Łomiej część druga - D&D czyli denerwujący duet

Drzwi karczmy skrzypnęły głośno i do środka wdarł się powiew chłodnego, wieczornego powietrza. W progu pojawiła się niewysoka postać ubrana w długi, czarny płaszcz z kapturem. Mimo nikłego wzrostu, właśnie ten płaszcz, zakryta kapturem twarz, chłodny powiew jesiennego powietrza, nisko zawieszone nadproże oraz zatknięty za pasem długi nóż sprawiły, że osoba ta mogłaby wydawać się niepokojąca. Jednak nikt nie zwrócił większej uwagi na przybysza. W przybytku tym właśnie trwała typowa awantura karczemna z użyciem narzędzi siecznych oraz obuchowych. Postać przecisnęła się pomiędzy walczącymi, zwinnie unikając przypadkowych ciosów. Przybysz szybko znalazł to, czego szukał – siedzący pod ścianą mężczyzna z lutnią. Zakapturzona postać szybko podeszła do grajka, co, mimo panującego zamieszania, nie uszło jego uwadze. Powoli, aby nie napatoczyć się na żadne narzędzie mordu, bard wstał i skierował się w stronę przybysza. - To ciebie zwą Łomiejem? - To zależy, kto pyta. I dlaczego. - Opowiedział bard Łomiej. - Sądząc po odpowiedzi, to ty. - Sądząc po brzmieniu głosu, krwawisz z krocza. Słuchaj Łomiej, ja wiem, że jesteś samoświadomym bohaterem, ale… Hamuj się trochę, dobra? Mimo wszystko, jakieś zasady cię obowiązują. Trochę kultury, proszę. Poza tym, co ma znaczyć „krwawisz z krocza”? - Że jest kobietą. Albo kastratem.- mruknął bard - Co mówiłeś?- Powiedziała skryta pod kapturem dziewczyna- Przez ten harmider nic nie słyszę. - Wyjdźmy na zewnątrz – tam powinno być spokojniej. Wieczór był bardzo pogodny, lecz mimo to czuć było przenikliwe zimno. Pierwsze gwiazdy zaczynały rozbłyskiwać na granatowym nieboskłonie. Karczma znajdowała się na rozstaju dróg, niecałe trzy dni drogi od Hoult – największego miasta w państwie Afertamiru. Dziewczyna ściągnęła kaptur, spod którego wysypała się burza miedzianych loków, lśniących delikatnie w świetle zawieszonej przy drzwiach pochodni. - Tutaj powinniśmy móc porozmawiać na spokojnie, bardzie. - To trochę niesprawiedliwe, że ty znasz moje imię, a ja nie znam twojego, pani elfko. Ta informacja znacząco ułatwiłaby mi konwersację z tobą. - Skąd wiesz, że jestem elfką?- Zapytała zdziwiona dziewczyna. Wyglądała na lat dwadzieścia, lecz równie dobrze mogła mieć ich dwieście. - Powiedziałbym, że idzie to rozpoznać po cudownej głębi w oczach oraz głosie, ale prawda jest taka, że masz wyraźnie spiczaste uszy.- Odpowiedział bard. - Zwą mnie Addien. Tyle powinno na razie wystarczyć do rozmowy. - Cóż, w takim razie słucham, jaką to sprawę do mnie kierujesz Addien. Domyślam się, że taką masz, skoro włóczysz się po bezludziach w poszukiwaniu mnie. - Cóż, to fakt. Szukam barda. - Znalazłaś. Jaką usługę sobie życzysz? Wesele, uczta czy pogrzeb? - Nie do końca o taką usługę mi chodzi. To bardziej ta z kategorii… nietypowych. - Co to znaczy „nietypowych”?- Zapytał niepewnie Łomiej. Nigdy nie przepadał za zadaniami. Czasem były one po prostu prywatnymi występami, czasem były idiotyczne, jak, na przykład, podpowiadanie słów miłosnej serenady młodzieńcowi sterczącemu pod oknem wybranki, czy też wręcz upokarzające. Do upokarzających można było zaliczyć prywatną recytację nago. Takim zleceniom Łomiej zwykle skuteczne się opierał. Zwykle. - Słyszałam, że lubisz niebezpieczeństwo. - zaczęła Addien. - To zależy, kto jest w niebezpieczeństwie.- wtrącił Łomiej. - Słyszałam też, o twojej przygodzie z wampirem. Tu właśnie jest pies pogrzebany. Chciałabym, żebyś mi pomógł w pewnej „przygodzie”. - O co konkretnie chodzi?- Bard był wyraźnie spokojniejszy. Ryzyko upokorzenia drastycznie zmalało. - Na północy są pewne stare podziemia, które aktualnie są moją własnością. Chciałam je jakoś zagospodarować, ale zalęgły się w nich pewne bardzo duże pająki. Takie na pół metra wzrostu. Potrzebny mi ktoś, kto wywabiłby je stamtąd jakąś melodią. Na zewnątrz poradzę sobie z nimi bez najmniejszego problemu. - To ja miałbym je wywabić? – Krzyknął Łomiej. Barda zawsze bardziej martwiła śmierć w męczarniach, niż upokorzenie. Była to jedna z niewielu cech, które zarówno on, jak i reszta społeczeństwa posiadali wspólne. - Tak – odpowiedziała elfka. - Co za to dostanę?- spytał bard, wykrzywiając twarz w cierpiętnym wyrazie. - Chwila. „Cierpiętnym”? Co to za słowo w ogóle jest? – Mruknął pod nosem. Nie słyszałeś o słowotwórstwie? Poza tym, to moje opowiadanie i mogę w nim używać takich słów, jakich zachcę. Dodatkowo, nie chcesz chyba obudzić smoka. - Czekaj, czekaj, czekaj… „Pieśń Lodu i Ognia”, zgadłem? Miałem bardziej na myśli „nie drażnij mnie, bo ja tu jestem trochę wszechpotężny”, ale racja, takie małe nawiązanko. Dobra, wracając do historii. - Cóż, myślę, że czterdzieści procent łupu powinno być odpowiednią propozycją. - Pięćdziesiąt procent brzmi bardziej rozsądnie. W końcu nie bardzo wiadomo ile i czego tam jest. - Niech będzie. Ale od razu ostrzegam – jest tam pewna receptura, która jest mi potrzebna. Tobie się na nic nie przyda, więc nie próbuj nawet mnie oszukać. To jak? – Addien skrzyżowała ręce na piersiach. Bard wiedział, że dalsze negocjacje nie przyniosą żadnego, pozytywnego efektu. - Jak to nie? Nie dajesz mi szansy się wykazać w żaden sposób, a potem wychodzę na kretyna, który ma znikomą charyzmę i nie umie rozmawiać z kobietami. Jestem bardem! Powinienem mieć jakieś profity w związku z tą profesją! Nie. Taki jest koncept twojej postaci i tak pozostanie. I żadnych „ale”, bo ci tam na serio smoka wyślę. - No dobra- wymamrotał niechętnie, bardziej do siebie niż do swej rozmówczyni. - Świetnie- elfka uśmiechnęła się delikatnie.- skoro to mamy dogadane to jedziemy, dobra? - Czekaj, tak od razu? Tylko we dwójkę? Nie uważasz, że przydałby nam się ktoś od zgarniania ciosów bestii?- zapytał lekko zaniepokojony bard - Nie martw się tym. Mam dobrą zbroję. A jedziemy teraz, bo za dnia pajęczak nie wyjdzie. - Ale będziesz walczyć po ciemku. To trochę utrudnia sprawę. - Zapominasz, że jestem elfką. Dobrze widzę w ciemnościach. - Zapominasz, że jestem człowiekiem. Fekalia widzę w ciemnościach. - Przydatna umiejętność.- powiedziała z podziwem. Elfy mogą dobrze widzieć w ciemności, jednak często mają problem ze zrozumieniem niektórych ludzkich powiedzonek. - Autorzy mogą tworzyć opowieści, jednak często mają problemy ze zrozumieniem sarkazmu swoich postaci.- powiedziała elfka z przekąsem w gło… Nie, wiecie co? Walcie się. Kolejna postać ze świadomością? Serio? Nie mogłaś powiedzieć wcześniej? Sami se róbcie opowiadanie, ja spadam. - No przepraszam, no. Nie chciałam wam przerywać i się wtrącać w twój sposób prowadzenia opowieści. Poza tym, to ty stworzyłeś nasze postacie, więc naszą świadomość też. No weź się nie obrażaj, dobra? Halo? Jest tam kto? - Chyba się obraził. To co robimy? - Nic nie robimy. Bez niego możemy tylko mówić a i tak nie bardzo widać, kto mówi. No przepraszamy. - Bardzo przepraszamy. C.D.N. - Jest nadzieja! - Które z nas to powiedziało? - Nie wiem.



Płeć: mężczyzna
Ocena: 3
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 23.08.2014r.

1     

soban84 Użytkownik WPMT 16 09 2014 (02:01:40)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Witaj.
Widzę że czas wkroczyć na scenę jako iż wszyscy z redakcji zrobili sobie wolne.
Co do samej pracy mam spory problem, pod jakim kontem ją ocenić.
Gdyby to było normalne opowiadanie lista zarzutów była by długa. Od konstrukcji świata, narracji, na bohaterach kończąc.Nie jest, wypadał by więc przejść do strony technicznej. Ale i tu mam nieco związane ręce.
Co faktycznie jest błędem, a co zabiegiem zamierzonym przez autora i jego nieco toporny humor ? Nie wiem. Ten portal jest miejscem szlifowania swojego warsztatu, więc traktuj moje uwagi i ocenę nieco arbitralnie.
Główna uwaga. Budujesz zbyt długie zdania, nad którymi tracisz kontrolę. Dla przykładu:
Mimo nikłego wzrostu, właśnie ten płaszcz, zakryta kapturem twarz, chłodny powiew jesiennego powietrza, nisko zawieszone nadproże oraz zatknięty za pasem długi nóż sprawiły, że osoba ta mogłaby wydawać się niepokojąca.

Z literackiego punktu widzenia ta wypowiedz nie ma absolutnie żadnego sensu. Użyłeś skrótu myślowego, ty wiesz co chciałeś tym zdaniem przekazać, czytelnik nie za bardzo. Miała niski wzrost ale była niepokojąca bo miała płaszcz , kaptur, nóż, nisko zawieszone nadproże(serio?) oraz eee powiew chłodnego jesiennego powietrza (co to w ogóle znaczy i ma wspólnego cokolwiek z czymkolwiek). Opisy niestety nie są twoją mocną stroną.
Co do samych dialogów.
Są dobre, biorąc pod uwagę kulawy poziom opisów i narracji,zaskakująco dobre. Jak by pisał je zupełnie inna osoba. Ratują całą pracę.Za to wielkie brawo. Biorąc pod uwagę specyfikę pracy nie mam żadnych uwag.
Co do samej oceny. Początkowo miałem zamiar dać ci 4. Wiedziony jednak kaprysem postanowiłem przeczytać twoją pierwszą pracę. I tu przykra niespodzianka. Poprzednie opowiadanie było lepsze, o wiele lepsze. Niestety nie będę nagradzał regresu.
I żebyś nie zrozumiał mnie źle opowiadanie ma potencjał, a ty pisać umiesz. Jestem jedną z tych osób, które na dźwięk słowa "papierowe RPG" nie dostają skrzyżowania brwi. A skrót D&D definitywnie nie kojarzy mi się z denerwującym duetem. Gdybyś prowadził sesję chętnie bym w nią zagrał.
Zbyt mało uwagi przywiązujesz do detali. Skup się na tym, a bez problemu wyrobisz sobie tutaj średnią 5.0 ...


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(43): 43 gości i 0 zarejestrowanych: