warto go przeczytać
"Gdy ciemność ogarnia świat, możesz dostrzec kolor własnej duszy. Czerwień przemieni się w zieleń, a błękit poszarzeje."
Autor nieznany
Prolog
Sznurówki jakby ożyły i splotły się ze sobą tak, że Mika, nie mogąc poradzić sobie z ich rozwiązaniem, zaklął siarczyście. Nie dość, że podeszwy adidasów pochowały się w przeróżnych kątach kuchni, dopóki Doria nie przyniósł ich pogryzionych i ociekających śliną , a matka zaczęła się czepiać Bóg jeden wie czemu, to jeszcze to. Podczas gdy jego palce samowolnie walczyły z kąsającymi kajdanami butów, wargi formowały zgrabne przekleństwa, które, gdyby zostały powiedziane, przejęłaby stojąca teraz w przedpokoju Honorata, a to doprowadziłoby nieuchronnie do ich śmierci. Wspominał, jak to dzisiaj o wschodzie słońca, ledwie zsunął stopy z łóżka, matka zaczęła stawiać mu pytania, ustawiając je po kolei w nieznośnie długim rzędzie. Czy idzie do Diany, kiedy ostatnio odwiedzał ojca, co wiadomo mu o ostatniej popijawie na osiedlu.
Oczywiście, że wybierał się do tej małej pijawki, jak ją czasem pieszczotliwie nazywał, czy nie pamiętała, że sama zabroniła mu kontaktować się ze swoim mężem, a na koniec jęknął, że całe osiedle widziało, jak sprawców zabierano na izbę wytrzeźwień.
Wtedy matka wyszła, jakby ukłuł ją cierniem - nic dziwnego, musiała doskonale pamiętać, jak to jej własnego męża niegdyś zabierano na tę przeklętą izbę, tym bardziej, że wczoraj zaledwie przyszło zawiadomienie o Konradzie...
"Tata nie wróci za tydzień, jak obiecał?" - to było pierwsze zdanie od zobaczenia pobladłej twarzy matki z listem w ręku. "Nie wiadomo, czy w ogóle wróci". To było gorsze od cierni i upokarzające jak tarzanie się w błocie na oczach sąsiadów. Kolejne miesiące bez głowy rodziny, z pustymi kieszeniami... zresztą co to za różnica, pomyślał chłopak, kieszenie i tak były puste, wódka miała swoją cenę, ale mimo wszystko... może dałoby radę jakoś nadrobić straty, a tak każdy przepijany grosz wciąż nawiedzał matkę w snach, Mikołaj słyszał jej krzyki jak przed wysłaniem jej męża na odwyk, gdy wracał z mitycznymi kucykami Pony przy boku.
- Idziesz do Diany - to było stwierdzenie, nie pytanie. Chłopak wyprostował kolana, by wstać, i wypiął godnie pierś ku ''wszechwiedzącej'' matce. Miała opryskliwy ton, jak zawsze, gdy się o niego bała. Chłopak nie bał się chuliganów, którzy ostatnimi czasy bezustannie buszowali po osiedlu jak małpy skaczące od drzewa do drzewa, wzorem tych zwierząt wrzeszcząc i robiąc zamieszanie, ale nieprzyjemnie kojarzyli mu się z jego własnym ojcem.
- Jacki piją dopiero pod wieczór. To wtedy najczęściej biją. A ja nie idę do Diany, tylko do sklepu. Zaraz wrócę.
"Jackami" byli właśnie grasujący po osiedlu chuligani, ponieważ ich przywódca miał ksywkę Jack. Mika odwrócił się do swej rodzicielki plecami i wyszedł z domu. Sklep od jego mieszkania dzieliło zaledwie jedno skrzyżowanie. Matka przesadzała. Ponadto... zapewne teraz płakała w salonie. Ale co on takiego powiedział? Ach, tak. Zapewne znów powróciła nieprzyjemna fala wspomnień. Zniechęcony chłopak zaczął kokosić swoje krucze włosy - i tak nie było żadnej różnicy, były długości zapałki, więc nie miały wystarczającej długości, by dało radę je poczochrać .
Odkąd Konrad powiedział ,,baj, baj'' swojej rodzinie i zaczął pić, co skończyło się odwykiem, Honorata pilnowała syna jak oczka w głowie. Nie miał jej tego za złe. Tego ani jej nadopiekuńczości, troskliwości, która sprawiała, że codziennie przychodziła sprawdzić, czy śpi. On, piętnastoletni młodzieniec. Kiedy wyobrażał sobie, jak kobieta musi się czuć, wiedział, że robiłby to samo. Byłby tak samo nieufny, siatki z zakupami niósłby tak, że mogły posłużyć jako broń. O, tak. Potrafił to sobie wyobrazić, ale jego delikatna natura drżała, gdy to robił. Wydawałoby się, że powinien się zahartować, mając takiego ojca. No właśnie. Mając takiego ojca... jego ojciec też był taki jak on, zanim zaczął pić. Niesamowite, co też alkohol robi z człowiekiem.
Zbuntowane sznurowadło zmusiło Mikę do przycupnięcia na skraju chodnik. Napis wyżłobiony na w jego kamiennych płytach głosił: "Diana to potęga". Czyżby to był zapatrzony w siostrę Bartek? Ten dziesięcioletni chłopiec podziwiał ją za wytrwałość, z jaka pozwalała odrastać długim na trzy zapałki włosy, które były jedną z pamiątek po przebytym nowotworze piersi. Drugą były blizny. Mika nie widział ich, ale nieraz słyszał narzekania swojej przyjaciółki, kiedy twierdziła, że nie może nosić bluzek z dekoltem. To był jeden jedyny moment, kiedy dziewczyna narzekała z powodu innego niż natręctwo Bartka lub któregoś z adoratorów, których nie odstraszała chusta w czaszki, która Diana mimo pałającego zdrowiem ciała wciąż nosiła na głowie.
- Miki! - kiedy to matka ostatni raz tak krzyczała? Ach, rzeczywiście... było to wtedy, kiedy ojciec był tak pijany, że poturbował syna, aż ten trafił do szpitala, który mimo wszystko nie wspominał tego źle. To tamtego dnia, podczas pierwszego dnia na oddziale poznał Diankę...
Potok wspomnień wysechł wraz ze zderzakiem wjeżdżającym mu do brzucha i łamiącym żebra. Zamknął oczy, czując pod powiekami szkło niczym ostre łzy corsy...
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 09.08.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46541 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 29 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii