Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Anonymous
O sobie: Jeszcze nie mam opisu, ale jak już ten fakt zauważę, to go zmienię
Napisanych prac:
- wiersze: 729
- recenzje: 37
- artykuły: 104
- wywiady: 19
- proza: 160

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 1384 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Żywot Parszywy" 16.11.2008
"Historia pewnej Róży" 13.11.2008
"Nieszczęśliwy wypadek" 24.10.2008
"Non omnis moriar" 22.11.2008
"Zemsta Franciszka" 18.11.2008

Inne prace tego autora:
"Akademia" 08.11.2008
"Rzucić wszystko i zacząć..." 21.11.2008
"Agnieszka" 13.10.2008
"Jestem z tobą" 02.11.2008
"Wilcze Sny" 19.11.2008

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.

Love and evil

Witaj czytelniku. Nie powiem Ci co skłoniło Cię byś przeczytał to opowiadanie. Mogę jednak powiedzieć Ci jedną zasadniczą rzecz. To nie była magia. Magia nie istnieje na tym świecie. Tutaj wszystko jest racjonalnie wytłumaczalne. Ład i porządek. Może chcesz się oderwać się od tego sztywnego trybu życia. Zapraszam Cię więc do mojego świata.



Ten poranek nie był w żadnym stopniu inny niż poprzednie. Każdy poranek w Estelenor jest taki sam. Ilaziel wyjrzał przez okno. Zwykłym widokiem był ogień, zniszczenie i chaos. Kolejny dom spłonął, kolejni ludzie zginęli.
Przeklęte smoki – powiedział sam do siebie udając się na posiłek. Rządzenie miastem, w którym nigdy nie było spokojnie nie jest łatwe. Pomyślisz pewnie – „więc czemu nie zrezygnuje” – otóż prawda jest bardziej oczywista niż myślisz. Otóż nie włada miastem z uwagi na korzenie, dziedzictwo i tym podobne sentymentalne rzeczy. Ilaziel został spętany potężnym zaklęciem. W czasach, gdy ludzie jeszcze żyli w harmonii z innymi rasami, zły mag, wywodzący się z rasy mrocznych elfów zwanych potocznie drowami, Illuminati zyskał moc, której nie zdoła określić żaden poeta – zyskał nieśmiertelność i władzę nad smokami. Ta władza w rękach potwora stała się zabójcza dla każdej istoty stąpającej po ziemi lub unoszącej się nad nią. Pierwszym celem było Estelenor – stolica rasy ludzkiej. Władze sprawował tam najpotężniejszy mag stojący po stronie dobra – Eldenar. Illuminati skierował wszystkie swoje oddziały na wieże magów, w której nauczał Eldenar i zmiótł ją, razem ze wszystkim, co w niej się znajdowało z powierzchni ziemi. Porwał z miasta chłopca, którego poddał torturom, fizycznym i psychicznym i po latach mąk ustanowił go królem miasta niszczonego codziennie przez kolejne fale smoczych oddziałów. Rzucił na niego zaklęcie, które czyniło go dożywotnim królem miasta. Od tego momentu słaby król codziennie budząc się w pustej wieży widzi gruzy miasta i słyszy krzyk zabijanych bliźnich.
Ilaziel zszedł na dół, jeśli można tak nazwać pomieszczenie znajdujące się czterysta metrów nad ziemią. Stół, jak co dzień zapełniony był po brzegi jedzeniem godnym królów. Obfitość stołów była niesamowita. Jednak ten widok przeznaczony był tylko dla oczu uciśnionego króla. Mógł jeść całymi dniami jednak nie czuł się syty. Nie czuł nawet smaku. Pozwalało mu to jedynie przeżyć. Nie umrzeć z głodu. Każdy obraz w wieży, chociaż piękny, nie dawał mu satysfakcji. Po co mu obraz, jeśli nikt go nie widzi. Czuł ogromną pustkę. Nie mógł nawet odebrać sobie życia. Illuminati był przewidujący. Ilaziel zjadł posiłek, którego nie musiał wcale jeść, po czym położył się do swego zdobionego łoża. Bo cóż innego można robić samemu w wieży magów, jeśli nie zna się nawet podstaw magicznych.


***


-Panie, wzywałeś mnie? – głos Vilidora odbił się echem po ogromnym pokoju. Po chwili jego oczy przyzwyczaiły się do mroku. Po pokoju snuły się srebrne dusze ludzkie jęcząc i przeklinając swego zabójcę.
-A gdybym po Ciebie nie posłał to czy odważyłbyś się tu przyjść? – odpowiedział mi zimny i pusty głos należący do ciemnej postaci siedzącej przy niewielkim stoliku na środku pokoju.
-N… n… nie – odpowiedział jąkając się Vilidor.
-Więc nie zadawaj zbędnych pytań głupcze – przemówiła postać.
-Jak sobie życzysz, panie – odpowiedział klękając.
-Vilidorze proszę powiedz mi – co to jest miłość – zapytała postać pusto, bez jakichkolwiek uczuć.
-N…ni… nie wi… nie wiem, panie – odpowiedział pełen zdziwienia i jednocześnie strachu.
-Piękną masz córkę Vilidorze – powiedziała postać jakby całkowicie odchodząc od poprzedniego tematu.
-Dzię… dziękuje, panie – odpowiedział zaskoczony po raz kolejny.
-Kochasz ją? – zapytała postać.
-Oczywiście że ją kocham, panie – odpowiedział.
-Więc teraz weź ten sztylet spoczywający na stoliku i zabij ją – powiedział Illuminati jak zawsze pusto i bez uczuć.
-Słucham?! – prawie krzyknął Vilidor.
-To co słyszałeś. I jeśli przy kolejnym naszym spotkaniu nie będziesz potrafił określić czym jest miłość zabijesz swoje pozostałe dzieci. Jeśli jednak nie spełnisz mojej woli sam ich zabije a Ciebie skaże na wieczne potępienie tak jak te grzeszne dusze błąkające się po moim pokoju. Teraz wyjdź. Jeśli jutro moja wola się nie dopełni, poniesiesz konsekwencje.
Vilidor wyszedł bez słowa, jakby ciągle nie wierząc w to co usłyszał. Miał zabić córkę? Absurd! Przecież nikt nie wie czym jest miłość! Kocha się po prostu – od tak. I tak rozmyślając całą drogę doszedł do domu gdzie dopełnić się miał ten haniebny czyn…

***


-Królu melduje, że elfy i krasnoludy zobowiązały się dołączyć do naszych wojsk w wojnie.
-Wyśmienicie. Nasze szanse wciąż rosną! – powiedział radośnie król.
-Nasi dyplomaci wyruszyli z misją do olbrzymów, nieumarłych i orków – kontynuował posłaniec.
-Mam nadzieje że i te plemiona, które dotąd były nam wrogie, przyłączą się do nas w walce o wolność. Przeciwnik jest naprawdę potężny i nie sądzę, byśmy pokonali go bez ich pomocy – mówił król spoglądając w niebo przez okno – myślę że Illuminati wie.
-Jak to, panie? – zapytał zdziwiony posłaniec.
-Prowadzimy działania na zbyt wielką skalę. To niemożliwe żeby informacja tak pospolicie znana nie doszła do największego maga w naszym świecie – tłumaczył król.
-Ale przecież wszystko jest tajne – powiedział posłaniec.
Król przeniósł wzrok z nieba na niego.
-Ile ludzi o tym wie że twierdzisz że operacja jest tajna? – zapytał spokojnie.
-Wszyscy ludzie w królestwie, wszystkie elfy, krasnoludy, drowy…
-I Ty twierdzisz że operacja jest tajna? – przerwał król – on ma przecież wielu szpiegów i to w każdym mieście przynajmniej dziesięciu. Jeśli zostało to publicznie ogłoszone to cała tajna operacja legła w gruzach już na jej początku. To jest wojna przyjacielu. W każdej chwili może tu przylecieć oddział smoków i nas zaatakować. Jesteśmy na to nie przygotowani więc zmiotą nas w pył.

***

-Vilidorze powiesz mi wreszcie co to jest miłość? – zapytał po raz kolejny Illuminati.
Vilidor siedział przed nim patrząc na zakrwawiony sztylet leżący przed nim.
-Miłość to poświęcenie, to sens życia…
-Więc dlaczego zabiłeś swoją córkę którą podobno kochałeś? – zapytał.
-Ponieważ i tak by zginęła… i ja bym zginął także… - odpowiedział załamany.
-Ale wtedy spotkałbyś ją na drugim świecie, bez grzechu który popełniłeś, z czystą duszą i sumieniem.
-Powiedziałeś że skazałbyś mnie na potępienie i wtedy nie mógłbym jej spotkać… - powiedział obojętnie.
-Powiedziałem że skaże Cię tak jak te grzeszne dusze. W momencie kiedy wchodziłeś do tego pomieszczenia byłeś wolny od grzechu więc Twoja dusza była czysta. Z momencie w którym zabiłeś swoją własną córkę sam skazałeś się na potępienie. Jeśli twierdzisz że miłość to poświęcenie to jeśli Twoje dzieci Cię kochają, zrozumiałyby. Ty kochając swoją córkę powinieneś odmówić tym samym poświęcając siebie. Nie uczyniłeś tak. Będziesz teraz żył z poczuciem winy dopóki nie odbierzesz sobie życia lubi nie zostanie Ci ono odebrane siłą rzeczy. Wtedy dołączysz do orszaku krążącego po mym pokoju. Na wieki będziesz wykrzykiwał imię swej córki którą brutalnie zamordowałeś. Podoba Ci się taki układ Vilidorze?
Vilidor cały się trząsł ze złości. Illuminati patrzył na to pusto nie okazując niczego. Jego twarz nie zdradzała żadnych uczuć. Vilidor wreszcie nie wytrzymał i rzucił się całym swoim ciałem w stronę mrocznego władcy.
Milindria, Milindria – powtarzał krążąc w kółko Vilidor.


***

Walerian siedział na tronie patrząc na posłańca biegnącego radośnie wielkim halem.
-Olbrzymy i nieumarli przyłączyli się do nas! Orki niestety zjadły naszych posłańców – krzyczał już z połowy ogromnego korytarza.
-Wyśmienicie. Dostałem informacje że Illuminati będzie odwiedzał Ilaziela w Estelenor pojutrze. Rozstawimy całe wojsko w lesie wokół miasta i w kulminacyjnym momencie uderzymy. Nie wiem do czego jest zdolny Illuminati w pojedynkę ale nie sądzę by był zdolny powalić pięćdziesięciotysięczne wojsko. Podróżuje sam dlatego będzie jedynym którego musimy powalić. Zapłaci za krzywdy ludzkie – mówił z fascynacją król.
-Poinformuje dowódców ras – odpowiedział z zapałem posłaniec.
-Dobrze więc, możesz odejść.


***


-Żałośni ludzie – mówił Illuminati idąc przez las, który z każdym jego krokiem stawał się coraz ciemniejszy – są coraz słabsi. To wszystko przez tą ich miłość. Osłabia ich to.
I tak mówiąc sam do siebie szedł przez las w stronę stolicy ludzi – Estelenor.
-Jeśli już o słabych ludziach mowa – mówił ciągle do siebie niczym opuszczone dziecko – Ilaziel niedługo umrze i będę musiał zniszczyć kolejne marne życie i postawić je na tym przeklętym stanowisku. Ile to trzeba się napracować by być potężnym.
Wreszcie las się skończył. Illuminati wyszedł na drogę prowadzącą do miasta. Spokojnym tempem doszedł do pierwszego domu. W oknie ujrzał zapłakaną twarz dziecka. Popatrzył pod nogi. Leżała tam kobieta. Martwa kobieta. Ruszył dalej.



***



-Atakować, panie? – zapytał dowódca.
- Jeszcze nie mój drogi przyjacielu – odrzekł Walerian – kiedy dojdzie do budynku rady miasta ruszymy. Możliwe, że schroni się do środka i wtedy będzie już nasz. Otwarta bitwa nie wchodzi w grę.
-Tak jest panie – odpowiedział posłusznie dowódca.
Gdy Illuminati wreszcie zbliżył się do budynku dowódca zatrąbił w wielki róg dając znak do ataku. Ze wszystkich stron ruszyły oddziały Armii Zbawienia. Lecz nie wszystko poszło po myśli króla. Właściwie to nic. Z wielkiego krateru pośrodku miasta wyleciały setki smoków. Król usłyszał śmiech. Obrócił się. Stał za nim sam mroczny władca.
-Ciekawy pomysł stary Walerianie – powiedział z uśmiechem Illuminati.
-I po raz kolejny mnie przechytrzyłeś – odpowiedział król patrząc na postać tego który według jego planu powinien być już martwy.
-Moja cierpliwość się wyczerpała mój drogi – powiedział Illuminati – to jest kolejny i zarazem ostatni raz.
Coś błysnęło, po czym dusza Waleriana popłynęła ze srebrnym nurtem dusz swoich poddanych.
Wynik walki był przesądzony. Armia Zbawienia broniła się jak mogła. Zostało ich tylko pięć tysięcy. Zabito dziesięć smoków. Illuminati stał na wzgórzu i patrzył jak jego armia gromi największy bunt przeciwko niemu. W powietrzu było aż gęsto od zapachu śmierci i dusz unoszących się ku niebiosom. Nic nie mogło już powstrzymać mrocznego władcy od całkowitego zapanowania nad żywymi istotami.
-Illu – odezwał się ciepły głos za jego plecami.
Illuminati obrócił się szybko nie wierząc własnym uszom. To ten głos niesłyszalny od trzydziestu lat.
-Illu to ja. Odnalazłam Cię kochanie. Kocham Cię!
-Mama…


***


Ilaziel wyjrzał przez okno. Zobaczył tysiące smoków zawracających z pola bitwy i ogromny skamieniały tłum patrzący na odlatujących oprawców. Jeden ze smoków zbliżył się do wieży. Po raz pierwszy od kilkunastu lat jakiekolwiek stworzenie zbliżyło się do tej wieży. Ilaziel nie mógł poukładać sobie tego wszystkiego w jego zniszczonej przez złego maga głowie. Potem był tylko ogień. Z okien wyleciały szyby popychane przez płomienie. Ilaziel został uwolniony przez sługę swojego oprawcy.

***

Czym jest miłość moi drodzy? Miłość jest to poświęcenie, sens życia. Trudno jest ją zdefiniować. Można ją czuć. A kiedy już ją czujemy – wszystkie przeciwności przestają być ważne. Zło w jakiejkolwiek było ono postaci przestaje istnieć. Illuminati poznał, co to miłość po trzydziestu latach rozłąki z matką. W tym momencie uleciało z niego to, co trzymało go przy życiu. Zło. Jego ciało zostało złożone w pokoju z grzesznymi duszami, by i jego nieśmiertelna część mogła głosić pomiędzy nimi radosną nowinę ukazując im prawdę i uwalniając ich z tego, w co sam ich wprowadził. Kochajmy.



Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 18.11.2008r.

1     

Zerowa 13 12 2009 (15:57:52)

Użytkownik ocenił pracę na 3

"Witaj czytelniku" - już mi się nie podoba. Początek ogólnie słaby i nie pasuje do reszty. Choć muszę przyznać, że sam pomysł na opowiadanie jest ciekawy. Teraz przejdę do konkretów. "W czasach, gdy ludzie jeszcze żyli w harmonii..." - za dużo tu wtrąceń. Zdanie "Porwał z miasta chłopca..." podzieliłabym na dwa krótsze. Chyba masz tendencję do dłużyzn. "Zły mag", "najpotężniejszy mag", "wieże magów" - od czasu do czasu zastąp "maga" synonimem, albo w ogóle go pomiń. Tak samo rzecz ma się ze słowem "król". We fragmencie "odpowiedział mi zimny i pusty głos" zakradła się chyba literówka - czy nie powinno być "mu" zamiast "mi"? Nie mam pewności, ale brakuje mi czegoś w zdaniu "Illuminati patrzył na to pusto nie okazując niczego". Sugerowałabym wstawić "po sobie" między "okazując" a "niczego". Ale to tylko moja sugestia. Być może zdanie jest w porządku, tylko ja się czepiam :). Właściwie to nie rozumiem, co stało się z Vilidiorem gdy "powtarzał Milindria, Milindria krążąc w kółko". Zdanie tak jakby wyrwane z kontekstu. Aha! przed "że" stawiamy przecinek. Z fragmentu zaczynającego sie od słów "Walerian siedział na tronie..." wynika, że przywódca cieszy się ze śmierci swoich posłańców :). Brakuje mi przecinka w zdaniu "I tak mówiąc sam do siebie...". I co ma z tym wszystkim wspólnego Armia Zbawienia? Wymyśl jakąś swoją nazwę, bo ta jest już zarezerwowana. Znowu brakuje przecinka; tym razem w zdaniach "odpowiedział król patrząc na postać tego..." i "Moja cierpliwość się wyczerpała...". Moment pojawienia się matki Illuminatiego jest niedopracowany. Ta kobieta pojawia się nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego jej pierwsze słowa są takie a nie inne, jeśli wiesz o co mi chodzi. Hm... zakończenie też mi się nie podoba. Mam dzwne odzczucia co do całości. Praca ma w sobie coś wyjątkowego, ale "zaserwowałeś" to w przeciętny sposób. 3 z plusem.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46540 | Użytkownicy: 3566
Online(37): 30 gości i 7 zarejestrowanych: exother, Fał, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, Angelika596, Groszek, Mii

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl