warto go przeczytać
Pseudonim: DamaKier
Czasami myślę, że nie istnieję dla niego. Że między nami jest mur zbudowany z jego porządku i moich myśli. Że zza mojej książki, a jego laptopa nie widzimy się już zupełnie. Teraz patrzę na niego, na mojego męża i oczu nie mogę oderwać od tej znanej twarzy i wiem, że nie znam go. Dlaczego on uważa, że słowa nam są niepotrzebne? Ja potrzebuję słów, mów do mnie, Piotr, mów.
- Podasz mi musztardę? – powiedział.
Tak, musztarda. Zrobiłam się narzędziem do podawania. Oto ja, Małgorzata, jestem wykształconym narzędziem do podawania. Podagorzata. Posiadam kilkuletnie doświadczenie w tej branży, potrafię sprawnie i kompetentnie podać obiad, skarpetki, swoje ciało. Wszystko świeżutkie, pachnące, pod nosek.
Boże, jaka ja jestem w tym żałosna. Nawet teraz, kiedy zamiast sprzątać talerze po obiedzie, siedzę w łazience i wyżalam się swojemu odbiciu w lustrze. A Ty, Małgorzato z lustra? Jakie Ty masz życie, co? Też skoncentrowane na podawaniu? Nie płacz mi tu tylko, Małgorzato! Żałosne są teraz te łzy przecież, to wszystko teraz jest żałosne do kwadratu. Nawet przekonanie, że gdybym teraz wyszła, to zorientowałby się dopiero w nocy, kiedy sięgnąłby do moich piersi, a ich tam by nie było, widzisz Małgorzato, takie to wszystko ponure mi się wydaje. A wystarczyłoby wyjść. Po prostu założyć buty, założyć płaszcz, już Cię w tym nie ma, nie istniejesz w tym, to już jest inna rzeczywistość, taka jak Twoja w lustrze, Małgorzato.
To nie jest trudne. Przechodzę obok niego, zakładam buty. Wyciągam z szafy płaszcz. Płaczę, nie widzi nawet tego. Piotr, zatrzymaj mnie jeszcze, jeszcze mnie zatrzymaj, Piotr! Zakładam płaszcz. Torebka, pieniądze, mam. Telefon zostawiam, resztę rzeczy zabiorę jutro jak będzie w pracy. Siedzi przed telewizorem, ogląda. Tak, on ogląda, a tu ja, jego żona robię przedstawienie teatralne, stojąc dramatycznie przy drzwiach i modląc się, żeby mnie zatrzymał. Nawet nie potrafię, idiotka, porządnie odejść.
To nie jest trudne. Naciskam klamkę. Oto ja, Małgorzata, na klatce. No cóż, stało się. Gdzie pójdę? Ostatnio miałam ochotę iść nad Wisłę. Poszłabym, ale nie wiem jak, nigdy nie byłam, chociaż obiecywał, że kiedyś, jak będziemy mieć dużo czasu to się przejdziemy, będzie pięknie. Codzienne życie jest bardziej codzienne niż myślałam. Nie takiego chciałam tego życia. Taka byłam żałośnie infantylna! Jak dziecko skakałam naokoło niego, chcąc wyżebrać chwilkę z jego życia dla siebie. Spacerki nad Wisłę, zakupy, teatr i tańce. Naobiecywał mi jak nie przymierzając politycy, więc go wybrałam. I jakoś program wyborczy się nie spełnia, bo ja nadal mam skarpetki, obiadki i brudne talerze w zlewie. To znaczy miałam. Miałam, bo teraz odeszłam, już nas oddzielają te drzwi. Może powinnam mu powiedzieć. Ale co, skoro nie mówię mu nic od lat, a on mnie.
To chyba jednak jest trudne. Po dwóch godzinach stania przy drzwiach wróciłam do mieszkania. Nadal siedział przed telewizorem, ale wyłączonym. Na kolanach miał laptopa, a przed sobą filiżankę z herbatą. Rozebrałam się z płaszcza, bez słowa usiadłam obok niego.
- O, jesteś.
Tak, jestem. Wiem, dla mnie też to dziwne, Piotrze. Uśmiecha się, odkłada laptopa. Interesuje go moje udo, a chwilkę potem pierś.
- No, chodź – mówi.
No to idę. On chyba nie chce wiedzieć o czym zazwyczaj myślę, kiedy rozbiera mnie, kiedy porusza się nade mną. Zazwyczaj irytuje mnie to, że ma zamknięte oczy, jakby był w tym wszystkim sam, jakby mnie pod nim nie było. Teraz nie szukam jego oczu. Nadal czuję się jakbym troszkę odeszła. Tylko troszkę.
Następnego dnia ciągle czuję się jakbym troszkę odeszła. Potęguje to wzrok mojego szefa, Szymona. Siedzę naprzeciwko niego w kafeterii. Szymon w myślach całuje mój biust, widzę to dobrze. Zawsze to robi, zawsze stara się mnie uwieść, i nie wiem, czy dziś mu się to nie uda, skoro wczoraj troszkę porzuciłam swojego męża. Wiem, że jest mną zafascynowany, że podobam mu się, że nie wierzy, że nadal mu nie uległam. Raczej traktowałam go jak kumpla, troszkę się bawiłam tą jego adoracją. Pochlebiała mi, lubiłam spędzać z nim czas. Nigdy nie spuszczał ze mnie wzroku. Piotr nawet nie zauważył jak troszkę od niego odeszłam. A Szymon, ten wzrok, te oczy, usta…
Patrzę na jego usta, i czuję skurcz w podbrzuszu. Usta, oczy, które mnie rozbierają, Szymon. Tak dawno nie byłam z mężczyzną. Nie, to nie tak, przecież wczoraj byłam z moim mężem, ale nie do końca, bo on i tak był w tej miłości sam, a ja tak jakby w ogóle. Tak dawno nikt mnie nie całował tak jak o tym marzę. Nikt nie dotykał, nie rozpieszczał, nie kołysał. Boże, Szymon. Teraz to jest jakiś obłęd. Nie słyszę co mówi, patrzę na jego usta. Chcę, żeby mnie całował tymi ustami, żeby mnie nimi rozkołysał, żebym się znów umiała rozchwiać i czuć wszystko. Fascynujący jest w tym swoim egoizmie, w tej pewności siebie, w tym zdobywaniu. W tym uśmiechu i w tym błysku. Boże, Szymon. Nagle chcę zapalić z nim papierosa po i krzyczeć w trakcie. Zapomniałam, że ciało mężczyzny też może być piękne, że można się kimś tak zafascynować. Nawet jakbym miała być dla niego na chwilę, na chwilkę… Tylko ot tak, po prostu. I potem nic. I potem nienawidzić siebie. Nagle go chcę. Nagle go chcę tak bardzo, że aż się zaczynam tego bać. Boże, Szymon. To obłęd, nie zniosę tego, nie, nie, uciekam do łazienki.
Rozgrzany policzek przytulam do zimnych płytek ściany. Lustrzana Małgorzata jest ze mną nawet tu. I co, mówię, Małgorzato, chyba troszkę zdradziłam. Widzisz, nawet nie czuję się z tym źle. Widzisz, Małgorzato, ja nie mogę nawet porządnie zdradzić. Wszystko umiem tylko po troszku, połowicznie. Dotykam szklanego policzka Małgorzaty, ona wyciąga do mnie rękę. Teraz już nie wiem, czy to ja płaczę, czy ona leje swoje szklane łzy.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4
Data dodania: 23.11.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46540 | Użytkownicy: 3566
Online(38): 30 gości i 8 zarejestrowanych:
exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Groszek, Mii, PookyFan