Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Marlen cz. 8" 15.02.2009
"Pamiętnik cz.6" 18.08.2009
"40 mln dobrych uczynków..." 12.01.2012
"40 mln dobrych uczynków..." 20.01.2012
"Alex i pytanie o sens życia" 05.02.2010


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Kłamca cz. 6

Kierowca musiał być pijany, kiedy w nas uderzył, a może to ten deszcz i nadmierna prędkość? Zacznijmy od początku. Długo się wahałem co jej powiedzieć. Dziwne, nie miałem ochoty jej okłamywać, tak naiwnie na mnie patrzyła, a przecież prawda wcale zła w tej sytuacji by nie była. Uśmiechnąłem się na myśl o tym, że mogłaby poznać fakty z mojego życia. Spojrzałem na jej śliczne oczy, w których chyba można było wyczytać, jakie słowo byłoby dobre, życzliwość? W każdym bądź razie wziąłem głęboki wdech, aby zwierzeniom nadać nieco koniecznego patosu i wzrok skupiłem na drodze. - Dość długo, jak na współczesne normy nie wiele wiedziałem o miłości – usta wykrzywiłem w uśmiech – w gimnazjum zaczynały się pierwsze miłostki, dziewczyny chciały zmieniać się w panny, a chłopaki całować. Mnie to nie ruszało, siedziałem przed kompem zanurzając się w jakieś ciekawe crpg, pewnie nawet nie wiesz o czym mówię... - A właśnie, że wiem – pokazała radośnie język i dodała - miałam okres w życiu, gdy sama chciałam być dzielną wojowniczką ratującą świat. - W każdym bądź razie chodziłem grywać w piłkę i jakoś odstawałem od towarzystwa. Zakochałem się tak poważnie dopiero w trzeciej klasie liceum. Wcześniej dałem się kilka razy podnieść drobnym fascynacjom, ale nigdy, nic poważnego z tego nie wychodziło. Myślałem, że miłość do Gosi, to najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Wyjątkowa dziewczyna – zrobiłem teatralną pauzę, żeby podkreślić głębie swoich wspomnień – I było nam dobrze. Zawsze potrafiliśmy znaleźć wspólny język i gadać godzinami. Ta sama muzyka, te same koncerty, ten sam film i literatura, nawet podejście do życia i chęć szczęścia w zacisznym kąciku ta sama. Jak bajka – roześmiałem się gorzko. - I co się stało? - zapytała Natalia z przejęciem w głosie. - Powiedziała, że mnie kocha i odeszła. O ironio, zostawiła mnie dla mojego całkowitego przeciwieństwa. Nienawidziłem tego kolesia – okazałem zdenerwowanie i kusiło mnie, by dodać: "i tak oto stałem się kłamcą", ale powstrzymałem się. - To przykre. Nie zasługiwała na ciebie – patrzyła na mnie, a ja tego świadom odwróciłem wzrok, żeby nasze oczy się spotkały – A teraz? - położyła mi rękę na ramieniu i... kurcze to jej ciepło mnie... wiem, nie powinno, ale rozluźniło. - A teraz poznałem ciebie – szepnąłem, a jej ręka, jak sparzona, cofnęła się błyskawicznie. Cisza była niezręczna i nienawidziłem jej, ale byłem pewien, że będę mógł wykorzystać to, co po niej nastąpi. Natalia teraz była całkiem zagubiona i podobało mi się to. Mogłem ją uwolnić jednym zdaniem lub pogrążyć jeszcze bardziej jakimś gestem i kiedyś na pewno bym to wykorzystał. Teraz wolałem zaufać losowi, życie chciało czegoś wyjątkowego i nie warto utrudniać. To tak jak z płynącą rzeką, ileż to sił trzeba by przenieść koryto, a przecież płynąc z prądem można doznać czegoś nieprzewidywalnego. Przejdźmy na chwilę do Natalii, która właśnie walczy sama z sobą. W ręce trzyma wierności oręż i staje naprzeciw marzeniom. Tak, dokładnie – jestem jej niespełnionym do tej pory marzeniem o księciu z bajki. Nie wolno zapomnieć, że w głowie wiruje jej nowa melodia, nieodkryta, stworzona podnieceniem, które nieskromnie ja wywołałem. Wybór jest oczywisty, ale na szale rzucony został strach przed samotnością i tak o to na wadze, z jednej strony ja w zasięgu jej dotyku, uprzejmy, przystojny i szarmancki, z drugiej Mariusz, naiwny, średniej urody i z brakiem większej inteligencji czy wyczucia, pełen gaf, złamanych obietnic, nadużywający alkoholu i nie podniecający, no może odrobinkę. Telefon milczy, a ona bardzo by chciała, żeby Mariusz zainterweniował i nie pozwolił popełnić tego, czego pragnie, co ją kusi. W tym samym czasie, jakieś 130 km od starego ducata, Mariusz, po kilku piwach ostro flirtował z urodną Kasią. Przyjemność niekłamaną miałem oglądając kilka dni później jej zdjęcia, na osławionej już, naszej-klasie ( osobiście mam tam jedno konto fikcyjne do szukania ofiar) – śliczna dziewczyna. Ciekawe czy jest lepsza od Natalii? W każdym bądź razie kusiła swoim biustem Mariusza, a że faceci już tak po pijaku mają, że myślą słodko naiwnie, infantylnie i do bólu szczerze. I ich usta już do siebie się zbliżały, ich ciała były już tak blisko siebie, czuł już prawie jej wargi i... Mówiłem już, że to cipka? Wstał i odszedł, przepraszając i mówiąc, że jest z Natalią i jej nie zdradzi. Rzucił coś jeszcze, że Kasia jest super dziewczyną, co jak każdy doświadczony podrywacz wie, zdecydowanie ją rozjuszyło i chłopak zdążył jeszcze dostać solidnego liścia. Natalia w końcu się odezwała: - Radek, mam chłopaka i kocham go – spojrzała na mnie. Nie odpowiedziałem od razu, z jednej strony, nadając autentyczności mojej reakcji, a z drugiej, delektując się możliwością zrobienia jej jeszcze większego apetytu: - Wiem, dlatego nie narzucam się Natalia i staram – westchnąłem – no wiesz. Być fair – roześmiałem się pociesznie i dodałem – choć to nie łatwe, jak założyliśmy się – odwrócenie całej powagi po raz kolejny w żart, który wyraźnie miał ukryć moje zmieszanie dało kolejną szansę na kontakt, a to zbliżało mnie do celu. - Wariat – dostałem kuksańca, ale i to wystarczyło, by znów poczuła ten elektryzujący pociąg. Dobrze, że podróż się kończyła, bo na dzisiejszy dzień zdecydowanie musiało starczyć. Nadmiar może zawsze zemdlić, a dziś olbrzymi krok naprzód został postawiony w drodze do pięknego, natchnionego chaosu w jej życiu. Milczeć się nie dało, więc zagadałem, co sądzi o najnowszej roli Brada Pita i jego nominacji do Oskara. Wiem, temat niby banalny, ale po wielu latach niezła rola, a to zawsze warto odnotować. I wtedy auto jadące zna przeciwka, zwyczajnie wypłynęło tuż przed nami i nie wiem jakim cudem zdołałem odbić tak, że jedynie drasnęło lampę. Siła była duża, a ja nie jechałem wolno. Odruchowo nacisnąłem hamulec, obróciło nas kilka razy, a ja walcząc o nasze życie, troiłem się kręcąc kierownicą. Wypadliśmy z jezdni i pod ostrym kątem wpadliśmy w otaczając nas las. Rów nas powstrzymał, a szczęście sprawiło, że drzewo minęliśmy o centymetry. - Ja pieprze – szepnąłem i ręce opadły mi bezwiednie. Szok trwał kilka sekund. Obolały pomału trzeźwiałem. Podniosłem głowę i zdałem sobie sprawę z kim jechałem: - Natalia, nic ci nie jest? - wziąłem jej twarz w swoje dłonie. - Chyba nic... - Masz chyba przecięty łuk, krwawisz, boli cię coś? - podałem jej chusteczkę i dodałem - trzymaj mocno. - Trochę głowa i klatka, szarpnęły mną pasy, poza tym jest ok. - Zaczekaj – jeszcze raz spojrzałem na jej przestraszoną twarz i pocałowałem ją jakoś bezwiednie. Bez słowa wysiadłem z auta, wybrałem numer pogotowia i wezwałem pomoc. W tym czasie Natalia wygramoliła się z auta. Podszedłem do niej i objąłem: - Dasz radę dojść do drogi? – dzielił nas od niej potężny rów i spora skarpa – Boże – znów spojrzałem na jej twarz i... była piękna. Przytuliłem ją jeszcze raz i dodałem – Natalia... - i reszta ugrzęzła w gardle. - Nie martw się, wszystko ok, dam radę – uśmiechnęła się ciepło – zobacz, tam się dymi – wskazała na drugą stronę trasy – tamten samochód, pewnie potrzebują pomocy – wyrwała się z moich objęć. Nie bardzo miałem ochotę tamtym pomagać. Mieliby przynajmniej nauczkę za to, co wyprawiali na drodze. Okazanie jawnej niechęci na pewno by pani samarytanki nie ucieszyło, więc leniwie powłóczyłem za nią nogami. Wdrapaliśmy się, często kalecząc ręce o wystające kamienie i parząc się pokrzywami. Natalia trzymała chusteczkę przy wciąż krwawiącym łuku, więc podtrzymywałem ją i ciągnąłem za sobą. - Polska służba drogowa – rzuciłem, wyrażając zirytowanie. Na drodze, jak na złość nikogo nie było, a drzwi zastygły w bezruchu. Nie mieli tyle szczęścia co my i uderzyli w drzewo. Z auta nie było co zbierać i jak na złość dym wyłaniał się spod zgniecionej maski. - Może benzyna się zapalić. Natalia, poczekajmy na fachową pomoc, lada moment powinni dotrzeć. - I co, mamy czekać, aż oni zginą? – pokiwała głową z politowaniem i rzuciła się do schodzenia w las. Nie wiem czego życie chciało w tym momencie, ale jakoś ryzykowanie życia dla jakieś idiotki, nie bardzo mi się podobało. Fakt, kręciła mnie i chciałem z nią przeżyć piękne przedstawienie, ale podkładać karku zbyt mądre nie było. - Kurrrrrrcze – w takich chwilach trzeba przekląć pod nosem i pieprzyć buty, a zresztą wszystko pieprzyć. Wbrew wszystkim własnym zasadom, łamiąc złote nienaruszalne granice, zbiegłem do samochodu i gniewnie rzuciłem do Natalii. - Odsuń się! Drzwi nie było szans otworzyć, a zza zaparowanych szyb dostrzec można było sporo krwi. Rozejrzałem się wokół i konarem rozbiłem szybę. Paliwo śmierdziało, a spod maski dostrzec można było drobne płomienie, tańczące złośliwie na przewodach. W środku za kierownicą siedział koleś z rozbitym czołem. Klatka unosiła się w rytmicznym oddechu, a nogi nie były w żaden sposób zablokowane. Gorzej było z pasażerką, która choć oddychała, miała cofniętym silnikiem przygniecione całe ciało od pasa w dół. Nie było sensu próbować jej nawet wyciągać. Z tyłu kiwało się dziecko. Miało może z dziesięć lat i przestraszone siedziało cicho, drżąc. - Hej mały, nie bój się. Potrzebuję twojej pomocy, żeby pomóc rodzicom. Rozumiesz mnie? - mały kiwnął głową – ok, pod siedzeniem powinna być gaśnica. Spróbuj mi ją podać. Mały wczołgał się między siedzeniami do przodu i zanurkował pod nogi ojca. Za chwilę wyłoniła się jego twarz i szepnął jedynie: - Nie ma. - Dobrze – zastanowiłem chwilę i plan sam w głowie się pojawił – Poczekaj, zaraz cię wyciągnę. Sięgnąłem znów po konar i wybiłem szybę z tyłu. I zrozumiałem. Pojąłem co chciało życie. Z tyłu była bajecznie piękna nastolatka. Straciła przytomność, ale biust wirował w równym oddechu. Zagapiłem się na chwilę, ale szybko otrzeźwiałem i zawołałem do siebie malca. - Chodź mały – wziąłem go na ręce i uważając na głowę wyciągnąłem z auta – a teraz – postawiłem go na ziemi – leć do tamtej pani – mały kiwnął głową i szybko ruszył wśród zarośli. Podbiegłem do bagażnika i nacisnąłem klamkę. Puściła. - Boże błogosław centralny zamek – szepnąłem i zacząłem grzebać za gaśnicą – przydałoby się wam sprzątanie w aucie – gadałem do siebie, żeby nie myśleć co mi może grozić – jest! – krzyknąłem, gdy wyczułem cylinder. Działałem instynktownie i błyskawicznie. Zawleczka i wycelować, a później tylko mocno trzymać i płomienie zamieniły się w ostatni dym. Odrzuciłem niewiele myśląc gaśnicę i zainteresowany nastolatką, upewniłem się jeszcze raz w jakim jest stanie. - Mała obudź się – delikatnie uderzyłem ją w twarz – proszę cię! - ... - otworzyła oczy zdezorientowana. - Mieliście wypadek, boli cię coś? - zapytałem pośpiesznie. - Głowa – szepnęła pięknym melodyjnym głosem. - Jak masz na imię? - nim odpowiedziała zadałem drugie pytanie – Dasz radę wyjść tędy, jeżeli ci pomogę? - Tak – odpowiedziała bez namysłu – ćwiczę gimnastykę. - To chodź – podałem jej ręce i pomogłem wyjść. - Boże – szepnęła i podtrzymałem ją, gdy zakręciło się jej w głowie – co z rodzicami? - Żyją, nie martw się. Oprzyj się – zaprowadziłem ją do Natalii. Wycie syren rozbrzmiewało wokół, a gdy zobaczyłem zbiegających ratowników odetchnąłem. Nagle poczułem się cholernie zmęczony i pozwoliłem sobie upaść na ziemie. Oddychałem głęboko, co chwilę odpowiadając ratownikom, że nic mi nie jest. Natalia się nachyliła i pocałowała mnie w policzek. - Świetnie się zachowałeś – z podziwem, lampiąc się w moją twarz, jak w obrazek, dodała – jestem z ciebie dumna. - Kurwa – roześmiałem się wyjątkowo szczerze i złośliwie – mogliśmy zginąć! - krzyknąłem głośno. Natalia zaskoczona i chyba oburzona, cofnęła się, a ja nie bardzo miałem ochotę tłumaczyć się. Ba, w ogóle nie miałem ochoty z nią gadać. Nastolatka miała na imię Gosia. Piękna sprawa załatwić sobie naraz, tym bardziej, gdy imię to ma coś osobistego w sobie. W mieszkaniu plan był już ułożony. Z Natalią krótka piłka, a z Gosią trzeba zdecydowanie nadgonić. Może kwiaty do szpitala?



        Dedykacja: Marice

Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 3    
Data dodania: 04.01.2010r.

1     

Ilveran Redaktor 06 01 2010 (19:11:58)

=Pasuje, żeby te Twoje wypociny ujrzały światło dzienne, więc zmuszę się by skomentować;p Obiektywnie mówię, że mi się bardzo podobało, trzymasz styl w całości, czytelnik chce tylko więcej i więcej. Mam nadzieję, ze dodasz kolejną część za jakieś kilka minut. A nieobiektywnie, bo od połowy, jak dopiero wtedy zobaczyłam pole dedykacji, too powiem, że doprawdy bluźnisz mówiąc, że uczeń przerósł mistrza. Daleko mi do Ciebie chwaście;)

Zuanshie Użytkownik wpmt 04 01 2010 (22:54:05)

* kur. wierzę, to ta późna pora ;p

Zuanshie Użytkownik wpmt 04 01 2010 (22:52:18)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Wiesz, na początku, kiedy dostrzegłam kilka błędów interpunkcyjnych(i tylko takich, innych się nie doszukałam, na Twoje szczęście ;p)nie miałam zamiaru Ci ich podarować, jak wiesz, chciałam obniżyć ocenę. Ale kurcze, jak przeczytałam całość, nie miała bym serca, obniżyć ją za takie drobnostki, bo przy całości; treści, emocjach, fabule, zarysom postaci, to jest drobnostka, taki malutki szczególik(tak, nie wieżę, że to piszę, bo zazwyczaj kładę duży nacisk na poprawność tekstu). Twoje opowiadanie mnie zaskoczyło, zadziwiło, zauroczyło? Nie, to za mało powiedziane. Cholera, podobało mi się! Świetne opisy, dialogi między bohaterami są takie rzeczywiste, oczywiste, takie naturalne. Świetnie zarysowana postać Radka, po prostu genialna. Te jego podejście, słownictwo, charakter, no rozpływam się. Wiesz co jest największym plusem, zaletą, tego opowiadania? A to, że cholernie wciąga, jest ciekawie, a sama powieść potrafi zachęcić do czytania, nawet najgorszego, anty mola książkowego. A końcówka mnie zgniotła, zmiażdżyła, zmiotła z powierzchni ziemi. Nie wiem jak inni, ale ja to kupuję, no! Co tu więcej biadolić? Sześć.


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9700 | Proza: 2330 | Publicystyka: 723 | Komentarze: 68312 | Użytkownicy: 12452
Online(40): 40 gości i 0 zarejestrowanych: