List do św. Mikołaja

W wielkim, ciemnym lesie stała samotna chatka. Była o tyle osobliwa, że jej fundament stanowiła kurza nóżka, a ściany zrobione były ze słodyczy. Dobiegały z niej odgłosy sugerujące obecność wszelkich sił piekielnych. Już z odległości kilometra słychać było wrzaski, przekleństwa i przedmioty gwałtownie uderzające w ściany, podłogę ewentualnie w czyjąś głowę. - Ludzie, uspokójmy się! – zaklinał nieduży, zielony chochlik o kaprawych oczkach. Nikt nie zwrócił nawet na niego uwagi. - Ja wam oświadczam, tak dalej być nie może! – wołał, wymachując pięściami postawny szlachcic, któremu spod kontusza wystawał czarci ogon. – To jest obraza dla honoru antagonisty! - Właśnie, co ja dzieciakom mam powiedzieć?! – ryczała gruba, czerwona na twarzy baba. – Głodem przymierają! Niewinne nic! Cukierków chcą! Wrzask to wzmagał się, to cichł, ale nigdy do progu, poniżej którego przestałyby dzwonić talerze w czekoladowych szafkach. Stary stół, który wiele już widział i przeżył, sprawiał wrażenie, że zaraz się rozleci pod kolejnym ciosem. - Spokój, tak do niczego nie dojdziemy! – zawołała w końcu stara czarownica z kurzajką na nosie i wyraźnymi śladami oparzeń. – Poza tym, przypominam, że jesteście w moim domu! Uprasza się o kulturę! Goście zamilkli; staruszka miała u nich poważanie. - Babo Jago, ty mądra, co robić mamy? – spytał mały, kudłaty diabełek w czerwonych portkach, w kręgach piekielnych zwany Rokitą. – Dość mamy upokorzeń w Święta! Chcemy w tym roku dostać prezenty od Mikołaja! Dość obchodzenia Sobótki! - Dość! – zawołali wszyscy, mimo że bardzo sobie ów pradawny obyczaj chwalili. - Nam się też coś od życia należy! – warknął Wilk, drapiący się właśnie za uchem. – Tyle wyrzeczeń dla ludzkości! Palą nas, męczą, rozpruwają! I to wszystko dla dzieci! I co mamy w nagrodę za nasz trud? Baba Jaga usiadła na lukrowanym krześle i poprawiła lekko już zmięty pergamin na blacie. - No… będzie ciężko – stwierdziła. – Bycie czarnym charakterem zobowiązuje. Co może dostać antagonista od Mikołaja? Z samej natury rzeczy jesteśmy niegrzeczni. Jakbyśmy zaczęli dostawać prezenty, to cały sens jego roboty by poszedł się… paść. Po tłumie przeszedł pomruk niezadowolenia. - Ale nikt nie mówi, że nie można spróbować – wzięła w rękę gęsie pióro i umoczyła w atramencie. – Ostatecznie, robię się za stara na szukanie ziół do eliksirów… jakby mi ktoś tak je przyniósł z dostawą pod choinkę… - E – mruknął szlachcic. – Ja tam jestem za tym, żeby zrobić stary, dobry zajazd i samemu se wziąć, co się chce. - Ty to byś tylko robił zajazdy – prychnął mały. – Ostatni to był na Litwie, zdaje się! Dzisiaj się już tego nie robi, Boruta! - Jaka ta młodzież dzisiaj pyskata – stary aż podkręcił wąsa. – Za moich czasów to by ci… - Spokój! – uciszyła obu Baba Jaga. – Co mam pisać? - To może jakoś tak miło, żeby miał dobre nastawienie, jak otworzy list – zaproponowała wysoka, dostojna pani w białym płaszczu i koronie z lodu. – Na przykład „Drogi Święty Mikołaju”… - A może lepiej postawić na szczerość i napisać coś w stylu „Ty stary pierniku…” – ktokolwiek wypowiedział te słowa, natychmiast został zagłuszony przez oburzone krzyki, komentujące poziom jego inteligencji. - Nie, tak cukierkowato nie można, bo to aż wstyd – stwierdził w końcu Wilk, teraz opierający przednie łapy o blat. – Trochę honoru, przyjaciele! Może tak: „Szanowny panie Mikołaju”. Godnie i z szacunkiem. - O, dobrze Lucuś mówisz! – pochwaliła czerwona na twarzy baba. – Niech i tak będzie. Staruszka z wyraźną ulgą nakreśliła pierwszą linijkę. Litery, starała się, mimo postępującego wieku, stawiać wyraźne i z ładnymi zawijaskami. - Co dalej? – znów umoczyła końcówkę w atramencie. - Może teraz „ty stary pierniku…” – znów podjął ten sam głos, i znów został uciszony. - A teraz pisz tak! – Rokita znowu postanowił dać znać o swej obecności i usadowił się na blacie. – „Wszystkie czarne charaktery zwracają się do ciebie z serdeczną prośbą o to, byś w końcu zauważył, że relatywnie rzecz ujmując… „ Po izbie przetoczył się śmiech. - Oj, dobrze, to może… „jeśli spojrzeć na rzecz z dystansu, to jesteśmy grzeczniejsi niż wszyscy inni”. Ponowny wybuch śmiechu, tym razem głośniejszy. - A nie?! – założył ręce na piersi. Baba, chichocząc pod nosem, pokręciła głową i skreśliła, co jej kazano. -„ Pomyśl – ciągnął diabełek. – Pracujemy ciężko cały rok, żeby dzieci mogły mieć wzorce, czego mają się wystrzegać. Cierpimy za to prześladowanie, biją nas, topią, palą…” - Wystarczy – uznał Wilk. – Teraz może tak: „Ze względu na to prosimy cię, byś, po wzięciu tego pod uwagę, przyniósł nam w tym roku… - urwał i zamyślił się. – A chcemy prezenty dla wszystkich, czy każdy chce z osobna? Podniósł się wrzask. Znowu. - Oczywiście, że z osobna! – wyli co starsi. – Tyle lat pracy i poświęceń, zasługujemy na osobne traktowanie! - Wszyscy takie same! – sprzeciwiali się młodsi. – Bo co, on potem uzna, że ten grzeczniejszy od tego i co będzie? Jeden dostanie, o co prosił, a drugi jakieś nie-wiadomo-co! Wśród czarnych charakterów nieznane są parlamentarne sposoby załatwiania sporów. Jeśli nie kończą się kłótnią zakończoną kompromisem, to kończą się bójką, w której zwycięża racja tych, którzy wygrali. Zazwyczaj dzieje się tak na elekcjach Króla Antagonistów, ale powiedzmy sobie szczerze – ta sprawa była dużo ważniejsza niż elekcja. W końcu chodziło o wyrwanie się z pradawnego zwyczaju obchodzenia Sobótki – czyli palenia przyniesionych przez Mikołaja rózeg i węgla, połączonego z libacją alkoholową i ogólnym rozpasaniem trwającym od szóstego grudnia aż do Sylwestra – i ucywilizowanie się. I chodziło o otrzymanie prezentów! Gdyby ten pomysł wypalił, byłby to pierwszy rok od stworzenia świata, kiedy okres świąteczny minąłby im bez kaca. W końcu zwyciężyli ci, którzy domagali się indywidualizmu. W efekcie czarny kot, pomocnik Baby Jagi, musiał jeszcze trzy razy przynosić nowe rolki pergaminu. - No i teraz – śmiał się mały diabełek – zakończenie! Czyli może tak… Mamy nadzieję na pozytywne rozpatrzenie naszych próśb… - …a jak nie, to zrobimy ci taki zajazd, że się do końca świata nie pozbierasz – wpadł mu w słowo Boruta. - Daj spokój z tymi zajazdami! - Nie, słuchajcie, to dobry pomysł! – zawołał Wilk. – Jesteśmy w końcu czarnymi charakterami. Odrobina groźby nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Po tym miłym i zachęcającym do pójścia nadawcom na rękę ogłoszeniu list został podpisany, zapieczętowany i wysłany najszybszą pocztą z możliwych – czyli tą czarownicą, która szczyciła się najszybszą miotłą. Trudno opisać poruszenie, jakie zapanowało na Biegunie Północnym po otrzymaniu tej niezwykłej przesyłki. Mikołaj długo chodził w kółko, drapał się po głowie, mruczał pod nosem i marszczył brwi, ale w końcu zwołał do siebie elfy i kazał im wyrobić trzysta procent dziennej normy – w końcu mikołajki za pasem, a tu tyle nowych życzeń! Elfy nie były zbyt zadowolone, ale zgodnie z wzorcem socjalistycznego robotnika – skądinąd wiadomo, że w krainie Świętego Mikołaja na pewno panuje komunizm, bo w jakim innym ustroju możliwe byłoby tyle cudów gospodarczych i wyrabianie paru tysięcy procent rocznej normy produkcji zabawek? – wzięły się do pracy. Ranek szóstego grudnia zastał lasy, jaskinie, bory i inne tajemnicze krainy, do których nikt rozsądny nie zapuszczał się bez broni, dziwnie spokojne. Nie wiadomo, czy zdarzyło się to kiedykolwiek, od kiedy na skutek Wielkiego Czegoś powstał kosmos. Panował jednak wzmożony ruch, gdyż wszyscy mieszkańcy owych okolic dokądś pędzili. Najczęściej do najbliższych sąsiadów. I wszyscy mieli w rękach kolorowo opakowane paczki. Czarownice chwaliły się nowymi miotłami, eliksirami i atlasami ziół, Wilki zjadały krwawe, świeże befsztyki ewentualnie ostrzyły kły o profesjonalne ostrzałki do noży, czarownicy zaczytywali się w nowych zbiorach zaklęć, a mały diabełek w najlepsze bawił się w wysadzanie swej nowej kolejki. - Rokita, wstydziłbyś się – skomentował ową zabawę Boruta, polerując nową szablę. – Taki duży diabeł, a o zabawkę prosi. - Oj tam, duży – maluch po raz kolejny zepchnął pociąg z nasypu. - A duży! Niech no się Lucyfer dowie…! W tym samym momencie skrzypnęły drzwi łęczyckiego zamku, w którym urzędował. Wszedł przez nie wysoki jegomość o koźlej głowie pokrytej czarną sierścią. Zastukał kopytami o kamienną podłogę i zdjął płaszcz. Rokita i Boruta wstali i skłonili się do ziemi. - Panie. - Siadać – rozkazał Lucyfer, patrząc na nich jakoś wyjątkowo łagodnie. – Przyszedłem tylko powiedzieć, że ty, Rokito, za trzy dni masz stawić się w moich komnatach. Masz order do odebrania za to, żeś dyktował tak skuteczny list. – po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł. Po chwili ciszy mały zaczął się szaleńczo śmiać. Prawdopodobnie z miny Boruty, ale możliwe, że również z pluszowego misia, którego zauważył za pazuchą władcy piekielnego. Ale gdy minęły mikołajki i Wigilia, przyszła też chwila refleksji. Miód tężał w beczkach, piwo też, o wódce i innych trunkach nie wspominając. A głupio było wypić je bez okazji…. W końcu zwołano nadzwyczajne zebranie, na którym powzięto mocne postanowienie, że nigdy więcej! Rokitę odsądzono od czci i wiary, a Baby omal nie zlinczowano za to, że nie powstrzymała ich swą powagą przed realizacją tego nieszczęsnego pomysłu. I wzniesiono toast za Borutę, który ogłosił rozpoczęcie zapisów na zajazd na Biegun Północny, który zamierzał zorganizować w roku przyszłym. A co. Mikołaj też powinien być mądrzejszy od nich i nie godzić się na prezenty. Trzeba było się zemścić za zepsutą Sobótkę.



Płeć: nieznana
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 11.12.2011r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 12 12 2011 (22:59:35)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Zanim zacznę oceniać, muszę przyznać, że byłaś moją faworytką w konkursie, bardzo mnie zaskoczyłaś nowatorskimi pomysłami, oryginalnością, poprawnością, dużą dawką wszelkich rodzajów komizmu, nienagannymi stylem, przyjemną i ciekawą fabułą, a także spójnym, logicznym i płynnym tekstem. Także można powiedzieć, że praktycznie wszystko było dopracowane.

Wizja czarnych charakterów, piszących wspólnie list do św. Mikołaja bardzo przypadła mi do gustu. Była to rzecz bardzo przemyślana, jestem przekonana, że trochę nad tym posiedziałaś, a jeśli napisałaś to wszystko z marszu - tym bardziej gratuluję ogromnego talentu. Dialogi były bardzo naturalne, zabawne i przewrotne. Oprócz tego moją uwagę zwróciły parodystyczne nawiązania do Pana Tadeusza, były niezwykle trafne i szczere.

Tyle ode mnie. Stawiam szóstkę, naprawdę znakomicie się spisałaś. Czekam na więcej!

Pozdrawiam,
Groszek :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(52): 52 gości i 0 zarejestrowanych: