warto go przeczytać
Pseudonim: Anonymous
Tańczyła w jego ramionach. Przytulona do ciepłej szyi. Piękna. Stanowili tak wspaniałą parę... On, wysoki, silny, ona wątła i delikatna. Dawno nikt takiego zachwytu nie wzbudził na parkiecie.
Nagle pomyliła krok, potknęła się... upadła.
Teraz siedzi na łące. Wdycha słodki zapach lata... siana... słucha śpiewu wiatru. Drobne palce błądzą po łodyżce niebieskiego chabru. Taki piękny kwiat... jak ona. Jak jej oczy ukryte pod powiekami. Wsłuchuje się w ciszę, delikatny szum skrzydełek. Czego? Nie wie. Chciałaby się zerwać, tańczyć! Tańczyć... nie rusza się z miejsca.
Zapada zmrok. Jej ręce dygoczą, wprawiając w drżenie struny gitary... wydobywają ciche dźwięki, przypominające wakacje... słoneczny żar... świerszcze. Uwielbia je. Uwielbia ich granie, delikatne, wibrujące w uszach... Ale teraz ucichły. Liście z drzew opadają, kolorowe, wesołe, jednak w jej sercu zagościł smutek. Umościł sobie ciepłe gniazdko i ani myśli je opuszczać.
Próbuje sobie przypomnieć... przypomnieć. Co? Zapomniała. Bezmyślnie przerzuca barwne kamyki zebrane nad morzem. Uderzają o siebie... niezwykła muzyka wywołuje jakieś... wspomnienie? Kolorowy sen? Zrywa się z łóżka i chwiejnie podchodzi do okna. Opiera rozgorączkowane czoło o chłodną szybę... próbuje odegnać złe myśli. Na łące leży śnieg. Spadł w nocy. Czy w gasnącym dniu jest tak niebiesko, jak rok temu? Zastanawia się, jednak nie otwiera oczu... nie chce tracić ulotnego jak motyl marzenia. Otwiera powoli okno i zanurza dłoń w zimnym puchu. Czuje, jak śnieg topi się w jej palcach, przecieka na podłogę. Oddycha głęboko próbując zapamiętać tę woń... dotyk chłodu na ręce.
Wiosna. Wyczuwa ją już z daleka. Słyszy, ptaki śpiewają. Wiosna... Jednak smutek serca nie opuścił.
I przyszedł ten dzień. Wstaje, próbuje zatoczyć kilka kółek, zatańczyć z powietrzem. Potyka się... upada znowu na pościel. Spod powiek wypływają gorzkie łzy. Zupełnie jak wtedy. Próbuje przypomnieć sobie zapach jego perfum... brzmienie jego ciepłego głosu. I ten taniec. Ostatni w swoim życiu. I ostatnie kolory świata. Nie może... nie pamięta.
Bo nie widzi. Pewnego wiosennego dnia, kiedy tańczyła na wielkim balu, straciła równowagę... upadła. Uderzyła głową o krawędź stołu.
I straciła wzrok. Wolałaby już stracić życie.
Ocena: 0
Liczba komentarzy: 0
Data dodania: 18.11.2008r.
Statystyki: Wiersze: 7839 | Artykuły: 263 | Recenzje: 234 | Proza: 1643 | Wywiady: 50 | Komentarze: 46485 | Użytkownicy: 3565
Online(16): 10 gości i 6 zarejestrowanych:
exother, Kamil M. Jaszczak, Stefan B., Darksio, 77majka77, Fał