warto go przeczytać
W tym samym czasie, kiedy chłopcy odpoczywali, do szpitala przyjechała rodzina Damiana, zjawiła się matka, ojciec oraz ich córka. Wyglądali, jakby znajdowali się w innym świecie. Nie dochodziło do nich, co mówią do nich lekarze. W ich myślach błąkało się zdanie: „Państwa syn nie żyje, znaleźli go martwego na Jeżycach”. Moment, w którym dotarła do nich ta informacja spowodował, że zatrzymała się Ziemia, a ich serca ścisnęła dłoń kostuchy. Zimno przeszywało każdy centymetr ich ciał, nie ważny był dramat innych, oni mieli swój. Gdy zjechali windą do prosektorium, zobaczyli korytarz wysłany półmrokiem. Przy drugich od wejścia drzwiach umiejscowiona była wielka szyba, by cała rodzina nie musiała wchodzić do magazynu ciał. Przed samym rozpoznaniem ciało zostało przygotowane, umyte i rozebrane, a rzeczy zostały odpowiednio skatalogowane i zapakowane w torbę foliową. Gdy podeszli do szyby, zauważył ich szpitalny anatomopatolog i wyszedł im naprzeciw:
- Witam państwa, nazywam się doktor Paweł Maryniuk, a państwo są zapewne rodziną Damiana Puszczyka?
- Zgadza się panie doktorze. Proszę nam powiedzieć, co się stało? Bo mamy w głowie czarną dziurę.
- Prawda może państwa zaboleć bardziej niż sama śmierć...
- Panie doktorze! Proszę powiedzieć jak zginął mój syn?! – ponaglił lekarza ojciec Damiana.
- Otóż syn zginął w wyniku zatrucia klejem, prawdopodobnie był uczulony na któryś ze składników, akcję ratowniczą utrudnił skurcz krtani i oskrzeli. Czy państwa syn był na coś uczulony, bądź miał astmę?
- O Boże! Klejem? Ale jak? Przez wciąganie, czy był w jakimś remontowanym pomieszczeniu? – zrozpaczonym głosem zawołała matka.
- Z tego, co wiemy w pomieszczeniu znajdowała się torba z klejem i prawdopodobnie to jej zawartość spowodowała reakcję uczuleniową u państwa syna. Wydaję nam się, że państwa syn wciągał opary kleju...
- To niemożliwe! – wrzasnął ojciec. – Mój syn nigdy nie był ćpunem, nie wierzę w to!
- Spokojnie proszę pana, po prostu wnioskuję po znalezionych rzeczach. Prawdopodobnie nie żył już od kilku minut, kiedy znaleźli go dwaj chłopcy, którzy próbowali przeprowadzić akcję ratowniczą. Utrudniło ją zwężenie krtani blokując dostęp powietrza do płuc.
- Ale dlaczego? – matka złapała się za czoło i oparła się o ścianę.
- Mamo, dobrze się czujesz? – zapytała zmartwiona córka.
Zaraz po zadaniu tego pytania pani Puszczykowa osunęła się jeszcze niżej, mężczyźni szybko zareagowali i doskoczyli do niej by ją przytrzymać. Gdy tylko ją złapali pod ramiona straciła przytomność. Lekarz sprawdził jej stan, lecz wszystko wskazywało na to, że zemdlała z nerwów, sytuacja ją przerosła. Lekarz zadzwonił po pielęgniarkę, by przyniosła jej coś do picia i słabe leki uspokajające, by ponownie nie straciła przytomności.
Po tym małym zamieszaniu ojciec zdecydował się wejść do środka i zobaczyć, czy ciało, które leżało na noszach, to jego syn. Podszedł do niego, a lekarz odsłonił twarz denata. Oczy ojca momentalnie stały się szklane, a tęczówka jakby gdzieś utonęła i został tylko czarny okrąg źrenicy. W oczach miał pustkę, niezrozumienie świata, niedowierzanie, a przede wszystkim żal. Odwrócił się i spojrzał na córkę, nie musiał nic mówić.... Dziewczyna, widząc reakcję ojca, zakryła twarz dłońmi i opadła na kolana, przewróciła się na bok i przysunęła do matki. Pragnęła tylko poczuć czyjeś ciepło w tym chłodnym domu Śmierci. Nie miała siły podnieść głowy z łona matki, jak jej brat nie mógł powrócić z łona Abrahama.
Następnego dnia rodzina Puszczyków kazała przesłać ciało Damiana do wybranego zakładu pogrzebowego i przyszedł czas wyznaczenia terminu pogrzebu oraz ustalenia miejsca pochówku.
- Roman – pierwsza zagadała żona. – Powiedz mi, gdzie pochowamy Damianka? Gdzieś blisko domu, czy na rodzinnym cmentarzu?
- Dobrze byłoby mieć go przy sobie, ale pamiętaj o tym, że mamy rodzinny grób na Miłostowie. Mamy tam wykupione miejsce, nagrobek, do tego biskup tamtejszego kościoła jest życzliwy, więc powinien zrozumieć naszą sytuację.
- W sumie racja, a co z ceremonią i stypą? Sama ceremonia, czy też poczęstunek? Boję się o koszty, jeżeli będzie tak jak z pogrzebem dziadka, to będziemy musieli wziąć jakiś kredyt.
- Tylko że tam stypa była w lokalu, teraz możemy zrobić ją u nas. Wyniesie nas to o wiele mniej i w razie czego będziemy mieli zaplecze finansowe, gdyby cena pogrzebu wzrosła.
- Dobrze, a co z terminem? Najlepiej jak najszybciej. Dzisiaj jest wtorek, proponuję piątek lub sobotę.
- Myślę, że sobota będzie najlepsza, przyjdzie najwięcej ludzi. Napiszę też nekrolog do gazety, by koledzy Damiana się dowiedzieli.
- Dobry pomysł, a rozmawiałeś z Klaudią? Od czasu wizyty w kostnicy się nie odzywa prawie...
- A dziwisz się? Sam ledwo tam ustałem, ty o mało co nie odpłynęłaś, to na Klaudii też pewnie się odbiło.
- To może pójdę z nią porozmawiać, siedzi w swoim pokoju od dłuższego czasu i nawet się z niego nie wychyla. Boję się o nią. Trzeba jej powiedzieć o pogrzebie i poprosić, by poinformowała znajomych Damianka.
Mama Klaudii wyszła z kuchni, minęła pokój Damiana, zamknięty od czasu wypadku i doszła do pokoju swojej córki. Chwyciła za klamkę, nacisnęła i szarpnęła, lecz drzwi w ogóle nie drgnęły...
Ocena: 4
Liczba komentarzy: 2
Data dodania: 26.11.2011r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(17): 11 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Darksio, 77majka77, subtelny demon