Pseudonim: aneq6
Imię: Atena Maria
Skąd: Warszawa
O sobie: And then you just die.
Napisanych prac:
- wiersze: 7
- proza: 4

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 75 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Niewinna" 11.11.2010
"Barwy dzieciństwa" 29.12.2008
"Tuż przed zaśnięciem" 20.12.2008
"Listy" 21.07.2013
"Spełnienie" 20.07.2012

Inne prace tego autora:
"Listy" 21.07.2013
"Tuż przed zaśnięciem" 20.12.2008
"Odmiana miłości" 11.01.2009
"Barwy dzieciństwa" 29.12.2008
"Ulubiona koszulka" 12.11.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Listy

Leżałam cała obolała z twarzą wciśniętą w poduszkę. Próbowałam nie oddychać, nie myśleć, wyłączyć cały mój organizm i jego funkcjonowanie. Łzy powoli przestawały mi lecieć, albo po prostu nie umiałam już ich wyczuć - za bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Nie radziłam sobie, a cała rodzina o tym wiedziała. Rzucając mi troskliwe spojrzenia, tylko pobudzali moją złość. Powoli przestałam się do nich odzywać, schodzić na śniadania i w ogóle z nimi rozmawiać. Tkwiłam w pustej, samotnej ale bezpiecznej bańce. Nawet nie miałam potrzeby nikomu się zwierzać, opowiadać o tym co się stało. Już od dawna nie odbierałam telefonów od przyjaciół, którzy z czasem zrezygnowali z próbowania kontaktowania się ze mną. Było mi to bardzo na rękę - oszczędziłam sobie pocieszających bełkotów. Każdy dzień wyglądał tak samo: budziłam się, leżałam i w końcu zasypiałam. Miałam wrażenie, że cały mój świat rozpadł się na milion kawałeczków, a ja gdy tylko zabierałam sie do jego poskładania, raniłam się ostrymi odłamkami. Nie myślcie, że nie starałam się wziąć się w garść. Zaliczyłam chyba milion wizyt u psychologów, przeróżnych i z różnym stażem. Gdy nie potrafiłam dogadać się z doświadczonym i staroświeckim lekarzem, rodzice zabierali mnie do praktykujących studentów. Wydawało im sie, że młodsza osoba, prawie w moim wieku, bardziej mnie zrozumie i wytłumaczy, że żałoba kiedyś musi się zakończyć. Pieprzenie. Moja żałoba nigdy nie będzie miała końca, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Ciągle dryfowałam myślami we wspomnieniach, na nowo rozdrapując sobie rany. Dokładnie 358 dni minęło, odkąd on zmarł. Nie mogłam się nawet przygotować, nastawić. Pamiętam, że po pewnym czasie byłam bardzo zła. Wolałam, żeby był śmiertelnie chory, miał wyznaczony czas na życie, który wykorzystalibyśmy do granic możliwości. No cóż, zmarł dokładnie o trzeciej nad ranem w wypadku samochodowym. Jakiś pijany kierowca ciężarówki wjechał w jego bok, od strony kierowcy. Zginął na miejscu, nie miał nawet szans, nie miałam nawet szansy pożegnać się z nim w szpitalu. Po prostu: godzinę wcześniej był, a potem nagle już nie istniał. Od tego momentu moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni i rozpoczęłam wegetacje. Budziłam się tylko po to, by wspominać wspólnie spędzone chwile. Ciągle pamiętałam nasze pierwsze spotkanie, w zimę, gdy cała zamarzałam na przystanku. Nie padał śnieg, ale wszędzie było go pełno. Słońce powoli zachodziło a autobus nie przyjeżdżał. Gdy moja irytacja sięgała zenitu postanowiłam wracać pieszo, nie miałam aż tak daleko. Szłam przed siebie, trochę zamyślona, zmęczona po uczelni, lecz nagle usłyszałam jakieś odgłosy. Obejrzałam się wokół, ale nic nie dostrzegłam. Za to poczułam. Ogromna, mokra i zimna snieżka wylądowała na mojej twarzy. Zszokowana przetarłam oczy i usłyszałam perlisty śmiech. Nie mój, a jego. Otóż stał przede mną mój oprawca, przystojny jak diabli z zawadiackim uśmiechem. - Nic Ci się nie stało? - zapytał między atakami śmiechu. Ze zdegustowaniem przyglądałam mu się nie racząc nawet odpowiedzieć. Podobał mi się, od samego początku. Ciemne blond włosy, lekko kręcone opadały na jego czoło a błyszczące zielone oczy wpatrywały się w moje. Niesamowite, chciałam go dotknąć, pocałować, zmierzwić albo chociaż nakrzyczeć za brak czapki czy szalika. Już wtedy było widać, jak ten chłopak nie dba o siebie. - Słuchaj, naprawdę nie celowałem w ciebie. To był wypadek. - Jego dłoń powędrowała do mojego ramienia a ja, ja wtedy już kompletnie odleciałam. Wiedziałam, co następuje. Wiedziałam, że ten chłopak wpędzi mnie do grobu a mimo to, poszłam z nim wtedy na kawę. Na jeszcze jedną i na jeszcze jedną. A potem do łóżka, tracąc cnotę z kimś, kto miał więcej partnerek niż ja lat. Nie byłam zatem jego pierwszą, lecz nie stanowiło to dla mnie problemu. Upewniał mnie za to, że jestem ostatnią. I tak było. Widywaliśmy się codziennie rozmawiając godzinami o wszystkim. Tak dużo mówił a ja kochałam dźwięk jego głosu, który szumiał mi w uszach jeszcze kilka godzin po spotkaniu. Byłam oczarowana, upojoną pierwszą miłością, która według innych wpływała na mnie toksycznie. Nie przejmowałam się ich zdaniem, ignorowałam je całkowicie jeszcze bardziej skupiając się na swoim związku. Któregoś dnia, chyba podczas naszej drugiej rocznicy zabrał mnie na romantyczną kolację. Było pięknie, noc spędziliśmy razem z jego mieszkaniu. Był idealny, a ja byłam taka mizerna. Ciągle nie rozumiałam co we mnie widział, lecz mimo to nie zamartwiałam się niczym. Za bardzo cieszyłam się chwilą. Z napływu wspomnień wyrwał mnie dziwny odgłos dochodzący z szuflady. Niepewnym krokiem ruszyłam w jej kierunku i sprawnym, zdecydowanym ruchem otworzyłam ją. Oprócz masy moich rupieci, na samym szczycie znajdowała się koperta. Biała, schludna i zaadresowana do mnie. Otworzyłam a to co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zaczęłam czytać, pochłaniać wyrazy. Rozpoznałam: jego pismo. Kochana! Serce mi pęka gdy muszę, tu z góry, patrzeć na Ciebie w takim stanie. Rozpadasz się Skarbie a ja wiem, że to wszystko przeze mnie. Gdybym nie umarł... ah! Musisz wiedzieć, że bacznie Ci się przyglądam. Jesteś taka słabiutka, malutka, delikatna... Zawsze się Toba opiekowałem, a teraz? Teraz mogę jedynie ubolewać nad Twoją rozpaczą. Musisz zacząć żyć, funkcjonować, oddychać. Nie słuchaj rodziców! Sama dasz sobie radę, niepotrzebne Ci te całe, gówniane szpitale Malutka. Jesteś silną dziewczyną, wiesz o tym doskonale, tylko troszkę się pogubiłaś. Najlepiej by było, gdybyś trochę się rozerwała, wyszła. Pamiętasz? Trzy buchy i zapominasz o wszystkim. Chciałbyś Cie przytulić, całować, znowu poczuć Twój zapach, Twój smak. Czekam tu na Ciebie, ale proszę, nie spisz się. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś coś sobie zrobiła przeze mnie. Nigdy. Kocham tak bardzo. Łzy płynęły po moich policzkach a ja nie mogłam uwierzyć. On wrócił! Dla mnie! Do mnie! Teraz cały czas mogę mieć z nim kontakt. Byłam przeszczęśliwa, od razu postanowiłam to wykorzystać. Chciałam komuś powiedzieć, powiedzieć o moim osobistym cudzie. Ale kto by mi uwierzył, kto by to zrozumiał. Przecież to było coś niewiarygodnego, niesamowitego, co zdarza się tylko w filmach. Miałam zatem swój własny film. Rozpromieniona wyszłam na werandę. Pierwszy raz od dawna cieszyłam się promieniami słońca, a rodzice dziwnie na mnie patrzyli gdy uśmiechałam się sama do siebie. Nie przejmowałam się ich cichymi szeptami na mój temat. Znowu chciałam żyć, oddychać, czekać na następne listy. Nie wiedziałam, czy znowu napisze i kiedy, więc postanowiłam cały czas bacznie obserwować moją szufladę. Nagle mój dzienny system zmienił się. Spałam tylko po pięć godzin, od pierwszej w nocy do szóstej rany, by wyczekiwać na swojej warcie. Listy przychodziły o różnych godzinach, czasem nawet o trzeciej nad ranem. Mama podrzucała mi tylko trochę jedzenie i co jakiś czas mierzyła temperaturę. Chyba myślała, ze jestem chora, a ja nie wyprowadzałam jej z błędu, ponieważ była to idealna przykrywka. Nie musiałam wychodzić. Powoli nawet nie potrzebowałam snu. Żywiłam się nadzieją, która powodowała, że znowu chciałam się budzić. Był tak blisko! Tylko zatopiony w kartce papieru, jakby tylko pozbył się ciała, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Spałam na listach, miękko zatapiając w nich swoje ciało. Czułam się bezpieczniej, a ostre krawędzie kopert były jego ramionami. Cudownie. Pewnego dnia list był pachnący. Wiedziałam, że musi być wyjątkowy. Najdroższe Maleństwo! Długo zastanawiałem się jak to napisać. Chyba prosto z mostu będzie najlepiej. Otóż to ja wracam. Wracam do Ciebie Malutka! Nie wiem jak to możliwe, ale mam taką szansę. Już niedługo znowu będziemy razem, dasz wiare! Tyle muszę Ci opowiedzieć, nadrobić. Trochę czasu mnie nie było, ale to szybko się zmieni. Na początku musimy coś postanowić. Zamieszkajmy razem, co Ty na to? Nie chcę dłużej tracić czasu bez Ciebie. Jestem pewien, że pewnego dnia zostaniesz moją żoną. Twoi rodzice na pewno się ucieszą, niczym nie muszą się martwić. Zaopiekuję się Toba jak nigdy przedtem Kochanie. Już nigdy nawet na chwilkę Cię nie zostawię. Będziemy robić wszystko razem. Ja dokończę studia, a Ty je rozpoczniesz. Będę Cię wspierać, na pewno zaliczysz wszystkie egzaminy w pierwszym terminie. Zależy mi na nas jak cholera. A ta szansa, ten powrót do Ciebie, drugie życie... Nie zepsuję tego, odstawiam wszystko. Narkotyki, alkohol, zabawę. Teraz Ty jesteś najważniejsza. Nie ma mowy by coś to zniszczyło. Maleńka, przywitaj mnie jak należy. Może przyjęcie "niespodzianka". Tak dawno nie widziałem wszystkich, ale nie martw się, potem zajmę się tylko Tobą, przez wiele wiele godzin sam na sam... Przybywam już jutro Kochanie. Czekaj na mnie. P.s- nie zawiedź mnie, a ja obiecuję, nie zawiodę Ciebie. Kocham tak bardzo Byłam przeszczęśliwa, pijana od emocji i nie mogłam uwierzyć. Szybko zaczęłam szykować, sprzątać w pokoju by zobaczył, że miejsce dla niego już jest. Następnego dnia ubrałam najlepsze ubrania, małą, białą sukienkę. Wysokie obcasy, które eksponowały ślicznie moje nogi i które go tak zawsze podniecały. Nie mogłam się doczekać, zadzwoniłam po wszystkich przyjaciół. Nie mówiłam, jaka niespodzianka ich czeka. Nie uwierzą ah! Poprosiłam mamę, by upiekła ciasta a ja skupiłam się na dekoracji domu. Już po paru godzinach wszystko było gotowe, serpentyny, balony, jedzenie, nawet goście zaczęli się zbierać. Duży transparent zostawiłam na koniec, by tuż przed dwudziestą go zawiesić. Czekaliśmy, a każdy zdziwiony pytał się o co chodzi. Nie mogłam im powiedzieć, jeszcze nie, muszą sami zobaczyć, że On wraca i to dziś, do mnie. Dochodziła już odpowiednia pora, więc pofatygowałam się do swojego pokoju. Nad schodami zawiesiłam olbrzymi baner "WITAMY W DOMU KOCHANIE!". Gdy tylko wszyscy zorientowali się o co chodzi, ja roześmiana stałam dumnie na schodach. Tak tak moi drodzy, dziś wraca moja miłość. Już na zawsze. Razem. - Kochanie - zaczęła delikatnie moja mam - Co to jest? - Mamo, wszyscy, On wraca! Wraca, dziś, za chwilkę będzie. I wiesz co? Chce się ze mną ożenić - piszczałam wymachując słodko rękoma. Goście, przyjaciele zaczęli dziwnie krzywo na mnie patrzeć szeptając coś między sobą. Nie rozumiałam, dlaczego nie chcieli mi uwierzyć. - Za chwilkę tu będzie. Obiecuję, będzie. Tylko troszkę się spóźnia. Wiesz jaki on jest mamo. Dajcie mu jeszcze chwilkę - szeptałam lekko zdenerwowana i dźwięki ciszy odbijał mi się w uszach. Każdy patrzył na mnie z troską, a niektórzy z przerażeniem. Dlaczego do jasnej cholery on nie przychodził? Już ja mu pokażę, jak się pojawi. Dostanie za tą wpadkę, bo miało wyjść idealnie. Zbiegłam do drzwi, potykając się o własne nogi. Otworzyłam je, lecz nikogo nie było. Nikogo, cisza! Z jękiem rozpaczy padłam na kolana i zaczęłam głośno, przeraźliwie płakać. Jak on mógł mi to zrobić, tyle pracy na marne. Wszyscy będą zawiedzeni, już są. A on po prostu się nie pojawił, jakby to nic nie znaczyło. Jakbym to ja nic nie znaczyła. Mama podeszła do mnie, i pomogła wstać, a ja pomiędzy atakami szlochu próbowałam jej wytłumaczyć, że wróci, że pisał. Gdy nie mogła nic zrozumieć, pobiegłam szybko do swojego pokoju. Każdy z zebranych nadal tkwił, jakby zahipnotyzowany i czekał co się dalej wydarzy. Musiałam im pokazać listy, musiałam. Zbiegłam ze stosem kartek papieru, zamazanych jego słowami. - Widzicie?! Pisał, mówił, ze wraca. Dziś! Chciał przyjęcia na powitanie. Nie wymyśliłam sobie tego! - wydzierałam się co chwilę popłakując. Cały makijaż spłynął wraz z moją nadzieją. Roztrzęsiona zaczęłam wymachiwać listami przed nosami swoich rodziców. Mój tata chwycił za nie i zaczął czytać. Z przerażeniem podał je mojej mamie, a ona zaczęła płakać. Nie rozumiałam. Przecież zdarzył sie cud! Cud, o jakim marzyłam... - Kochanie, koteczku, to... to nie on pisał. Kochanie, to Twoje pismo. To Ty pisałaś te listy skarbie... - Skierowała się w moją stronę z troskliwą miną, a ja wybuchłam. Jak mogli?! Jak mogli oskarżać mnie o kłamstwo. Nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam krzyczeć tak głośno jak tylko potrafiłam. Goście zaczęli wychodzić a ja na daremne próbowałam ich zatrzymywać. Nikt mnie nie słuchał. Nagle zaczęłam czuć, że brakuje mi powietrza. Dusiłam się, a nikt nie wiedział co zrobić. Potem nie wiele pamiętam co się działo. Obudziłam się w szpitalu, przywiązana do łóżka, które było z resztą bardzo niewygodne. Nie miałam pojęcia jak sie tu znalazłam. Na szczęście pojawił się lekarz, wraz z moimi rodzicami wszedł do pokoju by wytłumaczyć mi co się stało, lecz nie dałam im dojść do słowa. - On pisał. Mamo, tato! Pisał do mnie, widzieliście. Nie jego wina, ze ktoś go zabił. To był wypadek nie z jego winy, najwidoczniej dostał drugą szansę. Czy to nie wspaniale? Taki cud, a wy mi nie wierzycie. Cholera był cudownym chłopakiem. Kochanym, troskliwym, najlepszym, musiał dostać drugą szansę tak jak mówiłam. Był za dobry by umierać przez czyjąś głupotę. Mamusiu, on przyszedł, prawda? Jak ja tu sie znalazłam, to on przyszedł do nas, na przyjęcie. - słowa leciały z mych ust z prędkością wiatru. Istny monolog, by tylko udowodnić swoje racje. Lekarz spojrzał uważnie na moich rodziców a później dał znak mojej mamie, by zaczęła mówić. - Skarbie... Daniel, on, dobrze wiesz, że nikt w niego nie wjechał. Nikt nie wjechał w niego ciężarówką, jak mówiłaś. Kochanie, on zginął ze swojej głupoty. Był pod wpływem narkotyków, z resztą wszyscy wiemy, ze był narkomanem. Przecież tak go poznałaś. W ośrodku, jak sama wychodziłaś z uzależnienia. Tobie się udało maleńka, ale jemu nie. Przedawkował. Pokazywaliśmy Ci wyniki sekcji przecież, tłumaczyliśmy. On nigdy nie przestał brać tego świństwa. Nie raz tłumaczyliśmy ci, żebyś go zostawiła bo doprowadzi cie ten związek do destrukcji. I widzisz?! Nawet gdy on już nie żyje zabiera mi moje dziecko. Zabiera ci zdrowe zmysły, boże. Nigdy nie był odpowiedni dla ciebie, to przez niego prawie znowu zaczęłaś brać narkotyki. Jeszcze te listy... - Nie! Kłamiesz! Przecież poznałam go zimą, rzucił we mnie śnieżką.... - głos cichł z każdy słowem a ja patrzyłam tępo przed siebie. Dlaczego kłamali. Dlaczego nikt nie mógł uwierzyć, że on wraca, że nie zginął z własnej winy. ------------------------- 3 lata później, oddział psychiatryczny. Młoda dziewczyna siedzi skulona na szpitalnym łóżku, zaczytana w stosy kartek. Lekarz, wraz z jej rodziną, obserwują ją przez szybe. - Doktorze, czy jest jakaś poprawa, minimalna chociaż? - pyta ze łzami w głosie zrozpaczona matka. - Niestety, bardzo mi przykro. Ostre zaburzenie świadomości, nadal żyje w przekonaniu, że jej chłopak żyje. Leki pomagają, na chwilę, uspokajają ją. Jednak nie radzę spodziewać się poprawy, wyzdrowienia. Ta schizofrenia jest mocno zakorzeniona w jej wspomnieniach. - Może zatem powinniśmy zabrać jej tą szufladę. To chore. - mówi ostro ojciec dziewczyny nerwowo wymachując dłonią. - Nie. Tak to jest chore. Państwa dziecko jest chore, ale nie można jej tego zabrać. Raz próbowaliśmy i próbowała się zabić. Rodzice zrezygnowani udali się do domu.



Płeć: kobieta
Ocena: 4.333
Liczba komentarzy: 16    
Data dodania: 21.07.2013r.

1     

Terila Redaktor 23 07 2013 (19:50:27)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Witaj,
jak dla mnie, opowiadanie ma swoje mocne i słabe strony.

Przede wszystkim, mimo obłędu bohaterka jest bardzo naturalna. Nie śpieszyłaś się. Z wyczuciem odsłaniałaś nam jej osobowość, charakter. Kreśliłaś delikatnie sytuację, nie przesadzając z wgłębianiem się w tworzenie świata przedstawionego. Wiemy, że umysł bohaterki jest tutaj najważniejszy.
Sytuację, w której postać się znalazła, jak i jej stan ducha da się zrozumieć. Nie czytałam "Sekretnego Okna", ale dzięki wyjaśnieniu reakcji psychicznych zachodzących w umyśle dziewczyny, wydaje mi się, że zarzuty o przesłodzeniu związku tych dwojga i portretu ukochanego są niewłaściwe.

Osobiście przyznam, że nie widzę również ironii w Twoim opowiadaniu. Nie wiem dlaczego, ale podeszłam do niego bardzo poważnie. Jak dla mnie, takie zjawiska zachodzące w ludzkiej głowie wciąż są czymś szokującym. Uważam, że świadomość to bardzo ważna cecha rozwoju osobistego człowieka. Twoja praca poniekąd o tym przypomina.

Momentami trąciło naiwnością.
1. Napisałaś, że bohaterka leczyła się u wielu psychologów i nic to nie dawało. Ja się wcale nie dziwię, ponieważ psycholog wiele nie może, i wiele nie potrafi. W przypadku, gdy ktoś bliski pacjentowi umiera, a pacjent nie może sobie z tym poradzić - przestaje jeść, izoluje się, popada w stany depresyjne, doznał szoku związanego ze śmiercią, a leczenie u któregoś psychologa z rzędu nie pomaga, to pacjent powinien zostać przekazany psychiatrze. ( To wręcz musiało nastąpić ) Tego mi brakowało, ale może to tylko moje subiektywne odczucia. Odbiera to dla mnie autentyczność tekstu, jeżeli chodzi o tę kwestię. ;)

2. Tak samo, nie jestem w stanie zrozumieć zachowania rodziców w początkowych fazach odchyłu dziewczyny. W pewien sposób zachowywali się, jak ludzie obcy, a nie ze sobą spokrewnieni, żyjący na co dzień w jednym domu.
Ich relacje wyglądały tak, jakby pozostawili dziecku wolną rękę w swoim szaleństwie, jakby nie widzieli już w swojej córce córki, jakby miała trąd, a oni stracili odruchy macierzyńskie. Nie rozumiem ich szeptania w obecności rozpromienionej córki po tak długim czasie jej psychicznego upadku. Taka kreacja rodziców wygląda troszkę powierzchownie. Mam nadzieję, że tak naprawdę jest to kreacja wytworzona przez chory umysł dziewczyny, że to ona widziała ich w taki sposób.

Niestety, kiedy bohaterka wyciągnęła listy na imprezie, domyśliłam się, że to ona je napisała. Szkoda, ale mimo wszystko sam motyw bardzo mi się spodobał.

Jeżeli chodzi o stronę techniczną, to musisz nadrobić wiedzę odnośnie poprawnego zapisu dialogów i interpunkcji - konkretnie, przecinki przed "a, co, gdy, by, jak, bo".

Zdarzało się, że gubiłaś wykończenia takie jak: "ą,ę"
Pojawiały się "przejęzyczenia", źle odmienione wyrazy. A tutaj:
dziwnie krzywo
- powinien pojawić się przecinek. To dwa przymiotniki, a więc rozdzielamy je ogonkiem. ;)

dasz wiare!
- to pytanie, więc na końcu powinien być znak zapytania.

Tylko zatopiony w kartce papieru, jakby tylko pozbył się ciała
- ja się pytam, na co Ci było to powtórzenie? ;)

- Nic Ci się nie stało? - zapytał między atakami śmiechu.
- w dialogach bezpośrednie zwroty do adresata piszemy z małej, chyba że używasz nazwy własnej.

usłyszałam perlisty śmiech
- wydaje mi się, że można mieć perlisty uśmiech, a nie śmiech, ale nie jestem pewna. Jeżeli ktoś zna się na tym lepiej, to fajnie, by było, jakby mógł to sprostować.

Przy zakończeniu odczuwa się niedosyt. Po wyjaśnieniu całej sytuacji chciałoby się zobaczyć z bohaterką jeszcze raz, by móc na nią spojrzeć w nowym świetle, ale nie dajesz nam tej szansy. Jesteśmy tylko obserwatorami zza szpitalnej szyby jak jej rodzice.
Pozdrawiam.

Marzycielka Szef wierszy, redaktor prowadzący 23 07 2013 (17:26:23)

Hej, hej, kochani, spokojnie. Drogi Redaktorze Próbny, nie mam zamiaru doceniać umiejętności linczowania, nie. Nie bez powodu nosimy nazwę ,,Wspieramy Polską Młodą Twórczość". Jasne, można ocenić, można mieć własne gusta, można je wyrazić, ale nie w sposób mieszania kogoś z błotem. Uzasadniamy.

Praca mniej więcej w połowie tekstu zaczęła mnie tak potwornie nudzić, że byłem o krok od pozostawienia jej otwartej na komputerze i ucieczki w inne zajęcia.

Sam zgłosiłeś chęć bycia Redaktorem Prozy. Mamy pełną ekipę, co podkreśliłam przyjmując Cię. Nie potrzebujemy łaski i fochów.
Ku przemyśleniu.

Pozdrawiam
M.


civilizacja Redaktor 23 07 2013 (17:42:15)
No cóż, myślę, że wyraziłem się dostatecznie jasno. Uzasadniłem wszystkie swoje zastrzeżenia poniżej.
Nie będę siedział cicho, jeśli ktoś kwestionuje moje oceny, imputując mi brak właściwej interpretacji.
Przypominam, że to nie ja zacząłem tę kretyńską dyskusję.

Marzycielka Szef wierszy, redaktor prowadzący 23 07 2013 (17:46:13)
Mi chodziło bardziej o coś innego, wyślę Ci na priv.

Dawied Użytkownik wpmt 23 07 2013 (19:50:25)
Przypominam, że to nie ja zacząłem tę kretyńską dyskusję.
Nie obrażałem Cię. Jeżeli dla Ciebie dyskusja o ocenie jest kretyńska (podkreślam dyskusja, a nie pyskówka), to widzę, że jeszcze musisz trochę podrosnąć.

aneq6 Użytkownik 23 07 2013 (15:58:44)

no cóż, o to chodziło ;) jej opis jego był ZMYŚLONY, WYIDEALIZOWANY. zawadiacki uśmiech, idealność, romantyczność - czysty blef. Brawo dla Pana Dawieda za interpretacje, o to mi chodziło ;)

civilizacja Redaktor 23 07 2013 (16:55:58)
Mhm, brawa za pochlebiającą opinię. To było tak wyidealizowane, zaskakujące, że aż śmiertelnie nudne. A profesjonalizm aż bił z tej pracy. W postaci błędów.
Ironii nie wyraża się poprzez słabe opisy (według ciebie specjalnie stylizowane na słabe) tylko poprzez samą sytuację.
Pozdrawiam

civilizacja Redaktor 23 07 2013 (01:30:38)

Użytkownik ocenił pracę na 3

Nie podzielam entuzjazmu mojego poprzednika. Praca mniej więcej w połowie tekstu zaczęła mnie tak potwornie nudzić, że byłem o krok od pozostawienia jej otwartej na komputerze i ucieczki w inne zajęcia. Zacznijmy od tego, że niestety nie wybijasz się poza schemat tego typu historii. Ci wszyscy "przystojniacy", z wyświechtanymi, doklejonymi przez oczy autorki "zawadiackimi uśmieszkami"... Było, było i jeszcze raz było! Sam pomysł nie wydał mi się szczególnie autorski. Ile historii rysuje się w ten sposób? Mógłbym wymienić setki tytułów o łudząco podobnych zakończeniach; choćby "Sekretne okno" - pasuje tutaj wręcz perfekcyjnie (mówię o samym rdzeniu, idei). Nic specjalnego.
Do tego wszystkiego styl - znów pierwszoosobowa narracja, oczywiście narrator jest kobietą (bo jakby inaczej, prawda?), opisuję swoją nieeesaamowitą rozpacz. Masa użalania się nad sobą i wspominania tego, jaki był dobry, jaki przystojny, jaki wspaniały... Wkraczamy na tereny, gdzie naprawdę robi mi się niedobrze od jawnego przesłodzenia tekstu. A nie możnaby opisać naprawdę ciekawych zdarzeń, które przeżyłą razem z nim i które przekonałyby mnie, że faktycznie taki był? Czy trzeba używać tylu pięknych przymiotników, zamiast dawać popis swojej kreatywności? Bo jeśli jesteś kreatywna, powinnaś dać więcej z siebie niż przedstawia ta historia.

I jeszcze błędy, kóre zdarzały się w tekście nieco zbyt często bym mógł uwierzyć, że faktycznie sprawdziłaś tekst przed wrzucaniem na portal:
"ach!" nie "ah:
Gdybym nie umarł... ah

poprawnie: niepotrzebne ci te całe gówniane szpitale, Malutka :
Sama dasz sobie radę, niepotrzebne Ci te całe, gówniane szpitale Malutka.

"PS"
P.s

przecinek przed "szeptając"
Goście, przyjaciele zaczęli dziwnie krzywo na mnie patrzeć szeptając coś między sobą

"do jasnej cholery" potraktuj jako wtrącenie:
Dlaczego do jasnej cholery on nie przychodził?

Z resztą to wychodzi się ze sklepu... w tym przypadku jest "zresztą" :
Był pod wpływem narkotyków, z resztą wszyscy wiemy

To są te, które udało mi się wynotować.
Nie zaskoczyłaś mnie w żadnym stopniu. Ani pomysłem, ani stylem.
Ode mnie trzy.
Pozdrawiam

Dawied Użytkownik wpmt 23 07 2013 (12:13:27)
Hejtujesz autora za przesłodzone świtaśne opisy, które są banalne i którymi wymiotujesz, a przecież ten sam autor wyraża taki sam pogląd jak Ty. Jego idealny chłopak okazuje się ćpunem, a sam opis nabiera ironicznego znaczenia. Podobnie narratorka, typowa, która znam z setek opowiadań na wpmt okazuje się wariatką - znów ironia. Podajesz przykład "Sekretnego okna", gdzie wspólny jest element zaskoczenia, ale kontekst zupełnie inny. Równie dobrze czytając Twój "Portal" mógłbym powiedzieć, że jest banalny, stylem przypomina twórczość Kinga, ileż to razy bohater wpadał w alkoholizm po odejściu dziewczyny, ileż razy pojawia się osoba podająca za kogoś zupełnie innego - zawsze są pewne elementy wspólne i różni je kontekst i miejsce w całości. Styl to nie treść, więc kolejny hejt dotyczący tego samego.
Masa użalania się nad sobą i wspominania tego, jaki był dobry, jaki przystojny, jaki wspaniały... Wkraczamy na tereny, gdzie naprawdę robi mi się niedobrze od jawnego przesłodzenia tekstu. A nie możnaby opisać naprawdę ciekawych zdarzeń, które przeżyłą razem z nim i które przekonałyby mnie, że faktycznie taki był?
- kłania się czytanie ze zrozumieniem. Cały jego obraz okazuje się zmyślony. Narrator pierwszoosobowy subiektywizuje, więc nie tworzy górnolotnych opisów, bo jest zagubioną dziewczynką, która pewnie więcej czasu spędziła zaćpana bądź zamknięta na odwyku niż przy książkach. Przecież nawet pomysł z listami wydaje się tak absurdalny, że ciężko brać go na serio.

civilizacja Redaktor 23 07 2013 (12:26:23)
Wytknąłem coś, co mi się nie podobało. A co do ironii... myślę, że kolega zbyt często wpada w nadinterpretację.
A ocena jest subiektywna, nie wymagam, żebyś się z nią zgadzał. Dla mnie jest to banalny tekst, który nie wpadł w moje gusta. A nawet jeśli według Ciebie pomysł jest warty uwagi, to już sam tekst nie zainteresował mnie szczególnie. Chyba o to tutaj chodzi, prawda? O zianteresowanie czytelnika. A tekst po prostu był nudny, dlatego dałem trzy.
Czy muszę się tłumaczyć ze swoich ocen?
A czy błędy też zignorujesz? Przecież to widać, że tekst został napisany byle jak.

Dawied Użytkownik wpmt 23 07 2013 (12:35:03)
Lubię dyskutować. Tego na wpmt zdecydowanie brakuje, a starałem się jak najczęściej odnosić do tekstu, bez prywaty. Chętnie "kolego" dowiem się, gdzie leży moja nadinterpretacja, bo to czy autor celowo krytykuje pewne postawy czy przypadkiem to zupełnie inna kwestia niż interpretacja (nadinterpretacja). Podyskutujmy Panie redaktorze.

civilizacja Redaktor 23 07 2013 (12:43:47)
Myślę, że szukasz ironii w miejscu, gdzie po prostu jej nie ma. Gdyby tekst był "czysty", napisany naprawdę bezbłędnie, kapitalnie, mógłbym się jej doszukiwać i naprawdę dwa razy się zastanowił, czy dać taką czy inną ocenę. Jestem w stanie docenić każdy pomysł, o ile wykonanie nie jest poniżej godności tego pomysłu.
To nie jest pierwszy raz, kiedy się nie zgadzamy, więc nie oczekuję, że i tym razem dojdziemy do jakiegoś konsensusu. Może czytałeś inne książki niż ja i masz inną definicję kiepskiej literatury. Dla mnie to jest kiepska literatura.
No hard feelings, panie redaktorze.

Dawied Użytkownik wpmt 23 07 2013 (12:58:45)
Co do błędów, jak najbardziej się z Tobą zgadzam. Sporo można byłoby poprawić.

Dawied Użytkownik wpmt 22 07 2013 (16:01:52)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Świetne. Naprawdę dawno nie czytałem czegoś co by mnie tak zaskoczyło. Napisane niezłym stylem, ale pomysł pierwsza klasa i nie chodzi o sama fabułę, a sposób w jaki przedstawiasz kolejne elementy łamigłówki. Może przesadnie, ale kurcze no nie spodziewałem się takiego finału

aneq6 Użytkownik 23 07 2013 (16:04:52)
Naprawdę cieszę się, że trafił Pan w przysłowiową "dziesiątkę" z interpretacją mojej pracy ;) Opis JEGO był specjalnie przesadzony, tak wspomniałam wcześniej: wyidealizowany. To było tylko wyobrażenie dziewczyny, prawda była zupełnie normalna, szara, bez zawadiackich uśmiech i scen bohaterów niczym z "50 twarzy..." :3 Co do błędów, przyznaję się do winy :)

Marzycielka Szef wierszy, redaktor prowadzący 21 07 2013 (21:42:29)

Pozwoliłam sobie usunąć drugą wersję tego samego tekstu, praca najwyraźniej się zdublowała ;).


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(23): 23 gości i 0 zarejestrowanych: