Pseudonim: Dawied
O sobie: ...
Napisanych prac:
- wiersze: 154
- proza: 94
- publicystyka: 11

Średnia ocen: 5.2
Użytkownik uzyskał: 828 komentarzy

Najlepiej oceniane prace:
"Uwierzcie cz.1" 22.03.2009
"Uwierzcie cz.5" 25.04.2009
"Uwierzcie cz.6" 02.05.2009
"Uwierzcie cz.9" 18.05.2009
"Wieczne miasto odc.2" 20.07.2009

Inne prace tego autora:
"Marlen cz. 10" 22.02.2009
"Ektoplazma na tropie cz. 1" 15.01.2012
"Marlen cz. 6" 31.01.2009
"Ben musi umrzeć" 02.01.2010
"Uwierzcie cz.4" 13.04.2009


Najnowsza proza (wszystkie):
"Buntownik" - mistylady
"Uderzyłam go... cz.1" - Pokoras
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"Raz, dwa, trzy - Baćka..." - Edward Horsztyński
"Przygody, dnia jednego,..." - Falcor
"Trójblondowe piwo" - ArcturV
"Głosy Cieni - Rozdział 4..." - moriaty h.ayne
"O tym, jak powstały..." - nic
"Przed siebie" - Unwritten96
"List do K. cz. III" - Nieważne

Kłamca cz. 5

Natalka, z torbą przewieszoną przez ramię, wyszła z mieszkania. Rozłożyła parasol i schroniła się przed ulewnym deszczem. Omijając kałużę, rozkoszowała się melodią wygrywaną przez krople, dudniące w materiał rozpostarty na metalowych promieniach. Lubiła zapach deszczu i tą metamorfozę barw, kształtów, w pryzmacie deszczowej ściany. Jakiś chamski kierowca wjechał w dziurę, a kałuża niczym wulkan w czasie erupcji, wzniosła się w przestrzeń i ciągnięta do ziemi grawitacją, ochlapała nieco pokraczną postać. Dziewczyna do pracy miała sporo czasu – lubiła wyjść wcześniej i się spokojnie przygotować, dlatego stanęła i wpatrywała się w opryskanego jegomościa. Szedł cały mokry, kołysząc się na boki. Czerwony krawat i podkrążone oczy sprawiały, że budziły się w niej obawy. Nie wiedziała przed czym, nie była nawet pewna, czy to na pewno lęk, ale doznanie było mocne. Rozpięta marynarka i ciemne jeansy, trendy pantofle i obojętność, tworzyły dziwną mieszankę. - Jaki koleś... - szepnęła. Nie poruszając się, toczyła zaciętą walkę między lękiem, ciekawością, a życzliwością i chęcią pomocy. Wynik mógł być tylko jeden. Bez słowa minęła mężczyznę i w zamyśleniu nawet się nie odwróciła. W głowie pojawiła się melodia. Tony pełne tajemnicy lekko wędrowały po gamie, wprowadzając dziwne zamieszanie. Później cisza rozbłysła i spaliła się galopującym szaleństwem muzyki. Obraz mężczyzny zapisany na taśmie neuronów i melodia, której nie da się zagrać, bo mózg tworzy nowe rytmy, nowych dźwięków – tak w tamtej chwili wyglądała podświadomość Natalii. Można nazwać to uczuciami. Idąc ulicami miasta, w oprawie betonowych chat, potykając się o nierówny chodnik, widzi się nadczłowieka prawdy. Istotę z krwi i kości, niedoskonałego, innego niż wyobrażenie, nie pasującego. I żadna laska nie chce się z nim pieprzyć. Natalka mokra wpadła na hale. Uśmiechnąłem się i wziąłem jej parasol. Odwzajemniła się niepewnym grymasem i powiedziała: - Leje. - Nie przejmuj się – podałem jej ręcznik – To tylko osiem godzin w tą ulewę. - Lubię deszcz, więc na pewno się nie martwię – rzuciła nieco złośliwe spojrzenie i kontynuowała – zaraz się rozjaśni. - Wątpię – deszcz nasilał się, a z meteorologii na geografii miałem pałę - Nie znasz się – trąciła mnie jakoś tak odruchowo, jakoś tak zalotnie. - Dobra, chodźmy, bo nas zwolnią – faza dystansu szła bardzo dobrze. Pierwszego dnia pozwoliłem sobie na flirt i kilkoma wyznaniami o poezji i muzyce kupiłem jej sympatię. Skłamałem, mówiąc, że nie było stać mnie na studia i teraz sam w bibliotekach się dokształcam. Dodałem coś o talencie do piłki nożnej i ostatnim przedstawieniu w teatrze – nie byłem oczywiście, ale recenzję dałem radę przeczytać. Pozwoliłem sobie pokazać jaki ze mnie erudyta i w końcu sprowokowałem sytuację, gdy niby przypadkiem, Natalia musiała wpaść w moje ramiona. Jej piersi były boskie. Nie za duże, ale idealnie komponowały się z sylwetką. Gdy tak leżała w moich objęciach, poczułem ich delikatne krągłości pod cienkim stanikiem. Nie jakieś wielkie mleczne worki co wiszą, niczym wymiona u krów, ale jędrne arbuziki, kuszące kształtem. Od razu spojrzałem jej w oczy i z wahaniem przybliżyłem swoje wargi do jej. Nie musnęły się nawet, ale brak sprzeciwu troszkę mnie zawiódł. Zgodnie z planem ominąłem usta, oparłem głowę na jej ramieniu i szepnąłem do ucha. - Przepraszam – puściłem ją i odszedłem. Drugi dzień dystansu miał być rutynowym kuszeniem i odpuszczaniem, gdy przeciwnik łapał się na haczyk. Czekanie wzmaga apetyt. Chciałem Natalię rozpalić do granic możliwości, by stapiała się pożądaniem w jeden wielki wyrzut, a później przebiję wrzód ich związku i odejdę. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, a poza tym, dawno nie byłem w żadnej, na żadnej, a nawet obok żadnej dziewicy. Ta ich naiwność i nieporadność jest słodka. Kiedyś robiłem małą kolekcję, ale szybko mnie to znudziło, okazało się zbyt proste i infantylne dla takiego mistrza jak ja, dla artysty. Zlecenie było spory kawałek za miastem. Podróż nienowym ducatem w taką pogodę średnio mi się podobała, dlatego od razu spróbowałem poflirtować z Natalią dla zabicia czasu. Może kłóciło się to, ze strategią rozpal i olej, ale dobry dowódca strategie koryguje na bieżąco. Wycieraczki pracowały z maksymalną szybkością. Dziewczyna siedziała obok taka bezbronna, z rękami założonymi na kolanach. Patrzyła przed siebie za wszelką cenę, nie chcąc okazać swojego zainteresowania. Wpatrywanie w jej zagubienie sprawiało mi niewymowną, ale jednocześnie irracjonalną przyjemność. Głupia grzeczna kózka, a jednak... nie mogłem sobie odmówić. - Może ci zimno? Podkręcę odgrzewanie – sięgnąłem już po pokrętło. - Nie, jest bardzo dobrze – uśmiechnęła się i nieco skrępowana moim spojrzeniem, wróciła do podziwiania rozbijających się o szybę kropel deszczu. - To chyba za karę wysłali nas na takie za dupie, przepraszam, za wyrażenie, ale nie wiem, jak inaczej to nazwać. Może ty komuś podpadłaś? - O ile mi wiadomo to miałam okazję tylko tobie, także muszę podziękować za tą podróż – nieco rozluźniona szybko dodała – a zadupie, to mała wieś. A niby taki bystry. - Bardzo śmieszne – udałem nieco naburmuszonego – ale skoro nalegasz z podziękowaniami, to tylko buziakiem w to miejsce – wskazałem prawy policzek. - Nie, zapomnij, pff – i nieco ciszej – Mariusz by mi tego nigdy nie wybaczył. - Natalka, myślisz, że ja bym sobie pozwolił na takie coś w jakimś starym gracie? W życiu z taką dziewczyną jak ty, podziękowania odbieram tylko na kolacji przy świecach, a na taką wątpię żebym cię skusił – wywrócenie kota ogonem zawsze daje świetne rezultaty. - Próbuj, z przyjemnością przekonam się, że nie masz szans zachwycić czymkolwiek wyjątkowym, bym mogła się zgodzić. - Czyżby jakieś wyzwanie? - Tak! - podniosła głos i wyciągnęła rękę. - Ok, jesteś moja – puściłem jej oczko pewien sukcesu i uścisnąłem delikatną dłoń. Może pięć minut później Natalia zadręczała się tym co zrobiła. Myślała gorączkowo o Mariuszu, ale wizja podrywu podniecała ją, ba, ja ją podniecałem. Walka z samą sobą kiepsko wychodziła, przez co dziewczyna zadręczała się całą drogą, kurczowo zaciskając palce na pasach. Pytałem ją jeszcze, ale zdawkowe odpowiedzi kazały się tymczasowo wycofać. Gdy dotarliśmy na miejsce, słoneczko wyszło zza chmur i mogliśmy odetchnąć w jego promieniach. Rozciągnąłem się i oczywiście z pierwszym krokiem musiałem zaliczyć błotko. But się zatopił i musiałem wołać do pomocy Natalkę, która śmiała się ze mnie wniebogłosy. Oparłem się o nią i typowym mlaśnięciem wydostałem buta. - Jak w masło – ukryłem zirytowanie i pozwoliłem sobie na obrócenie sytuacji w żart. - Radek muszę powiedzieć, żeś teraz jest swojski chłop – zaśmiała się, a ja wraz z nią buchnąłem udawaną radością. Byłem na maksa wkurzony. Buty za 350 złoty poszły się właśnie jebać. Próbki produktów spodobały się właścicielom sklepu, a choć może warunki nie były super konkurencyjne, to dzięki mojemu wrodzonemu talentowi do ściemniania, przekonaliśmy ich. Natalia dopowiadała jakieś pierdoły od strony technicznej typu, że zdrowe, że na pewno się sprzeda i takie tam, a ja skupiłem się na pieniądzach. Nic tak dobrze nie przemawia do klienta, jak wizja zarobku i wiedziałem o tym doskonale. Duży klient i duży sukces. Natalia o tym nie wiedziała, ale prawdopodobnie czekała mnie niezła premia. To nie jest tak, że pojechałem i załatwiłem. Najpierw dzwoniłem, później z żoną jednego z panów się umówiłem na rozmowę (tyle lat, a całowała się tak nieporadnie, a fuj) i musiałem naciskać i się wpychać. Podobało mi się to, ale zdecydowanie na resztę życia, było to za mało. W drodze powrotnej, udając mocno podekscytowanego (tak naprawdę brałem to na zimno), znów zacząłem rozmowę, ale teraz z innej strony: - Udało się nam i to dzięki tobie. Ja nie znam się na tym wszystkim, a ty swoim podejściem kupiłaś ich. - Żebyś wiedział. Zanudziłbyś ich jeszcze trochę tą paplaniną o pieniądzach. - Wcale, że nie – odpowiedziałem oburzony i dodałem – to, że masz ładniejszy uśmiech wcale nie oznacza, że jesteś lepsza w zagadywaniu klientów – uśmiechnąłem się, a ona odpowiedziała jedynie rumieńcem – Ten twój chłopak często prawi ci komplementy? - Mariusz? - zapytała nieco zagubiona, szukając w głowie jakiś przykładów – dość często – skłamała, co zauważyłem od razu. - Musi być z niego w porządku facet – udałem na maksa poważnego i spojrzałem na nią. - Gdy nie pije jest bardzo w porządku – szepnęła. - Kurcze na pewno, aż tak źle nie jest – pocieszałem ją, próbując jak najwięcej wyczytać z jej zachowania. - Jest – spojrzała dziwnie zmartwiona na telefon – ale może zmieńmy temat. Właściwie to ciągle ty wypytujesz, a ja ci się zwierzam, jak głupia jaka, a tak naprawdę, nic nie wiem. - Dużo wiesz o mnie. - Ale chodzi mi o to, co czujesz, czy kogoś kochasz, kochałeś? Ja przed tobą jestem praktycznie naga. Jestem na siebie wściekła, że tak szybko, wszystko ze mnie wyciągnąłeś. - Nie przejmuj się tym – uśmiechnąłem się sztucznie i dodałem – taka specyfika tej nudnej pracy. - Nie zmieniaj tematu, tylko już mi tu opowiadaj, ale jak na spowiedzi – potrafiła nieznośnie trajkotać, ale za to przy tym jej piersi pięknie falowały z każdym oddechem, a nieskoordynowane ruchy rąk magicznie podkreślały jej złość – czekam Radeczku. - Nie wymigam się? - Nie! Przyznaję się. Miałem ochotę się tak na nią rzucić, zerwać ubranie i całować, pieścić, dotykać. Dawno żadna dziewczyna tak nie zadziałała na moje zmysły. Najlepsza praca artysty, życie tego chce, czuję to.



        Dedykacja: Tym, którzy chcą sie przekonać co jest na końcu

Płeć: mężczyzna
Ocena: 6
Liczba komentarzy: 2    
Data dodania: 03.01.2010r.

1     

Ilveran Redaktor 04 01 2010 (18:27:58)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Wiesz co jest jednym z największych plusów tego opowiadania? To, że niesamowicie je czuję. Tak jakbym nijako była na miejscu tej Natalii i odczuwała te emocje związane z Radkiem. Naprawdę wyjątkowe czuć coś takiego, działasz na wyobraźnię i piszesz tak, że nietrudno widzieć całą sytuację. Wyśmienity styl i czytelnik z ciekawością brnie do przodu, by poznać co będzie dalej. Długo czekałam na Kłamcę i się opłaciło, zdecydowanie. Teraz tylko, byś już mnie nie zostawiał dłużej bez niego.

Lilka Użytkownik 04 01 2010 (15:33:41)

Użytkownik ocenił pracę na 6

Podoba mi się zakończenie. Jest jakby podsumowaniem tego wszystkiego, co zawarłeś w tekście. Zwróciłam też uwagę na różnice charakterów. Zwykle to mi umyka, ale w Twojej pracy zaznaczyłeś to. Stylowo świetnie, fabuła ciekawi i wciąga. Akurat siedziałam na informatyce, kiedy Kłamca mi się nawinął, i nie słyszałam, jak mówił do mnie nauczyciel. Kilka razy w dialogach parę zdań brzmiało mi trochę nie po polskiemu, ale poza tym w porządku. Nie mogę doczekać się następnej części :) waham się co do oceny - szóstka z minusem czy piątka z duużym plusem? Co byś wolał ;)


Musisz się zalogować aby móc pisać komentarze.

Znak Fabryka Słów Media Rodzina Iskry Purpose Akcent Jaguar W.A.B. Telbit Radwan Piąty Peron WSQN Replika E-tekst Piórem Feniksa Edupedia Audiobook Złote myśli

Statystyki: Wiersze: 9701 | Proza: 2330 | Publicystyka: 721 | Komentarze: 68306 | Użytkownicy: 12452
Online(67): 67 gości i 0 zarejestrowanych: