Pseudonim: Fizyk
Imię: Filip
Skąd: Giżycko
O sobie: So tell me what exactly does freedom mean if I'm not free to be as twisted as I wanna be.
Napisanych prac:
- wiersze: 3
- proza: 14

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 67 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Łowcy - 3. Izolatka" 25.05.2013
"Łowcy 4. - Zew łowów" 28.05.2013
"Łowcy - 8. Szczęśliwa..." 27.06.2013
"1. Heavy Rain" 19.03.2013
"3. Heavy Rain" 28.03.2013

Inne prace tego autora:
"6. Heavy Rain" 12.05.2013
"Łowcy - 2. Wiedźma" 19.05.2013
"Łowcy - 6. Trzy wisielce i..." 13.06.2013
"Łowcy - 8. Szczęśliwa..." 27.06.2013
"Łowcy - 5. Słońce krwią..." 11.06.2013


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Łowcy - 2. Wiedźma

Niższe poziomy Ministerstwa nabierały coraz mniej biurowego charakteru, a zaczęły przeobrażać się w przypominającą podziemny parking plątane korytarzy, mimo iż to wciąż był dopiero pierwszy z dolnych poziomów kompleksu. Każdy oświetlony bladym, słabym światłem róg oznakowany był dużym, żółtawym symbolem na ścianie. Morgan stanęła przed sekcją A0, czyli aresztem. - Identyfikator - zażądał wyjątkowo burkliwie funkcjonariusz siedzący w małym okienku. Morgan okazała legitymacje nie zważając na jego ton, po czym weszła przez odblokowane drzwi. Przemierzyła wąski korytarz, w którego połowie znajdowała się wnęka ze stanowiskiem zarządcy. Ten natomiast miał o wiele lepszy humor niż poprzedni pracownik. - W czym mogę pomóc? - rzekł podnosząc się zza swojego biurka. - Elizabeth Morgan, przyszłam przesłuchać więźnia numer 13. - Kobieta zauważyła jednak, że to niewiele mówi zarządcy. - Mała dziewczynka, jasne włosy... - Ach tak! - Przerwał jej z zauważalnym entuzjazmem. - Wiedźma! Morgan zesztywniała cała zszokowana. Natychmiast przypomniało jej się zajście z misji w opuszczonym budynku, gdzie znalazła dziewczynkę. Zmrużyła oczy na wspomnienie o przeszywającym bólu głowy spowodowanym przez dziecko. I w tym momencie zrozumiała. Jednocześnie rozpromieniła się nie mogąc ukryć uśmiechu. "No tak! Jak mogłam na to nie wpaść! Wiedźma!" Całość zaczęła się układać w logiczny ciąg następstw. Pośród dotkniętych mistycznym działaniem Całunu żywych ludzi, którzy byli tak nieustępliwie poszukiwani przez Ministerstwo, wyróżniano kilku charakteryzujących się szczególnymi zdolnościami. Jednym z przykładów są wiedźmy, zazwyczaj kobiety, choć zdarzały się przypadki naznaczenia tą mocą także i mężczyzn, które potrafiły w pewnym sensie narzucać odmieńcom swoją wolę. Wyjątkowy okaz dla Ministerstwa, toteż poszukiwanie wiedźm stanowiło wyższy priorytet. W końcu ktoś, kto może sprawić, że uciążliwy nieumarły samodzielnie się podda lub ewentualnie przystawi sobie broń do głowy, w istocie jest atutem, który Ministerstwo musiało sobie zapewnić. A teraz jedna z nich siedzi niewinnie w celi tuż obok, co więcej pochwycona przez młodszą łowczynię, co jest nie lada wyczynem. I wtedy Morgan wpadła na kolejną myśl. Wnet problemy, którymi zatroskana była jeszcze pięć minut temu okazały się możliwe do rozwiązania szybciej niż sądziła. - Była bardzo wystraszona, więc przenieśliśmy ją do bardziej odosobnionej celi i zapewniliśmy opiekę - kontynuował zarządca prowadząc Morgan korytarzem. - No tak, to w końcu jeszcze dziecko - odparła wytrącona z zamyślenia Łowczyni. - Teraz się już trochę uspokoiła. Na początku gdziekolwiek była sprawiała, że runy i znaki dookoła rozświetlały się jak żarówki - dopowiedział z przejęciem. - W życiu czegoś takiego nie widziałem. - To pewnie przez te emocje. Całun w wiedźmach zawsze był silny - sprostowała Morgan. - Odzywała się? W jakikolwiek sposób? Zarządca pokręcił przecząco głową. - Cały czas milczała - dodał grzebiąc przy pasku z kluczami. Zatrzymali się przed pokojem przesłuchań. - To tutaj, więzień czeka w środku. Proszę tylko podpisać - zarządca podał kobiecie formularz. Morgan skrzywiła się na słowo "więzień", teraz nie traktowała małej jedynie jako dziecko, do których zresztą miała słabość, ale także jako jej receptę na powrót do służby, a może i do awansu. W końcu ile można harować na stanowisku młodszej? Zawsze marzyła, by dołączyć do elitarnych łowców. Każdy decydujący się na taką robotę o tym marzył. Zamek zazgrzytał, drzwi się otworzyły, a Morgan weszła do małego pomieszczenia, niemal zupełnie białego, choć w częściowym mroku ściany wydawały się jednolicie szare. Skinieniem głowy oddelegowała zarządcę. Nie czuła strachu przed dzieckiem, wręcz przeciwnie - chciała się zaprzyjaźnić z małą, jeżeli miała jej pomóc. Dziewczynka siedziała przy metalowym stole na składanym krzesełku ze spuszczoną głową i podniosła ją dopiero, gdy do pokoju wkroczyła Morgan. Dopiero teraz łowczyni mogła jej się bliżej przyjrzeć. Miała jasną cerę, smukły nosek i śliczne, duże oczęta o siwobłękitnej barwie, jednak smutek i strach odbity na jej twarzy sprawiał, że kobietę na widok dziecka współczucie ściskało za serce. Dziewczę było odziane w szarą sukienkę, tą samą, w której została zatrzymana. Jej oczy obudziły się, gdy Morgan usiadła po drugiej stronie stołu. Spojrzenie dziewczynki było hipnotyzujące, kobieta nie mogła oderwać oczu od jej ładnej twarzyczki. Po chwili wyrwała się z zamyślenia i otworzyła niebieską teczkę z aktami by przypomnieć sobie najistotniejsze fakty. - Jak masz na imię? - zapytała w końcu dziecko najmilszym tonem, jaki tylko udało jej się osiągnąć. Niestety pytanie zostało bez odpowiedzi. Morgan ponownie zatopiła wzrok w dokumentach, przewróciła parę kartek, po czym z rezygnacją zamknęła teczkę. Głęboko westchnęła. - Jestem tu by ci pomóc - powiedziała, po czym pozwoliła sobie ponownie zapatrzeć się w twarz dziewczynki. Nagle zauważyła jak dziecięca bródka zaczyna drgać, a po policzku spływa łza. Morgan nachyliła się, a mała gwałtownie podniosła głowę patrząc swymi przerażonymi oczyma na łowczynię. Morgan prawie wystraszyła się tego nagłego ruchu. Spoglądała na dziecko, a wtem do głowy przyszła jej myśl. Odwróciła wzrok w bok wgapiając się w połyskujący symbol na ścianie. Uśmiechnęła się, po czym zwróciła do dziewczynki. - Tutaj to nie działa, malutka - wskazała na rozżarzony znak ochronny na ścianie. Dziecko wydawało się nie rozumieć. Ponownie spuściło głowę. - Ty nic nie wiesz, prawda? - zapytała lekko zdziwiona Morgan. Kobieta zastanawiała się jak w zrozumiały sposób przedstawić dziewczynce istotę jej niezwykłości. Szukała odpowiednich słów, jednak na myśl przychodziły jej tylko rzeczowe stwierdzenia i łowiecki żargon, a twarz małej wyrażająca kolejne etapy niepewności i zdziwienia wydawała się wręcz ponaglać łowczynię w wyjaśnieniach. - Ja i ty nie jesteśmy do końca takie... Jak inni - zaczęła ostrożnie. - Z niewiadomych przyczyn obudziły się w nas niezwykłe moce powiązane z... - Potworami - wyszeptała dziewczynka. Morgan natychmiast się ożywiła i spojrzała głęboko w drżącą twarz dziecka. Mała w końcu przemówiła, więc jest postęp. - Jednak potrafisz mówić - uśmiechnęła się, choć po chwili zastanowienia uznała, że żart mógł być niestosowny. Odchrząknęła, po czym kontynuowała. - Powiesz mi więc, jak masz na imię? - Sonia - wyszeptała mała po chwili milczenia i spuściła głowę. Morgan nie chciała utracić kontaktu z dzieckiem, więc prędko kontynuowała. - Ładne imię, ja jestem Elizabeth. Chcę zadać ci parę pytań. - Dziecko ożywiło się, zupełnie jakby akceptacja jej osoby przez rozmówczynię napełniła ją pewnością i swobodą. Sonia zaczęła dostrzegać w tej sympatycznej kobiecie sprzymierzeńca. Jak dotąd nikt nie traktował jej z taką troską, a nawet się dobrze nie znały. Mała przytaknęła. - Co robiłaś wczoraj w tamtym miejscu? - Morgan przypomniała sobie przykre wydarzenia z poprzedniego dnia. - Nic - zająknęła się dziewczynka. - Morgan nie usatysfakcjonowała ta odpowiedź. - Znałaś dwójkę pojmanych tam zombie? - zadała kolejne pytanie. Dziewczynka milczała przez chwilę, jakby zastanawiała się co powiedzieć. Po chwili spuściła głowę i wyszeptała: - Tak. - Zrobili ci krzywdę? - Nie - odpowiedziała ożywione dziecko. - Nie byli źli. - Morgan przypomniała sobie jak przestrzeliła głowę odmieńca na oczach dziecka tamtej nocy. - Zajmowali się mną. - Kobieta zauważalnie zdziwiła się. - Jak to zajmowali? - zapytała łowczyni. - Przynosili jedzenie, gdy ich poprosiłam - odpowiedziała niewinnie mała. „Czyżby nieświadomie wykorzystywała swoją moc by kontrolować tamtych dwóch odmieńców?” - Morgan zadawała sobie to pytanie w myślach. - Jak się tam znalazłaś? - kobieta kontynuowała przesłuchanie. - Nie pamiętam - zawstydziła się dziewczynka. - Morgan znów nie poczuła się usatysfakcjonowana odpowiedzią. - Masz jakichś rodziców? - zapytała w końcu. - Rodziców? - nie zrozumiała dziewczynka. - Nie wiem. Morgan spojrzała na dziecko i zastanowiła się głęboko. Mała ewidentnie była zszokowana, być może dlatego niewiele pamięta. Prawdopodobnie też jest sierotą, ale jak poradziła sobie sama? Czyżby udało jej się przeżyć dzięki pomocy co słabszych odmieńców? Cała ta sprawa stawiała łowczyni wiele pytań, a im więcej chciała się dowiedzieć, tym więcej wątpliwości zyskiwała. W końcu uznała dziecko za po prostu zaginione, zresztą póki co i tak musiałaby zostać pod opieką Ministerstwa. Trzeba będzie jej jedynie znaleźć nowy dom i przedstawić sprawę koordynatorowi. Morgan nie mogła się doczekać aż pokaże przełożonemu zdolności małej. Już słyszała te pochwały, wyobrażała sobie jak Topper mówi jej „Dobra robota, łowczyni”. - Proszę pani? - Dziewczynka wyrwała kobietę z zamyślenia. - Tak, skarbie? - zapytała troskliwie Morgan. - Co się teraz ze mną stanie? - Morgan spojrzała na dziecko i uśmiechnęła się spokojnie. - Nie martw się. Zaopiekuję się tobą i postaramy się odnaleźć twoich rodziców - powiedziała, gdyż i tak protokół nakazywał rozpoczęcie poszukiwań rodziców zaginionego dziecka. W tym przypadku właściwie tylko po to, by następnie móc je im odebrać. - Ja nie mam rodziców, proszę pani - odpowiedziała spokojnie dziewczynka. Morgan spojrzała na małą z troską w oczach. Ta dziewczynka była taka niewinna, zupełnie nieświadoma tego, w jakim świecie się znajduje. Nawet nie znała swoich rodziców. Kobiecie stało się małej naprawdę szkoda. Choć na chwilę zapomniała o awansach i pochwałach, a skupiła się na niedoli tego biednego dziecka. - Chodź - podała jej rękę. - Nie będziesz dłużej siedzieć w tej ponurej celi. Mała ostrożnie wyciągnęła dłoń do kobiety i uścisnęła ją mocno. Bardzo mocno, bojąc się, że gdy tylko ją puści cały koszmar z ulicy powróci. * * * Morgan prowadziła małą więziennym korytarzem, a mijając zarządcę wypełniła formularz zwalniający Sonię z aresztu. Dziewczynka przechodziła obok krat wpatrując się z przerażeniem w więźniów, często rozkładających się w swoich celach. Kiwała główką tak niepewnie, że wydawałoby się jakby słyszała jakieś głosy. Albo dziesiątki głosów. - Dziękuję - pokwitował zarządca. - Więzień jest pani - odpowiedział łowczyni. Morgan znowu skrzywiła się na dźwięk słowa „więzień”. Spojrzała na dziecko i uśmiechnęła się szeroko. Mała odwzajemniła uśmiech. Wyglądała ślicznie, zapewne świadomość opuszczenia tego ponurego miejsca napełniała ją nadzieją. Wkrótce łowczyni trzymając małą za rączkę opuściła podziemny kompleks budynku Ministerstwa i skierowała się w kierunku biura koordynatora. Dziewczynka uważnie obserwowała wszystkich dookoła, każdą mijającą ją i zapatrzoną w dokumenty osobę, pochłaniała uwagą cały zgiełk pracowników Ministerstwa dookoła. W końcu zatrzymała się przed drzwiami ze znaną Morgan tabliczką. Kobieta nacisnęła klamkę, jednak po otwarciu drzwi zorientowała się, że w środku nie ma nikogo. - Pana koordynatora nie ma - odparł solidny, acz kobiecy głos zza pleców łowczyni. Morgan odwróciła się i ujrzała ciemnoskórą kobietę o dość masywnej tuszy. W dodatku z dość nieprzyjemnym wyrazem twarzy. - Gdzie go znajdę? - zapytała serdecznie łowczyni. - Chyba jest w izolatce wraz z całą tą zgrają dziwaków - odpowiedziała kobieta. - Niby jakieś wielkie zamieszanie, wszyscy gadają o jakimś duchu czy demonie. - Morgan ożywiła się w jednym momencie. Wiedziała o co chodzi, było to jedno z najważniejszych ostatnio śledztw w Ministerstwie. Duch zamknięty w izolatce, czyli dodatkowo zabezpieczonym pomieszczeniu, z którego dosłownie żadnej odmieniec, jakiekolwiek rodzaju nie miał szansy się wydostać, był od miesięcy wytrapiany przez najlepszych łowców. Miał ponoć niezwykle istotne informacje związane z jakimś kultem odmieńców w podziemiach Londynu. Łowczyni nie znała szczegółów, gdyż nie przydzielano jej zadań o takiej randze, jednak ucieszyła się z tego zbiegu okoliczności, gdyż pomoc Soni mogła okazać się w tym śledztwie kluczowa. Z duchami powiem jak powszechnie wiadomo niezwykle trudno jest się komunikować. - Dziękuję - rzuciła Morgan po czym pognała ciągnąc za sobą dziewczynkę w kierunku wskazanego pokoju.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 19.05.2013r.

1     

Delien Użytkownik wpmt 20 05 2013 (15:51:44)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Witaj. Praca obszerna, chwilami przesadziłeś z długością akapitów. Wychodzę z założenia, że proza powinna odznaczać się przejrzystością, więc wybacz, ale jej podział jest fatalny- to jednak nie podlega ocenie, wymysł twórcy to jest strapienie.
Będę piła wciąż do cudzysłowów, stosowniej i estetyczniej jest jednak poświęcić chwilę i zastosować kursywę.
Kolejna sprawa, według mnie nie konstruktywnie wygląda umieszczanie liczb, lepiej słownie:
więźnia numer 13
niestety na minus.
Znowu pojawia się przesadzona i nieuzasadniona ilość wielokropków, tak brzydka tendencja musi iść w zapomnienie.
Elizabeth Morgan
imiona obco, a nawet anglojęzyczne na plus ! W końcu nie wieje banałem polskich Zdzichów, Katarzyn i innych. Chwała Tobie. Umiejętnie dobrałeś także samo imię i nazwisko, co wcale wyćwiczoną cechą u niektórych nie jest.
Swoją drogą, nazwisko Morgan kojarz mi się z niejedną serią powieści wilkołaczo-wampirzych bądź i zombie- czyli pozytywnie, bo lubuję się w tych tematach, jednak muszą odznaczać się nad-przeciętnością.
Ładne imię, ja jestem Elizabeth
o zgrozo, co za banał i absurd, dlaczego tak płytko? Kojarzy mi się to od razu z przedszkolakami odmieniającymi czasownik "być". Ja-jestem, ty- jesteś, on,ona,ono-jest.
O dziwo pozbyłeś się prawie do zera kolokwializmów, szacunek.
Miała jasną cerę, smukły nosek i śliczne, duże oczęta o siwobłękitnej barwie
jakie słodkie, tylko jest mały błąd, podkreślony zresztą. Powinieneś napisać przez myślnik.
W końcu ile można harować na stanowisku młodszej?
brzydko, wstyd mi za to. Jeden niepasujący element.
Praca elokwentna, nie powiem, że lejesz wodę typowo humanistycznie, ponieważ ściśle trzymasz się reguł i schematu. Wykazujesz znajomość z wielu dziedzin nauki, pozwoliłeś wzbudzić moją fantazję, dzięki czemu odtwarzany obraz był fascynujący. Chciałam podkreślić, że dobrze manipulujesz także interpunkcją, a to niewielu dobrze czyni.
Podsumowując, ode mnie 5, ciągle pojawiają się kosmetyczne błędy, nie sugeruję, że praca ma uderzać perfekcją, ale minimalnie można już to redukować.

Fizyk Użytkownik 20 05 2013 (16:13:41)
Co to trzynastki, fakt, zepsułem po całości, ale na usprawiedliwienie dodam, że tekst leżał w szafce od dawna i dopiero niedawno go dokończyłem więc to był taki błąd młodości :P

Co do "ja jestem Elizabeth". No kurde, kobieta rozmawiała z małą dziewczynką, uważam przedszkolny ton za usprawiedliwiony :D

Co do akapitów, w Wordzie mam poustawiane style z akapitami i typowo polskimi wcięciami. Na portalu nie ma takiej możliwości, dlatego staram się tworzyć bloki tekstu oddzielone odstępem. Niestety w przypadku, gdy do akapitu dołączony jest dialog (który teoretycznie w dokumencie stanowi osobny akapit dla każdej wypowiedzi poprzedzonej myślnikiem) muszę go jakoś wkomponować w tekst, dlatego łączę go z poprzedzającym akapitem, a gdybym miał traktować każdą wypowiedź jako osobny akapit to powstałaby z tego mozaika z każdą linijką oddzieloną od poprzedniej.

Pochwały za interpunkcję nigdy bym się nie spodziewał. Bardziej od tego cholerstwa nie lubię chyba tylko małych dzieci i starych bab :D

Cudzysłowów się nie wyrzeknę, a wielokropki darzę wyjątkową sympatią :D

"Siwobłękitną" już wyjaśniłem poniekąd w prywatnej rozmowie, choć sam się zastanawiam jak tu jest z tą poprawnością.

Ostatecznie dziękuję za pozytywną ocenę i "przesłodki" komentarz :)

Delien Użytkownik wpmt 20 05 2013 (16:37:11)
i "przesłodki" komentarz :)
nie rozumiem, komentarz, jak komentarz. Obiektywny.

A idź, te wielokropki i cudzysłów są paskudne.

Fizyk Użytkownik 20 05 2013 (16:45:48)
Dlatego "przesłodki" umieściłem w cudzysłowie :D


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(53): 53 gości i 0 zarejestrowanych: