Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Kredka
Imię: Dominika
Skąd: pudełko po herbacie
Napisanych prac:
- wiersze: 36
- proza: 12

Średnia ocen: 4.9
Użytkownik uzyskał: 173 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Marionetka" 27.04.2010
"Hikikomori" 15.06.2011
"Melancholia" 18.09.2010
"Powiedzmy, że chcę coś..." 06.07.2009
"Mrok" 31.12.2011

Inne prace tego autora:
"Jak to jest, kiedy nie masz..." 05.09.2011
"Mrok" 31.12.2011
"Kolor" 27.08.2010
"Zabawa słowem cz.3" 26.05.2009
"Melancholia" 18.09.2010

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Obcy więcej" - Dawied
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka

Melancholia

Jesień zawsze pachnie dymem. I ostrym zimnem. Atmosfera podmokłych grobów i szurających o marmur zniczy przyprawia mnie o dreszcze. Jesień jest gwałtownym, a zarazem subtelnym wygaszaczem po wibrującym powietrzu lata. Rdzawe liście pęcznieją od myśli.
Krok, krok, stuk, ślizg. Wszędzie rudość, wszędzie brąz, ciepłe kolory starają się przekonać mnie do życia. Tak pięknie kontrastują z chłodnym powietrzem. Tak pięknie jest pisać o tej porze wiersze. Myśleć o ponadmiejskich dachach uciekających ptaków.
Dochodziłam do domu. Dochodziłam do siebie. Dochodząc potknęłam się o jasnoczerwoną jarzębinę z ciemnym pniem. Nie chciałam dziś nigdzie dochodzić, nie chciałam mieć celu, nie chciałam być celownikiem ani celującym. Ani sobą.
Zamiast włączyć komputer, wyłączyłam go i napiłam się parzącej usta herbaty bez cukru. Potem wyszłam, nie przejmując się szkołą. Myślałam o tym, że mam piegi pasujące do pory roku, a moja cera współistnieje z jasnokremowym niebem. Moje włosy są niemal białe. Zaczęłam przypatrywać się dużej trawie rosnącej na pustej działce; marzyłam o prawdziwych emocjach, jednocześnie nie chcąc zakłócać marzenia bezsamotnością. Trawa właśnie obeschła z własnych łez, więc ruszyłam dalej. Niestety.
Cmentarz miał przeszywającą bólem metalową bramę. Ludzie kołysali się w różne strony, deptałam po nich niczym po ochrowej ziemi. Usiadłam na ławce i sięgnęłam po znicz, grzejąc zgrabiałe palce. Potem oddałam go świętej pamięci komuś, kto akurat przechodził alejką. Topole szumiały, mi było dobrze. Mogłam teraz stać na starówce albo oglądać zachód słońca na rosyjskim wzgórzu. Tymczasem położyłam się słuchając swej tożsamości po raz pierwszy.
Kupiłam świeczkę i postawiłam na przypadkowym grobie. Ona umarła w wieku trzydziestu ośmiu lat. Miała śmiertelną chorobę gdzieś w duszy. Może dlatego w jej śmierci było tyle niezwykłości.
Wróciłam do mieszkania. Niedomu jej. Upamiętniając dzień przemalowałam pokój na cynober, poczułam się niczym listek. Pająka tkającego sieć za oknem nazwałam Szymon. Jakiś Bóg wysłuchał modlitwy.
Następnego tygodnia umarłam na zapalenie płuc. Mieszkałam sama.

* * *

Widziałam, jak przyszła ze szkoły z błędnym wzrokiem. Oczy wydawały się jeszcze bardziej niebieskie, ale nie lubiła tego koloru, więc o nic nie zapytałam. Poszła na chwilę na górę, po czym, ku mojemu zdziwieniu, zeszła, by napić się herbaty. Podsunęłam jej cukierniczkę, ale z obojętną miną powiedziała ciche „nie”. Założyła pła(sz)cz na grzbiet i, nic nie mówiąc, wyszła.
Nie było jej przez dwie godziny. Nigdy nie nosiła komórki, więc nie miałam z nią żadnego kontaktu. Nie namawiałam jej na podobny wydatek, i tak całymi dniami słuchałam tylko cichego szmeru palców stukających w klawiaturę. Martwiłam się, martwiłam się bardzo. Przekładałam z ręki do ręki kolejne minuty.
Gdy wróciła, położyła się do łóżka bez żadnych wyjaśnień. Kaszlała, więc przyniosłam jej tabletki, lecz nie chciała ich zażyć. Czwartego dnia zmarła, a szóstego została pochowana obok jakiejś trzydziestoośmioletniej kobiety.
Moja mała, kamienna Zosia.



        Dedykacja: niektórych szczegółów możecie nie zrozumieć, bo są osobiste. Dedykacja dla Z.

Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 18.09.2010r.

1     

Ironiczna 18 09 2010 (19:06:04)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Jak miło usiąść, wejść w Panel i zobaczyć właśnie twoją pracę. O ile pamiętam nigdy nie miałam przyjemności oceniać twoich tworów, mimo, że niektóre z nich czytałam. Dobrze pamiętam 'Zwykłą, deszczową środę', czytaną jeszcze pod inną postacią i tak dobrze na mnie działającą. Masz naprawdę piękny styl jak na tak młody wiek...
Dobrze, do rzeczy, bo inaczej będę tak gadać godzinami.
Cóż, w dedykacji masz rację, niektórych rzeczy po prostu się nie rozumie, jednak całe opowiadanie czyta się... hmm, tutaj powinnam zastosować całą gamę moich uczuć, ale wyrażę tylko cząstkę: wzruszenie, chwilami nutki zdziwienia, a wokół tego ciekawa postać i ta boska płynność, ta doskonała umiejętność łączenia każdego zdania w jedną, wielką i diabelnie dobrą pracę.
Porównałabym to do... pracy krawcowej. Aby cokolwiek uszyć musi mieć materiał, dobre, mocne, kolorowe nici, igłę, trochę talentu, jakieś ozdóbki i przede wszystkim jakąś aurę czy łaskę Pana. Wydaje mi się, że po prostu ją masz.
Podoba mi się opis jesieni, jest taki realistyczny. Ledwo wróciłam ze spaceru po parku. Wokół piękne, kolorowe liście i ta jarzębina, która potrafi wywołać we mnie radość małego dziecka.
Bohaterka najwyraźniej bardzo cierpi po stracie owej Zosi. Nie jest w stanie iść do szkoły, włączyć komputera i wykonywać codzienne czynności. Chce spacerować w jesiennej odchłani, odwiedzić grób bliskiej, zmarłej osoby i po prostu rozmyślać. Jest bardzo smutna, a smutek ten, emanuje niezwykle, zbyt mocno, aby go ominąć, przemknąć tuż obok.
''Założyła pła(sz)cz na grzbiet'' - Podoba mi się zabieg w tym zdaniu, jest taki fascynujący.
Znalazłam tylko jedną literówkę, ale tak nieistotną mimo wszystko. Szczerze? Jestem zachwycona i chociaż rzadko daję komuś szóstki, to Tobie jestem zmuszona ją przyznać.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46541 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 29 gości i 6 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl