Zaloguj się lub zarejestruj
aby móc skorzystać z wszystkich dobroci tego serwisu...


Regulamin

warto go przeczytać

Logowanie użytkownika
Nie pamietasz hasła?
Nie masz konta? Zarejestruj się!
rejestracja
dowiedz się więcej
czym jest wpmt
Pseudonim: Lilka
Imię: αиєтα
O sobie: [...]dla nas, piszących, pisanie jest za każdym razem szaleńczą, ekscytującą przygodą, przeprawą malutkim czółnem przez pełne morze, samotnym szybowaniem w kosmos. Herman Hesse.
Napisanych prac:
- wiersze: 45
- recenzje: 1
- wywiady: 1
- proza: 28

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 226 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Krew na tęczy odc.1" 28.11.2010
"Adept śmierci 1.1" 24.02.2010
"Z pamiętnika Śmierci" 29.07.2009
"W grzywie wiatr, a w..." 31.05.2010
"Wiara" 18.01.2009

Inne prace tego autora:
"Ulotność ideałów odc.1" 26.03.2011
"Dla ciebie, Mamo " 23.05.2009
"Z pamiętnika Śmierci(3)" 13.10.2009
"Z pamiętnika Śmierci" 29.07.2009
"Tańcząca w deszczu cz.III" 31.03.2012

Najlepiej oceniona proza (30 dni):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna - 6
"Carmel - I etap..." - subtelny demon - 6
"Jedyne Miasto - I etap..." - Ell003 - 6
"Przejście - I etap..." - Mii - 5.5
"Gdzie jest hidżab!? - I..." - Fał - 5.5

Najnowsza proza (wszystkie):
"Nieumarły kwiat - I etap..." - Ironiczna
"Prolog - Krwawy rytuał...." - van Hellsing
"Potwór - I etap..." - Srebrna
"Obcy" - Dawied
"Bajka o jabłku - I etap..." - Khelben
"Przejście - I etap..." - Mii
"Uwodzeni - I etap Wyzwania..." - van Hellsing
"Bezimienna - I etap -..." - Katarzyna Łaskawa
"Kornelia, "Wyzwanie..." - Astralka
"Igraszka - I etap..." - Poziomka.

Krwawy Horyzont

Ciepły blask latarni przenikał przez niemal przezroczyste, bladozielone zasłony. Na szklanej ramce opartej o parapet toczyła się gra świateł i cieni. Wzięłam ją do ręki, serce mocno biło mi w piersi. Odetchnęłam lekko, czując, jak wracają mi siły, a wraz z nimi narasta obce, ale przyjemne wrażenie.
Ramka była długa, prostokątna, mieściły się w niej dwa niewielkie zdjęcia. Na jednej fotografii widniała Elita. Poznałam alejkę w naszym ulubionym parku w Gdańsku. W oddali widać było mglisty, niewyraźny zarys fontanny i dzieciaków obrzucających ją groszami. Żwirowana uliczka prowadziła przez zadbane trawniki obsadzone kwiatami. Niedawno pomalowane ławki rozmieszczono synchronicznie, według ścisłego planu. Jedną z nich obsiadła grupa nastolatków. Mass z Leną, Eryk z Bereniką, ja z Danielem. Dziewczyny usiadły na surowym drewnie, chłopacy klęczeli u ich stóp, stali za ich plecami albo przyczajali się z boku. Słońce oświetlało roześmiane, zmęczone twarze. Nasze ubrania były wyraźnie podniszczone i wysłużone. Miałam na sobie kurtkę Daniela, otulałam się nią szczelnie, uśmiechając się kącikiem ust do chłopaka. Przysiadł na piętach tak, że jedną rękę opierał na moim kolanie. Trzymałam jego dłoń.
Na drugim zdjęciu byliśmy sami, zmieniła się też sceneria. Rozkołysane fale za nami uderzały o roztrzęsiony pomost. W zniszczonych bojówkach i podartej bluzie wyglądałam jak siedem nieszczęść. Kuliłam się z zimna, wtulając twarz w szyję swojego chłopaka – wciąż chłopaka – chłopaka, który oszukiwał mnie przez wiele miesięcy, w tajemnicy chronił, osłaniał przez posłańcami śmierci. Chłopaka, którego paradoksalnie kochałam. Chłopaka, przez którego zwątpiłam w prawa natury, Boga, dzięki któremu odkryłam nowe oblicze świata.
Drgnęłam, słysząc poruszenie na korytarzu. Podniesione, pospieszne głosy stopniowo się oddalały. Konrad wracał do pracy. Nie czekając aż wyjdzie dopadłam szafy. Szybko zrzuciłam piżamę, która miała być kamuflażem. Wolałam, żeby ojciec nie wiedział o mojej nocnej ekspedycji z Dadem. Wypatrzyłam całkiem porządne dżinsy z jasnego materiału i białą koszulkę na ramiączka. Na wierzch założyłam śnieżnobiałą bluzę w ciemną kratę. Przelotnie przejrzałam się w lustrze. Całkiem przyzwoicie. W sam raz na spacer w chłodny, letni wieczór. Rzuciłam okiem na adidasy. No, może… machnęłam ręką i zmieniłam buty na ulubione glany.
- Wiedziałem, że to zrobisz – skomentował Daniel. Pojawił się niespodziewanie, jak zwykle. Uniosłam wzrok.
- Wiedziałam, że weźmiesz iPoda.
Rozłożył ręce.
- Czasem odnoszę wrażenie, że znasz mnie lepiej niż ja sam. A czasem, jakbyśmy widzieli się pierwszy raz.
- Mhm. A jak jest teraz?
Pociągnęłam go za kołnierzyk koszuli, palce drugiej dłoni zanurzyłam w morzu ciemnych włosów. Przyciągnął mnie do siebie, najwyraźniej preferując odmienny rodzaj odpowiedzi niż słowny.
- Nie tak szybko – skarciłam go, ale się nie odsunęłam – jeszcze nie ma nawet północy. Ledwie jedenasta.
- Marzysz o Kopciuszku, co? – roześmiał się. – Nie ma sprawy. Poczekam do północy. A potem zostawisz mi pantofelek na szczycie schodów.
- Jakich schodów, jaki pantofelek? Mogę co najwyżej cisnąć glanem do wody, żebyś po niego zanurkował.
Wciąż się podśmiewaliśmy, zbiegając szybko po szerokich stopniach rezydencji mojego ojca. Oczywiście wiedziałam o tym, że cały teren posesji był monitorowany. Ale kogo obchodziło, co wyprawia córka pana biznesmena i jej pokręcony chłopak?

Dominik niespiesznym krokiem obchodził stół. Po jednej jego stronie siedziała dziewczyna o pobladłej twarzy, kurczowo zaciskająca palce na krawędziach żelaznego krzesła. Patrzyła na niego wzrokiem przerażonego, zahipnotyzowanego zwierzątka. Z udawaną troską poklepał ją po policzku, który pokrywała warstwa zakrzepłej krwi. Poczuł, że zadrżała, ale nie miała odwagi się odsunąć.
- Wiesz, nie wyglądasz najlepiej. Może lepszym wyjściem byłoby po prostu zacząć mówić? – poradził zatroskanym głosem. Usiadł wygodnie na blacie stołu, opierając nogi na chwiejnym krzesełku i zmuszając ją, żeby przesunęła się na sam brzeg. Oparł łokcie na kolanach, zbliżając twarz do jej twarzy, swoje jasnoszare oczy o złowrogim wyrazie do jej oczu, brązowych, niemal żółtych, napawając się jej strachem.
- Wiesz, twoi przyjaciele myślą, że ich zdradziłaś. Tutaj dostajesz manto za milczenie. Oni uciszyliby cię raz na zawsze, zanim odezwałabyś się słowem. Więc?
Uniósł palcem jej podbródek, by nie opuściła wzroku. Jęknęła cicho, udręczona.
- Zabieraj swoje wstrętne paluchy, Dominik – warknęła. Zabrzmiało to niemal groźnie. Jej rozmówca parsknął histerycznym śmiechem.
- Nie ma sprawy. Błażej?
Błażej nigdy nie bawił się w ceregiele. Podszedł, szczerząc do niej szczerbate zęby. Miał uśmiech rekina. Dziewczyna wzdrygnęła się z odrazą. Na własne nieszczęście.
Błażej zbliżył się i wierzchem dłoni wymierzył jej siarczysty policzek, aż stęknęła. Dominik pokiwał głową z zadowoleniem i podszedł do przenośnej lodówki na drugim końcu pomieszczenia, które kiedyś było bawialną, a które dzisiaj trudno było nazwać pokojem. Wyjął z niej puszkę, otworzył i wolno wypił kilka długich łyków. Otarł usta i zaplótł dłonie za plecami, spokojnie patrząc na dziewczynę.
- Wiesz, jak nazywają to miejsce? ,,Bawialnia Psychopatów’’. Urocze, nieprawdaż? – Nie doczekawszy się odpowiedzi, przygryzł wargę. – A teraz powiedz mi, gdzie zatrzymali się twoi przyjaciele.
Widział jej powoli słabnący opór i hart ducha. Łatwo przyszło mu wykorzystać dziewczynę i porwać ją, pozorując zdradę, ale złamanie jej przychodziło mu z trudem. Musiał się pospieszyć, zostało mu góra kilka dni… skinął Błażejowi. Tamten szarpnął mocno jej włosy, odsłonił szyję i przystawił sztylet. Gdy nie zareagowała, uderzył głową dziewczyny o stół i kopniakiem zwalił z krzesła. Skuliła się na podłodze, a krew zalewała jej oczy.
- Wystarczy.
Podniosła głowę, oszołomiona ciosem, naiwnie sądząc, że przesłuchanie się skończyło. Zły ruch. Dominik uklęknął obok niej, dotykając kolanami pleców leżącej i wiedziała już, że to nie koniec. Zamknęła oczy.
- Gdzie… jest… Alfa? – każde słowo kończyło się szarpnięciem, sapnięciem i uderzeniem zostawiającym krwawe ślady na ramionach udręczonej.
Coś w niej pękło. Niemal nieprzytomna z głodu, pragnienia i bólu, zdołała wyszeptać kilka słów.
- Zostaw mnie... nic nie wiem. Rozdzieliliśmy się, nie wiem, gdzie są teraz.
Roześmiał się z triumfem. Kilka wyszeptanym jękliwie słów miało na razie wystarczyć. Podniósł się, pchnął mocno ciało dziewczyny, która zdążyła już stracić przytomność i na pożegnanie rzucił:
- Zabierz ją, zamknij i czekaj z nią na mnie. Niedługo wrócę. Nie zapomnij zmyć krwi z podłogi.

Eryk od niechcenia kopnął mały szklany stolik. Przewrócił się z hukiem, rozpryskując dookoła ostre odłamki.
- Eryk – odezwał się Mass, przesadnie przeciągając samogłoski – spójrz, co zrobiłeś. W życiu nie pozbędziemy się tego szkła z dywanu.
Jego rozmówca wzruszył ramionami.
- A po co trzepać? Lepiej rusz tyłek i pomóż mi. Trzeba tu posprzątać.
Obaj odwrócili się, słysząc hałas za plecami. Do pokoju weszła Berenika, podzwaniając smyczą zawieszoną na szyi, na której wisiał pęk kluczy. Spojrzała z dezaprobatą na pokryty szkłem dywan i potargała Erykowi włosy.
- Wiesz, nie sądzę, żeby tłuczenie wszystkiego co masz pod ręką było dobrym pomysłem. Chociaż – zerknęła na perski dywan pod stopami – jego i tak nie moglibyśmy zatrzymać. Nie lubię nie słyszeć, kiedy ktoś się skrada.
- Nie tłuczę wszystkiego, co mam pod ręką – zaprotestował Eryk, obejmując ją w pasie. Odsunęła się ze śmiechem i pociągnęła go za rękę w stronę wyjścia.
- A te strzaskane talerze w kuchni, rozbite gabloty w pokoju z antykami i inne rzeczy? Też nie twoja sprawka?
- Ech, jak ja lubię, kiedy się ze mną droczysz – zażartował mężczyzna i cmoknął ją w czubek głowy. – Mass! Rusz swoje cztery litery, albo cię wyręczę! – zawołał jeszcze na pożegnanie.
Mass ziewnął i wyciągnął się na skórzanej beżowej kanapie. Wygodnie oparł głowę o zagłówek, skrzyżował nogi w łydkach i splótł palce na brzuchu. Zamknął oczy. Ciszę przerywał od czasu do czasu chrobot przesuwanych mebli, brzęk tłuczonej porcelany i odgłos, jaki wydawały ściany, kiedy rzucano o nie coś ciężkiego. Sądząc po głośnych wybuchach śmiechu para bawiła się znakomicie. Chłopak zasłonił twarz poduszką, a gdy i to nie pomogło, wydarł się:
- Cicho tam!
Znienacka do pokoju wparowała Berenika i pociągnęła go za koszulkę, zwalając z kanapy. Przycisnęła kolanem plecy przyjaciela i szepnęła mu słodko do ucha:
- Mass, nie możemy wszystkiego robić sami. Idź i sprawdź pokoje na piętrze, inaczej piętro przyjdzie do ciebie. Nie tylko my potrzebujemy azylu – dodała z nagłą goryczą w głosie i puściła go.
Podniósł się powoli. Rzucił ostatnie tęskne spojrzenie do tyłu i ruszył w stronę schodów. Wiedział, że mimo niejednokrotnie szorstkiego sposobu bycia naprawdę może na nich polegać. Tak po prostu było.
Wbiegając po schodach i wyrzucając ,,śmieci’’ na korytarz, myślał już tylko o jednym.
Czy Lena naprawdę ich zdradziła? Co się z nią działo? Czy kiedykolwiek… kochała go?

Dominikowi opadały ręce.
- Jake! Co ty do cholery wyrabiasz? Potrzebuję cię! – wydarł się, waląc w dębowe drzwi. – Otwieraj! – Z jego ust posypały się przekleństwa. Po raz kolejny bezskutecznie szarpnął klamkę. Wszystko się w nim gotowało.
Kiedy drzwi w końcu się otworzyły, omal nie wybił mu zębów. Jake był ubrany jedynie w dżinsy, odsłaniając paskudną bliznę na ramieniu.
- Co się dzieje? – burknął. Był wyraźnie w podobnym nastroju jak jego szef.
- Dziewczyna, którą podprowadziłeś Alfie! – ryknął zbir. – Gdzie ona jest? Nie ma jej! – Uderzył go pięścią w pierś. Jake zatoczył się do tyłu.
- Spokojnie, szefie, bez takich. Błażeja trochę poniosło i postanowił się zabawić. Jak zaczął się do niej dobierać, tak na niego naskoczyła, że myślałem już, że zmasakrował go któryś z naszych. Ten świr dostał szału. Znasz go. Po co w ogóle trzymać kogoś takiego? Nawet po ciemku zatłukłby połowę gwardii królewskiej – bronił się chłopak. Po minie Dominika widział, że przesadził. Skulił się.
- Nie żyje?
- Miała złamaną rękę i kilka żeber, pękniętą czaszkę i siniaki na całym ciele. W sumie nie jest z nią źle, nasi już się nią zajęli. Trochę pocierpi… ale to nawet lepiej, nie?
Znienacka Dominik ryknął śmiechem. Jake wzdrygnął się. Jego mocodawca poklepał go po ramieniu i rzucił:
- Twoje poczucie humoru kolejny raz uratowało ci tyłek. A właściwie sąsiedztwo ,,więzienia’’ z haremem, jak mniemam.
Zmrużył oczy, bynajmniej nie rozbawiony. Dominik zdawał się tego nie zauważać. Odwrócił się i odszedł, pogwizdując.
W zamyśleniu podrzucał wąski, ostry jak brzytwa sztylet, przywiązany do nadgarstka długą linką.

Niebo nad nami ziało czernią, jedynie sierp księżyca rozświetlał ziemię wąskim strumieniem światła. Jego promienie sięgały tego skrawka plaży, na którym leżeliśmy przytuleni na kocu. W rozmarzeniu wędrowałam opuszkami palców po odsłoniętym ramieniu Daniela. Patrzył na mnie oczyma o barwie nocy, niepokojąco głębokimi i błyszczącymi nad długimi rzęsami. Uśmiechał się lekko.
- Wiesz, lubię, kiedy tak robisz – odezwał się w pewnym momencie. Dochodziła trzecia nad ranem. Podniósł się tak, że znajdował się nade mną, utrzymując ciężar na łokciach. Przesunęłam ręką po umięśnionych plecach. Zadrżał delikatnie. Pochylił się i przycisnął wargi do mojego obojczyka.
- Jak myślisz – mruknęłam, dotykając opalonego karku – co oni teraz robią?
Zamyślił się na chwilę i nieco odsunął.
- Mieli doprowadzić do stanu używalności Dom nad Rozlewiskiem. Pewnie właśnie to robią… albo udają, że coś robią – zakpił. – Rezerwują najlepsze pokoje i wywalają połowę rzeczy na śmietnik.
Zaśmiałam się.
- Pokój Pamiątek pewnie już poszedł z dymem – zażartowałam. – Ach, te wasze zamiłowanie do antyków.
- Daj spokój Elicie. Zajmiemy się nią później – zaproponował.
Puścił mnie dopiero po dobrych kilku minutach.
- Popływajmy – rzuciłam wesoło i wysunęłam się spod niego. Skrzywił się, ale podążył za mną. Wbiegliśmy do wody, trzymając się za ręce i ciesząc ostatnimi wspólnymi, beztroskimi chwilami.
Ranek nadszedł zbyt wcześnie. Ubieraliśmy się pospiesznie, wymieniając ukradkowe pocałunki. Z uporem osła wyciskałam wodę z włosów. Dad tylko westchnął i pomógł naciągnąć mi koszulkę na mokry stanik.
- Trzeba było wziąć strój kąpielowy – cmoknął mnie w szyję. Jego palce zabłądziły w okolicy mojej talii. – Awaria. Nie ma mojej koszuli.
Odwróciłam się do niego, zdziwiona.
- Co takiego?
- Mów sobie, co chcesz, ale nigdzie jej nie ma – powtórzył i ryknął śmiechem. Spojrzałam na wschodzące słońce i wyobraziłam sobie, jak idzie przez miasto i wraca do domu mojego ojca jedynie w szortach.
- Pięknie – syknęłam, mimo wszystko rozbawiona.
Zamknął mi usta pocałunkiem. Pachniał solą. Obcy zapach przypomniał mi wszystko, co musiałam dla niego zostawić. Dotyk jego warg upewnił mnie, że było warto.
Nawet jeśli miał dzisiaj odejść.

Lena leżała na twardej betonowej podłodze. Była tak obolała, że z trudem przekręciła się na drugi bok. Przycisnęła twarz do zimnego betonu.
Błażej złamał jej nie tylko kości, które teraz mogły jedynie pulsować tępym bólem. Krew na jej policzkach mieszała się z łzami. Wyciągnęła w górę drżącą rękę, w stronę małego, zakratowanego okienka wielkości koperty. Miał odsuwaną szybę, zaparowaną teraz od jej oddechu. Narysowała małe serduszko o postrzępionych krawędziach.
- Przepraszam, Mass. Przepraszam – szepnęła i zwaliła się na plecy. Kiedy dwie godziny później Dominik przyszedł do jej celi, była już zimna.
A cztery godziny temu jego człowiek wyciągnął z niej wszystko, co chciał.



        Dedykacja: Tym, o których myślałam.

Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1    
Data dodania: 30.12.2010r.

1     

Ridiculous 02 01 2011 (01:08:16)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Historia z początku wydawała się być raczej o miłości, a tymczasem jest ona mieszanką dwóch klimatów - morskiego i kontynentalnego, że tak powiem. ^.^ Z jednej strony łagodność i piękno dotyku oraz bliskości kogoś drugiego, z drugiej - hardość kryminału, który nie przebiera w środkach.
Coś jest wspomniane o Domu nad Rozlewiskiem - nie czytałam, nie wiem, o co w tym chodzi nawet.
Trochę błędów przy zapisie dialogów. Gdy po kwestii opisujemy czynność bohatera, robimy tak:
- Mam to w nosie. - Zasunęła krzesło i odeszła.
Verstehst du?
Poza tym, ładny styl, podobało mi się. Piątka. ^.^


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Piąty Peron WSQN E-tekst /></a> 
<a href=Piórem Feniksa Edupedia Audiobook

Statystyki: Wiersze: 7847 | Artykuły: 264 | Recenzje: 234 | Proza: 1644 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46540 | Użytkownicy: 3566
Online(34): 28 gości i 6 zarejestrowanych: exother, Salem_de_Lincourt, pasieczny14, EmptyCage, Angelika596, Groszek

Dekalog | Historia | Redakcja | Regulamin rekrutacji
Nasze społeczności: Nasza-klasa | Facebook | Nasze serwisy: Portal | Forum | Mapa | Kanały RSS: Prace | Nowości | Wydarzenia
Współpraca: Portal literacki | Copyright © 2008 - 2010, portal literacki wpmt.pl