Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Kłamca cz. 6" 04.01.2010
"Kłamca cz.4" 26.10.2009
"Marlen cz. 5" 17.01.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Zbliżenia - II etap..." 10.06.2012


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Kłamca cz. 8

Jak taka historia mogła się skończyć? Oczywiście, że źle. Z Gosią poszło za łatwo. Małolata dała się przelecieć po wypadzie do kina, na dodatek film był równie nudny jak reklamy przed seansem. Ze szpitala wyszła po jakiś dwóch dniach. Odwiozłem ją do domu, bo jej ojciec kompletnie się załamał po wypadku. Matka nie dochodziła do siebie, czy mózg siedemnastolatki może przejmować się takimi rzeczami? Jasne, że tak, ale mój wpływ był niewspółmiernie większy. Był jak płomień, który rozlał się po tafli wody i nic nie było w stanie go powstrzymać. Nie mógł zgasnąć, za dobry byłem, żeby na to pozwolić. Od razu próbowałem skraść buziaka i udało się. Gdyby nie jej brat, który wpadł z hukiem do domu po powrocie od dziadków, pewnie nie skończyłoby się tylko na dokładnej penetracji jej bielizny. Artyście serce pęka, ale przecież nie mogłem nie dokończyć swojego dzieła, nawet tak miernego. Nie opierała się nawet przez chwilę i dziewicą też już nie była. Ciągle jestem idealistą, chyba nie potrafię się zmienić, a już w podstawówce mówili, że smoków i dziewic na tym pięknym świecie nie ma. Zaprosiłem ją do mieszkania, przeleciałem, napoiłem alkoholem i pstryknąłem kilka niezłych fotek dla jej rodziców, gdy bardzo odważnie chwaliła się swoimi wdziękami. Kontakt zerwałem natychmiast. Dzwoniła i pisała jeszcze długo potem, ale nie miałem ochoty zawracać sobie nią głowy. Zero frajdy. Liczyłem jedynie na to, że jak wyślę fotografie jej rodzicom, dostanę krótką chwilę zimnej satysfakcji. Skusiłbym się chyba nawet na rozmowę. Tą przyjemność odłożyłem sobie jednak na potem. W głowie zrodził się pomysł, żeby uwieńczyć triumf z Natalią małym deserem. Nie wszystko poszło jak należy, ale życie miało w tym cel. Czasami wpatrywanie się na proces auto-twórczy jest równie zajmujące jak samo tworzenie, a gdy wie się jak zaingerować, wszystko może potoczyć się przewidzianymi torami. Byłem pewny, że seks z Natalią będzie jednym z najlepszych doświadczeń, ale prawdziwą rozkosz miało dać jej upodlenie, zniszczenie jej planów i... prawda. Kłamstwo jest zaraźliwe, kłamstwo jest wspaniałe, ale bez prawdy blednie, niknie jak księżyc w bezchmurnym wschodzie. Natalia dużo płakała. Naskarżyła ojcu, ale winę zwaliła na biednego Mariusza, bo nie mogła, nie była w stanie przyznać się, jak bardzo chciała tego, do czego doszło. Opowiedziała bajeczkę, że niby po przyjacielsku w policzek ją pocałowałem, że niby Mariusz nic nie widział, że jego milczenie ją rani, że bardzo cierpi i że całe to zajście to jedno wielkie nieporozumienie. Przecież kochana córeczka nie mogła kłamać i ojciec osobiście wybrał się na wieś, aby porozmawiać z niedoszłym zięciem. Dziewczyna zdążyła odejść z pracy i unikać kontaktu ze mną. Nigdy jednak nie przemilczała smsów z życzeniami spokojnej nocy. Głupiutka... Mariusz był twardy i wiedział co widział. Nawet prośby i skargi staruszka Natalii nie mogły nic zmienić. Groźby też nie za skutkowały i pewnie gdyby nie matka, chłopak wszcząłby niezłą bójkę ze swoim gościem. Gorąca krew, o którą nigdy go nie podejrzewałem, kotłowała się i groziła poważną erupcją. Na smsy byłej już dziewczyny nie odpisywał i bardzo dużo pił. Zrozumiał też, że nie warto rezygnować z sytuacji, gdy piękna Kasia rozkłada nogi, bardzo ładne nogi. Sam sprowokować sytuacji nie umiał. Żal go dręczył, a może tylko głupi był? Dokładnie w środę na scenę tej smutnej i nędznej rodzinnej komedyjki wkroczył Dawid. Natalia zapłakana przywitała go w koszuli nocnej. Mężczyzna zrobił niepewną minę, ale nic nie powiedział. Dał się zaprowadzić do pokoju, usiadł i niechętnie zapytał: - Co się stało? Natalia zaczęła swoją opowieść, pomijając moją rolę i robiąc przy okazji ze mnie prawie świętego. Winę zwaliła na Mariusza. To było nie tak. Dawid uwierz mi, przecież gdyby tylko mi pozwolił, wyjaśniłabym. Kocham go – i kolejne rzewne łzy użyźniły dywan. Kim Dawid dla niej był? Przyjacielem, może troszkę pocieszycielem, mentorem i mecenasem? Nikt chyba nie był w stanie tego określić. Od tak, koleś z ulicy nagle chce im pomóc, a przy okazji swoim cynizmem wszystkich wkurza. Nikt jednak nie chciał się go pozbyć, bo bywał nad wyraz przydatny. Miał powody. Opiekował się bratem Natalii, zaangażował się w próby wyciągnięcia go z nałogu, a gdy ten zaginął i wszystko poszło na marne, musiał uciszyć wyrzuty sumienia i stał naiwnie u boku Natalii, prawie jak brat. - Pomożesz? - spytała Natalia. To nie koncert życzeń – wstał szybko i bez większych sentymentów wyszedł z pokoju. Natalia wystukała na klawiaturze telefonu: kocham ciebie”, ale bardzo szybko, przerażona i zawiedziona skasowała tekst. Nie muszę chyba mówić, że odbiorcą miałem być ja. Ludzie tacy już są, boją się samotności, boją się zmian. Cierpliwie czekałem na rozwój wydarzeń i pozwalałem Natalce napawać się tęsknotą. Trzeba wiedzieć kiedy zadać cios, kiedy rozpalić na nowo nadzieję i zgasić ją. Być jak chłodny podmuch jesiennym wieczorem, który niespodziewanie wdziera się w domowe pielesze, beztrosko i bezczelnie wiruje w ciasnych pomieszczeniach, by jednym podmuchem zerwać się na wolność i zgasić każdy płomień tlący się w izbach. Pozostawić po sobie mrok i ciszę, która odbija się od ścian i z każdą sekundą wzmaga jedynie poczucie pustki. Adam był dumny z moich posunięć. Wieczorem, po wizycie u Natalii, Dawid zjawił się w domu Mariusza. Ojciec chłopaka nie był zadowolony, zdawał sobie sprawę co przeżywa jego syn i jak takie głupie w jego mniemaniu wizyty, wpływają na niego. Znał jednak Dawida dużo wcześniej i był winny mu przysługę(jaki ten świat irracjonalnie mały). Rozmowa przebiegła szybko. Dwoje mężczyzn, każdy zdeterminowany i nieustępliwy. Czego chcesz? - zapytał Mariusz i od razu zdenerwowany doskoczył do Dawida. - Porozmawiać, nie bardzo miałem ochotę na taką głupia gadkę, ale dziewczyna płacze dzień i noc. - I co z tego?To zwykła szmata! - Mariusz nie panował nad sobą – też chcesz mnie przekonywać, że jestem głupi i ślepy? Nawet nie wiesz co czułem, jak dowiedziałem się o jej wypadku... - głos mu zadrżał i zmiękł. - … - Dawid milczał przez chwilę, uśmiechnął się głupkowato i rzekł – Co mnie to obchodzi. Pogadaj tylko z nią. - Nie, nie po tym co zrobiła, nie mógłbym, prędzej bym ją rozszarpał – Mariusz jak oszalały miotał się po pokoju – udusił, zgniótł krtań – łzy płynęły mu po twarzy. - Opanuj się, masz telefon. Napisz, że wysłuchasz jej, tyle Natalii na pewno się należy. - Nie... - szepnął – nie mógłbym – głos mu się wzmocnił – Nienawidzę jej... dziwka. - Eh.. - Dawid westchnął i prawym sierpem powalił Mariusza na dywan, z wargi polała się krew – Napisz, a jeszcze raz tak o niej powiesz to złamię ci nos. Natalia nigdy by ci tego gówniarzu nie zrobiła – i trzasnął drzwiami, zostawiając zdezorientowanego chłopaka na ziemi. Mimo wszystko, wracając do miasta, Dawid dużo myślał o całym zajściu z Natalią. Rozum podpowiadał, że zrobiła to, że naprawdę zdradziła i zraniła Mariusza. Uważał zawsze go za niespokojnego ducha, który popełnia mnóstwo błędów, który co rusz zalicza kolejne wpadki, ale który w głębi jest poczciwcem, nie umiejącym działać wyrachowanie, który nie umie zadać prawdziwego bólu. Serce bardzo chciało wierzyć, że Natalia taka nie jest, że Natalia nie może kłamać, nie może ranić fałszem i obłudą. Głupi. Następnego dnia odbębniłem kolację u rodziców. Lubiłem te wizyty, przypominały mi świetne dzieciństwo, a staruszkowie trzymający się do dziś dzień za ręce, wprowadzali melancholię w skostniałe serce. Mam kapitalnego ojca. Człowiek z zasadami, nieustępliwy, mądry i sprawiedliwy, szanowany. Podziwiam go każdego dnia. Może nie jestem taki jak on, ale tak jak i on, nie schodzę z obranej ścieżki i trwam na swój sposób w szukaniu szczęścia. Mama jak zwykle się wypytywała o wszystko, a ja szczegółowo opowiadałem unikając mniej chlubnych fragmentów z mojego studiowania. Nie lubiłem okłamywać rodziców i praktycznie nigdy tego nie robiłem. Kolacja była pyszna. Zaraz po niej ojciec wyciągnął mnie do garażu, do swojego małego prywatnego królestwa. Wypiliśmy po piwie i zanurzyliśmy się w dyskusję o starych samochodach. Tata remontował właśnie starą Warszawę i była dla niego niemal jak dziecko. Z czułością i sentymentem opowiadał o nakładaniu lakieru, wymianie części. Później zaczęła się wspomnienia i jego przygody z czasów młodości. Autobus miałem przed północą. Rodzice chcieli żebym został do rana, ale dom był piękny na krótką metę. Bałem się, że dłuższy pobyt może rozkruszyć w drobny mak mój azyl, ostoję, pewność. Mariusz zdecydował, że nie napisze, przynajmniej na razie. Ja za to podjąłem decyzję, że czas działać. Droga Natalio, nawet nie wiesz jaki ten dom jest pusty i przykry bez twych uśmiechów i słów, które wypełniały cały mój wszechświat ciepłem. Los starca jest trudny. Nie mam prawa obciążać naszych dzieci moją osobą. Póki starcza sił, trzeba trwać. Tęsknię. Te stare ściany, nasze meble są jak twój cichy szept. Odwracam się, ale ciebie nie ma, choć głos twój niesie się za plecami. Trudno jest wstać, z każdym dniem coraz trudniej. Dzwonek nie milknie, a ja pokrzykuję, że już idę, że już biegnę. Listonosz uśmiech się pogodnie i mówi: - Dzień dobru panie Mariuszu, list – uśmiecha się szerzej i dodaje – zaadresowany jeszcze na stary adres. - Przecież to wieki temu było. - Tym bardziej się zdziwiłem, że pana odnalazł. Chyba ktoś się postarał, żeby w końcu dotarł. - Z pewnością – rzucam zamyślony, próbując rozpoznać pismo na starej żółtej kopercie. - Nie przeszkadzam już panu i uciekam. Do widzenia. - Do widzenia – szepczę, bo echa przeszłości z nową siłą zatruwają życie. Natalio...



Płeć: mężczyzna
Ocena: 5
Liczba komentarzy: 4    
Data dodania: 06.02.2010r.

1     

Zuanshie Użytkownik wpmt 07 02 2010 (16:43:55)

Użytkownik ocenił pracę na 5

Ja również edytowałam tekst, szczególnie końcówka z listonoszem, gdzie myślników w ogóle nie było. "Natalia zapłakana przywitała go w koszuli nocnej." coś mi tu nie gra, zgrzyta. Bardziej by pasowało zapłakana Natalia, to taka moja sugestia. Innych błędów się nie dopatrzyłam, na Twoje szczęście. Cóż mogę rzec? Podobało mi się, oj tak(zresztą tak jak zawsze). "Kłamca" jest jednym z nielicznych opowiadań, które bardzo lubię, a samego autora cenię. Dlaczego? Bo operuje świetnym stylem i językiem. W lekturę wtapiam się z przyjemnością, a kiedy zbliżam się do końca wzdycham i myślę: "Już?!". Tą część równie dobrze poprowadziłeś. Cholernie podoba mi się postać Radka- tak, on jest zimnym sukinsynem, ale właśnie to sprawia, że jest(śmiem twierdzić) idealnym bohaterem, jakiego mogłeś wykreować- chylę czoło. Tak jak zauważyła Lilka, świetnie opisałeś przeżycia Mariusza po zerwaniu z Natalią, było wiarygodnie, nie było zbędnego lania wody. Nie chcę przeciągać, ani zbytni wychwalać, toteż przejdę do oceny, która według mnie jest sprawiedliwa i w pełni zrównoważona względem tej części. No, pięć z plusem.

Lilka Użytkownik 07 02 2010 (16:39:33)

Daj spokój, w końcu od tego właśnie jestem, nie? Dobrze Ci się wydawało, po prostu chodziło mi o to, że jego bycie sukinsynem zatuszowało kiepski dla mnie początek.

Dawied Użytkownik wpmt 07 02 2010 (16:30:11)

Nie wiem, ale wydawało mi się, że od początku Radek był zimnym sukinsynem. W poprzedniej części było troszkę inaczej, bo przecież nawet samo zuoo musi mieć wolne. Myślniki poginęły przy kopiowaniu. Wybacz, że musiałaś to poprawiać, za późno się zorientowałem.

Lilka Użytkownik 07 02 2010 (16:27:52)

Użytkownik ocenił pracę na 5

W opowiadaniu było sporo błędów, ale najczęściej to były same drobnostki, typu końcówki, ą, ę, takie tam. W paru miejscach dodałam myślniki. Piszesz, co kto mówił, kiedy, ale myślników, żeby czytelnik nie pogubił się i wiedział o co chodzi, już nie dodałeś. Zabrakło mi czegoś w tej części, Dawid. Jakiejś nieokreślonej głębi. Myślę, że to dlatego, że kiedy na początku piszesz o Gośce, narzuca mi się określony obraz bohatera. Kłamca kłamcą, ale te kilka pierwszych akapitów nadają postaci Radka pustki. Z drugiej strony fajnie opisujesz Mariusza. Bardzo wiarygodnie opisujesz to, jak się czuł po zerwaniu z Natalią, podoba mi się też opis Dawida. Z drugiej strony sposób, w jaki Radek podchodzi Natalię, ukazuje go jako wyrafinowanego sukinsyna, więc ta ,,pustość'' zostaje zgrabnie zatuszowana. Nie wiem, co Ci jeszcze napisać. Poprzednia część wydaje mi się dużo lepsza, jednak w tej również trzymasz poziom.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68305 | Użytkownicy: 12452
Online(42): 42 gości i 0 zarejestrowanych: