Pseudonim: Ilveran
Imię: Marika
Skąd: Herbatowo
Napisanych prac:
- wiersze: 82
- proza: 25

Średnia ocen: 5.0
Użytkownik uzyskał: 351 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Dla Klary (6)" 23.07.2009
"Boczny wiatr 2" 10.09.2009
"Boczny wiatr 3" 14.10.2009
"Boczny wiatr 4" 07.11.2009
"Boczny wiatr 7" 01.01.2010

Inne prace tego autora:
"Dla Klary (3)" 09.06.2009
"Moje słońce" 23.12.2008
"Zwykły maszynista" 20.07.2009
"I znów ją zdradziłeś z..." 16.12.2008
"Dla Klary (5)" 08.07.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Listy rozczulone

21.08.2011r. (...)Kiedy byłem małym chłopcem świat palił się tak równomiernie w moich wielkich czekoladowych oczach. Stopy czerniały od popiołu, włosy, policzki, zbroczone małymi... słabościami. Gruz wbijał się w skórę. To była jakaś bezmyślna wojna między dwoma głupcami, zaszytymi w swoich mocarnych kryjówkach. A my znaleźliśmy się w centrum strzałów, wybuchów, krzyków i płaczu. Najbardziej chyba płakała moja matka. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Płakała i klęcząc przede mną mówiła o miłości. Wtedy sądziłem, że straciła rozum. Moja matka była piękną kobietą, wiesz. Miała długie, czarne, gładkie włosy i oczy koloru moich. Tak samo duże. Miała dłonie z jedwabiu i miękkie ciało. Jak się potem okazało, również i łatwo palne. Wystarczyła odrobina smoły i mała iskra, zawieruszona w fałdach jej kolorowej sukienki. Moja matka rozświetliła na chwilę ziemię, zaraz potem szedłem już po omacku, w ciemnościach. Zaraz potem moje dzieci miały uczyć się nienawiści. Miały mieć gładkie, czarne włosy i oczy koloru moich. I mojej matki. Która była piękną kobietą. Choć czasem mówiła głupstwa o miłości. Ty mi dzisiaj o niej nie mów. Nie mów mi... Opole już powoli okrywał mrok, a ona pochylała się, jak najniżej mogła i jej długie rzęsy pogłaskały \\"głupstwa o miłości\\". Chłód przeszywał jej ciało, każdą cząstkę, przywierał do naskórka, czepiał się małych włosków i kurczowo trzymał. Chłód był bezgraniczny. I bezlitosny. Przywędrował do niej od niego, w małych słowach, w których brak było oddechu. Brak oddechu. 18.10.2011r. Moja... dziwnie dziś brzmi ten zwrot. Szczególnie w świetle Twojego ostatniego listu. Twoje uczucie jest doprawdy udręką dla mnie. Dobrze wiesz, że go nim gardzę, wiesz też dlaczego, a usilnie się przy nim upierasz. Wasze kobiece umysły są bardzo słabe, wiesz Amelio? Ukochałybyście cały świat. Przytuliłybyście cały świat. Gdybyście tylko mogły... Gdyby tylko... Słabe. Po Twoim liście znów mi się przyśniła tamta wojna i obudziłem się z krzykiem. Matka w nim była bardziej wyraźniejsza. Nie... nie ona. Jej słowa. Bo na nią patrzeć nie mogłem. Trawił ją ogień. Znów gorąco szeptała mi o miłości, o wierze. Skąd miała wiedzieć, że zabiło ją to okrucieństwo. Okrucieństwo tej jego ukochanego świata! No skąd Amelio. Jak ja tylko stałem przed nią, bezbronny i milczałem. Milczałem płacząc razem z nią, a wokół żołnierze strzelali w nas w imię swojego boga, honoru i ojczyzny. Tak, Amelio. Ta mała litera jest konieczna. Bo czyż TEN Bóg chciałby, by moja matka spłoneła pod gruzami? Powiedz mi. Czy chciałby? Ta wojna tutaj, w której teraz tkwię, z bliżej nie znanych mi powodów łamie mnie, rozczula, jak Ty to często ujmujesz i czasem nie potrafię być tym twardym mężczyzną, jakim powinienem być. Wczoraj na przykład, u mojego boku walczył młody chłopak, Twojej narodowości. Polak. Był bardzo odważny i za wszelką cenę nie chciał pokazać, że się boi. Ale ja to widziałem. Widziałem w jego oczach mnie jako małego chłopca. Stojącego przed moją piękną matką i nienawidzącego ludzi. Tych, którzy nas skazali na tą wojnę. Ten Polak w swojej bezmyślności został postrzelony i konając mi na ramieniu wciąż powtarzał swoje \\" Bóg, Honor, Ojczyzna\\". W jego ustach właśnie tak to brzmiało - dużą literą. Z namaszczeniem. Amelio? Nienawidziłem go za to. Czy za tą moją nienawiść znienawidzi mnie i mój Bóg? Gazety od kilku dni rozpisywały się o wojnie w Afganistanie i o jej ofiarach. Gazety zamieszczały łzawe wyznania matek i żon. Czasem też i dzieci. Krótkie \\"Tęsknię za tatusiem\\" miało wzruszać, poruszać. Gazety... nie miały jego listów, więc nic nie wiedziały o tej wojnie. I o tamtej, w której zabito jego matkę. Rządzący, którzy wysłali ich na TĄ wojnę nie wiedzieli cholerne NIC. Dziennikarze, którzy również chowali się w swoich norach nie mieli prawa do rozpisywania się o bólu. A ona żyła jednym dniem sprzed dwóch lat, kiedy to przyjechał do Opola i domagał się obywatelstwa polskiego, \\"bo jego dziadek...\\". Raz kochała ten dzień, raz nienawidziła. Bo może gdyby został w tym swoim małym portugalskim kraju, nie byłby teraz na tej wojnie. Nie uparłby się. Nie bronił \\"ideałów\\". Pojechał. TA wojna. Cholerne NIC... Jego list przyszedł w piątek razem z gazetą, której nagłówek krzyczał \\"8 ofiar śmiartelnych\\". Zginęli dwa dni po tym jak go wysłał. Jej świat na jedną małą chwilę rozbłysł, a potem zgasł. Po omacku. W ciemnościach, szukała drogi do mieszkania. Usiadła, a potem zaczęła czytać nazwiska. 20.11.2011r. Droga Amelio. Wiem, dwa dni temu wysłałem już list, ale tu na wojnie, zbyt często ma się ochotę stąd uciec. Ja zawsze uciekam do Ciebie. Do Opola, kiedy pierwszy raz od kilku lat ktoś tak pięknie mówił mi o miłości. Broniłem się wtedy, bronię i dziś. Choć \\"dziś\\" jest takie kruche i tak bardzo się boję. Wiesz, Amelko. Wczoraj znów śniła mi się moja matka. Tym razem jednak nie było wojny i nadal wierzyłem w miłość. A Jagodzianki smakowały niebem. Co najgorsze matka milczała uparcie, a ja tak pragnąłem jej głosu wtedy. Kiedy się obudziłem pojąłem, że to nie jej głosu, ale Twojego mi brak. Jutro czeka mnie ostatnia misja, a potem wracam do Opola. Wiesz co to znaczy? Tak, będziesz mogła mnie nękać tą swoją miłością już nie listownie, a oko w oko. A oczy, muszę przyznać, masz przepiękne. Jutro skończy się moja wojna. Ta wojna, która rozpoczęła się w dniu śmierci mojej pięknej matki. Zaczęła się wypalać odkąd Cię poznałem i odkąd uwierzyłem znów w Boga. Dziś tylko żar. Delikatny żar. I ja. Rozczulony Tobą mężczyzna. Wybacz mi, za moją słabość. Ale tu, wśród tej wojny czasem trudno o siłę. Zachowuję ją na jutro. Będę walczył dzielnie, bronił swoich wartości, które kiedyś matka, a teraz Ty wykreowałaś we mnie. Nie będę walczył za ich prawa. Za ojczyznę. Moją, Twoją czy tez ich. Nawet nie będę walczył za Boga. Z wiarą, ale... Amelko? Wywalczę miłość. Czekaj na mnie. Już jestem w drodze. Twój na zawsze, David



        Dedykacja: Wyzwanie prozatorskie. Mężczyzna i honor.<br /> <br /> Z uchyleniem głowy dla poezji Haliny Poświatowskiej

Płeć: kobieta
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 31.12.2011r.

1     

Lokata Użytkownik 31 12 2011 (14:44:38)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Ja osobiście nie umiałabym pomóc poprawić Ci usterek w tym tekście. Nie do końca wiem w tym wypadku, co było zamierzone, więc nie wezmę się za to wcale. Generalnie jest on bardzo poetycki i momentami wzruszający. Brakuje mi jednak czegoś na wstępie i na zakończenie. Tam mam niedosyt. Daję Ci 4 :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(45): 45 gości i 0 zarejestrowanych: