warto go przeczytać
Kolejnej nocy znowu obudziłam się z krzykiem. Gdybym chociaż pamiętała dokładniej, co mi się śniło! Przed oczami przemykały mi zamazane cienie, czarne skrzydła odcinające się wyraźnie na tle stalowego nieba, coś ostrego, co boleśnie orało moją twarz... tylko tyle. Aż tyle? Musiałam znowu zasnąć, bo kiedy przebudziłam się następnym razem, do pokoju sączyło się słońce, a wskazówki na tarczy zegara wskazywały siódmą.
W łazience ochlapałam twarz lodowatą wodą, ale nawet to nie otrzeźwiło mnie wystarczająco – dalej czułam się jak pusta kukła. Założyłam pierwsze rzeczy, jakie wpadły mi w ręce, chwyciłam pasek torby i zeszłam do kuchni.
- Cześć, mamo. – Przechodząc obok mojego rozwrzeszczanego braciszka poczochrałam mu jasne włoski. Zaczął się drzeć jeszcze głośniej, a mama spojrzała na mnie z wyrzutem znad miseczki z kaszką, którą usiłowała w niego wcisnąć.
- Cześć, córciu. Ciężka noc? – spytała, niby to skupiona na celowaniu łyżeczką w szeroko otwartą buzię Mareczka. Byłam gotowa się założyć, że słyszała moje krzyki. Wyjęłam bułkę z chlebaka i zapakowałam sobie do szkoły. Głównie dla kamuflażu, bo nie wierzyłam, że będę w stanie coś przełknąć.
- Względnie – rzuciłam pozornie obojętnym tonem. Wychodząc do korytarza słyszałam jeszcze, jak mama wzdycha, a potem odrobinę podnosi głos:
- No nie! Ten durny dzieciak zachlapał mi całą bluzkę!
Trzasnęłam drzwiami, a potem nie słyszałam już nic.
Po skończonych lekcjach lubiłam włóczyć się po parku, szczególnie jeśli dopisywała pogoda. Dzisiaj chmury przesłoniły tak drogi mi błękit, ale uznałam, że nie jest dość zimno, żebym sobie odpuściła. Może gdybym wtedy wróciła wcześniej do domu…
- Mały wypadł z balkonu. Wyszłam tylko po jajka do ciasta, przysięgłabym, że drzwi balkonowe były zamknięte… - rozhisteryzowany głos matki mroził mnie do szpiku kości. – A on przecież grzecznie siedział i oglądał bajkę.
Czując, że coś podchodzi mi do gardła, zapytałam cicho, o jaką bajkę chodziło.
- Bajka? – mama zdziwiła się, że w takiej chwili zajmuję się drobiazgami. – Chyba ,,Bob budowniczy’’…
- Kiedy ostatnio mieliśmy gości, budował zamek z klocków lego. Ktoś na niego niechcący wszedł i klocki rozsypały się, a my je tak zostawiliśmy…pewnie chciał je pozbierać i się pobawić. – Miałam wrażenie, że mówię w pustkę. – Zaraz będę, poczekaj na mnie, dobra? – zakończyłam połączenie. Dłonie trzęsły mi się tak, że miałam problem z naciśnięciem odpowiedniego klawisza.
Nie chciałam czekać na autobus, wydawało mi się, że jest zbyt powolny. Popędziłam do domu tak szybko, że kilka razy mało nie potrącił mnie samochód. Oczywiście nikogo nie zastałam, tylko kartka z adresem szpitala widniała przyklejona do lodówki.
Matka wyglądała strasznie. Miała rozmazany makijaż, rękawy bluzki upaprane mąką, a oczy zaczerwienione od płaczu. Siedziała na krześle w szpitalnym kitlu, pochylona do przodu tak, aby nie było widać łez.
- Operują – powiedziała ochryple na mój widok. – Lekarz mówi, że obrażenia są bardzo poważne. Drugie piętro dla takiego malca…
Bez słowa przytuliłam ją do siebie, słuchając relacji w milczeniu. Nawet gdybym wiedziała, co powiedzieć, żadne słowa nie przeszłyby mi przez usta.
- Miał kilka złamań otwartych, pęknięte żebra, jakiś krwotok wewnętrzny… – Mama odsunęła się ode mnie, żeby wydmuchać nos w chusteczkę. – To wszystko moja wina. A ja nazywałam go durnym dzieciakiem…
- Daj spokój. – Robiło mi się słabo. – Przypilnowałabym go, gdybym wróciła o przyzwoitej porze. Jak możesz się o coś takiego obwiniać? – spytałam miękko. Nie wiedziałam, czy to pytanie adresuję bardziej do siebie, czy do niej.
Zamrugała szybko.
- Co takiego?
- Po szkole poszłam do parku – przyznałam się, zwieszając głowę. Wydawało się, że cała wilgoć przepłynęła mi do oczu. – Zawsze tak robię. Mamo, przepraszam…
Nie miała czasu odpowiedzieć, bo z bloku operacyjnego wywieziono łóżko, a na nim jakąś drobną sylwetkę. Mój brat…deja vu było na tyle silne, że zachłysnęłam się powietrzem. Stalowe niebo tego popołudnia, ciemne sylwetki ptaków przelatujące nad blokiem, rozmazane w pędzie, krzewy zostawiające krwawe zadrapania na policzkach... zakręciło mi się w głowie tak mocno, że nie potrafiłam nawet wstać. Na głowę mojego braciszka naciągnięto białe prześcieradło, a jednak wiedziałam, że to on.
Przeżywałam swój koszmar na nowo, ale tym razem nie miałam siły krzyczeć
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 1
Data dodania: 08.10.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(18): 12 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Darksio, 77majka77, subtelny demon