Pseudonim: Jutta
Napisanych prac:
- wiersze: 21
- proza: 11

Średnia ocen: 4.0
Użytkownik uzyskał: 102 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Opowieści mojej mamy" 01.07.2010
"Elimar" 26.07.2010
"Zagadka" 18.03.2010
"Wilk" 20.05.2010
"Miara człowieka" 07.04.2010

Inne prace tego autora:
"Miara człowieka" 07.04.2010
"Opowieści mojej mamy" 01.07.2010
"Johan" 06.06.2010
"Elimar" 26.07.2010
"Wilk" 20.05.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Łakomstwo Antka

Dzieciństwo Antka przypadło na siermiężne czasy. Pracował tylko ojciec, a w domu dwaj młodsi bracia również wypatrywali lepszych kąsków. A z tym już był problem. Mama gotowała pożywne zupy. Z mięsem i wędliną było krucho. Dziesięcioletni chłopiec powinien pomagać w zakupach, ale do domu zawsze wracał z nadgryzionym chlebem, nadpitą śmietaną, czy też wyssanym masłem. Antka wysyłano tylko do pobliskiej olejarni, gdzie kupował ciemny, tłoczony na zimno olej rzepakowy. Polewano nim ziemniaki w talarkach, suto posypane cebulą. Rodzice się tym zajadali, ale chłopcom jedzenie rosło w buzi. - Kiedy będę pracował, za pierwszą pensję kupię sobie kilogram parówek - marzył łakomczuch. W domu parówki były rarytasem. Antek często wspominał ich smak, czuł pod zębami miły chrzęst pękającej skórki i ten specyficzny aromat. Widywał je za szybą sklepu rzeźnickiego i porównywał do sznurów najpiękniejszych korali. W każdą sobotę ojciec przynosił do domu kilogram parówek, które przed niedzielnym śniadaniem trzeba było dostarczyć panu Nałęczowi. Wyprawa zawsze przynosiła miłe niespodzianki. Ulica, prowadząca do celu, przebiegała poza miastem. Była to piaszczysta droga, gęsto wysadzana drzewami, które łączyły się koronami. Za poboczem drogi ciągnęły się pola uprawne, gdzie można było coś ciekawego wypatrzyć. Nawet sarenki i zające. Dom pana Nałęcza przypominał twierdzę. Po długiej serii dzwonków jakaś tajemnicza ręka otwierała drzwi i szerokimi schodami wchodziło się na piętro, prosto do gabinetu pana domu, w którym przyjmował Antka. Stateczny, starszy pan, zawsze elegancko ubrany, kojarzył się chłopcu z pocztem królów polskich. Onieśmielał. Wykonywał gest, zapraszając do podejścia bliżej. Stawał więc przed biurkiem, podawał paczkę i czekał, ponieważ zawsze była przygotowana drobna nagroda. Najczęściej jakiś czekoladowy drobiazg. Nie było rozmowy, ani żadnej zachęty. Wiedział, że powinien odejść natychmiast, ale łakomstwo było silniejsze. Słodycz potrafi być gorzka. Dłużyła się powrotna droga. "Jestem tylko dostawcą parówek i nikt ze mną nie chce rozmawiać, chociaż na biurku tyle ciekawych rzeczy się mieści. Ściany obwieszone ogromnymi portretami i szablami, mógłbym stać tam godzinami", rozmyślał Antek. Pewnego wiosennego poranka jakaś wewnętrzna radość rozsadzała chłopca. Szedł, by za chwilę puścić się pędem, nawet nie zauważył, kiedy leżał na ziemi z rozsypanymi parówkami. Dwie, brudne i zmiażdżone postanowił zjeść na miejscu. Resztę wypucował, owinął w przybrudzony papier i zapukał do jaskini lwa. - Proszę - wykrztusił, podając zawiniątko. - No, chłopcze... - usłyszał. Wypadł z pokoju biegiem, słysząc miękki stukot zrzucanych po schodach przedmiotów. Całkiem możliwe, że były to parówki. Dla Antka brzmiały niczym seria z karabinu. Zaraz po zamknięciu bramki zwymiotował. Słowem nikomu nie pisnął, a pan Nałęcz zrezygnował z dostawcy.



Płeć: nieznana
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 11.11.2010r.

1     

Mozzie Użytkownik wpmt 11 11 2010 (19:08:06)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Opowiadanie jest niezwykłe. Piszesz niby tylko o parówkach, o pożywieniu, które jest elementem codziennego życia, do którego większość ludzi nie przywiązuje wagi, ale w tym przypadku w tej historii mieści się mnóstwo filozofii życiowych.
Główny bohater jest biedny, nie przelewa się u niego w domu, aż do tego stopnia, że zaczyna marzyć o tak prostej rzeczy jak parówki. Każdy kawałek mięsa jest upragniony, łakomczuch błądzi po tej idylli parówek i innych wyrobów mięsnych, żeby pokazać nam, że to czego pragniemy nie zawsze jest takie, jak nam się wydaje. Myślę, że chłopiec był zbyt chciwy na jedzenie, powinien panować nad tym, ale wiadomo, że jak człowiek jest głodny, zrobi dosłownie wszystko dla jedzenia (sama na szczęście nie doświadczyłam aż takiego głodu, ale to się samo nasuwa jak się o tym myśli). Uderzył mnie ten brak szacunku otoczenia dla niższej sfery ludzi, bohater był tylko dostawcą parówek, nic więcej nie znaczył dla swojego pracodawcy, kiedy raz nie udało mu się wykonać pracy jak należy, stracił ją.
Pokazujesz jaki świat jest okrutny, nie myślałam, że dla mnie tak błahe sprawy mogą mieć dla innych tyle znaczenia.
Technicznie jest bardzo dobrze, nie robisz błędów, masz ciekawy styl, ale wymaga dopracowania, w sumie zawsze może być przecież lepiej. Z plusem :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(68): 68 gości i 0 zarejestrowanych: