Pseudonim: Lilka
Imię: Aneta
Napisanych prac:
- wiersze: 46
- proza: 28
- publicystyka: 2

Średnia ocen: 4.3
Użytkownik uzyskał: 233 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Adept śmierci 1.1" 24.02.2010
"Krew na tęczy odc.1" 28.11.2010
"Z pamiętnika Śmierci" 29.07.2009
"W grzywie wiatr, a w..." 31.05.2010
"Koszmar mojego brata" 08.10.2011

Inne prace tego autora:
"Krew na tęczy odc.2" 01.12.2010
"Matka" 16.01.2010
"Tańcząca w deszczu cz.II" 26.03.2012
"Koszmar mojego brata" 08.10.2011
"Grzech Śmiertelny" 06.06.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Krew na tęczy odc.1

Kochanie Ty moje! Jak się czujesz? Co u Ciebie? Martwię się. Jednak lekarz twierdzi, że chemioterapia zaczyna działać, być może już wkrótce dojdziesz do remisji… ale przecież wiesz lepiej od niego, w jakim stanie jesteś. Strasznie za Tobą tęsknię. Kiedy przychodzę do domu, wyobrażam sobie Ciebie, leżącą na kanapie i czytającą książkę. Często szykując kolację, przez nieuwagę stawiam na stole dwa talerze. A potem zdaję sobie sprawę z pomyłki i wybucham płaczem. W naszej sypialni zmieniłam pościel. Nie mogłam spać, była przesiąknięta Twoim zapachem. Ale Twoje miejsce zawsze jest przygotowane. Źle mi siedzieć samej w pustym mieszkaniu, gdzie wszystko przypomina mi Ciebie. Dlatego wpadłam na pewien pomysł. Kupiłam nam psa! A właściwie przygarnęłam. To chart polski. Poprzedni właściciel był hodowcą, raz jeden z jego pupili uciekł i wpadł pod samochód. Biedaczek, stracił jedno ucho i prawie całą łapę. Nieraz wyrywa mnie z odrętwienia, domagając się spaceru. Wtedy idę z nim do parku, naszego parku. Jest zimno, pewnie niedługo zacznie sypać śniegiem. Gałęzie są nagie, a kolorowe liście szeleszczą pod stopami. Amos uwielbia kuśtykać dookoła oczka wodnego, po trawnikach i obwąchiwać przechodniów. Mam wrażenie, że zaczyna się przyzwyczajać do mnie i do naszych czterech ścian. Boli mnie jednak świadomość, że nie może przyzwyczaić się do Ciebie, Skarbie. Pisałam już, jak bardzo mi Ciebie brakuje? Codziennie wsiadam w autobus i jadę do Twojego szpitala, pod Twoją salę. Rozmawiam z pielęgniarką i robię jej wywiad na Twój temat. Pierwszego dnia była oporna, nie chciała nic mówić, powtarzała tylko: tajemnica lekarska to, tajemnica lekarska tamto. Potem sama mnie wołała. Jednak nie szła na żadne ustępstwa, kiedy po raz kolejny mówiłam, że chcę się z Tobą zobaczyć. ,,Pacjentka jest wyjątkowo narażona na zakażenia i infekcje, nie bez powodu jest w izolacji w sterylnym pomieszczeniu. Niech nawet pani nie pyta!’’ Wtedy odpowiadałam niezmiennie, że przecież masz sąsiadkę. Kiedy raz za bardzo ją przycisnęłam, stwierdziła, że przecież obie jesteście śmiertelnie chore… zamurowało mnie, a ona najwyraźniej wystraszyła się, że komuś to powtórzę, bo więcej nie chciała ze mną rozmawiać. Powtórzyłam, nie zamierzałam pozwolić, żeby ktoś taki się Tobą opiekował. Co sądzisz o nowej siostrze, tej z rudymi włosami i w nieskazitelnym fartuchu? Jest w zastępstwie za nią, wydaje się miła i myślę, że dobrze o Ciebie dba. A co Ty o tym sądzisz? Zgodziła się, żebym pisała do Ciebie listy. Myślę, że ona domyśla się, co nas łączy, ale nie chce być wścibska. Lubię ją. Kochana moja, zdrowiej, zdrowiej jak najszybciej. Ale będę na Ciebie czekała tak długo, jak będzie trzeba, pamiętaj o tym. Zobaczysz, już wkrótce wcisnę Ci do ręki smycz Amosa i pójdziemy na długi, romantyczny spacer. Tak to sobie wymarzyłam. A Ty? Co byś chciała robić po wypisaniu? Zastanów się nad tym. Jak coś wymyślisz, przekaż odpowiedź tej rudej pielęgniarce. Zabawne, jesteśmy z nią w zmowie. Musimy jej coś za to postawić. Może jakiś trunek? Zawsze będę Cię kochać, Lilii Rozpłakałam się, czytając Twój list. Wiedziałam, że nie chciałabyś tego, ale nie kontrolowałam łez płynących po policzkach. Czułam się tak samotnie bez ciebie, twojego głosu, śmiechu, dotyku. Zmoczyłam całą górę podkoszulki ciepłymi łzami. Siąkając nosem, z westchnieniem opadłam na poduszkę. W rękach ściskałam bezcenny biały papier. Zmęczona płaczem, leżałam cicho jakiś czas. Skołowana, szybko pogubiłam się w ciągle powtarzającej się litanii badań, pobrań, prześwietleń. Dobrze pamiętałam tylko zabieg, kiedy pobierali mi szpik do przebadania. Lekarz patrzył na mnie ze współczuciem, w oczach praktykantów nie widziałam litości. Dla nich byłam tylko ciekawym obiektem obserwacji, nie obchodziły ich moje łzy i ból ani strach rzucający blady cień na twarz. Nie rozumieli go, nigdy nie walczyli o życie tak, jak ja musiałam walczyć. Co gorsza, nie tylko moje życie było stawką w tej szaleńczej grze. Czułam się podle. Kotku, Niedawno spadł pierwszy śnieg. Mam do Ciebie prośbę. Kiedy wyjdziesz z naszym psem na spacer, opowiedz mi, jak teraz wyglądają drzewa, alejki, pomnik Napoleona, czy woda w stawie już zamarzła. Chciałabym widzieć psisko, jak bawi się i biega po zaspach. Ale najbardziej pragnę, nie, muszę patrzeć na Ciebie! Boję się słuchać sygnałów mojego ciała. Tak bardzo chciałabym móc Ci powiedzieć, że jest coraz lepiej, że już wkrótce wyzdrowieję, a my znowu będziemy szczęśliwe. Ale przecież mnie znasz, wiesz, że nie potrafię Ciebie okłamywać. Prawda jest taka, że pomału, drobnymi kroczkami brnę do przodu. Zdaję sobie sprawę z Twoich rozmów z personelem. Któregoś dnia lekarz, podczas wieczornego obchodu powiedział, że zazdrości mi takiej oddanej i wiernej przyjaciółki. A przecież jesteś kimś znacznie więcej! Dziękuję Ci, że mnie nie porzuciłaś. Nowotwór nie byłby w stanie zapełnić pustki po Tobie. Co ja mówię – czy w ogóle jest coś, co mogłoby uzupełnić brak Ciebie? Zapełniasz swoją obecnością luki w moim życiu, ale życie bez Ciebie to jedna wielka luka. Pusta, smutna, ponura. Tak bardzo Cię kocham! Wiesz o tym, prawda? Obiecaj mi, że nie będziesz sprawdzać statystyk. Obiecaj! Zaufaj mi, choć ja sama sobie nie potrafię ufać. Jednak wciąż pamiętam o naszej umowie. Przestrzegam jej, naprawdę. Staram się nie myśleć o tym, że włosy wypadają mi garściami, że nie mogę zjeść normalnego posiłku, bo czuję mdłości. Wcześniej spędzałam całe dnie w łóżku. Ból w mięśniach, gdy udawałam się do toalety, był ciężki do zniesienia. Krew z nosa była częsta jak posiłki, średnio trzy razy dziennie. Kiedy próbowałam ją zatamować, widziałam swoje posiniaczone, rozpalone dłonie. Bałam się snu, bałam się obudzić, bo najczęściej budziłam się zlana potem i tak słaba, że wolałam leżeć bez ruchu, tylko pojedyncza łza płynęła mi po twarzy od czasu do czasu. Minął tydzień, który zleciał jak miesiąc. Potrafię przejść się po pokoju, wyjrzeć przez okno i nie upaść na łóżko jak szmaciana lalka. Ostatnio znowu zaczęłam myć zęby. Trochę przy tym krwawią mi dziąsła, ale już się tym nie przejmuję. Schudłam, ale to nic. Krwotoki z nosa są już sporadyczne, choć czasem odzywa się znajomy ból, , a bywają dni, kiedy wolę nie ruszać się z łóżka. Skarbie! Wiem, jak to brzmi. Ale uwierz mi, że czuję się coraz lepiej. Niedługo znowu zakosztuję świeżego powietrza, jestem tego pewna. Są tutaj ludzie, którzy o mnie dbają. Pielęgniarka z rudymi włosami też do nich należy. Ponoć jest abstynentką(zatem alkohol odpada), czasem opowiada nam o sobie, żebyśmy pomyślały o czymś innym niż choroba. Choć ja mam o czym myśleć. Przepraszam, o kim. Nieważne gdzie, ważne, że z Tobą. Odkąd tu jestem, każdego dnia kocham Cię bardziej. To się nigdy nie zmieni. Ariel Moje życie rozpoczęło się godzinę za wcześnie. W zamyśleniu to zaciskałam, to rozluźniałam uścisk palców na kołdrze. Była obca, miała zapach szpitala. Czułam lepką warstwę potu na ciele, ale była lżejsza niż zwykle. Odkryłam się ostrożnie. Lekki chłód poranka był wyjątkowo przyjemny po wczorajszej gorączce. Postanowiłam zrobić coś, czego unikałam już od dłuższego czasu. Niespiesznie usiadłam, czekając, aż krew spłynie w dół ciała. Po omacku wymacałam na podłodze kapcie. Wsunęłam w nie stopy. W pierwszej szarości za oknem szukałam czegoś, co dodałoby mi odwagi. Wciągnęłam powietrze do płuc, owinęłam się szlafrokiem. Spojrzałam na Lenę na sąsiednim posłaniu. Była blada, ciasno owinięta kocem. Wiedziałam, ze wystarczy, żeby łóżko pode mną zaskrzypiało, a się obudzi. Starając się być cicho, zacisnęłam zęby i podniosłam się. Moje stawy zawyły w niemym proteście. Stłumiłam jęk, po kilku krokach przeszywający ból zelżał. W bladym świetle zobaczyłam swoją zmizerniałą twarz. Kiedyś miałam piękne włosy, naturalne blond kosmyki spływały mi do pasa. Teraz zostały po nich żółtawe resztki ucięte przy samej skórze, a i one miały niedługo wypaść. Zapadnięte zielone oczy nadawały mojej twarzy upiorny wyraz. Dotknęłam brzucha, wyraźnie poczułam żebra. Nie byłam już tą wesołą, radosną Ariel. Po twarzy Nowej Ariel płynęły łzy. Tylko one były takie same. W głowie kołatało mi się jedno pytanie: czy pokochałabyś mnie, gdyby Stara Ariel nigdy nie istniała? W milczeniu odwróciłam się od lustra. Nagle poczułam się zmęczona. Drżałam lekko, kiedy podtrzymując się futryny taksowałam wzrokiem odległość dzielącą mnie od łóżka. Ruszyłam powoli, próbując zapanować nad swoim chorym ciałem. Zastanawiałam się, ile osób oddało życie w tym pokoju. Mijając okno, poczułam, jak kolana odmawiają mi posłuszeństwa. Z jękiem zaparłam się o parapet. Moja twarz znalazła się kilka milimetrów od szyby. Zaczęłam chłonąć wzrokiem wysokie, ośnieżone świerki, kocie łby poniżej, łagodne zakręty przyszpitalnego parku. Zamarłam. Skulona na ławce postać w znajomym zielono-czarnym płaszczyku zadzierała wysoko głowę. Patrzyłaś prosto w moje okno. Nie widziałaś mnie. Przez ramię przewiesiłaś szarą torbę, glanami udeptałaś śnieg dookoła. Twoje kasztanowe włosy porywał wiatr. Smukły, wysoki cień śmigał dookoła z nosem przy ziemi. A więc tak wyglądał Amos. W zmarzniętych, czerwonych od zimna dłoniach trzymałaś brulion. Siedziałaś samotna, wyglądając jak porzucona lalka i płacząc łzami, które topiły nawet śnieg. Nie wiedziałam, ile śmierci przetoczyło się wokół. Tej nocy nadeszła kolej na następną.



Płeć: kobieta
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 28.11.2010r.

1     

Angelika596 Użytkownik WPMT 01 01 2011 (15:33:46)

Jak to dziwnie nas czasem los prowadzi. Przed kilkoma minutami wysłałam tutaj moje opowiadanie o podobne tematyce. O nowotworze. Przeczytaj jak będziesz miała czas i ochotę. "Do raju".

Wzruszająco, po prostu pięknie.

Anima użytkownik 30 11 2010 (18:07:43)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Nawet nie wiesz jakie uczucia wywołujesz. Mam taki problem ze sobą, że ilekroć coś czytam, zawsze jakimś przypadkiem, w moim głośnikach płynie piosenka, która jakoś dopasowuje się do tekstu. I ta, która akurat leci, sprawiła, razem z tekstem, że zrobiło mi się bardzo smutno. Doskonale rozumiem tą dziewczynę i jak sobie pomyślę... To wszystko jest prawdziwe, zbyt prawdziwe. Przywoławszy wspomnienia, staram się korygować, zmieniać, ale nie ma co zmieniać. Wszystko tak wygląda. Nowotwór to straszna rzecz...
Dobrze, skupmy się na tekście, bo mogłabym tak mówić godzinami. Opisujesz relację pomiędzy dwoma zakochanymi kobietami. Są ze sobą bardzo zżyte, starają się razem pokonać chorobę, ale nie widują się. Pozostają im tylko listy, zupełnie jak w starych powieściach, kiedy zakochani zostawali rozdzieleni i pozostawała im droga listowa. Ba! Do dziś zdarzają się takie przypadki...
Twoje opowiadanie pokazuje, że to trudny czas, że to taka przepaść... A jednak ja mocno wierzę, że można wyjść. Ba, wyszłam z takiej przepaści...
Mam wrażenie, że, kiedy już Ariel wyzdrowieje (musi wyzdrowieć!), pies, którego kupiła Lilli, będzie taką drogą prowadzącą ku normalności. Że pomoże, po prostu będzie. Któregoś dnia otworzy w nich coś nowego, lepszego, co sprawi, że powoli zapomną o koszmarze. Psy to takie dobre zwierzęta. Po prostu radosne, kochane, czułe...
Mam nadzieję, że Ariel wyzdrowieje, wierzę w nią...
Myślę, że powinnaś dostać szóstkę. Nie szafuję nimi, ale postanowiłam zaryzykować. Czekam na kolejną część.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68314 | Użytkownicy: 12452
Online(56): 56 gości i 0 zarejestrowanych: