Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Wieczne miasto odc.1" 16.07.2009
"Radioaktywny piekarnik cz.2" 27.10.2013
"40 mln dobrych uczynków..." 12.01.2012
"Ektoplazma na tropie cz. 1" 15.01.2012
"Kłamca cz.2" 01.10.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Marlen cz. 6

Cienki to dobry samochód jest, rzadko się psuje, choć zawsze w najmniej odpowiednich chwilach. W sumie, to pomyślałem, że Marlen za chwilę zje ze śmiechu deskę rozdzielczą, gdy wyszedłem i zacząłem kopać w koła. Samochód bezczelnie zgasł, nie chcąc powtórnie zapalić. Super, do tej pieprzonej dziury było może jeszcze ze dwa kilometry, a tu świece zalało. Byłem wkurzony jak zwykle, gdy to pseudo auto, znów złapało humory. Radość smarkuli wcale nie poprawiała mojego nastroju. - Przestań się śmiać – pomyślałem i w tej samej chwili, jak na wezwanie Pana Naszego miłościwego, przejeżdżający obok samochód, zachlapał mnie od góry do dołu. Oderwałem myśli od radosnej buzi małej i skupiłem się na wyzwiskach kierowanych w kierunku "pirata". - Chodź smarkulo, dojdziemy ten kawałek, a ten złom niech tu na nas czeka. - Super pośpiewamy sobie w kałużach? - Nie – uniosłem głos, naprawdę amerykańskie filmy szkodzą dzieciom. - Dobrze, a co twoja mama zrobi nam dobrego? - Jeżeli coś zrobi to będzie dobre, a jak nie, to możesz liczyć na kanapki z masłem. - Lubię kanapki z masłem – rozpromieniła się, a mnie jej stwierdzenie jeszcze bardziej dobiło. - Ty wszystko lubisz – szepnąłem. I tak za rękę się prowadząc, w potoku kałuż, dotarliśmy do małej wioski, w której się wychowywałem, a konkretniej to piętrowego ładnego budynku, ze szklisto-niebieskich pustaków, który kiedyś podobno był moim domem. Bynajmniej w czasie tej podróży nie milczeliśmy. Po prostu Marlen nie umiała nic nie mówić, a ja byłem zmuszony czasami coś odburknąć dla świętego spokoju. Miałem przemoczone buty, smarkulę na karku i przed sobą wizytę u rodziców, którzy jak zwykle będą powtarzać, jak zniszczyłem sobie życia. Nie obchodziło mnie to gadanie, ale wolałbym po prostu z nimi pomówić o lepszych czasach. - Rodzice za tobą nie tęsknią? – odezwała się mała przed stromym podjazdem bez bramy. - A skąd mam to wiedzieć, oni mają swoje życie, a ja swoje – nie chciało mi się roztrząsać starych kłótni i niespełnionych nadziei. - Bo wiesz, ja bardzo tęsknie za swoimi rodzicami. Umarli, ale jestem ciekawa, czy i oni by za mną tęsknili, gdyby teraz gdzieś tam żyli – mała miała oczy zamyślone i gdy tak na nią patrzyłem nie potrafiłem zostawić tak tego. - Nie ma sensu gdybać Marlen – uklęknąłem obok niej patrząc w oczy – Ludzie są różni i nie zawsze wszystko się układa tak jakbyśmy chcieli, ale dzieci zawsze starają się kochać rodziców, a rodzice swoje dzieci. Ja miałem dobre dzieciństwo i jestem za to wdzięczny swojemu ojcu i matce, ale są uczucia, które stają na drodze filmowej sielance. - Mogłeś tylko powiedzieć przecież, że na pewno mnie kochają – wstałem, a ona patrzyła na mnie bez wyrzutu, dziwnie spokojnie. - Mogłem też tu nie przyjeżdżać. Cóż widocznie coś mam z masochisty skoro nie wybieram najprostszej drogi – poprawiłem marynarkę i ruszyłem do przodu. - A kto to jest masochista? – tuż przed drzwiami zapytała mała. - To człowiek świadomie wybierający ból. - Dlaczego nim jesteś? - Eh – nie chciało mi się tego tłumaczyć - każdy w pewnym stopniu jest, ale za młoda jeszcze jesteś na taką rozmowę. – uniosłem głos – o rany mogliby otworzyć te drzwi bo zaraz zamarznę. I drzwi się otwarły. Mama jak zwykle radosna, z uśmiechem dla gości zaczęła przywitanie. Najpierw zaprosiła do środka, potem kazała nie zdejmować butów, całkiem zapominając, że mieszkałem tu od początku. Przyzwyczaiłem się do całej tej otoczki, ale jej nie cierpiałem. Marlen za to chyba była szczególnie zadowolona z rangi, jaka jej przypadła w tej wizycie. Uprzedziłem wcześniej rodziców o małej, żeby nie szykowali od razu awantur. Ojciec wyszedł jak zwykle nieogolony i znów musiałem przyznać, że jesteśmy do siebie podobni. Uparci jak cholera i nieogoleni. Siedliśmy do stołu. Mama przyniosła ciasto, kawę i smarkula była zadowolona. - Czym przyjechaliście? - Cienkim, ale popsuł się na Wielkim Dole, a co u Łukasza tato? - Mógłbyś wreszcie zmienić tego grata – z dzieciństwa pamiętam, jak bardzo ceniłem ten uśmiech malujący się na twarzy ojca. - To dobry samochód jest, a poza tym sentyment mnie z nim wiąże – uśmiechnąłem się jakoś bez przekonania. - Ty i te twoje sentymenty, pora dorosnąć. - Co u Łukasza? – nie cierpiałem definicji dorosłości mojego starego. - A kto to jest Łukasz? - Mój młodszy brat, Marlen. - Dobrze im się układa – moja mama zaczęła – dostał teraz podwyżkę w fabryce, a na gospodarce, to wiesz jak jest, czasem lepiej, czasem gorzej. - To dobrze, jak mam okazję to mu pomagam, ale ostatnio nie miałem czasu. - Ale pani pyszne ciasto upiekła – Marlen wybełkotała mając jeszcze ciasto w buzi i w ręce drugi kawałek. - Częstuj się, jabłecznik to ulubione ciasto Dawida - mama pogłaskała małą po głowie – Co się stało z twoimi rodzicami? – zapytała bezceremonialnie. - Powiedziano mi, że zginęli dawno temu w wypadku, ale w sierocińcu nie ma źle. - Nie możemy porozmawiać o czymś innym? – uciekając od tej nudy nie potrafiłem narzucić żadnego ciekawszego tematu. Marlen zaczęła opowiadać mamie o sierotkach, a ja z ojcem wyszedłem zapalić, właściwie to on wyszedł, a ja za nim. Lubiłem takie rozmowy w szarym dymie, gryzącym w nozdrzach i gardle. Wtedy z ojcem, w tej mglistej kopule, byliśmy najbliżej. Można było zawsze ponarzekać na francuską reprezentację, pogadać o siatkarzach, o medalistach olimpijskich i bolidach f1. Potem była polityka i wojna poglądowa. Nie cackaliśmy się, zawsze najcięższymi działami broniąc swoich opinii i najbardziej lubiłem chwile rozejmu, gdy nasze racje stanu byłe te same. Teraz te kilka minut było ciszą. Już od bardzo dawna tylko milczeniem i pustką, która szerokim mrokiem dzieliła bliskich sobie ludzi. Kogo to jednak mogło obchodzić, gdy dzieci głodowały w Afryce. Potem był rosół i nabijanie się z tego, jaki byłem w dzieciństwie. Nawet było to miłe, cofnąć się w czasie i poczuć się beztrosko. Marlen się cieszyła i bez przerwy chichotała. Moja kochana mamcia chyba sprawiła, że małej wydało się, że tak właśnie wygląda rodzina. Pewnie i miała rację, ale życie to teatr i ludzie wciąż maski zmieniają. Smarkuli udało się powstrzymać starych przed marudzeniem. Skupiła całą ich uwagę na sobie i to mi nawet odpowiadało. Mogłem nie myśleć i nie szukać powód, powodów, o które wciąż prosili rodzice. Nie potrafili chyba pojąć, że związek przyczynowo skutkowy został skruszony przez niewylane gorzkie łzy i egoizm, w którym topiłem od bardzo dawna żal. Dziękuje Boże, mój najdroższy Panie za mrok ogarniający pewien wiosenny dzień, za mrok uwolnienia. Nadszedł wieczór i pora była wracać, bo małą musiałem zawieść jeszcze do sierocińca. Pożegnałem się z rodzicami, wziąłem klucz, szmatkę i ruszyłem na pojedynek z cienkim. Marlen całą drogę zachwycała się moją rodziną. Emanowało z niej zaraźliwe ciepło i praca przy cienkim poszła bez większych nerwów. - Dawid, a przeliteruj nocnik – mała zaczęła się śmiać. - Nie bądź taka do przodu – uśmiechnąłem się wesoło na myśl o tym dawnym wspomnieniu. - Dziękuję, było bardzo fajnie – mała objęła mnie i złożyła buziaka na policzku – gdybym mogła wybierać ojca, wybrałabym ciebie. - O rany, starczy już tych czułości – spróbowałem być poważny – i to właśnie dlatego ludzie nie decydują o swoich rodzicach.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 31.01.2009r.

1     

fk89 Użytkownik wpmt 09 02 2009 (02:42:02)

1 zdanie jest najlepsze =]

MGryglicki Użytkownik wpmt 01 02 2009 (13:29:02)

mam chyba zastrzeżenie co do tego: "a konkretniej to piętrowego ładnego budynku" - powinno być albo "do" albo "to do" moim zdaniem, dotarcie to celowość jakaś, tak uzasadnię to "do". A tak to ładnie, ta Marlen to jednak dziwna dziewczyna jest ;))

Dawied Użytkownik wpmt 31 01 2009 (19:22:35)

Dziękuję bardzo ;) Mam nadzieję, że wraz z Marlen zmierzymy się z zbliżającym zakończeniem i pokażemy jeszcze na co nas stać.

Black Lady Użytkownik wpmt 31 01 2009 (19:17:18)

Kolejna świetna część. Było trochę błędów, choć mam wrażenie, że - w porównaniu z niektórymi Twoimi wcześniejszymi pracami – ich liczba się zmniejszyła. Poza tym nie mam większych zastrzeżeń. Czekam na następne części, bo piszesz naprawdę dobrze i ciekawie. Oby tak dalej. ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(28): 28 gości i 0 zarejestrowanych: