Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Kamil M. Jaszczak
Imię: Kamil
Skąd: Bytom
O sobie: Nie lekceważ drobnostek, ponieważ od drobnostek zależy doskonałość a doskonałość nie jest drobnostką.
Napisanych prac:
- nowości: 58
- wiersze: 10
- recenzje: 17
- artykuły: 1
- wywiady: 1
- proza: 17

Średnia ocen: 4.5
Użytkownik uzyskał: 332 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Normalny Człowiek..." 04.05.2010
"Ulotne marzenie Normalnego..." 04.05.2010
"Nieładny nieład myślowy." 27.11.2009
"Bezczas" 14.12.2009
"Esencja - 1" 01.02.2010

Inne prace tego autora:
"Zakamarki, część 1." 17.01.2009
"Rozkosz impasu" 29.11.2009
"Esencja - V" 11.11.2010
"Esencja - II i III" 02.10.2010
"Miłosna Corrida" 15.07.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Miłosna Corrida (część druga)

Czarnowłosa dziewczyna, mniej więcej w moim wieku, bądź nieco młodsza, uśmiecha się nieśmiało. Ubrana w białą, wyszywaną koszulę z falbankami i niewielkim dekoltem oraz tradycyjną – chociaż mogę się mylić – hiszpańską suknię, podobną do tych, których używa się podczas flamenco, wygląda niezwykle seksownie. Gęste i kręcone włosy, a wśród nich niewielki kosmyk, zupełnie nie zdający sobie sprawy z tego, jak wielkie przysłania piękno – dwoje szmaragdowych oczu, perwersyjnie spływały na ramiona.
- Cała przyjemność po mojej stronie – powiedziała.
Powinienem się wycofać, to zrozumiałe, albo przynajmniej postarać się utworzyć pomiędzy nami pewien dystans, który pozwoli mi na chłodną ocenę sytuacji, w jakiej się znalazłem. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, aby którykolwiek z pracowników zamieszkał w rezydencji na stałe – tym bardziej nie z rodziną.
Anna wymieniła z Massiel parę uprzejmości, po czym uścisnęła dłonie obydwu kobietom.
- Mój mąż, pan Maksymilian Zarzecki – zaczyna się. Musicie wiedzieć, że na drugim miejscu biznesowej etykiety, tuż po fałszywych komplementach, istnieje informacja o tym, aby w każdej sytuacji uciekać się do użytkowania form grzecznościowych, również w stosunku do służby. W naszym domu, wyjątkami od tej reguły są Lucynka oraz Henryk, których zaliczamy do rodziny – wszyscy poza ojcem. On… - pojawi się dopiero późnym wieczorem, dlatego też proponuję zaczekać ze wszystkimi formalnościami do jutra. Pracę natomiast rozpoczną panie dopiero w poniedziałek.
- Oczywiście, dziękujemy – mruknęła Massiel z zadowoleniem, obejmując córkę w pasie. – Jeśli to wszystko, to pozwoli pani, że pójdziemy z Victorią wypakować się i obejrzeć ogród. Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda…
Wydaje mi się, że nie trudno ją polubić, ponieważ jest szczera i bezpośrednia, co w dzisiejszym świecie jest ogromną zaletą, może nawet cnotą. Rzecz jasna, tylko wtedy, gdy ta bezpośredniość nie uderza w czyjąś godność. Przed chwilą przekonałem się, że piękno może ranić… więc teraz muszę być pewien.
- Lucynko, proszę zaprowadź panie do ich pokoi, niech się rozgoszczą. A ty, Henryku, przygotuj samochód, powinniśmy już ruszać, jeśli mamy zdążyć na dzisiejsze przyjęcie.
- Oczywiście, proszę pani – odpowiedział Henryk, gdy salon opustoszał. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że stoję w bezruchu, patrząc w przejście, przez które przed momentem przechodziła Victoria. Cóż takiego ma w sobie ta dziewczyna, że tak łatwo hipnotyzuje?
- Marcin?
Anna, jak zwykle, przychodzi z odsieczą w samą porę.
- Możemy ruszać – powiedziałem, po czym wyszedłem do holu, aby wziąć swoją kurtkę i płaszcz matki.
Dziś czternasty kwietnia. Słońce delikatnie wygląda zza chmur, kiedy wsiadamy do samochodu, by po chwili znaleźć się w samym centrum miasta, którego bezbarwne kamienice z początku osiemnastego wieku zostały przekształcone w reprezentacyjne, lecz przede wszystkim ekskluzywne, sklepy. Wraz z Anną wysiedliśmy na placu Kościuszki, jakieś dwieście metrów od galerii handlowej. Chcieliśmy przed powrotem wstąpić jeszcze do naszej ulubionej, a przynajmniej mojej ulubionej, kawiarni.
Wchodząc do środka od razu zauważyłem kilkoro znajomych.
- Przepraszam na chwilkę, tylko się przywitam – powiedziałem do matki, wskazując na niewielką grupkę, siedzącą tuż przy kontuarze. Anna skinęła głową, po czym oddaliła się w poszukiwaniu wolnych miejsc, co o tej porze graniczyło z cudem.
- Yhm… całkiem niezła. Dziewczyny nie obraźcie się, ale z chęcią bym ją przeleciał, ma w sobie coś ognistego. Poza tym to byłoby całkiem zabawne, jak na corridzie.
- Nie dla psa kiełbasa – rzucił Marek, wstając od stolika. – Idę do kibla.
Kiedy odwrócił się w stronę przejścia do łazienki i mnie zauważył, wyglądał na lekko zmieszanego. Jeśli chodzi o to, że mnie nie zaprosili, to wcale nie musi się martwić. Dziś i tak nie miałbym dla nich czasu.
- Cześć…
- Siemasz – odparłem, podając mu rękę. – Wpadłem się tylko przywitać.
- Przywitać? – zapytał z lekkim zdziwieniem.
- No tak, wstąpiłem tutaj z matką na chwilę, a potem idziemy do galerii, żeby kupić kilka drobiazgów na dzisiejszy meeting. Potem wracamy do domu.
- Ach, okej. Trochę szkoda, bo mógłbyś się dosiąść, byśmy pogadali. Jest Jacek, Marta, Weronika i jeszcze parę innych osób, ale skoro nie możesz, to trudno. Twój ojciec byłyby pewnie wściekły, gdybyś nie pojawił się na własnym przyjęciu.
On zawsze jest wściekły… i szybki.
- Pewnie tak. Dobra lecę do matki, a ty pozdrów ode mnie resztę. Jakby co, to dzwoń albo pisz. Na razie.
- No, do zobaczenia stary.
Odchodząc miałem wrażenie, że Marek coś przede mną ukrywa, a jego uprzejmość była wyłącznie pobieżna. Zawsze kiedy się spotykaliśmy, nie stronił od sprośnych żartów i głupich tekstów, więc czy to możliwe, aby prosta kawiarnia tak bardzo go zmieniła? Jest to wysoce wątpliwe…
Anna usiadła przy stole znajdującym się w narożniku. Nie pokonawszy przyzwyczajenia, sięgnęła po leżące nieopodal Elle, którego okładka przedstawiała szczupłą blondynkę, pod każdym względem doskonałą, w wiosennej propozycji mody dla aktywnych.
- Zamówiłam ci dwie rurki z kremem i cappuccino - stwierdziła matka, kiedy się przysiadłem.
- Dziękuję – odparłem, po czym ręką sięgnąłem po trzymane przez nią czasopismo. – Mamo, powiedz mi co sądzisz o Massiel i jej córce?
Anna spojrzała na mnie spod swych okularów, które zawsze trzymała w torebce. Tak na wszelki wypadek. Zamyśliła się przez chwilę, a potem odpowiedziała:
- Myślę, że to bardzo pracowite i sympatyczne kobiety. Mam nadzieję, że będą opiekowały się naszym ogrodem równie dobrze jak Marian. Chociaż Lucynka wspominała o ich problemie z \\"precyzyjnym wyrażaniem myśli\\", to wierzę, iż szybko się go pozbędziemy. Ostatnie trzy lata spędziły z córką w nadmorskim El Masnou, niedaleko Barcelony, a przecież tam mówiły wyłącznie po hiszpańsku…
Wzruszyła ramionami, wracając do lektury. Miał to być sygnał, bym nie kontynuował tego tematu. Mimo to jestem ciekaw wszystkiego, co wiązało się z Victorią. To znaczy… z Hiszpanią.
Pół godziny później, kiedy matka skończyła pić cappuccino – moje uwielbienie dla tego napoju, samo opróżniało kubek, więc zawsze byłem pierwszy – zapłaciłem rachunek i opuściliśmy kawiarnię. Pogoda na zewnątrz była wyśmienita. Słońce już dawno opadało ku horyzontowi, brodząc błękitne niebo krwistymi smugami, których zdecydowaną część zasłaniała Agora – miejsce kobiecego kultu i pracy galerianek.



Ocena: 4
Liczba komentarzy: 6    
Data dodania: 17.07.2010r.

1     

amymone 17 07 2010 (14:50:31)

Cwaniaku, nie potrzebujesz prawnika, ani menadżera ;p pisz dalsze części, a nie się opieprzasz na forum publicznym ^

amymone 17 07 2010 (13:47:46)

Nic się nie stało, nic się nie dzieje:) błędy to nie koniec świata, najważniejsza jest sama treść i pomysł :) zły Word - na stos :)

Kamil M. Jaszczak 17 07 2010 (14:23:27)
jeden błąd to pomyłka, kilka błędów to eksperyment, same błędy to styl ;) Pozwoliłem sobie nieco zmodyfikować owe powiedzonko, aby pasowała, no ale tak jest;)

amymone 17 07 2010 (13:25:50)

Użytkownik ocenił pracę na 4

ach, te oceny ;)

amymone 17 07 2010 (13:24:19)

Tej części mam więcej do zarzucenia, przede wszystkim dlatego, że pojawia się błąd rzeczowy, a zdania są czasami tak długie, że chyba sam się w nich gubisz. Zacznijmy od początku - I akapit; pojawia się czasownik "stała" w czasie przeszłym, a później "wygląda" w teraźniejszym i sama nie wiem, czy stawiasz na retrospekcyjny styl, czy może na sprawozdawczy. Zdanie, w którym opisujesz włosy już w ogóle chaotyczne, bo rozwinięcie w nim by przeszło, gdyby nie wtrącenie fragmentu o oczach. Chociaż - nie. Jak przeczytałam na głos okazało się poprawne. A mimo to myślę, że choćby do wrażenia chaotyczności nie możesz dopuszczać. Od wzmianki o 14 kwietnia styl jest ponownie sprawozdawczy, zdania krótsze. I błąd niewybaczalny, a może przeoczenie - na początku powieści dziewczyna nazywa się Victoria, później Veronica i następnie znowu Victoria. Poprawić, czy sam się z tym uporasz? No, dobrze, więc najistotniejsze jest to, byś pamiętał o czasach i się w nich nie gubił, bo to rażący błąd, a także rzeczowe omyłki. A teraz ogólnie - interesuje mnie to wszystko i zastanawia, czy będzie schematyczne i będę zmuszona mu to zarzucić. Plus za dialog, naturalny, oddający rozmowy prowadzone w rzeczywistości. Powoli zdobywa sympatię także główny bohater, który w tym całym zgiełku i przepychu wydaje się nieszczęśliwy, zagubiony i poszukujący siebie. Także Anna zarysowana autentycznie, dlatego też za sylwetki bohaterów równoważysz te wszelkie negatywy. Poza tym błędy nie są najważniejsze, bo je można poprawić, więc nie mam też na celu krzywdzić Cię za nie, lub pogrążać siebie w radykalizmie. W ciągu dalszym ży7cze powodzenia i na chwilę obecną 4 z minusem, mimo błędów, które mam nadzieję - poprawisz.


Kamil M. Jaszczak 17 07 2010 (13:29:58)
Dzięki serdecznie za komentarz, i może nie tyle chcę się usprawiedliwić, co powiedzieć skąd te pomyłki... Do jednych faktycznie się przyznaję, lecz część z nich pochodzi z faktu, że robiąc korektę, Word, czasami aktualizuje wyrazy do formy sobie znanej. A ja, czytając tekst po raz enty, znam go prawie na pamięć i nie zauważam już niekiedy owych literówek bądź czasów. Ale obiecuję się poprawić i zaraz to wszystko zmienię, tak jak być powinno.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46541 | Użytkownicy: 3566
Online(42): 35 gości i 7 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii, Wojtex81

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl