warto go przeczytać
Pogrzeb Leny był skromny, tak jak jej śmierć, cicha, spokojna, w harmonii z ciemną, tajemniczą nocą. Niewielki kondukt żałobny maszerował wolno za dębową trumną. Dumne cmentarne sosny górowały nad ponurym cmentarzyskiem. W śnieżnej zawiei łzy żałobników zamarzały na policzkach. Nie płakałaś, ale patrzyłaś za smutkiem, kiedy ciało dziewczyny spuszczano w dół i przysypywano ziemią. Z prochu powstała, w proch ją obrócono. Modliłyśmy się nie tylko za Lenny, jej już nic nie mogło pomóc. Modliłyśmy się przede wszystkim o to, żebym nie podzieliła jej losu. Miałam nadzieję, że wybaczyłaś mi tę chwilę zwątpienia.
Wiedziałaś, ile ta niepozorna, wynędzniała młoda kobieta dla mnie znaczyła. Była moją wierną towarzyszką i powierniczką w te wszystkie zlewające się w jedno dni, pozwalała zapomnieć o otaczającej mnie monotonii, dzięki niej wciąż wierzyłam, marzyłam i śniłam o powrocie do normalnego życia, do ciebie, kochanie. Choć była samotna na świecie, a lekarze słusznie dawali jej ledwie kilka miesięcy życia, nie traciła optymizmu i dostrzegała piękno wszędzie tam, gdzie nikt inny nie widział niczego pięknego. Nie znałam nikogo tak niezwykłego.
Nie mogłam przyjść i pożegnać się z nią. Nie miałam już siły płakać, kiedy patrzyłam na swoje odbicie, zupełnie już pozbawione włosów i oczy wyglądające, jakby zapadały się w głąb zmęczonej, zmizerniałej twarzy. Niepewnie przesuwałam opuszkami palców po tafli szkła, jakbym nie dowierzała temu, co widzę. Widok pustego łóżka obok przygnębiał mnie. Leżałam bez słowa przez wiele godzin, nie zmieniając pozycji i nie otwierając oczu. Po co? Dla kogo? Niemal pozbawiona kontaktu z otoczeniem, wciąż marzyłam i śniłam, ograniczając fantazje do postaci, którą kochałam najbardziej na świecie.
W moich snach byłam zachwycona radością na twojej twarzy, gdy roześmiane, trzymając się mocno za ręce, pędziłyśmy po kostki w morskiej pianie. Wody były ciche, spokojne, nastrajały nas romantyzmem i czułością. W końcu wciągałaś mnie na pas sypkiego piasku, który w promieniach księżyca połyskiwał subtelnie białym blaskiem i brałaś w ramiona. Było mi gorąco, coraz goręcej, a morze zaczęło podnosić się, aż zalało nam obie, jednak nawet wtedy nie czułyśmy strachu ani niepokoju. Przecież byłyśmy razem!
Budziłam się płonąc w gorączce, spocona tak, że nawet kołdra przesiąkała wilgocią.
Innym razem wydawało mi się, że siedziałam po turecku na zadbanym trawniku na przedmieściach jakiegoś spokojnego miasteczka. Niebo zasnuwały białe, puchate baranki, które na pewno nie nosiły w sobie deszczu. Byłam ubrana w niebieskie dresowe spodnie i białą bluzeczkę na ramiączkach. Klęczałaś przede mną, czułam twoje dłonie na swoich kolanach. Patrząc mi głęboko w oczy, mówiłaś:
- Widzisz? Jesteś zdrowa, a my szczęśliwe. Mówiłam ci, że tak będzie.
Roześmiałam się wesoło, z wdzięcznością. Naraz jakby mgła zasnuła podwórze, zarys ciemnej postaci stojącej poza kręgiem traw zahipnotyzował mnie. Krzyknęłaś, zrywając się na równe nogi.
- Nie! Obiecałaś! Nie zabieraj mi jej! Nie możesz!
Odpowiedział ci jedynie szyderczy śmiech. Zerwałam się na równe nogi.
- Lilka!
A potem stałam się tamtą ciemną postacią na granicy. Widziałam, jak upadam, widziałam ciebie próbującą mnie podtrzymać. Moje ciało nie należało już do mnie, nie należało do nikogo, tak jak ty nie miałaś do kogo należeć. Tym razem nie obudziłam się zbyt szybko. Wiele godzin patrzyłam na twoje łzy, słuchałam rozdzierającego krzyku i czułam, jak pęka też moje serce.
Kiedy kolejny raz spojrzałam w okno, w odbiciu w szybie widziałam zarys swojej sylwetki. Taki sam, jak tej istoty, która odebrała mnie tobie.
Moja piękna, kochana Arii!
Pożegnałam od Ciebie Lenę, tak jak o to prosiłaś. Choć nie znałam tej dziewczyny, bardzo żałowałam, że odeszła. Zasługiwała na życie, na Twoją przyjaźń, na to, żebym ją poznała, zrozumiała i pokochała jak przyjaciółkę.
Boże! To już trzeci tydzień. Kiedy o tym pomyślę, a uwierz mi, że myślę bardzo często, czuję, jak w środku mnie rozlegają się grzmoty i błyskawice. Tak okropnie za Tobą tęsknię, widzę Twoje oczy w oczach przechodniów, rysy Twojej twarzy w twarzy kelnerki w restauracji, gdzie jadłam śniadanie, słyszę echo Twojego głosu, kiedy podnoszę słuchawkę. Nigdzie Cię nie ma, ale czuję Twoją obecność tak, jakbyś szła tuż przede mną. Ze mną, ale nie przy mnie. Kocham Cię, kocham, kocham! Zdaje się, że dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo.
Zmieniłam zdanie. Kiedy pójdziemy w nasze miejsce, to ja będę prowadziła Amosa. Nie możesz się przemęczać. Będę o Ciebie dbać jak o królową, obiecuję Ci to. Zobaczysz, wkrótce będziesz miała mnie dosyć, ale nawet wtedy nie dam Ci spokoju, dopóki nie wyzdrowiejesz. Bo wyzdrowiejesz na pewno. Musi tak być!
Mam dla Ciebie prezent. Wręczę Ci go już niebawem. Na pewno! Jeszcze w tym tygodniu będę mogła na Ciebie patrzeć, dotknąć Cię, usłyszeć Twój głos. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak mi tego brakuje. Czekaj na mnie, kochanie.
Lila
Nie panowałam nad drżeniem dłoni. Łzy rozmazywały atrament i zniekształcały słowa, którymi do mnie pisałaś – to nic, zapadły już głęboko we mnie, skąd żadna siła nie była w stanie ich wydrzeć. Rozpłakałam się jak dziecko.
Znajoma postać w zadbanym, białym fartuchu właśnie wtedy stanęła w drzwiach.
- Ariel, kotku, co się stało? Źle się czujesz? To niedobrze, przecież dopiero niedawno dostałaś leki… - w głosie Moniki słychać było szczerą troskę. Nie będąc pewna, czy zdołałabym coś wykrztusić, potrząsnęłam tylko głową i szarpnęłam rękę z listem w jej stronę. Zerkając na nią podejrzliwie, wyjęła mi delikatnie papier z ręki i zagłębiła się w treść. Przez chwilę wydawało mi się, że po jej twarzy przebiegł cień zrozumienia, jakby dopiero teraz nabrała pewności, co naprawdę nas łączyło.
- To prawda? Zobaczę ją? – domagałam się odpowiedzi. Patrzyłam na nią błagalnie, szukając potwierdzenia. Starannie złożyła kartkę i położyła na stoliku, tak, aby pozostała w zasięgu moich rąk.
- Arii, sama wiesz, w jakim kiepskim stanie byłaś, kiedy tu trafiłaś – powiedziała łagodnie – po chemii wyraźnie ci się polepsza, jeśli przez następne dni sytuacja się nie pogorszy, przeniesiemy cię stąd. Tak, zobaczysz swoją ukochaną, będziesz spędzać z nią tyle czasu, ile dusza zapragnie. Pod warunkiem, że coś mi obiecasz.
Patrzyłam na nią tak, jak patrzy się na miskę jedzenia po tygodniu głodówki.
- Masz ostrą białaczkę, to niebezpieczna, nawracająca choroba z możliwymi powikłaniami – ciągnęła dobitnie, patrząc mi prosto w oczy – obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać. Znam cię już trochę, miewasz szalone pomysły, więc proszę, zachowuj umiar i rozsądek. Zresztą Lilka z samymi listami obchodzi się jak z jajkiem, więc tym bardziej nie pozwoli, żebyś zrobiła sobie przy niej krzywdę – roześmiała się szczerze.
Uspokojona ułożyłam się wygodnie, poprawiając poduszkę pod głową.
- Przez następne dni, czyli…? – chciałam jeszcze wiedzieć.
- Jutro jest ostatni dzień tej serii. Pojutrze możesz przyjmować gości – oznajmiła pogodnie. Uśmiechnęłam się z zadowoleniem i zamknęłam oczy. Pogrążona w marzeniach, nie zauważyłam, kiedy wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.
Lila, Skarbie!
Nie musisz dawać mi prezentów, wystarczy, że dajesz mi siebie. Tylko tyle potrzebuję. Od śmierci Leny stałam się marzycielką, marzę, śnię, fantazjuję, a w każdym marzeniu, śnie i fantazji jesteś Ty. My, po przeprowadzce w piękną, spokojną okolicę, my, podczas nocnego spaceru nad morzem, my, siedzące i podziwiające w milczeniu majestatyczną fontannę, my, zawsze nierozłączne i zakochane. To wszystko przywołuje wspomnienia. Wspomnienia, kiedy nasz związek dopiero się zaczynał, rozwijał się,, przywołuję w pamięci nawet te najbardziej błahe sprawy. Unikam jednak sprzeczek i nieporozumień. Najchętniej skupiam się na naszym ostatnim wspólnym wieczorze, kiedy czytałyśmy sobie wiersze. To było cudowne. Kochanie, przyniesiesz mi może ten tomik, z którego pochodziły?
Z jednej strony myśli o Tobie są niezapomniane i nie potrafię się ich pozbyć, z drugiej tylko pogłębiają moją już i tak ogromną tęsknotę za Tobą. Przepraszam z góry za to, co napiszę. Mogłabyś odebrać mój telefon z naprawy i przynieść mi trochę zdjęć z naszego albumu? Wiele osób tu o mnie dba, jednak pewnych rzeczy nie są w stanie mi zapewnić. Brakuje mi smaku świeżych owoców, soku pomarańczowego, a najbardziej Twoich ust. Staram się być cierpliwa i wierzę, że choć – być może – na nie zasługuję, będę mogła ich jeszcze zakosztować.
Dzisiaj ostatni dzień podawania chemii. Powoli przyzwyczajam się do swojej nagiej czaszki, wychudłego i osłabionego ciała. Tęsknię za tą silną, pewną siebie, atrakcyjną Ariel, jednak jeśli wciąż miałabyś mnie kochać, jestem w stanie zaakceptować swoje nowe wcielenie.
Nawet nie wiesz, ile już razy myślałam o tym, jak będzie wyglądało nasze spotkanie. Od tygodni nie ma minuty, żebym o Tobie nie myślała, jak za Tobą tęsknię, jak Cię kocham.
Jak myślę? Nieprzerwanie. Jak tęsknię? Niewyobrażalnie. Jak kocham? Bezgranicznie.
Ariel Pani L.
PS. Moja dziewczyna była jak ojczyzna,
jak niepodległe państwo.
Mówiła o poezji Norwida.
Wiedziała, jak lubię parodiować wiersze,
choć to nie przystoi.
A czy przystoi kochać tak bardzo,
jak ja kocham?
Oto jestem
[…]Podajmy sobie dłonie,
całujmy się długo, jakby to było najważniejsze.
Kostnica amputowanych ideałów wypełniona po brzegi,
niczego już nie pomieszczą szpitale obłąkanych pomysłów,
nieustannych prób wieczności.[…]
Ubieram maskę czułości, delikatnej pieszczoty,
subtelnych muśnięć ustami, tak wykwintnych jak kwiat,
zakwitający tylko raz na całą wieczność.
Jestem chory na wrażliwość takiego kwiatu,
na sen o wiecznej ziemi.[…]
Oto jestem.
Na obraz i podobieństwo rodzinnego molocha.
Kochana!
To, że mam teraz widzieć Cię codziennie, nie oznacza, że zaprzestanę pisania listów. O nie, polubiłam to. A ten przyniosę Ci osobiście, razem z cząstką mnie, którą na pewno znajdziesz w wierszu. To Ciesielski. Przyniosę Ci cały tomik jego wierszy! Czytaj, rozważaj, myśl o mnie, o nas. O naszej wspólnej przeszłości i o życiu, przez które będziemy szły razem. Czytaj tą wiadomość i myśl o tym, że właśnie jestem w drodze do tego, aby zapewnić Ci wszystko, czego potrzebujesz, i jeszcze więcej. Chyba pofrunę do szpitala. Szpital! To słowo nigdy nie napawało mnie takim optymizmem. Widać, że drży mi ręka, kiedy to piszę? To ze szczęścia. Moje kochanie! Nawet pozbawiona włosów i zaniedbana będziesz dla mnie najpiękniejsza.
Lilly mojej A.
Wczesnym rankiem obudził mnie dotyk dłoni Moniki na ramieniu.
- Kotku, czas na ciebie – oznajmiła wesoło i dała znak komuś, kto stał za nią. Pulchna lekarka w prostokątnych okularach notowała coś, pomagając sobie podkładką.
- Jak się czujemy? – spytała. Miała czujny wzrok, potrafiący wyczuć każde kłamstwo.
- Doskonale, pani doktor.
Wyczuła moją szczerość. Skinęła głową. Napotykając pytający wzrok pielęgniarki, przytaknęła tylko, na powrót zagłębiając się w dokładnych notatkach i zamyślona wyszła z pokoju. Z szerokim uśmiechem Monika odblokowała koła mojego łóżka i pchnęła mocno.
- To za każdym razem cud – odezwała się, jednocześnie uwalniając mnie z dusznego, sterylnego więzienia – każda choroba jest od tego, by niszczyć. Jeśli ktoś ma siłę walczyć z białaczką, to znaczy, że może osiągnąć prawie wszystko. Masz tą siłę, Ariel. Jestem pewna, że masz, nawet jeśli nie w sobie. Twoja siła jest twoim uzależnieniem, ale nie może bez ciebie żyć. To widać nawet w listach.
Zrozumiałam wtedy, że miała na myśli ciebie. Wzruszyłam się, oczy mi się zaszkliły. Poprosiłam ją, by się zatrzymała. Powoli, mozolnie zawiązałam szlafrok i podniosłam się. Nie czułam bólu. Wygrałam bitwę z białaczką.
Przegrałam tylko tą z łzami, które popłynęły mi gorącymi strugami po twarzy, wtedy, gdy samodzielnie pomaszerowałam do mojego nowego pokoju, przytrzymując się ramy łóżka, i wtedy, gdy dostałam twój list. Kiedy dziesięć minut później świat wciąż zamazywał mi się przed oczami, nie zauważyłam, kiedy weszłaś. Dopiero, gdy czule całowałaś mnie w czoło i tuliłaś do piersi moją gołą głowę, zrozumiałam, że nie miałam prawa bać się, że przestaniesz mnie kochać. W końcu miałaś to robić już zawsze.
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 3
Data dodania: 01.12.2010r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(18): 12 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Darksio, 77majka77, Fał