warto go przeczytać
Pseudonim: Fivex
-Przyjechałam najszybciej jak się dało. Możesz otworzyć garaż Allanowi? Gdzie ona jest? -Sabrina otworzyła drzwi i zalała Kingsleya potokiem pytań. Była to szczupła blondynka ubrana w wytarte sztruksy i obcisłą różową bluzkę. ,,Miss mokrego podkoszulka...Jakby chociaż miała co pokazać” pomyślał mężczyzna i chętnie wypowiedziałby te słowa na głos, jednak Sabrina była najlepszą przyjaciółką żony i wiedział, że tylko ona jest w stanie ją przekonać do zmiany decyzji.
-W sypialni... Sab wiem, że to ciężkie zadanie, ale w tobie ostatnia nadzieja. Porozmawiaj z nią, bo jeśli nie ty... To kto?
-Obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy. Ale sam wiesz jaka jest Merry. Zawsze musi postawić na swoim. A jeżeli w grę wchodzi dziecko, o którym tak bardzo marzyła...
-Dziękuję. Obietnica mi wystarczy -przerwał, a ona poklepała go po ramieniu i zniknęła zostawiając za sobą tylko lekki podmuch wiatru.
Po chwili Kingsley usłyszał ciche pukanie do pokoju, w którym przebywała jego małżonka. Wziął ze stolika kluczyki i za pomocą przycisku otworzył drzwi do garażu. Kilka sekund później warkot silnika ucichł i zastąpiła je rozmowa kobiet. Do przedpokoju z prędkością światła wpadł czarnowłosy mężczyzna w białej koszuli z czerwonym krawatem oraz spodniach od garnituru. Na palcu wisiała mu marynarka zarzucona na plecy, w drugiej ręce zaś dzierżył pęk kluczy, którym bawił się nerwowo. Uśmiechnął się cierpko do Kingsleya po czym schowawszy klucze do kieszeni uścisnął mu dłoń. Na jego koszuli spoczywało kilka brudnych kropel deszczu, które dopiero po tym jak znieruchomiał, wsiąkły i lekko zmoczyły tkaninę w kilku miejscach. Jego włosy powoli opadały i wracały na poprzednie miejsce. Perłowymi zębami przygryzł dolną wargę, a jego boczne kły prawie się w niej zatopiły, jednak nie kapnęła z nich ani kropla krwi. Rzucił drogą marynarkę na skórzaną kanapę i oparł się o ścianę. Twarze mężczyzn przyjęły grymas, kiedy usłyszeli szybką i cichą wymianę zdań między ich małżonkami.
-Siadaj – zaproponował Kingsley wskazując wygodny fotel, a sam zajął miejsce tuż obok na kanapie. Allan usiadł na fotelu niezwykle dyskretnie i zwykłe ucho nie dosłyszałoby pewnie żadnego poruszenia. Oparłszy się wygodnie, razem z przyjacielem wytężyli słuch, by móc usłyszeć słowa padające z ust kobiet.
-Dobrze wiesz,że nie chcę go opuszczać. -King wzdrygnął się, gdy usłyszał, że głos jego żony drży.– Gdyby nie ta wpadka, nie uświadomiłabym sobie jak bardzo chcę być matką. I nie jest dla mnie ważne, czy żywą, czy martwą... Zawszę będę miała świadomość, że umarłam dla mojego dziecka i że przez prawie miesiąc byłam szczęśliwym rodzicem. Wolałabym, aby ostatni miesiąc mojego macierzyństwa jak i życia był radosny. Do tej pory chciałam zajść w ciążę, by móc poczuć się jak aktorki serialowe, które muszą dbać o swoje dzieci i po dziewięciu miesiącach wydać je całe i zdrowe na świat. Teraz wiem, że to coś więcej. Nie masz pojęcia jakie to uczucie, kiedy czuję mojego malucha. Wiem, że stara się mi coś przekazać poprzez lekkie kopnięcia. Jestem świadoma tego, że muszę dbać o siebie, żeby dziecko było zdrowe. Krew w moim organizmie znika o wiele szybciej, bo ono też potrzebuje pożywienia. Rośnie w niesamowitym tempie... Nawet nie wiesz jak jestem szczęśliwa, kiedy czuje zmiany w nim zachodzące.
-Ile dokładnie zostało ci czasu?
-Powinnaś raczej zapytać, kiedy urodzę, bo to brzmi lepiej. Za dwa tygodnie. Wampirze dzieci rodzą się równo miesiąc po zapłodnieniu, ale Kingsley dowiedział się o tym dopiero dzisiaj... Nie mogłam już ukrywać przed nim swojego brzucha i tłumaczyć się tym, że wypiłam zbyt dużo krwi. Jestem taka szczęśliwa, że przyjechałaś. Musisz mi coś obiecać... Kiedy już nie będę w stanie wam pomóc pozwól, że umierając będę trzymała dziecko w swych objęciach.
-Merry...
-Musisz mi przysiąc! Proszę cię o tę jedną, jedyną rzecz!
-Dobrze wiesz,że nie pozwolimy ci...
-Obiecaj!
-Eh... Obiecuję. Ale nadal uważam, że zachowujesz się jak małolata, która w wieku szesnastu lat chce zostać perfekcyjną mamą tłumacząc wszystkim jak bardzo kocha dziecko, które w sobie nosi, próbując samą siebie okłamać, że najchętniej odebrałaby sobie życie, które i tak jest już zrujnowane przez durną wpadkę.
-Tyle, że ja mam już swoje lata, a matką chciałam zostać od zawsze. No i… można powiedzieć, że umrę w imię miłości matczynej. Pomożesz Kingowi wychowywać nasze dziecko? Chcę żebyś została jej, bądź jego matką chrzestną. Myślę, że doskonale spełnisz się w tej roli... Chciałabym, żeby odziedziczyło moje oczy... Oczywiście te naturalne, po polowaniu. Jeżeli będzie to dziewczynka, to dacie jej na imię Annabel, jeśli chłopiec to niech nazywa się Andrew. Myślę, że Kingsley nie będzie miał problemu z dobudowaniem sypialni, gdyby jednak... Jedną z sypialni dla gości spokojnie mógłby zamienić w pokoik dla dziecka. Chociażby tę w której mieszkałaś przed poznaniem Allana. Pamiętasz?
-Tak. Pamiętam... Aż za dobrze. Zaczekaj tu chwilę, zejdę na dół pogadać z twoim facetem i zaraz wracam.
-Na pewno wszystko słyszeli, ale dobrze... Porozmawiaj z nim, a ja w tym czasie upoluję jakąś sarnę w pobliskim lesie -Merry gwałtownie podniosła się z łóżka, po czym zgrabnie wyskoczyła przez okno i wylądowała bezpiecznie na dole, pochylona, z rękami przy ziemi, by lepiej zamortyzować upadek. Zazwyczaj nie używała tej techniki, po prostu zeskakiwała i zanim zwykły człowiek zdążyłby wstać, ta już pędziła polną dróżką prowadzącą do lasu, który – jak to mądrze określała – był ich pięciogwiazdkową restauracją.
-Przykro mi -powiedziała cicho Sabrina, która już dawno zbiegła na dół i stając za Allanem położyła mu ręce na ramionach.
-Ach... Przykro ci! A co ja mam powiedzieć?! Kobiecie mojego życia odbija na punkcie jakiegoś potwora, który za kilka dni zacznie zżerać ją od środka, aż w końcu doprowadzi do śmierci! To mnie jest przykro! Mimo tego, że ona wciąż żyje ja już od kilku godzin mam żałobę! Łudziłem się, że jej najlepsza przyjaciółka zdoła cokolwiek zaradzić i pomóc mi ją uratować... Ale ty nie raczyłaś nawet otworzyć przy niej ust, tylko wysłuchiwałaś tych durnot! Nie jestem w stanie sam zabić tego pasożyta, bo Merry miałaby wieczny żal i z pewnością zabiłaby się kilka godzin później, kiedy tylko spuściłbym ją z oka. To mnie jest przykro! -Ostatnie zdanie wypowiedział dobitnie, każde słowo wypowiadając osobno.
-Kingsley... Rozumiem twój smutek. Starałam się jak mogłam. Ja i Allan będziemy cię wspierać na każdym kroku. – Sabrina podeszła do niego powolnym krokiem i położyła mu dłoń na ramieniu, jednak ten brutalnie ją odepchnął i syknął ostrzegawczo.
Allan jednym, zwinnym skokiem znalazł się pomiędzy Kingsleyem a żoną. Obnażył swoje zęby ostrzegawczo, a ten zrobił to samo. Sabrina złapała męża w pasie i używając całej swojej siły przytrzymała go, by nie skoczył w kierunku przeciwnika. Obawiając się, że King zaatakuje odciągnęła go na bok i przytuliła mocno, stając plecami do drugiego mężczyzny. Ten jednak tylko syknął po raz ostatni i wybiegł po schodach z salonu zrzucając na ziemię jeden z talerzy leżących na stole kuchennym. Ani Allan ani Sabrina nie przejęli się tym faktem, chociaż mogliby bez problemów złapać naczynie i uchronić przed upadkiem, wiedzieli jednak, że lepszym wyjściem byłoby przerwanie tej nieprzyjemnej, głuchej ciszy. Po chwili porcelana zetknęła się z chłodną posadzkę i w górę wzleciały setki drobnych odłamków. Niektóre z nich odbiły się od mebli i upadły po niecałej sekundzie lotu, inne wzleciały na dość dużą wysokość, po czym rozsypały się po wszystkich kątach pomieszczenia. Jedne poleciały w stronę małżonków, jednak ci złapali je w powietrzu, zanim zdążyły odbyć choćby połowę swojego lotu. Po chwili wszystkie drobinki opadły i zapanowała martwa cisza.
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 17.08.2009r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 11 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Darksio, 77majka77, Fał