warto go przeczytać
Już z daleka widziałam małą dziewczynkę, delikatnie pochyloną ku asfaltowi i ze skupieniem malującą na nim. Podeszłam bliżej. Gęstą, blond grzywkę, niezdarnie odgarniała z oczu, szukając innego koloru kredy. Wybrawszy żółtą kredkę, zaczęła rysować nowy element. Z początku spokojnie i melancholijnie, lecz z czasem, jej malowanie nabrało ostrego, żywego tempa. Stało się agresywne. Po chwili lekko skrzywiła twarz i mocno rzuciła kredą. Prosto pod moje nogi.
Schyliłam się po nią i usiadłam koło małej, jasnowłosej dziewczynki. Zaczęła wycierać łzy zaciśniętymi piąstkami. Przyjrzałam się efektowi jej twórczej pracy. Na asfalcie była namalowana twarz. Kobieca. Wykrzywiona w niesympatycznym grymasie buzia. Wyjęłam z torebki aparat i zrobiłam zdjęcie odpychającej twarzy na asfalcie.
Dziewczynka się obruszyła. Energicznie wstała z ziemi i oparła swoje małe rączki na bokach.
- Ej, co ty robisz? – spytała dziarskim tonem.
- Zrobiłam zdjęcie. Chcesz zobaczyć? – odpowiedziałam. Na twarzy dziewczynki zaczął pojawiać się uśmiech.
- A, chcę. – powiedziała, podchodząc do mnie. Popatrzyła w stronę cyfrowego ekraniku i znów uśmiech znikł z jej twarzy.
- Brzydka ta pani. – stwierdziła z grymasem.
- No, brzydka. Strasznie smutna… Nie wiesz dlaczego? – spytałam po chwili zastanowienia.
- A, bo ona dzieci nie lubi i jest dla nich niedobra. A ty lubisz dzieci? – spytała, świdrując mnie wzrokiem.
- No, jasne. Dlaczego miałabym nie lubić? – odparłam ze zdziwieniem i dodałam po chwili zastanowienia. – Sama się jeszcze trochę czuję dzieckiem. – Mała spojrzała na mnie swoimi dużymi, ciemnymi oczami i wybuchnęłam śmiechem.
- Ty? Taka duża? Dzieckiem? To ja będę się czuć dorosła. O. – powiedziała odrzucając do tyłu swoje blond loki, gestem podpatrzonym zapewne w telewizji.
- A jak się nazywasz? – spytałam małej aktoreczki.
- M… M… nie wiem. Ciocia mówi, że nie można nieznajomym mówić, jak się nazywa. A nie chcę, żeby znów mnie uderzyła… - mówiła coraz smutniejszym głosikiem. Machinalnie podwinęła rękawek różowej bluzeczki i zaczęła masować fioletowo-żółtego już siniaka w okolicach nadgarstka. Przerażona zakryłam usta ręką.
- O jejku. Dlaczego cię ciocia zbiła? I dlaczego twoi rodzice nie reagują?! – podniosłam ton oburzona.
- Mamusia nie mogła… mieszka na górze, z aniołkami. A tatuś? Tatuś nie może, bo dla niego ciocia jest księżniczką… Taką wróżką bez skrzydełek, a ona dzieci nie lubi. – smutna spojrzała na rysunek na asfalcie i mocno w niego kopnęła. Usiadła obok mnie i wzięła mnie za rękę. W jednej chwili wszystko zrozumiałam.
- Jestem Matylda. Powiem ci, bo tobie mogę ufać, bo ty nie bijesz dzieci i je lubisz. Prawda? – spytała z nadzieją.
- Jasne, że nie. – uśmiechnęłam się. – Ale jeśli twoja ciocia coś ci zrobi, to ja jej powiem coś przykrego, dobrze?
- Okej, ale ja nawet nie wiem, jak się nazywasz…
- Ja jestem Ela. Powiesz mi, dlaczego ciocia cię zbiła?
- No, bo… no, bo… po prostu. Za nic.
- I za nic tylko cię zbiła? – spytałam zdenerwowana.
- Tak, za nic… Mogłabym ci coś pokazać? – spytała. Potakująco kiwnęłam głową. Wstałam i poszłam za nią. Prowadziła mnie w stronę lasu, cały czas trzymając mnie za rękę. Przechodziłyśmy przez gałęzie, pnie, grzyby, aż doszłyśmy do miejsca, gdzie na małej rzeczce leżało stare drzewo, tworząc coś w rodzaju kładki. Przeszłyśmy przez nie. Stałyśmy na wysepce. Była to polanka, otoczona z każdej strony wodą. Usiadłyśmy na trawie.
- Oto moje królestwo. Pokazała mi je mama. Tu mieszkają dobre wróżki. Ale tylko takie, które lubią dzieci. Od dzisiaj, ty też jesteś dobrą wróżką i bronić cię będzie mnóstwo rycerzy. – Nie wiedziałam co powiedzieć. Rozpłakałam się i przytuliłam małą Matyldę. Tak przytulone zasnęłyśmy na trawie.
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 21.02.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1645 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46541 | Użytkownicy: 3566
Online(35): 29 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Mii