Królowie lasu (2)

2: Wieczór. Lars Nie wiem, dlaczego poszedłem za nią aż do kawiarni. Kusiło mnie, żeby to zrobić. Chyba mnie zauważyła, bo po tym jak odszedłem od szyby, wyszła z koleżanką i przez chwilę mnie obserwowała. Szła za mną. Okropnie się przestraszyłem. A co jeśli odkryje kim jestem naprawdę? Nie mogłem na to pozwolić. Za rogiem szarego, zwyczajnego domu jednorodzinnego stojącego na rogu ulicy, po prostu się przemieniłem i puściłem się biegiem w głąb lasu. Miała bardzo zdziwioną minę, gdy mnie nie dostrzegła. Cieszyłem się, że udało mi się nie wyjawić tajemnicy. Ciekaw jestem, nad czym tak konwersowały w kawiarni. To Courtney, wskazała na mnie, gdy skorzystałem z cudownej chwili, by się przyjrzeć mojej ukochanej. Sam nie mogę uwierzyć, ile wiem o niej i jej przyjaciołach. Biegłem przed siebie, ile sił w łapach. W oddali wyczułem nozdrzami Lissę. Była moją przyjaciółką ze stada. Mogłem na niej polegać, w zasadzie w każdej sytuacji. Zobaczyłem jej brązowe futro. Przystanęła koło jedynego liściastego drzewa w naszym lesie, wielkim i starym dębie korkowym. Podbiegłem do niej. Zawyłem przyjaźnie. Odpowiedziała głosem młodej wilczycy. Przemieniłem się, przypominając sobie widok zdziwionej Coranne. Tym razem poszło mi jak z płatka. Lissa też zmieniła postać. - Cześć, Lars – Przytuliła się do mnie. Objąłem ją delikatnie. Nigdy, przenigdy czegoś takiego nie zrobiliśmy. Wydawało mi się to dziwne, ale miłe. - Hej, Lissa – odpowiedziałem i rzuciłem jej krótki, ale szczery uśmiech. – Gdzie się podziewałaś? Ostatnio nie widywałem cię w tych stronach. - Wiem – powiedziała i opuściła głowę. – Kręciłam się nieopodal Crissop. Ale już wróciłam. - Lissa. Jesteś jeszcze bardzo młoda. Martwimy się o ciebie, jeśli tak długo cię nie ma. – Oparłem się ręką o pień dębu. – Co chciałaś tym osiągnąć? Dziewczyna podniosła głowę. Loki opadły jej na plecy, a oczy błysnęły dziwnym blaskiem. - Martwiłeś się o mnie? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Patrzyła teraz wprost na mnie swoimi tajemniczymi, fioletowymi oczkami. - Tak. Wszyscy się martwiliśmy – zapewniłem. Musnęła palcem moje ramię. Potem popatrzyła na mnie i po raz kolejny zauważyłem znajomy już błysk w jej oku. Lissa próbowała dotknąć mojej twarzy. - Wybacz, muszę lecieć – powiedziałem prędko i już chciałem zmienić postać, ale przerwała mi. - Lars… Bardzo się spieszysz? - Bardzo. A nawet bardzo, bardzo – Uśmiechnąłem się do niej szeroko, ale widziałem, że nalegała. Spojrzała się gdzieś w dal i dumała. Była obecna i jednocześnie nieobecna. - A co byśmy robili, gdybyś jednak został? – zapytała nagle. Wbiłem w nią pytający wzrok. Popatrzyła mi głęboko w oczy. Podeszła jeszcze bliżej. Zrozumiałem, że czas na mnie. Nie mogłem dłużej z nią zostać. - Lars. Nie idź. - Nie mogę. Zobaczymy się w domu. Znów nastała znajoma mi krępująca cisza. - W takim razie biegnij – burknęła wreszcie, ale wciąż na mnie patrzyła. Poszukałem w pamięci obrazu przedstawiającego Lissę jako wilka i zamieniłem się w zwierzę. Nie odwracałem się więcej. Nie myślałem o niej. Dążyłem przed siebie. Czułem się taki niezależny. Nie przeszkadzały mi wystające gałązki krzewów, które drapały, czasem też raniły moje wilcze policzki. Chciałem wymyślić plan, jak poznać się z Coranne. Tylko to mnie obchodziło. A przynajmniej w tej chwili. Coranne Wchodząc do domu, rzuciłam na szafkę w przedpokoju moją torbę z książkami szkolnymi. Byłam wściekła i zdruzgotana. Ten chłopak nie mógł tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Nie potrafiłam sobie wyobrazić takiego procesu. Nikt nie miał zdolności rozpływania się w atmosferze. To nierealne. Zegar właśnie wybił godzinę piątą, a ja umówiłam się z Codym na szóstą. Nie zamierzałam przepuścić spotkania niczym wody lejącej się z kranu, więc poszłam do swojego pokoju. Znajdował się on na piętrze mojego domu. Schody prowadzące na piętro były drewniane, a poręcze szklane. Otworzyłam drzwi do pokoju i co zobaczyłam? Bałagan. Harmider nie z tej ziemi. Na podłodze leżały porozrzucane ubrania, płyty z muzyką rockową i książki, które nie były mi potrzebne dzisiaj w szkole. Łóżka nie pościeliłam. Za to na miękkiej białej kołdrze, która akurat znajdowała się na niebiesko-żółtym dywanie, siedział mój kot – Darcy. Pierwszy raz w życiu miałam ochotę zrzucić go z ostatniego piętra wieżowca. - Darcy! Coś ty narobił?! – krzyknęłam na mojego szarego kotka, a on nawet nie drgnął. Chwilę potem podniósł się zgrabnym ruchem z pościeli i powolnym krokiem opuścił mój pokój. Zatrzasnęłam za nim drzwi i zabrałam się do sprzątania. Zajęło mi to kilkanaście minut. Gdy wszystko już względnie wyglądało, otworzyłam szafę i wyjęłam ubrania, które nie zostały naruszone przez zwierzę. Rozłożyłam je na łóżku. Była tu jasnoróżowa, kwiecista sukienka na ramiączka, długa tunika w biało-czarne paski, zielony T-shirt z napisem „Keep smiling”, spódnica w czerwoną kratkę, czarne rurki, niebieska koszula i kilka innych bluzeczek. Reszta mojej garderoby albo była obdrapana, albo nadawała się do prania. Postanowiłam, że założę sukienkę w kwiaty. Wygrzebałam z dna szafy kremowy, z delikatnej tkaniny, sweterek oraz moje ulubione sandały na koturnach. W łazience zrobiłam naturalny makijaż i nałożyłam cienką warstwę błyszczyku na usta, aby były ładniejsze i oczywiście bardziej kuszące. Rozpuściłam moje długie, brązowe włosy i przerzuciłam przez jedno ramię. Wróciłam do pokoju i zgarnęłam szybko podręczną torebkę. Spakowałam kosmetyki, chusteczki higieniczne i lusterko. W ostatniej chwili chwyciłam również telefon. Zeszłam szybko po schodach prawie się przewracając. Serce biło mi jakby oszalało. W przedpokoju włożyłam szybciutko płaszcz. Już miałam wychodzić, kiedy nagle… zadzwonił dzwonek do drzwi. Przeraziłam się, że w takim momencie ktoś mnie odwiedza, bo przecież będę musiała gościa wyrzucić. Rodzice to na pewno nie byli, bo późno kończyli pracę, a po za tym na pewno nie dzwoniliby do drzwi, ale użyliby kluczy. Przekręciłam zamek i otworzyłam drzwi wejściowe. Wraz z otwarciem, powiał na mnie wiatr. - Cześć – Najpierw zobaczyłam bukiet czerwonych róż, a potem wystającą znad nich głowę Cody’ego. Zaśmiałam się. - Cody, co ty tu robisz? - Stwierdziłem, że niegrzecznie byłoby nie przyjść po ciebie. Nie uważasz, że jeśli pójdziemy razem, będzie romantyczniej? - Cóż, nie da się ukryć. Cmoknął mnie w policzek. Wzięłam bukiet kwiatów i udałam się do kuchni. Nalałam wody w dzbanek i wstawiłam do niego róże. Postawiłam prezent na stole, aby także po powrocie z ranki, cieszył oko. - Napijesz się czegoś? – zapytałam. - Nie. Wolę, żebyśmy poszli już do mnie. Chcę, aby nasza randka wreszcie się zaczęła. Wyobraź sobie, że będziemy sam na sam. Aż do rana. Chata jest wolna. – uśmiechnął się szeroko. Spuściłam głowę i nie patrzyłam mu w oczy. Właśnie przypomniałam sobie, że nie zostanę u niego do rana. Zaczęłam udawać, że coś robię przy blacie. - Co zamierzasz robić? – zapytał i złapał mnie w talii, gdy nie wiadomo dlaczego, układałam czyste naczynia na półkę. - Wiesz. Jest taka mała komplikacja. – wypaliłam nagle i spojrzałam mu prosto w oczy. - Jaka? – Zmarszczył słodko nos, a ja naprawdę nie wiedziałam, jak mam zacząć. - Nie mogę zostać aż do rana. - Nie możesz? – zapytał smutno. - Musiałam powiedzieć ojcu dziś rano, że idę do ciebie. Wyobraź sobie, że myślał, iż wrócę przed północą. Ostatecznie pozwolił mi zostać z tobą do pierwszej. Nie odpowiedział. Na jego twarzy malowały się: smutek, przygnębienie i, co najgorsze, zawód. Po chwili wybełkotał: - No cóż. Trudno. - Wiem, że powinnam powiedzieć ci wcześniej, wybacz. Wtem pochylił się nade mną. Czułam, że to ten moment. Rozchyliłam wargi, a po chwili nasze usta się spotkały. Zaczęło się delikatnie, ale skończyło namiętnie. Całowaliśmy się, aż zabrakło nam tchu. - Kocham cię. Chciałam coś powiedzieć, ale szepnął „Ciii”, więc się posłuchałam. Chciał, żeby ta chwila została z nami nieco dłużej, niż zamierzaliśmy. Potem złapał mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Przy furtce przypomniałam sobie o płytach DVD. Zapomniałam wziąć ich z ławy w salonie. Cody zaśmiał się serdecznie i zaczekał na mnie przy wyjściu na ulicę. Weszłam do pokoju gościnnego i okazało się, że zniknęły! Po prostu rozpłynęły się w powietrzu! Nie leżały na ławie. Nigdzie ich nie było. Przez głowę przemknęła mi myśl, że być może Darcy coś z nimi zrobił. Od razu odepchnęłam od siebie tę myśl. Nie wyobrażam sobie porysowanych płyt z wypożyczalni. Rodzice by mnie zabili. I to dosłownie. Zaczęłam przekopywać szafkę z filmami. Miałam nadzieję, że ktoś z domowników przez przypadek je tam włożył. Niestety nici z tego pomysłu. Płyt tam nie znalazłam. Nagle spojrzałam przez okno z salonu. Wydawało mi się, jakby przy wejściu do lasu, za moim domem, stał ten sam chłopak, który obserwował mnie przez szybę kawiarni „Only Time”. Wstałam i przyjrzałam się uważniej. Przetarłam oczy, bo w pierwszym momencie myślałam, że mam halucynacje. Nie, nie mogłam się mylić. To był on. Zmysłowy, przystojny, piękny, tajemniczy, ale też niebezpieczny. W końcu go nie znałam. Przelękłam się. Otworzyłam przeszklone drzwi prowadzące na taras i poczułam chłodne powietrze napływające do mieszkania. Dzielił nas jedynie mój zadbany ogród i mały płotek tuż za nim. Poznawałam go. Patrzył wprost na mnie. Obserwował mnie. Byłam tego pewna. Tylko czego ode mnie chciał? Postanowiłam, że podejdę do niego i zwyczajnie go przepędzę. Wtem poczułam zimny, przenikliwy dotyk na moim odkrytym ramieniu. Nie pamiętałam nawet, kiedy zdjęłam z siebie płaszcz. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Cody’ego. - Na co tak patrzysz? Martwiłem się. Nie było cię ponad pięć minut. - Na nic – odpowiedziałam i zerknęłam w stronę lasu. Nie było go tam. Zniknął. Ponownie rozpłynął się w powietrzu. Zrobiło mi się słabo. Opadłam na Cody’ego. Na szczęście wyratował mnie. - Cora, w porządku? Może jednak zostaniemy u ciebie? Pokręciłam przecząco głową. - Chodźmy do ciebie. Już jest ok. - Na pewno? Gdybym tu nie stał, pewnie musiałbym już wołać karetkę. Prawie upadłaś na ziemię! - W porządku. Małe niedotlenienie mózgu – Uśmiechnęłam się na tyle szeroko, aby moje uzasadnienie było wiarygodne. Cody odpowiedział niemrawym uśmiechem. Wiedziałam, że bardzo się zmartwił. „Nic się nie stało. To tylko zwidy.” – pomyślałam. Okazało się, że płyty DVD leżały na stole w kuchni. Wzięłam je i wyszliśmy z domu. Musiałam wymazać intruza z pamięci. Lars Kiedy zobaczyłem koło niej tego plastikowego lalusia, od razu wziąłem nogi za pas. Nie to, że się go bałem, ale po prostu nie mogłem patrzeć na to, jak koło niej stoi. To było takie obrzydliwe. Gdzie pobiegłem? Okrężna droga w lesie doprowadziła mnie pod dom Cody’ego Johnsona. Przycupnąłem nieopodal w lesie jeszcze jako wilk, aby nadchodząca para mnie nie rozpoznała. Nie nudziłem się. Niedługo po moim przybyciu, na horyzoncie zobaczyłem moją ukochaną z jej chłopakiem. Choć ukryłem swoje prawdziwe „ja” pod postacią wilka i tak nie mogłem na nich patrzeć. Byłem chorobliwie o nią zazdrosny – muszę sam się do tego przyznać. Mógłbym zagryźć na śmierć tego jej chłopaka, byleby mieć ją przy sobie. Nim się ocknąłem, para weszła już do środka. Wiem, to, co miałem zamiar zrobić było czymś okrutnym, ale wtedy nie myślałem. Pragnąłem jedynie mieć ją przy sobie. Tylko to się dla mnie liczyło. Coranne W przedpokoju Cody’ego roznosił się słodki zapach. Wyczuwałam lody truskawkowe i coś jeszcze. Nie potrafiłam jednak rozszyfrować, co tak zachwyciło moje nozdrza. Chwilę zabawiłam się w grę „Poznaj Stachu po zapachu”, ale potem Cody zauważył moją, zapewne, dziwaczną minę. - Ładny zapach, co nie? - Ładny, to mało powiedziane! Taki… taki… głęboki i świeży. Co wykombinowałeś? - Lody truskawkowe robione własnoręcznie przeze mnie oraz ciasteczka maślane. Pasuje ci? - Pewnie! Rozebrałam się z wierzchniego ubrania i zdjęłam sandały na koturnach. - Wejdziesz? – Ukłonił się przede mną i niczym zawodowy dżentelmen, wpuścił mnie do salonu. - Jej, ale ślicznie się urządziliście! – powiedziałam z zachwytem. Uśmiechnął się nieśmiało, lekko zawstydzony. Cały salon był przepełniony pastelowymi barwami. Okna zasłaniały śnieżnobiałe firanki. Na taras prowadziły ogromne, szklane drzwi, które przypominały bardziej przeszkloną ścianę. Na środku stała beżowa sofa, a naprzeciwko niej, na ścianie, powieszony był telewizor plazmowy. W głębi salonu znajdował się również aneks kuchenny i dębowy stół z czterema krzesłami. Wystrój ogółem sprawiał wrażenie bardzo luksusowego i nowoczesnego. - Dzięki. Sądziłem, że ci się nie spodoba. – wyznał i podrapał się w czubek głowy. Spuścił głowę, ale ja niebawem ją uniosłam i zapewniłam: - Jest pięknie, kochanie. - Ok., już wierzę – Wyszczerzył niezgrabnie białe zęby. – Uwielbiam cię w tej sukience. - Poważnie? Byłam przekonana, że wcale ci się nie podoba. Nigdy mnie nie chwaliłeś. - Teraz się poprawię. Wyglądasz oszałamiająco. Wziął mnie za rękę i zaprowadził na jasną kanapę. Usiadłam i poczułam jej wygodę. Idealna! - Czego chcesz się napić? – zapytał przekładając kartki notesu, który ni stąd, ni zowąd znalazł się w jego rękach. Przeoczyłam moment, gdy go wziął. - Herbata. Jeśli masz, to chętnie napiję się owocowej. - Jasne, już przygotowuję. Poszedł do aneksu. „A gdyby tak powiedzieć mu o tajemniczym chłopaku? Nie… nie będę go martwić.”, pomyślałam. Wtem usłyszałam dźwięk tłuczonej szklanki i ciche przeklęcie. Odwróciłam głowę. Cody stał tyłem do mnie, ale oczami wyobraźni widziałam, jak się wkurzał. Podeszłam do niego od tyłu i dotknęłam delikatnie jego ciepłych pleców. Pod placami czułam jego wyrzeźbione mięśnie. - Nie denerwuj się, Cody. Pomogę ci. - Idź sobie! Jesteś moim gościem i sam muszę wszystkiemu podołać! – skarcił mnie, uśmiechając się zarazem. - Wolałabym nie musieć za chwilę dzwonić po karetkę pogotowia. – Zaśmiałam się, a on z początku przybrał kwaśną minę. Po chwili jednak również zaczął się śmiać. Wyjął zmiotkę i pozamiatał potłuczone szkło. Miałam ochotę go dotknąć, przytulić. Tymczasem wzięłam się za przyrządzenie herbaty. - Gdzie trzymasz herbatę? – zapytałam. - W górnej szafce nad zlewem po lewej stronie. Wspięłam się na palce i wyciągnęłam saszetki z szafki, którą wskazał mi Cody. Otworzyłam kolorowe pudełko z herbatą owocową jakiejś firmy. Przez moment zaciągnęłam się pięknym zapachem. - Sam zrobiłeś lody i ciastka? – zapytałam z zaciekawieniem, ale nieco podejrzliwie. - Przecież ci mówiłem, że tak. - Ale tak zupełnie sam? – drążyłam. – Nikt ci nie pomagał? – Przybrałam tajemniczą, podchwytliwą minę. Odwrócił twarz w drugą stronę i podrapał się po szyi. - Ok. Masz mnie. Siostra mi pomagała. - Dobra, rozumiem. Ale teraz chcę posmakować twojej kuchni. Jesteś dobrym kucharzem? Na buzię wskoczył mu widoczny rumieniec. - Ty ocenisz. Cody wyjął z zamrażarki lody truskawkowe własnej roboty i ciasteczka maślane. Wprost nie mogłam doczekać się, kiedy w końcu ich spróbuję. Po kilku minutach siadł koło mnie na miękkiej kanapie. - Jakie filmy wypożyczyłaś? – spytał. - Kilka romansideł i jakieś filmy akcji. Na co się piszesz? – To było głupie pytanie. - No wiesz. Nie obraź się, ale romansidła nie są w moim stylu. Nie mogę patrzeć na jakieś durnowate całuski, przytulanki i obściskiwanki. To mnie męczy. Nic nie wygląda tak w prawdziwym życiu. – Tu zgadzałam się z nim co do słowa. Miał zupełną rację. - W takim razie masz ochotę na szczyptę adrenaliny? – Uśmiechnęłam się szeroko. - Zdecydowanie. Odpalił odtwarzacz DVD i wysunął kieszeń. Ja wyciągnęłam płytę z pudełka i położyłam ją w wyznaczonym miejscu. - A co to za film? - Cytuję: „Tommy Davis to nastoletni przestępca. Od najmłodszych lat robi rzeczy nielegalne: począwszy od małych kradzieży, a kończąc na handlu własnoręcznie robioną marihuaną. Będąc siedemnastolatkiem bierze udział w akcji, w której napada bank z kolegami. Nakrywa ich kobieta, która akurat wraca późno z pracy do domu. Grozi im policją. W emocjach, Tommy wyjmuje broń i zabija ją. Po wydarzeniu bardzo tego żałuje. Wreszcie rozumie – żarty się skończyły, gdyż w grę nie weszły tylko materialne rzeczy, ale życie człowieka. Chłopak postanawia się ukryć. Film wielokrotnie nagradzany”. Może być w porządku, prawda? - Rzeczywiście, aż szkoda nie obejrzeć. A jaki to tytuł? - „Żarty się skończyły” – odpowiedziałam. - Ok. Zaciekawił mnie opis. Obejrzyjmy to. Podał mi lody, a na stoliku przed nami postawił talerz z ciasteczkami. Wtuliłam się w niego. Był taki ciepły. Miałam wrażenie, że mój deser zaraz się roztopi. Pierwsze pół godziny filmu nie zaskakiwało. Zachciało mi się do toalety. - Zastopujmy na chwilę – poprosiłam. – Muszę wyjść. - Ok. Wstałam, ale nie wiem dlaczego, byłam nadzwyczaj obolała. Posnułam się do łazienki. Kiedy wróciłam, Cody stał przy „szklanej ścianie” i obserwował podwórko. Z jego miny wywnioskowałam, że coś mu się nie podoba. - Co się stało? – Podeszłam do niego i również popatrzyłam przez okno, mając nadzieję, że czegoś się dowiem. - Wydawało mi się, że coś albo raczej ktoś tu przemknął. Serce mocniej mi zabiło. Spojrzałam na Cody’ego. Dłoń położyłam na policzku i patrzyłam. - Jesteś pewien? – dociekałam. - Nie – Uśmiechnął się pocieszająco, ale chyba osiągnął tym coś innego. Jeszcze bardziej pogrążył się w obawach. - A jak wyglądał? - Cora, ja nawet nie wiem, czy to był człowiek. Nie pytaj mnie więc jak wyglądał. - Wybacz. - Dajmy spokój. I tak w tych ciemnościach nic nie wyłapię. Chyba że wyjdę na zewnątrz. - Nie! – krzyknęłam. Cody dziwnie się na mnie popatrzył. – To znaczy lepiej nie. - Ale będziemy mieć pewność. - Usiądźmy i oglądajmy. Mamy czas tylko do pierwszej. Potem zawita tutaj mój ojciec. Chyba go przekupiłam. Wrócił z powrotem na kanapę i włączył film. Znów weszliśmy w świat przestępców. Akcja niebotycznie się rozwinęła. Zbliżało się morderstwo. Nagle usłyszeliśmy straszny hałas dobiegający z podwórka. Cody natychmiast zastopował film. Znów wyjrzał przez okno. Ja siedziałam jak na szpilkach. W tamtej chwili, miałam nadzieję, że to koszmar, że zaraz obudzę się we własnym łóżku. Miałam duszę na ramieniu. - Ktoś kręci się w garażu. Jestem tego pewien. – poinformował mnie Cody. - I co teraz? – zapytałam gorączkowo. - Nic się nie bój – uspokajał mnie, chociaż sam dygotał ze strachu. – W najgorszym przypadku zadzwonimy po policję. Poczułam, jak żołądek robi salto. Wszystko mnie bolało. Wtem cały gwar, hałas i harmider ucichły. Zrobiło się niebezpiecznie cicho i spokojnie. Cody odszedł powoli od „szklanej ściany” prowadzącej na taras. Wstałam z kanapy i oparłam się o ścianę w salonie. Mój chłopak stanął w bezpiecznej odległości i nadal obserwował podwórko. W tej ciemności nic nie mógł zobaczyć. Podszedł do mnie. Niewyobrażalny huk. Wielka, szklana ściana została stłuczona. I to z takim impetem, że poraniła szyję Cody’ego, który był bliżej niej niż ja. Zobaczyłam, jak jego koszulka plami się na czerwono. Cody nie przejmując się raną i powbijanymi odłamkami w ciało, zasłonił mnie. Wrzasnęłam, kiedy w wielkiej dziurze po szkle, wreszcie zauważyłam ogromnego wilka. Chłopak krzyczał, próbował go przepędzać. Szary wilk o niezwykłych zielonożółtych oczach, jakby nie zważając na ataki, cały czas patrzył na mnie łagodnym wzrokiem. Osuwałam się na podłogę. Traciłam przytomność. Wszystko wirowało. Nagle Cody złapał mnie za rękę i powiedział, że musimy uciekać. Ale nie dotarły do mnie jego słowa. Gwałtownie coś odepchnęło Cody’ego ode mnie. Chłopak walnął głową o kant szafki. Pisnęłam, jakbym również odczuła jego ból. Ale on wstał, jak gdyby nic się nie stało. Raptem coś chwyciło mnie delikatnie za sukienkę i pomknęło na podwórko. Niespodziewanie znajdowałam się już w lesie. Głowa mi pękała. Słyszałam wrzaski mojego chłopaka. Krzyczał za mną po imieniu. W pewnym momencie prawie dogonił zwierzęcego napastnika, który mnie ukradł. Ale nic nie mogłam zrobić, choć ostatkami sił próbowałam złapać rękę mojego ukochanego. Wielkie zwierzę okazało się szybsze. A potem nie było już nic. Tylko ciemność.



        Dedykacja: Jak zwykle z góry przepraszam za błędy zarówno stylistyczne, jak i interpunkcyjne, ale uwierzcie, że starałam się, jak tylko mogłam najbardziej. Tradycyjnie oczekuję ocen niemaksymalnie surowych ;) Pozdrawiam.

Płeć: kobieta
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 25.03.2013r.

1     

Evee Użytkownik wpmt 07 04 2013 (16:42:39)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Wspaniale pieszesz i umiesz wzbudzić ciekawość. Pisz dalej, to przeczytam :)))

Anima użytkownik 28 03 2013 (22:54:55)

Użytkownik ocenił pracę na 4

Muszę przyznać, że trzymasz czytelnika w napięciu przez całą część. Te drobne szczegóły, niby nic, a jednak powietrze można kroić nożem. Aż wreszcie - kulminacja. Wychodzi prawdziwy Cody - trochę tchórz, trochę jednak zatroskany chłopak. Żal mi Coranne, Lars porywa ją znienacka, nic jej nie wyjaśniając. Kiedy odzyska przytomność będzie mieć w pamięci tylko to przerażające wydarzenie. Jedynie wzrok Larsa może stanowić dla niej dowód, że jest z nim bezpieczna. Ale czy może mu ufać? Jest bezwzględny, odsunie każdego, kto zbliży się do Coranne. To nie jest dobre. Wręcz niebezpieczne dla tego, co mogliby ewentualnie razem stworzyć. Doceniam jednak zamysł autorki. Wierzę, że poprowadzisz całą akcję w dobrym kierunku. Nie ukrywam, jestem ciekawa, co się dalej zdarzy.
W tej części także zdarzały się błędy. Myślę, że masz spory problem z dawaniem przecinków w niewłaściwych miejscach. Bardzo się starasz, to widać, jednak momentami ci nie wychodzi. Nie martw się, większość jest napisana dobrze, to drobne potknięcia. Zapamiętaj, że przed "również" nie dajemy przecinka, przecinek przed "i" dajemy tylko wtedy, jeśli w zdaniu dwukrotnie użyjemy tego spójnika. Jeśli jest jeden, nie należy dawać przecinka. Chyba, że chodzi o frazę typu "tylko i wyłącznie" zawartą w drugiej części zdania. Tutaj, jak widzisz, nie dajemy przecinka. Ach i jeszcze jedno. Słowo "zapewne" piszemy razem, nigdy osobno. Myślę, że jest lepiej niż ostatnio. Na razie czwórka, ale sądzę, że pójdziesz jeszcze w górę.

Rothie Dell użytkownik 29 03 2013 (13:12:57)
Bardzo Ci dziękuję za tak wyczerpujący komentarz. Jestem Ci wdzięczna za uwagi dotyczące stawiania przecinków, jak i ogólną ocenę. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję :)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(63): 63 gości i 0 zarejestrowanych: