnie ukazujesz myśli i rozterki bohaterki, nie sposób się pogubić, masz wszystko chronologicznie poukładane. I znów muszę przyczepić się klimatu. Romantyczny - ale nie ma tam wątków typowych dla romantyzmu. To raczej obyczajowe, pełne rozterek i opisujące życie dziewczyny. Za bardzo skupiasz się na sposobie, w jakim się poznali, za mało na samym fakcie, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. Ale tak, to w porządku. Ode mnie trójka. Ale... cała, nie z minusem. ;p


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(59): 59 gości i 0 zarejestrowanych: