Pseudonim: Jutta
Napisanych prac:
- wiersze: 21
- proza: 11

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Opowieści mojej mamy" 01.07.2010
"Elimar" 26.07.2010
"Zagadka" 18.03.2010
"Wilk" 20.05.2010
"Miara człowieka" 07.04.2010

Inne prace tego autora:
"Drobna pomyłka" 15.10.2010
"Miłosne puzzle" 13.04.2011
"Opowieści mojej mamy" 01.07.2010
"Zagadka" 18.03.2010
"Łakomstwo Antka" 11.11.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Miłosne puzzle

Las to zaczarowane miejsce, które zbliża ludzi, otwiera serca i nakłania do zwierzeń. Przedwiośnie i spacery z Beatą wprowadzały szczególny klimat. Czułam wzbierające w drzewach soki, zapach wygrzanego w słońcu igliwia podrażniał zmysły, a sosny przeczesując swoje igiełki częstowały zapachem żywicy. Zmiany te nie były nam obojętne. Rozmowy przeważnie zatrzymywały się na omawianiu odwiecznego tematu, jakim jest miłość. Delikatna, poranna mgiełka oczekiwała pierwszych promieni słonecznych i przyjmowała bez zastrzeżeń, każde wypowiedziane słowo. Miłość, miłość i jeszcze raz miłość - taka była i jest dewiza Beaty. Nic dziwnego, że popadała w konflikty. Motywy jej postępowania nie zawsze były zrozumiałe dla otoczenia. Zwłaszcza, że miłość dotyczyła jednej sfery: relacji damsko - męskich. Pięknie - powiecie. Każdemu wolno kochać. Ale Beacie nie udało się zbudować trwałego związku i chociaż wiekowo przypisana jest jesiennym wrzosom, nie zrezygnowała z poszukiwań. Wręcz odwrotnie. Skoro licznik przyśpiesza, nasza bohaterka wije coraz to większą sieć. Beata to kobieta wulkan. Była duszą towarzystwa. Ceniła dobrą zabawę, górskie wędrówki i taniec. Zawsze szybciej dogadywała się z chłopakami. Umiała ich podejść. Nie czuli skrępowania, dostrzegając wszystkie atuty jej kobiecości. Matka Beaty pragnęła, by córka znalazła odpowiedzialnego kandydata na męża. Więc kiedy nadarzył się starszy o dziesięć lat stateczny pan, oferujący nie tylko nazwisko, ale i samochód - klamka zapadła. Panna młoda radośnie wypowiedziała "tak" i na tym słowie radość zakończyła swoją działalność w tym związku. Mąż nie pozwalał na kolorowe życie, a powiększająca się rodzinka skutecznie ograniczała Beacie wolność, czyli poprzedni styl życia. Niestety, nie łatwo zmienić człowieka, a wilka ciągnie do lasu. Synowie, ( rozpiętość wieku nie była zbyt duża) potrafili wypełnić czas, nie absorbując zbytnio rodziców. Otrzymywali, co im się należało. Beata nie obrastała w piórka. Nie zamierzała także zostać Matką Polką. Życie towarzyskie ma swoje uroki, ale i wymagania. Coraz mniej było jej w domu. Małżonek próbował dochodzić swoich praw. Zabrakło mu cierpliwości. Często korzystał z prymitywnych metod: bicie, krzyki, wyzwiska... Takie metody od wieków przynoszą odwrotny skutek. Finał najczęściej znajduje epilog w sądzie. - Otrzymałaś upragniony rozwód, więc skąd to załamanie? -zapytałam. - Rozumiem, że stres, obciążenia, ale takie było twoje życzenie. Więc, o co chodzi? - dopytywałam. Nie otrzymałam jasnej odpowiedzi, zresztą nie oczekiwałam. Gdzieś, na samym dnie duszy, pozostaje poczucie winy, które odbiera radość z upragnionej wolności. Dodajemy więc partnerowi stosik dodatkowych przewinień, z których nas już nikt nie rozlicza. Z czasem wierzymy, że tak było. - A gdyby było odwrotnie, czy znosiłabyś ze stoickim spokojem wypady i kawalerskie obyczaje małżonka? - musiałam zadać to pytanie. - Ale on mnie bił - padł koronny argument. W tym momencie przypomniałam sobie, jak z bezsilności ulokowałam na głowie swojego małżonka torebkę z mąką. Silne emocje wyzwalają w jagnięciu siłę lwa. Wiele leśnych ścieżek wydeptałam z Beatą. Wysłuchałam długich opowieści. Nie udało mi się wyjaśnić szeregu wątpliwości. A nasuwały się one lawinowo. Lubiłam obserwować jej stosunek do mężczyzn. Każdy czuł się dowartościowany. Wady, z którymi walczyły małżonki, w ujęciu Beaty były zaletami. Wyrozumiałość i tolerancja dla panów - znosiła poprzeczkę. Praktycznie każdy był rozgrzeszony. Nic dziwnego, że zawsze otoczona była wianuszkiem panów po przejściach, które - moim zdaniem - wynikały z wybujałego egocentryzmu. - Czy naprawdę wierzysz, że znajdziesz wielką miłość ? Czy warto dla poszukiwania tej wyidealizowanej miłości poświęcać rodzinę? - pytałam. Żyjesz złudzeniami, gubisz radość życia...ale Beata była ślepa i głucha na moje argumenty. Wolała układać swoje miłosne puzzle. Kiedy spotykam w lesie samotne, rozłożyste drzewo, powracam myślą do Beaty. Jest symbolem drzewa, które szeroko otwiera ramiona, jakby chciało zatrzymać każdego napotkanego wędrowca i wypełnić misję: nakarmić, przytulić i pójść dalej w poszukiwaniu wielkiej miłości.



Płeć: nieznana
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 13.04.2011r.

1     

Anima użytkownik 14 04 2011 (19:55:06)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Co do pracy, nie mam pojęcia, czy była przedtem odrzucona, czy też nie, bo długo mnie tu nie było. ;) Ponad tydzień zaległości, a jest to dużo w przypadku naszego prężnie działającego portalu. Do rzeczy, do rzeczy...
Co do interpunkcji nie miałam zastrzeżeń, jedynie do szyku pewnych zdań. Gdzieniegdzie musiałam je lekko pozmieniać, choćby kolejność wyrazów. Po prostu miało się wrażenie, jakbyś czytała nieudolne tłumaczenie z obcego języka. Ale to tylko może dwa zdania. Idea opowiadania, pomysł, bardzo mi się podobały. Nie jestem entuzjastką miłości, nie tylko dlatego, że się zawiodłam, ale znam też przypadki miłości, która tamuje krew w żyłach. Przerażające historie... Jedną z takich może być ta opisana przez ciebie. Kobieta, która ułożyła sobie wyidealizowany obraz miłości, kobieta, którą tak ta wyimaginowana miłość zawiodła. Kobieta zraniona, oddana domowi, dzieciom. Potem decyduje się na rozwód i szuka dalej. Jest naiwna, narrator dobrze to eksponuje. Co jeśli jednak tą miłość znajdzie? Może los się uśmiechnie. Aż sama się dziwię, że to mówię, ja, największy cynik ludzi mojego rocznika! Ale cóż, wypowiedziałam, chwila potomna.
Może los się do niej uśmiechnie, może otworzy skrzydła i pofrunie, może opadnie, zleci, a zaraz potem znowu powstanie? Któż zna koleje losu?
No nic, opowiadanie całkiem całkiem. Cztery ode mnie.

Jutta Użytkownik wpmt 13 04 2011 (22:43:57)

Pomyślałam, że mogła ta praca zostać odrzucona, a ja nie zauważyłam...

Jutta Użytkownik wpmt 13 04 2011 (22:38:44)

Wkleiłam po raz drugi, ponieważ tekst chyba się zagubił.
Najserdeczniej...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(65): 65 gości i 0 zarejestrowanych: